piątek, 29 września 2017

Poswol/Pozwol 1625 raz jeszcze


Dawno temu pisałem o starciu kirasjerów szwedzkich i husarii litewskiej pod Poswolem/Pozwolem w 1625 roku. Akurat dzisiaj rocznica, warto przywołać kolejne litewskie źródło na temat tej potyczki. Chodzi o list hetmana Radziwiłła do Eustachego Wołłowicza, datowany na 30 września 1625 roku, czyli dzień po starciu (podziękowanie dla dra Mariusza Balcerka za podzielenie się informacjami z tego listu). Informacja jest niestety bardzo zdawkowa - hetman potwierdza ilość wziętych do niewoli (porucznik, dwóch kaprali, trębacz 'samego Gustawa', 42 żołnierzy), wspomina o obecności Liebfahne, a także ocenia, że szwedzcy żołnierze 'to byli dobrzy ludzie'. Brak wzmianek o ilości zabitych Szwedów, zdobytych sztandarach (co znów potwierdzałoby tezę, że żaden kornet nie wpadł w ręce Litwinów) czy stratach własnych. Nie odpowiada to więc niestety na pytania które zadawałem sobie przy poprzednim wpisie, może jednak kiedyś uda się odnaleźć kolejne informacje?

czwartek, 28 września 2017

Mała wojna na stepie


Ostatnio sporo czytam o Kałmukach i ich historii w XVII i XVIII wieku. Znalazłem bardzo ciekawy opis dotyczący ich taktyki w obliczu rajdów równie agresywnych sąsiadów. To interesujące spojrzenie na bardzo specyficzną „małą wojnę” jaką toczyły między sobą plemiona koczowników z tego regionu. Oddajmy głos moskiewskiemu świadkowi:
Jako że żyją oni [Kałmucy] w ciągłym zagrożeniu ze strony swoich nomadycznych sąsiadów, takich jak Tatarzy kubańscy[1] i Kazachowie, Kałmucy zawsze trzymają czaty na obrzeżach swoich ułusów. Otrzymawszy wieści o nadciągającym wrogu, Kałmucy nigdy nie ruszają by stawić mu czoła. Miast tego każdy ułus ucieka. Podczas gdy kobiety i dzieci zabierają [zapasowe] konie, trzodę i wielbłądy, unosząc z nimi wszystko [co należy do ułusu], uzbrojeni mężczyźni, dosiadając lepszych koni, tworzą ariergardę ułusu by odeprzeć [ewentualny] atak nieprzyjaciela. Kałmucy nie ruszają by stawić czoła nadciągającym wrogom. Gdyby to zrobili, mogliby minąć się z nieprzyjacielem, jako że wszędzie tutaj jest tylko otwarty step. W tym czasie wróg mógłby napaść na kałmuckie ułusy, wyrządzić im poważne szkody i wycofać się na własne terytorium, unosząc ze sobą łupy. Właśnie dlatego, kiedy nieprzyjaciel wraca do siebie, [zależnie od rozwoju wypadków] niosąc - lub i nie - łupy, Kałmucy zbierają swoich jeźdźców by ścigać napastników. Jako że wojownicy wroga i ich konie są zmęczeni rajdem, Kałmucy, dopadając wycofujących się, mają nad nimi przewagę. W tym samym czasie nadciągają też dla nich posiłki z innych [nie będących obiektem rajdu] ułusów.




[1] Tzw. Mała Orda Nogajska, czyli orda kubańska. 

wtorek, 26 września 2017

Bociem Turcy takiem rządem wiele naprzód mają


Wracamy do pamiętników Konstantego z Ostrowicy, tym razem by przeczytać jego porady dotyczące walki z jazdą turecką w drugiej połowie XV wieku.
Gdy się ma Turki gotować macie, abyście się warowali zbroją obciążać, grubych drzew jezdeckich, samostrzałów, hewarów ciężkich abyście nie mieli, ale byście sobie wszystkie rzeczy ku wojnie a ku walnej bitwie letkie stroili, czym byście mogli bez obciążenia władać. Abociem Turcy takiem rządem wiele naprzód mają. Jeśli ji gonisz, tedy uciecze, a jeśli on cię goni, tedy mu nie ujedziesz. Turcy i konie ich dla wielkiej lekkości zawdży prędcy są, a my zawżdy przez ciężkie konie i obciążenie zbroje jestechmy leniwi, abociem wiele na głowie mając, duch trudny masz, a k temu słyszysz i wszedy dobrze nie widzisz, rękoma też i sam sobą dla ciężkości zbroje nie władniesz.

