Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
środa, 30 listopada 2016
Pana Wężyka inwentarz
Kolejna perełka z 'Barwy i Broni', tym razem z nr 1 z 1934 roku. Czesław Jarnuszkiewicz wypisał tam fragmenty inwentarza Jana Wężyka z 1684 roku - jak zwykle pełno tam niezwykle ciekawych dóbr...
wtorek, 29 listopada 2016
Kadrinazi radzi i odradza - cz. X
Dawno nie było recenzji, pora to zmienić. Przyjrzymy się pracy Johna Barratta, o
przydługim tytule Better Begging than
Fighting – The Royalist Army in exile against Cromwell 1656-1660. Ukazała
się ona w tym roku, w ramach serii Century of the Soldier 1618-1721. Seria ta, z którą się jeszcze w kąciku recenzji zetkniemy, wydaje książki dwóch typów: tzw. ‘culverin’ to monografia w twardej okładce,
‘falconet’ to zawierająca kolorowe ilustracje książeczka w miękkiej okładce.
Omawiana praca należy właśnie do tej drugiej kategorii – liczy sobie bowiem 125
stron, włącznie z indeksem.
Po krótkim wstępie
i szczątkowym kalendarium wojny, mamy tu 9 rozdziałów:
1. Wojna z
Hiszpanią (6 stron)
2. Armie (Armia
Flandrii, Armia francuska, Siły Cromwella) (łącznie 8 stron)
3. Armia na
wygnaniu (13 stron)
4. Wkracza Cromwell
(17 stron)
5. Mardyke (16
stron)
6. 1658: Rozpoczyna
się kampania (9 stron)
7. Bitwa na wydmach
(26 stron)
8. Upadek Dunkierki
(5 stron)
9. Dalsze
wydarzenia (13 stron)
Tekst jest gęsto, a
wręcz zbyt gęsto, poprzetykany cytatami ze źródeł, których zresztą autor w
żaden sposób nie komentuje. Opis armii
jest do bólu wręcz skrótowy i brakuje w nim pewnych informacji – np. w
przypadku Hiszpanów nie dowiadujemy się nic o ich kawalerii. Rozdział o armii królewskiej
na wygnaniu jest zdecydowanie najciekawszy, głównie jednak dzięki bogatym
cytatom z epoki. Sam opis bitwy na wydmach to praktycznie tylko kompilacja
źródeł dostępnych w języku angielskim, do tego sam opis autora nie pokrywa się
z kolorową mapą którą mamy dołączoną do pracy (chodzi głównie o rozmieszczenie
i ilość kawalerii).
Trzy kolorowe
ilustracje autorstwa Petera Barfielda, przedstawiające żołnierzy z epoki, także
nic nie wnoszą do samej treści, są poza tym delikatnie rzecz biorąc brzydkie.
Praca zawiera także kilka kolorowych portretów z epoki, a także dużo więcej czarno-białych.
Te ostatnie są niestety często w fatalnej jakości.
Szczerze – to jestem
rozczarowany. Spodziewałem się czegoś więcej, jakoś bardziej spoistej pracy a
nie tylko takiej kompilacji źródeł (anglojęzycznych) jaką tu otrzymałem. Na
bezrybiu i rak ryba, więc lepsze to niż nic w przypadku tak słabo znanego
tematu. Jednak biorąc pod uwagę cenę (‘okładkowa’ to prawie 20 funtów) mamy tu za
mało treści i płacimy głównie za kredowy papier i kilka kolorowych obrazków.
Końcowa ocena
[według rankingu : trzeba mieć – można mieć
– lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć jeżeli ktoś jest zainteresowany armią angielską/brytyjską,
a lepiej odpuścić dla całej reszty
Czytelników.
poniedziałek, 28 listopada 2016
Skarbiec pana Jana
Etykiety:
Barwa i Broń (magazyn),
Jan III Sobieski,
Regestr rzeczy...
O płaskorzeźbie w Strängnäs
Jako że zaczytuję się ostatnio w artykułach z "Barwy i Broni" z lat 30-tych XX wieku, pojawi się na blogu kilka ciekawych artykułów z tych periodyków. Na pierwszy ogień płaskorzeźba z grobowca Carla Gyllenhielma (1574-1650). Oczywiście należy pamiętać, że tak sam artykuł (napisany w oryginale po duńsku) jak i jego tłumaczenie powstały w jeszcze przed Drugą Wojną Światową - stąd też pewne ustalenia czy tezy niekoniecznie muszą się pokrywać z tym co wiemy teraz.
niedziela, 27 listopada 2016
Diabelska jazda ze Szkocji
W bitwie pod Byczyną w 1588 roku po stronie polskiej miały
walczyć dwie chorągwie rajtarii: 100-konna rota Henryka Remla i 100-konna rota
najemnych Szkotów, należących do nadwornych wojsk Zamoyskiego. Jeden z
żołnierzy armii Maksymiliana pozostawił po sobie bardzo ciekawy opis tych
jeźdźców:
Niektórzy drabanci[1] i
inni co przy tey nieszczęśliwej porażce byli, powiadają, że dwa wielkie
zastępcy czarne, jezdce i konie czarne, z czarnymi proporcami ukazali się na
ustroniu, gdzie bitwa była, co nie byli ludźmi ale skotowa czeladka[2]
szkoci sołdacy, jakoż w samej rzeczy przy kanclerzu[3] są
Skoty.
