wtorek, 1 lipca 2014

Piechotą szli, co jem konie pobito


Kontynuujemy wątek popisu autoramentu cudzoziemskiego przed bitwą pod Beresteczkiem w 1651 roku. Dziś pora na oddziały dragonii, czy – jak chce autor – draganii. W przypadku tej formacji widać dobitnie, jak bezsensowną i kosztowną imprezą był rajd poprowadzony przez hetmana polnego Marcina Kalinowskiego w lutym tegoż roku. Szczególnie ucierpiała właśnie dragonia: zarówno w sile żywej jak i w koniach. Po bitwie beresteckiej i przepychankach pod Białą Cerkwią musiało być jeszcze gorzej…

Króla J. M. Moll –koni 150[1]

Regiment Pana Wojewody Malborskiego[2] zimową wojną zrujnowany
Molltzan, major –koni 34
[brak nazwiska oficera]- koni 30
[brak nazwiska oficera]- koni 27
[brak nazwiska oficera]- koni 28
[brak nazwiska oficera]- koni 27
Piechotą szli, co jem konie pobito – 51
[Razem dragonów] 197[3]

Pana Wajera, Wojewody pomorskiego  koni 161[4]

Regiment Pana Zygmunta Przyjemskiego, Pisarza Polnego, zimową wojną zrujnowany.
Kompania samego [obersztera]  -koni 80
Wdeth – 57
Glogbitz – koni 49
Pieszych szło n-ro 17
[Razem dragonów] 203[5]

Regiment Pana Henryka Denhoffa, także zrujnowany.
Kompania samego [obersztera] – koni 75
Flik, oberszter lejtnant – koni 74
Copius – koni 69
Pieszych szło – 73
[Razem dragonów] 291[6]

Regiment Pana Korfa[7], także zrujnowany[8].
Kompania samego [obersztera][9] – koni 57
Perpese[10] – koni 57
Jakób Bazel[11] – koni 44
Butler[12] – koni 77
[Razem dragonów ] 235[13]







[1] Nadworna kompania dragonów JKM, dowódca to kapitan Fryderyk Mohl. Stan etatowy to także 150 koni.
[2] Jakuba Wejhera.
[3] Etatowa siła regimentu – 500 porcji.
[4] Tej jednostki nie udało mi się zidentyfikować. Ludwik Wejher miał w kompucie regiment dragonii, ale dopiero w 1652 roku.
[5] Etatowa siła 400 porcji.
[6] Etatowa siła 448 porcji.
[7] Mikołaja Korffa.
[8] Był to regiment komputowej  gwardii JKM.
[9] Kompanią dowodził porucznik Aleksander Gotard Bockum.
[10] Oberszter lejtnant Klaudiusz Herpin z Perpessne, otrzymał indygenat w 1652 roku.
[11] Kapitan Jakub Bazel.
[12] Kapitan Jan Butler
[13] Etatowa siła tego regimentu to w tym okresie 500 porcji. 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Raytarowie pod (a raczej przed) Beresteczkiem


Zupełnie nie wiem jak to się stało, że na blog do tej pory nie zawitał Stanisław Oświęcim i jego Dyaryusz 1643-1651. Biję się w piersi i błąd od razu naprawiam, toż to wspaniałe źródło niezwykle interesujących informacji. Na początek to co (rajtarskie) tygrysy lubią najbardziej, czyli popis części rajtarii koronnej przez bitwą pod Beresteczkiem. Rzecz dla mnie wręcz fenomenalna, bo nie tylko wymienia ilość kompanii/chorągwi, ale i ilość koni w każdej jednostce. Zapis nazwisk może być czasami dość mylący (używam dostępnego online wydania z 1907 roku), ale jako źródło jest to bezcenne. Można dzięki niemu zauważyć, jak drastycznie różniła się etatowa i rzeczywista siła jednostek rajtarii w 1651 roku.