To bardzo ciekawe spostrzeżenia, cenne o tyle, że pochodzące od kogoś kto walczył u boku armii tureckiej i miał okazję widzieć sipahów i jazdę lekką w akcji.   

poniedziałek, 25 września 2017

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XIV



Zgodnie z zapowiedzią, pora na recenzję drugiego tomu Ospreya o armii Zjednoczonych Prowincji. Chodzi o tom numer 513 z serii ‘Men-at-Arms’, zatytułowany Dutch Armies of the 80 Years’ War 1568-1648 (2). Cavalry, Artillery & Engineers. Autorem tekstu jest Bouko de Groot, kolorowe plansze namalował tandem ojciec-syn Gerry i Sam Embleton.
Tak jak przy poprzedniej recenzji, najpierw słów kilka o strukturze pracy, potem kolorowe plansze, a na koniec uwagi ogólne i narzekanie na mapę… No ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Po krótkim wstępie i mapie przedstawiającej oblężenia (o. znowu wspomniałem mapę), czekają nas cztery rozdziały.
Pierwszy z nich dotyczy kawalerii. Podobnie jak w tomie o piechocie, Autor analizuje jazdę w oparciu o trzy okresy wojny:
- wojnę domową 1568-1587
- wojnę o niepodległość 1588-1620
- wojnę koalicyjną 1621-1648
Możemy tam znaleźć informację o typach jazdy (kopijnikach, kirasjerach, arkebuzerach/karabinierach i rajtarach), organizacji ich jednostek, wyposażeniu żołnierzy, taktyce walki.
Także i rozdział dotyczący artylerii napisany jest według takiego ‘czasowego’ klucza, omawiając typy dział, ich przeznaczenie, a także użycie na polu bitew i działań oblężniczych.
Rozdział trzeci dotyczy właśnie działań inżynieryjnych, w tym oblężeń – tych wszakże w toku wojny było bardzo wiele. Tu z kolei mamy podrozdziały dotyczące kolejno pionierów, mostów, oblężeń i walki w okopach.
Ostatni rozdział dotyczy ogólnie „armii”. Dowiadujemy się z niego nieco o kwestii dowodzenia, przemarszów armii, a także – znowu według klucza ‘czasowego’ – wielkości armii, jej szyków na polach bitew i logistyki.
Przechodzimy do plansz kolorowych. Tak jak w poprzednim tomie, są miłe dla oka, chociaż czasami mam tu problem z kolorami (np. w jednym przypadku nie widać gdzie kończy się kolet a zaczyna koszula czy co tam akurat żołnierz ma na sobie). Jedna tablica ukazuje kilka kornetów, a także proporczyki jazdy kopijniczej. Cztery kolejne tablice ukazują różne typy kawalerzystów. Na dwóch kolejnych widzimy działa i artylerzystów, na ostatniej inżyniera, minera i sierżanta grenadierów.
Na kartach książki znajdujemy wiele informacji na temat armii niderlandzkiej, widać że Autor naprawdę  „siedzi” w epoce i wie o czym pisze. Dużą zaletą tej pozycji są bardzo ciekawe ilustracje z epoki, tu jednak sprawa jest o tyle łatwa, że zachowało się bardzo wiele rysunków i obrazów z epoki, jest więc z czego wybierać. Tu i ówdzie przemycone są znów interesujące anegdoty i historie z przeróżnych bitew – coś co podobało mi się już w pierwszym tomie. Godne uwagi jest, że Autor dodał erratę do pierwszego tomu, niestety błąd o synach Karola V nie został poprawiony.
Dobra, teraz trzeba trochę ponarzekać, żeby nie było że tylko cukruję. Idea mapy – zrobionej w ten sam sposób jak w tomie pierwszym, więc odsyłam do tamtej recenzji – zupełnie do mnie nie przemawia. Jest dla mnie bardzo nieczytelna i totalnie psuje mi odbiór chronologii działań oblężniczych. W moim odczuciu to poważny mankament tej pracy. Autor postanowił także, nie bardzo wiem dlaczego, w przypadku kawalerii zrezygnować z określenia kompania/kornet, zastępując je współczesnym ‘squadron’. Prowadzi to do dalszego gmatwania terminologii, bo zamiast czytać o trzech kompaniach tworzących skwadron, mamy trzy skwadrony tworzące ‘regiment polowy’.
Uwaga ogólna, o której już kiedyś wspominałem w  przypadku Ospreya. Bardzo nie lubię wrzucania jazdy i artylerii do jednego worka. W przypadku omawianej armii Zjednoczonych Prowincji aż się prosiło o wyodrębnienie artylerii i saperów do osobnego, trzeciego tomu. Skorzystałaby o tym jazda, bo Autor miały szansę napisać nieco więcej o jej akcjach – tym ciekawszych, że mamy tu armię przez pewien czas wciąż używającą kopijników. Jest to jednak uwaga raczej skierowana do wydawnictwa, a nie Autora. Mam nadzieję, że sukces tych dwóch tomów zachęci Bouko de Groota do dalszego pisania i wydawania kolejnych pozycji o armii Zjednoczonych Prowincji. Zachęcam też do zajrzenia na jego stronę www.80YW.org.
Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić  - zdecydowanie unikać]  to znów trzeba mieć dla fanów armii ZP, ewentualnie można mieć jeżeli ktoś generalnie interesuje się XVII-wieczną wojskowością. To ciekawa pozycja, z którą warto się zapoznać, mimo że odcyfrowywanie mapy (ha, znowu się pojawiła) jest tak bolesne… 

