niedziela, 28 stycznia 2018

Historyk o(d)powiada... Konrad Bobiatyński


Jak co niedziela, pora na kolejną odsłonę cyklu z ‘wywiadami’ z historykami. Dziś na kilka pytań odpowie dr hab. Konrad Bobiatyński (1977), od 2006 r. adiunkt w Zakładzie Historii Nowożytnej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w 2001 r. obronił pracę magisterską, 2006 r. – doktorat, 2017 r. – habilitację. Listę najważniejszych publikacji dra Bobiatyńskiego można znaleźć na stronie UW, warto się z nią zapoznać jeżeli ktoś chciałby sobie uzupełnić historyczną biblioteczkę o ciekawe książki i artykuły.

1.W jaki sposób zaczęła się Pańska przygoda z historią, kiedy zdał Pan sobie sprawę że chciałby się nią zajmować zawodowo?
Moja przygoda z historią rozpoczęła się już dosyć dawno temu. Choć rodzice mają wykształcenie ścisłe (ojciec inżynier po politechnice, mama – informatyk), a w domu raczej nie było zbyt wielu książek historycznych, to nawet te nieliczne potrafiły we mnie rozbudzić pasję do poznania dziejów ojczystych. Pierwszy bogato ilustrowany komiks, zresztą o tematyce wojskowej, stworzyłem już w wieku 10 lat, namiętnie rysowałem też mapy dawnej Rzeczypospolitej (milion kilometrów kwadratowych zawsze działało na wyobraźnię!), jak i plany naszych wielkich zwycięskich bitew z XVI i XVII wieku. W szkole podstawowej i liceum był to jedyny przedmiot, który nigdy nie sprawiał mi żadnych trudności, a był prawdziwą pasją. Chyba już w drugiej klasie liceum zdecydowałem się ostatecznie na studia historyczne, choć – jako finalista i laureat olimpiady historycznej – miałem wstęp bez egzaminów na wszystkie kierunki humanistyczne. Ale cóż, często w życiu kierowałem się sercem nie rozumem, czego akurat w tym wypadku nigdy nie żałowałem.
Inna sprawa, to korzenie rodzinne, które zapewne w dużym stopniu zadecydowały, iż zająłem się historią Wielkiego Księstwa Litewskiego. Moja rodzina pochodzi z okolic Sokala na Wołyniu, ale praszczur w 13 pokoleniu w 1620 r. za zasługi wojenne otrzymał od Zygmunta III nadania na Smoleńszczyźnie i w Newlu i przeniósł się na Litwę. Prawdziwym strażnikiem pamięci i świadkiem historii w mojej rodzinie był dziadek Zygmunt Bobiatyński, urodzony w 1908 roku w guberni witebskiej jako poddany cara Mikołaja II. Przeżył on naprawdę dużo i to nie tylko dlatego, że żył bardzo długo (zmarł w 2007 r. mając prawie 99 lat) – poprzez I wojnę światową, rewolucję bolszewicką, wojnę 1920 roku, a wreszcie kampanię 1939 roku, w której walczył jako oficer 19 pułku artylerii lekkiej i został ciężko ranny niedaleko od Radomia w miejscowości Ryczywół. Jego opowieściom na temat epoki, której kres przyniosła II wojna światowa, zawdzięczam z pewnością moje pierwsze litewskie pasje i zainteresowania, które dane mi jest teraz naukowo rozwijać.

2. Który postać historyczna jest Pańską ulubioną i dlaczego?
Jeżeli chodzi o czasy nowożytne, to chyba Jan Zamoyski – człowiek, który skupiał w sobie wszystkie cechy wybitnego męża stanu. Był dobrym dyplomatą, z reguły sprawnie radził sobie w polityce wewnętrznej. Bardzo cenię go jako dowódcę wojskowego, umiejącego prowadzić działania militarne w sposób metodyczny, przy zabezpieczeniu logistyki. Świetny organizator i gospodarz, charyzmatyczny patron dla swojej klienteli. Szkoda, że nie wybrano go na tron Rzeczypospolitej po śmierci Stefana Batorego.
Natomiast z hetmanów litewskich zdecydowanie najwyżej cenię Jana Karola Chodkiewicza.
Ale muszę tu dodać, iż epoka staropolska w dawniejszych czasach była tylko jedną z moich historycznych pasji. Zainteresowania czasami napoleońskimi, którym poświęciłem zresztą swój pierwszy artykuł naukowy, wynikały z ogromnej fascynacji postacią cesarza Francuzów i księcia Józefa Poniatowskiego. Do dzisiaj czytam mnóstwo książek poświęconych II wojnie światowej, a szczególnie Powstaniu Warszawskiemu, a moimi młodzieńczymi idolami byli żołnierze Szarych Szeregów – batalionów „Zośka” i „Parasol”, z których nielicznych zresztą dane mi było osobiście poznać.