Raytarya.
Regiment K-cia Bogusława Radziwiłła, Koniuszego W. Ks. L.
Prowadzono koni czterech jezdnych, za niemi trębaczów sześć[1].
Kapitani tego regimentu:
Butler – koni 134
Ternhausen – koni 93
Kamher –koni 90
Bokum – koni 90
Perbant major – koni 84
Debiński  -koni 96
[łącznie koni] 587[2]

K-cia Kurfirszta Brandenburskiego [Fryderyka Wilhelma]
Walrat – koni 88

Zygmunt Dynhoff[3] Starosta Bydgoski - koni 87[4][5]

Regiment Pana Maidla[6]
Kompania samego Pułkownika –koni 37
Sakien – koni 48
Ostan – koni 79
Metz – koni 63
[łącznie koni ] 227[7]
Ten regiment całe zimową wojną zrujnowany.

[Samodzielne kompanie/chorągwie]
Stanisław Denhoff, Starosta Wieluński  - koni 192[8]

Bogusława Leszczyńskiego, Podskarbiego Koronego [oficer dowodzący oddziałem] Slichtink – koni 107[9]

Regiment Pana Wajera[10], Wojewody Malborskiego
Szawgotz[11] – koni 114
Ful – koni 91
Gieral, oberster wachtmagister[12] - koni 78
Zawacki  -koni 71
Zernitz  -koni 81
[łącznie koni] 435[13]





[1] Mowa tu więc o poczcie księcia jako nominalnego dowódcy regimentu.
[2] W tym okresie regiment miał etatowo 800 koni.
[3] Denhof/Denhoff.
[4] W tekście pod chorągwią Walrata, co mogłoby wskazywać (błędnie) że to druga chorągiew Fryderyka Wilhelma.
[5] Etat 100 koni.
[6] Jana Maydla.
[7] Regiment miał przez cały 1651 rok etat 600 koni (sic!).
[8] Skwadron o etatowej sile 250 koni.
[9][9] W innym miejscu opisani jako rajtarów dobrych sto.
[10] Jakuba Wejhera.
[11] Prawdopodobnie Jan Udalryk (Ulryk?) Szaffgoc, który w 1652 roku miał otrzymać indygenat w nagrodę za służbę wojskową.
[12] Czyli major…
[13] Także przez cały 1651 rok regiment o etacie 600 koni. 

sobota, 28 czerwca 2014

Chleb na sposób chorwacki

W latach 1615-1618 doszło do konfliktu wenecko-austriackiego, który przeszedł do historii jako Wojna (o) Uskoków lub Wojna o Gradisce[1].  Wenecjanie mieli już serdecznie dość pirackiej działalności chorwackich Uskoków, którzy zadomowili się w takich portach jak Gradisca, Novi i Senj (Segna/Senia) nad Adriatykiem. Uskokowie (popierani przez Austrię) w teorii mieli zajmować się zwalczaniem żeglugi tureckiej – w praktyce ich łupem często stawały się statki weneckie. O samym konflikcie opowiem może przy innej okazji, bo też jest on raczej mało znany i dosyć egzotyczny dla polskiego czytelnika. Zamiast tego dzisiaj nieco mrożąca krew w żyłach opowiastka z gatunku tych, które weneckie piastunki powtarzały niegrzecznym dzieciom. Pochodzi ona z okresu kiedy to stopniowo narastało napięcie pomiędzy Republiką a na poły niezależnymi Uskokami.
                Wiosną 1613 eskadra weneckich okrętów wojennych przechwyciła grupę łodzi z Uskokami.  Chorwatów oskarżono o piractwo i 60 (lub 80[2])z nich skazano na karę śmierci przez ścięcie. Głowy Uskoków wystawiono następnie jako antypirackie memento na Placu Świętego Marka.
                Na reakcję Chorwatów nie trzeba było długo czekać.  Ich śmigłe łodzie dopadły jedną z weneckich galer, po czym Uskokowie postanowili pokazowo rozprawić się z dowódcą okrętu, Cristoforo Venierem. Ścięto mu głowę, wycięto i zjedzono (sic!) jego serce, a w krwi oficera został namoczony chleb, zjedzony następnie przez Uskoków. W raporcie do Senatu Republiki wenecki szpieg wytłumaczył to zachowanie następująco: wynika to z pewnych przesądów [wyznawanych przez Uskoków] i ma podkreślić nierozerwalne więzy ich braterstwa.
               