niedziela, 24 września 2017

Z księciem Maurycym w Brabancji


Przepiękna ilustracja ukazująca maszerującą armię Zjednoczonych Prowincji, znaleziona w najnowszym Ospreyu autorstwa Bouko de Groota (już niedługo recenzja na blogu). Lambert Cornelisz w 1603 roku ukazał nam marsz armii księcia Maurycego Orańskiego w Brabancji w 1602 roku. W zdigitalizowanej wersji na stronie Rijksmuseum możemy podziwiać ją w najdrobniejszym detalu – polecam pod tym linkiem, bo naprawdę to niesamowicie ciekawa sprawa.

Oddziały pionierów torują drogę armii, marsz ubezpieczają kornety jazdy. Regimenty piechoty opisane są według klucza narodowościowego (np. kolumny na samej górze to Anglicy), nazwiska dowódcy lub jako jednostki gwardii. Widzimy liczne wozy taborowe, park artyleryjski, a nawet cywili ‘wieszających się’ za armią (psy też się załapały). 

czwartek, 21 września 2017

Zagadka obrazu rozwiązana


W jednym z ostatnich wpisów poruszyłem temat rzekomego obrazu ukazującego wjazd Jana Kazimierza do Krakowa w 1649 roku. Obiecałem sprawdzić to w Szwecji, ciekawiło mnie czy taki obraz istnieje? W komentarzu do tego wpisu 'zbigur' (pozdrawiam!) sugerował że może chodzić o rolkę sztokholmską. Z samego rana otrzymałem dzisiaj odpowiedź od p. Johanna Gasste z Riksarkivet (many thanks!). Rzeczony obraz został w 1902 roku przekazany z Riksarkivet do Zbrojowni Królewskiej. Dwa lata później badający malowidło kurator C.A. Ossbahr zidentyfikował je poprawnie jako przedstawiające Zygmunta III a nie Jana Kazimierza - chodzi więc rzeczywiście o rolkę sztokholmską. Zagadka rozwiązana, jak zwykle jestem mile zaskoczony tym jak szwedzcy muzealnicy i archiwiści szybko i obszernie odpowiadają na tego typu pytania. Niektórzy mogliby się od nich wiele nauczyć...