3. Może się Pan się cofnąć w czasie i poznać postać historyczną, być świadkiem jakiegoś wydarzenia lub też zobaczyć/zbadać jakiś artefakt. Jaki byłby Pański wybór?
Może Janusza Radziwiłła w obozach wojska litewskiego w 1655 roku pod Mohylewem, czy też Wilnem, aby poznać motywy decyzji o oddaniu Litwy pod protekcję Szwedów, decyzji która „zapewniła” mu miano jednego z największych zdrajców w historii Polski.
A może Michała Kazimierza Paca. W końcu biografista zawsze chętnie przepytałby bohatera swoich prac o tyle niejasnych szczegółów z jego życia. Czy rzeczywiście pojedynkował się z młodym Sobieskim o serce pewnej panny, co miało stać się zarzewiem ich późniejszej nienawiści? Czemu nigdy się ożenił? Czy przeżywał dylematy moralne, spiskując przeciwko Janowi III z elektorem brandenburskim i carem moskiewskim, czy też działania te uważał za patriotyczny obowiązek?

4. Z której spośród swoich publikacji jest Pan najbardziej dumny?
W sumie się ich zebrała już niemal setka. Do wielu z nich mam sentymentalny stosunek, bo kojarzą mi się z pewnymi ważnymi etapami życia i pracy naukowej. Moja pierwsza książka, napisana na bazie pracy magisterskiej (Od Smoleńska do Wilna. Wojna Rzeczypospolitej z Moskwą 1654-1655, wyd. „Infort”, Zabrze 2004), uchyliła drzwi do grona zawodowych badaczy epoki nowożytnej, a szczególnie wojskowości staropolskiej. Doczekała się potem kilku tłumaczeń na język białoruski i choć zdaję sobie doskonale sprawę, iż dzisiaj właściwie należałoby ją napisać na nowo, to stanowiła całkiem fajny debiut w ukochanym zawodzie i . Z kolei doktorat (wydany po dwóch latach jako książka Michał Kazimierz Pac – wojewoda wileński, hetman wielki litewski. Działalność polityczno-wojskowa, wyd. „Neriton”, Warszawa 2008) ugruntował moją pozycję zawodową, nie tylko jako historyka wojskowości, ale przede wszystko lituanisty i „de facto” zapewnił przyjęcie do pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Oczywiście z czasem człowiek powinien się rozwijać i dlatego za dzieło zdecydowanie bardziej dojrzałe pod względem warsztatu naukowego i poziomu refleksji naukowej uważam moją ostatnią książkę, która stała się podstawą habilitacji (W walce o hegemonię. Rywalizacja polityczna w Wielkim Księstwie Litewskim w latach 1667-1674, wyd. „Neriton”, Warszawa 2016). Stosunkowo niewiele w niej historii wojskowości, bo tematem jest analiza litewskiej sceny politycznej w okresie od śmierci królowej Ludwiki Marii aż po początek panowania Jana III Sobieskiego,  mechanizmów funkcjonowania stronnictw magnackich oraz metod prowadzenia walki politycznej. Bardzo dumny jestem też z wydanej razem z kolegami w czerwcu monumentalnej pracy zbiorowej (Hortus bellicus. Studia z dziejów wojskowości nowożytnej), dedykowanej Naszemu Mistrzowi, a także z opublikowanego w niej artykułu, poświęconemu mojemu przodkowi Mikołajowi Bobiatyńskiemu, rotmistrzowi w armii koronnej za czasów Zygmunta III. Na temat jego życia zbierałem materiały przez ostatnie 15 lat. 