Wzmianki o czarnych strojach wojsk Zamoyskiego nie są niczym
nowym – tak miała być np. ubrana jego piechota broniąca Krakowa. Ciekawe
jednak, czy nie chodzi tu także o czernione zbroje, wszak w tym okresie
rajtaria powinna mieć na sobie sporo uzbrojenia ochronnego. Interesująca jest
też wzmianka o czarnych koniach, jak i czarnych sztandarach. Najwyraźniej tak
wyglądający rajtarzy, do tego jeszcze dość egzotyczni jeżeli weźmiemy pod uwagę
ich pochodzenie, mogli robić wrażenie na przeciwniku.
Etykiety:
armia koronna,
Byczyna 1588,
Jan Zamoyski,
rajtaria,
sztandary,
wojska prywatne
sobota, 26 listopada 2016
W obieraniu takowych pieszych
Wieki temu zamieściłem uniwersał króla Stefana Batorego, dotyczący utworzenia piechoty wybranieckiej. Dziś swoista kontynuacja, uniwersał z lutego 1580 roku pokazujący, z jakimi kłopotami borykano się przy zaciąganiu tej formacji i jak wyglądał specyficzny opór dzierżawców królewszczyzn wobec wybrańców.
Etykiety:
armia koronna,
piechota wybraniecka,
Stefan Batory
piątek, 25 listopada 2016
Bernard M.D. - gawęda o strojach
Nadworny lekarz Jana III Sobieskiego, Irlandczyk Bernard O’Connor,
pozostawił po sobie niezwykle interesujące zapiski dotyczące historii i
zwyczajów panujących w Polsce. Ciekawe byłoby od czasu do czasu coś z tego
zacytować. Na dobry początek – o strojach za panowania Sobieskiego.
Włosy ścinają wokół
uszu, jak mnisi. Noszą futrzane czapki i sumiaste wąsy, natomiast nie
korzystają z kołnierzyków. Zakładają długie płaszcze sięgające do samej
podłogi, a spodnią kamizelkę tej samej długości spinają pasem w okolicach talii.
Rękawy są bardzo wąskie, podobnie jak marynarskie, i zbiegają się w
nadgarstkach z połą biegnącą od spodu ręki aż do szyi, którą odwijają w czasie
upału i opuszczają w czasie chłodu, ponieważ nie noszą rękawiczek. Ten długi
płaszcz szyty jest z mocnej tkaniny, a w zimie podszywany dodatkowo grubym
futrem, natomiast w lecie jedynie lekkim jedwabiem (jakkolwiek widziałem na
dworze kilku możnych noszących futra, jakich zwykli używać zimą, ponieważ
stanowią one wyśmienitą ozdobę). Pod kamizelką noszą szeroką koszulę, podobną
do damskich bluzek, związaną luźno wokół szyi, z szerokimi rękawami sięgającymi
aż do nadgarstków. Spodnie są również bardzo szerokie i łączą się z
pończochami. Zamiast butów noszą zawsze, zarówno za granicą, jak i w kraju,
tureckie skórzane kozaki z bardzo cienkimi podeszwami i wydrążonymi obcasami
zrobionymi z żelaza wygiętego niczym obręcz, w kształt półksiężyca. Szablę
noszą w płaskiej pochwie o równej szerokości od rękojeści do końca, zwykle
bogato wysadzanej brylantami, chociaż to zależało od pozycji właściciela. W
całym Królestwie powszechnie przyjętym zwyczajem, nie tylko pośród szlachty, ale
także wśród pospólstwa, jest noszenie (w rękach lub na ramionach) halabardy. Dbają
o to, aby halabarda zawsze była jasna i błyszcząca, łącznie ze srebrnymi blaszkami
wokół rękojeści, niekiedy wysadzanej klejnotami. Podczas pierwszej wizyty na
dworze byłem świadkiem, jak wojewodowie i inni senatorowie nosili halabardy w
obecności króla, co stanowiło dość przerażający widok, choć równocześnie
stanowiło piękną ozdobę. Powiedziano mi, że dawniej służyło to ochronie przed
burzliwym i swarliwym ludem. Halabardy przydawały się bowiem w ścisku, gdzie
szable były bezużyteczne. Ich strój wygląda bardzo męsko, zwłaszcza u jeźdźca
siedzącego na końskim grzbiecie, i jest najkosztowniejszy z wszystkich, jakie
widziałem w Europie. Ich futra są wspaniałe i cenne – same czapki kosztują
niekiedy 20 czy 30 gwinei. Fasony ubiorów zmieniają się tam tak często, jak w
krajach zachodnich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