               



[1] Nie znam polskich nazw tego konfliktu, więc trochę tu improwizuję.
[2] Różnica w źródłach. 

środa, 25 czerwca 2014

Racowie, rusznice i hufiec po usarsku

Obiecałem więcej wypraw w wiek XVI, oto i kolejna. 5 sierpnia 1506 roku wojska polsko-litewskie, dowodzone przez marszałka nadwornego litewskiego, kniazia Michała Glińskiego, rozbiły pod Kleckiem silne zgrupowanie Tatarów. W Kronice polskiej… Macieja Stryjkowskiego znaleźć można bardzo ciekawy, wierszowany opis tego starcia. Poniżej chciałbym wynotować kilka co ciekawszych szczegółów dotyczących oddziałów Glińskiego – ich wyposażenia i taktyki.

I. Interesujący jest opis taktyki jazdy litewskiej, która pod ostrzałem tatarskim rozluźniła szyk, by uniknąć strat:
Tak Litwie niechcąc brodu dopuścić grad z łuków
Żelazny wypuścili, aż niebo brzmi z huków,
Świszczące strzały jak deszcz zewsząd lecą pędem,
Lecz Gliński rozwlekłym był Litwę sprawił rzędem,
Tak im strzały Tatarskie mało zaszkodziły.

II. Wśród oddziałów litewskich nie zabrakło raców, którym przypadł zaszczyt pierwszego ataku na Tatarów. Przy wsparciu dodatkowych oddziałów udało im się zagarnąć ordyńcom liczne konie:
Lecz Raczowie Litewscy prętko przyskoczyli.
A z strażą ich nad stawem śmiele bój stoczyli.
Raczom na ratunek pięć set wnet Litwy przybyło,
Tak Tatarów nad stawem miejsce omyliło,
Iż im Litwa zaraz odgromiła konie

III. Bardzo ważną rolę odegrała po stronie wojsk polsko-litewskich broń palna, mając duży wpływ psychologiczny na Tatarów:
W tym z kilku ruśnic, które w wojsku naszy mieli,
Uderzyli w pogany aż wszyscy zadrżeli,
Raczko miał też harkabuz, Radziwiłłów drugą
Marszałek miał ruśnicę (aż dziw w on czas)  długą,
Z tych ruśnic wnet do rzek poganów odparli.
(…)
A nasz Raczko hospodin tym śmielej harcuje,
Z ruśniczką swoją gdy w niej wielką godność czuje,
Nabijajet raz po raz, a gdy tylko puknie,
Alić niechrzest, pohaniec leczuć ani huknie.

IV. Niezwykle interesujący jest opis hufca polskiej jazdy, nadciągającej na pole bitwy:
A za tym się Polacy zbrojni ukazali
W świetnych zbrojach, a wszystkich trzysta było koni,
Wszyscy też po usarsku mieli lśniące bronie,
Kopije z proporcami, tarcze z skophiami

Oczywiście nawiązanie do husarii jest mocno na wyrost jeżeli chodzi o 1506 roku. Musimy jednak pamiętać, że Stryjkowski wydał swoją kronikę w 1582 roku, stąd też odwoływał się do sytuacji mu współczesnej. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Sami dzicy Tatarowie większą miłość i litość nad bliźnim mają

Straszliwym brzemieniem dla ludności cywilnej były maszerujące wojska – co gorsze, żołnierzom rzadko robiło różnicę, czy są w podbitym kraju czy też na własnym terytorium. W 1634 roku oddziały wracające ze zwycięskiej kampanii smoleńskiej pozostawiły po sobie spustoszenie gorsze niźli „spod ręki” tatarskich czambułów. Tak oto rzecz opisał Albrycht Stanisław Radziwiłł:
Wesoło tedy wojsko nasze powracało do ojczyzny, lecz ich ojczyzna niewesoło przyjęła: bo żołnierze gorsi od nieprzyjaciela, przechodem dobra szlacheckie, duchowne i królewskie pustoszyli, pieniądze wyciągali, prowianty nieznośne wybierali i wozy swe ładowali, i do tego okrucieństwa przyszli, że nędznych kmiotków do wozów wprzęgali w niedostatku koni i ich kijami i kańczugami popędzali. Zrozumiałbyś, że to tatarska horda, a nie chrześcijańskie wojsko idzie, ba i sami dzicy Tatarowie większą miłość i litość nad bliźnim mają, niżeli podczas nasi. Dali się osobliwie we znaki Litwie Polacy. Dzieci nawet gwałtem od rodziców zabierając, których i w moim starostwie pińskim nędzni rodzice pieniędzmi okupować musieli. Nędzny stan królestwa naszego: tu zwycięstwo nad nieprzyjacielem i tryumf, lecz płacz i ucisk mizernego poddaństwa od swoich. Nie wiem, czy niebożęta kmiotkowie wojny raczej nie woleliby niż takiego pokoju.

Godny podkreślenia jest fakt, że faktycznie chodzi tu o zwycięskich żołnierzy, a nie maruderów rozbitej armii. Połączenie braku żołdu (typowej dla Rzplitej bolączki) z XVII-wiecznym PTSD dawało jak widać wstrząsającą mieszankę.  

sobota, 14 czerwca 2014

Pan Leszek, pan Jan i ja pomogliśmy napisać książkę...


[Podziękowanie dla Mariana Kuliga, który podesłał mi informację o poniższej książce]


Wydawnictwo Bellona od pewnego czasu publikuje serię „Zwycięskie Bitwy Polaków”. Autorką większości wydanych pozycji jest p. Iwona Kienzler, której dorobek książkowy jest spory, acz bardzo popularno-naukowy i raczej mało związany z zagadnieniami wojskowymi. Książeczki mają po 93 strony, kosztują w tym momencie (na stronie Bellony) 17.99 PLN sztuka. Jakie było moje zdumienie, kiedy Marian (pozdrawiam!) podesłał mi bibliografię pozycji zatytułowanej „Wiedeń 1683”. Figurują w niej 3 (tak, słownie: trzy!) pozycje: praca Leszka Podhorodeckiego z 1980 roku, praca Jana Wimmera z 1983 roku i… mój blog. Trochę opadły mi ręce, przecież moje zapiski blogowe nie biorą się z niczego, są to fragmenty źródeł dostępnych w co większych polskich bibliotekach, włącznie z materiałami z zasobów online (Polskie Biblioteki Cyfrowe i Google Books). Czy autorka nie mogła sobie zadać trudu znalezienia takowych i użycia ich przy pisaniu swojej pracy – podpowiem, w niektórych wpisach blogowych wspomniałem nawet, skąd pochodzą owe cytaty. Przyznam szczerze, że czegoś takiego mogłem się raczej spodziewać po znudzonym studencie przygotowującym się do napisania „na chybcika” zaliczenia wymaganego na dzień kolejny, a nie po autorce w poczytnym wydawnictwie (wciąż jeszcze) uznawanym za historyczne. Czy Bellona ma naprawdę w takim „poszanowaniu” swoich Czytelników, że zleca napisanie serii książek które zapewne skończą jako (niechciane) nagrody wciskane gimnazjalistom za świadectwa z paskiem? Smutne…

piątek, 13 czerwca 2014

Więcej ich tu poginęło od tych zdrajców niżeli od nieprzyjaciół

W 1600 i 1601 roku oddziały litewskie walczące w Inflantach ponosiły straty nie tylko z rąk Szwedów, ale i lokalnej ludności łotewskiej. Jan Piotr Sapieha, dowodzący od 1600 roku chorągwią husarii w Inflantach, złożył w połowie czerwca 1601 roku pisemną relację Krzysztofowi „Piorunowi” Radziwiłłowi. Poinformował w niej o przypadkach ataków na czeladź (i nie tylko) z wojsk Rzplitej.
Oznajmuję W. ks. Mci, iż tam na tych gościńcach wielkie się mordy dzieją naszym od Łotwy[1], tak że się wychylić nie może żeby cało uszedł. Z mej roty pacholików kilku ubito, rannych jest nie mało. A Bóg zna przestrzegam, żeby żadnych szkód nie czyniono, oprócz co zjeść koniowi to się musi wziąć z pola i to za wiadomością niejakiego Lorenca sługi książęcia Kurlantskiego[2] który tu mieszka przy mnie w tejże Moizy[3]. A iż wczorajszego sługę panu Bukojemskiemu z roty JMci pana marszałka[4] ubito ćwierć mile stąd, poznano jednego Łotysza tu w Moizy, który gdy poczęto z nim gadać począł uciekać i dobywszy noża kilka ran sobie zadał chcąc się zabić, pojmano go, przypieczono troszkę[5], przyznał się do wszystkiego jak z[a]bijał z drugimi, i do tych nieboszczyków, że on je zabił z towarzyszami swymi: powiedział i to, że ten urzędnik, który tu jest w tej Moizy Niemiec niejaki, zbuntował do kilkuset chłopstwa i kazał bić Poliaki, kraść, rozbijać. Na które chłopstwo chciał nas nawieść powiadając, że do 60 trupów naszych tam [z]najdzie się, koni cudnych naszych moc, wozów skarbnych i to powiedział, że tej nocy przyszłej mają tu na nas na tę Mojzą uderzyć miasto Szwedów. Pojmaliśmy tego Niemca i kilku Łotyszów u niego, w komorze także z berdyszami, iż się spóźniło nie śmiałem ich słać do W. ks. Mci. Jednak proszę o naukę co z nimi czynić, bo jasne rzeczy, szkoda żeby naszych niewinnych  krew miała się darmo rozlać, także i w tej mierze trzeba będzie tego, abyś W.ks. Mć z kilkaset człowieka na tamto miejsce zesłać raczył, gdzie się to oni otrąbili dla samej bezpieczności naszych co się przyjeżdżają, bo więcej ich tu poginęło od tych zdrajców niżeli od nieprzyjaciół.
Ostatnie zdanie mogłoby się wydawać przesadą, gdyby nie to, że faktycznie już w lutym 1601 roku chłopi kurlandzcy mieli rozbić maszerujące przez teren księstwa oddziały inflanckie, zadając Polakom i Litwinom duże straty, zdobywając na nich cały tabor i jedną chorągiew. Jak widać kilka miesięcy później sytuacja wcale nie wyglądała dużo lepiej.



[1] Czyli, w tym przypadku, ludności pochodzenia łotewskiego.
[2] Chodzi zapewne o ks. Fryderyka Kettlera.  
[3] Chorągiew Sapiehy miała być rozlokowana w Zel-Mojzie (Zelmojzie?), nie byłem w stanie zidentyfikować tej miejscowości.
[4] Zapewne chodzi o chorągiew husarską Krzysztofa Mikołaja Dorohostajskiego, marszałka wielkiego litewskiego. Tak, to w rzeczy samej autor Hippici, to jest rzeczy o koniach. Może to być ewentualnie inna chorągiew husarską, dowodzona przez marszałka upickiego Jana Sicińskiego.
[5] Ech, te nowoczesne metody perswazji…