5. W toku swojej edukacji i pracy naukowej poznał Pan wielu wybitnych badaczy. Który z nich wywarł na Panu największy wpływ?
To niezwykle ciężko ocenić. Od ponad 20 lat jestem związany z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie najpierw studiowałem, następnie pisałem doktorat, a teraz już dwunasty rok pracuję na etacie naukowym. Jest to wspaniałe miejsce na ziemi, gdzie poznałem wielu wspaniałych ludzi. Mogłem tu jeszcze spotkać nieżyjących już dzisiaj wybitnych naukowców, jak Aleksander Gieysztor, czy też Antoni Mączak. Na studiach uczęszczałem na wykłady najlepszych polskich mediewistów i nowożytników (Henryk Samsonowicz, Karol Modzelewski, Tadeusz Wasilewski, Jacek Banaszkiewicz) i każdy z nich w jakiś sposób wpłynął na ukształtowanie moich zainteresowań naukowych. Umiejętności warsztatowe nabywałem z kolei na ćwiczeniach u młodego, niezwykle zdolnego pokolenia badaczy – Dariusza Kołodziejczyka, Michała Kopczyńskiego, Igora Kąkolewskiego – dzisiejszych tuzów naszej historiografii nowożytnej. Ale w tym miejscu chciałbym wspomnieć o dwóch osobach. Pierwsza to zmarły w 2006 roku prof. Jarema Maciszewski, z powodu którego ostatecznie wybrałem seminarium magisterskie poświęcone wojskowości staropolskiej (w grę wchodziło jeszcze średniowiecze). Był to człowiek ogromnej wiedzy, erudycji, charyzmy, przedwojennej kultury. Można powiedzieć, ostatni epigon szlacheckiej Rzeczypospolitej, który zarażał młodych ludzi swoimi pasjami, jak również hipnotyzował opowieściami ze swojego barwnego życia. Razem z nim seminarium prowadził młody wówczas prof. Mirosław Nagielski, mój późniejszy Mistrz. Od razu zaimponował nam ogromną energią, optymistycznym podejściem do życia, przyjacielskim stosunkiem do studentów, a także warszawską gwarą, którą się biegle posługiwał. Z czasem udało mu się skupić wokół siebie całkiem liczną grupę młodych osób, które od kilkunastu lat stopniowo pną się na szczeblach kariery naukowej. Są w tym gronie m.in. mój najbliższy towarzysz w badaniach nad dziejami Wielkiego Księstwa Litewskiego (Krzysztof Kossarzecki), koledzy z tego samego roku studiów (Przemysław Gawron, Andrzej Majewski), Piotr Kroll, Dariusz Milewski, Andrzej Haratym – osoba niezwykłej wiedzy, ale i oryginalności, a także przedstawiciele młodszego pokolenia, jak Andrzej Przepiórka, Zbgniew Hundert, Zbigniew Chmiel, czy też Karol Żojdź.
Na koniec chciałbym wspomnieć, iż wielkim autorytetem dla mnie jako lituanisty, jest prof. Andrzej Rachuba z Instytutu Historii PAN, najwybitniejszy żyjący badacz Wielkiego Księstwa, osoba o ogromnej wiedzy i ogromnym dorobku, który stanowi dla mnie wzór rzetelności naukowej.

6. Dużo młodych ludzi czerpie aktualnie wiedzę historyczną z memów, filmików na YouTube i blogów internetowych. Jakie jest Pańskie zdanie na temat tego trendu?
Ja należę jeszcze do pokolenia, które w przeszłości nie korzystało raczej z takich zdobyczy techniki. Niewątpliwie cieszy, iż przyczyniają się one do popularyzacji wiedzy historycznej, niestety często spłyconej i pozbawionej jakiejkolwiek refleksji, czy też weryfikacji. Ale przyznam się, iż inaczej oceniam niektóre blogi internetowe, gdzie dosyć często można natknąć się na inspirujące dyskusje pasjonatów historii wojskowości, nie pozbawione wartości merytorycznej. Niegdyś śledziłem wpisy na blogach historyków rosyjskich, ostro i wytrwale dyskutujących na temat różnych aspektów wojny Rzeczypospolitej z Państwem Moskiewskim, aby uzupełnić swoją wiedzę na temat stanowiska historiografii naszego wschodniego sąsiada na temat niektórych interesujących mnie zagadnień.

7.  Najważniejsza Pańska rada dla przyszłych historyków?
Przede wszystkim należy zacząć od wszechstronnej nauki tajników warsztatu naukowego historyka, a dopiero później podjąć pierwsze próby pisarskie. A poza tym – praca, praca, jeszcze raz żmudna codzienna praca w archiwach i bibliotekach, bo dopiero po kilku latach obcowania ze źródłami rękopiśmiennymi historyk jest w stanie coś nowatorskiego wnieść do dotychczasowego stanu wiedzy. Do tego skrajny krytycyzm – i do źródeł, do własnej osoby i własnych dokonań, jak i głęboka pokora w stosunku do tajemnic przeszłości, którą dane nam jest się zajmować. A wreszcie życzę wyboru takich pól badawczych i tematów, które pozwolą na pełne rozwinięcie własnych pasji i znalezienie własnego miejsca w sztafecie pokoleń polskich historyków. Ale nigdy poprzez drogę na skróty, tak często wybieraną dzisiaj przez młode pokolenie.

8. W czasie wolnym najbardziej lubi Pan…
Tutaj chyba jestem całkiem normalnym człowiekiem. Kocham wycieczki rowerowe, czy to po różnych ciekawych miejscach w Warszawie, czy też po podwarszawskich okolicach. Kiedyś kolejną miłością były góry, które jednak bardzo zaniedbałem w ostatnich latach. Liczne wyjazdy na kwerendy naukowe, czy też konferencje namiętnie wykorzystuję na poznawanie kolejnych turystycznych atrakcji, uwielbiam też wycieczki do krajów śródziemnomorskich, choć tu mam jeszcze dużo do nadrobienia. W domu lubię oglądać transmisje sportowe, przede wszystkim piłkę nożną, siatkówkę, piłkę ręczną, lekkoatletykę, skoki narciarskie, biathlon. A poza tym czasami, ale nie za często kino, częściej fajna książka, dobre jedzenie i spotkania z przyjaciółmi.


1 komentarz: