poniedziałek, 2 grudnia 2019

Sposób na żonę



Wracam do pisania blogowego, postaram się zamieszczać dwa lub trzy wpisy tygodniowo. Zaczniemy z hukiem, bo będziemy prosić o rękę panny podkomorzanki. Zapisek z Liber Chamorum, czyli przepastnej skarbnicy pysznych anegdotek.

W roli główniej Osiński, chłopski syn od Brodnice. Początkowo miał służyć  u Jana Berzewicza, którego okradszy potężnie, uszedł na Ukrainę. Tu nasz Osiński udając szlachcica zaciągnął, się jako towarzysz, do kwarcianej chorągwi kozackiej Balcera Cetnera. Najwyraźniej zdobył zaufanie koła chorągwi, bo wysłano go jako deputata jednostki po zasłużonych pieniędzy za kilka czwierci. Wracają z pełną kiesą Osiński miał wstąpić  w dom p. Witowskiego, podsęka kijowskiego, i tamże prosieł o pasierbicę jego, z domu Charlińską, podkomorzankę kijowską. Obrotny ‘towarzysz’ pokazał gospodarzom te kilkanaście tysięcy żołnierskich, udawszy że jego. Dostał nie tylko rękę podkomorzanki, ale i majętność pod Kijowem, niedaleko od Byszewa, sirca 1637 [roku].

Niestety nie wiem jak dalej potoczyły się losy Osińskiego, bardzo ciekaw co się nim stało po ślubie i kiedy wyszedł na jaw jego brak szlachectwa.

sobota, 23 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVI



Dziś w kąciku recenzji kolejny praca z wydawnictwa Osprey, tym razem Nieuwpoort 1600. The First Modern Battle, autorstwa Bouko de Groota. Chwaliłem już kiedyś na blogu dwa poprzednie zeszyty jego autorstwa, bardzom więc był ciekaw w jaki sposób przedstawi on tytułową bitwę. Jak zwykle najpierw omówię strukturę pracy, a potem dodam kilka ogólnych komentarzy.

Po krótkim wstępie omawiającym przyczyny i dotychczasowy przebieg starć znajdziemy bardzo dokładną chronologię operacji w czerwcu, lipcu i sierpniu 1600 roku. Następnie  mamy omówienie najważniejszych dowódców z obydwu stron, po  czym następuje obszerny rozdział mówiący o obydwu walczących armiach. Znajdziemy tu informacje dotyczące organizacji, wyposażenia i taktyki, z dużym naciskiem na zmiany jakie wprowadził w swojej armii książę Maurycy. Szczegółowe ODB bitwy, włącznie z nazwiskami dowódców kompanii, liczebnością regimentów i oddziałami które z różnych powodów nie wzięły udziału w walkach.

Kolejne części książki to omówienie kampanii 1600 roku, od teoretycznych planów działania do ich zastosowania praktycznego. Autor omawia tam także bitwę pod Mariakerke (Leffingerdijk), po czym przechodzi do tytułowego starcia. Bitwa pod Nieuwpoort opisana jest bardzo dokładnie, od rozmieszczenia oddziałów obydwu armii, przez kolejne fazy starcia, aż po straty poniesione przez zwycięzców i zwyciężonych. Reszta rozdziału to omówienie wydarzeń mających miejsce po bitwie, jak oblężenie Fortu Elżbiety. Krótkie podsumowanie to poglądy autora na samą bitwę jak i jej znaczenie w stosunku do zmian w wojskowości europejskiej. Mamy też tu notkę o tym jak obecnie wygląda pole bitwy, a także wybraną bibliografię. Jak zawsze autor zachęca też do odwiedzenia jego strony www.80yw.org, gdzie publikuje pełną bibliografię, erraty do swoich książek jak i mnóstwo innych ciekawych informacji dotyczących konfliktu.

Jest to bardzo dobrze opracowana i napisana książka, powiedziałbym że to jeden z lepszych Ospreów poświęconych konfliktom XVII-wiecznych. Tak podłoże konfliktu, kampania letnia i tytułowa bitwa są opisane bardzo dokładnie i dużą ilości szczegółów. Ciekawym zabiegiem, do którego jako czytelnik musiałem się jednak nieco przyzwyczaić, jest nazywanie walczących stron Republikanami (armia Zjednoczonych Prowincji) i Rojalistami (Armia Flandrii). Człowiek ma zawsze w głowie, że pod Nieuwpoort walczyli Holendrzy przeciw Hiszpanom, stąd czasami łapałem się na tym, że musiałem przez chwilę zastanawiać się kto jest kto. ODB, mimo że bardzo dokładny, jest także nieco nieczytelny:  co chwila trzeba zerkać na kolejną stronę, żeby sprawdzić co oznacza gwiazdka, krzyżyk czy hash. Szczerze mówiąc było to nieco irytujące, może forma tabelki byłaby jednak nieco czytelniejsza? Można by też nieco podyskutować na temat znaczenia tej bitwy i jego wpływu na przemiany wojskowości europejskiej, brak też jakiegoś omówienia faktu, że zwycięstwo księcia Maurycego praktyczni e rzecz biorąc nie wpłynęło na dalszy przebieg wojny. Są to jednak naprawdę drobne zastrzeżenia, na tle bardzo dobrego opracowania.

Jak to zawsze w przypadku Ospreya bywa, świetnie wygląda oprawa graficzna. Mnóstwo ikonografii z epoki, wizerunki żołnierzy, dowódców i samej bitwy, do tego część z nich to reprodukcje kolorowe. Peter Dennis narysował trzy pełne życia sceny bitewne, także ukazane w kolorze. Matz Elzinga jest z kolei autorem trzech kolorowych rysunków sztandarów użytych w bitwie. Tekstowi towarzyszą także liczne mapy, ukazujące zarówno teatr działań jak i kolejne fazy bitwy.

Końcowa ocena [według rankingu -  trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić  zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć. Kolejny bardzo dobry Osprey spod pióra Bouko de Groota, w bardzo interesujący sposób przedstawiający zarówno walczące strony jak i przebieg samej bitwy.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXV



Mimo przerwy blogowej obiecałem zamieścić kilka recenzji, pora więc nadrobić zaległości. W dzisiejszym wpisie praca Katarzyny Słodowej Smoleńsk 1609-1611, która ukazała się w tym roku w serii Historyczne Bitwy. Jak to zwykle przy blogowych recenzjach, najpierw przyjrzymy się ogólnej konstrukcji pracy, żeby potem przejść do bardziej szczegółowych komentarzy.

Praca podzielona jest na osiem rozdziałów, te z kolei dzielą się na podrozdziały (od dwóch do sześciu). Pierwszy rozdział to informacje o miejscach działaniach wojennych, ze szczególnym uwzględnieniem Smoleńska i jego fortyfikacji. W kolejnej części możemy się zapoznać z ogólnymi informacjami na temat wojskowości polskiej i moskiewskiej. Rozdział trzeci to geneza wyprawy pod Smoleńsk, włącznie z sejmem z 1609 roku i planem interwencji w Państwie Moskiewskim. Następny rozdział to opis przygotowań do wyprawy wojennej, włącznie z organizacją i liczebnością armii królewskiej. Rozdział piąty to omówienie trasy jaką przebyły oddziały Zygmunta III w drodze pod Smoleńsk. Kolejna część to przybliżenie pozostałych działań wojennych w tym okresie, walk pod Białą, Carowym Zajmiszczem, bitwą pod Kłuszynem i wkroczeniem wojsk Żółkiewskiego do Moskwy. Rozdział siódmy, najobszerniejszy ze wszystkich, omawia oblężenie Smoleńska, szturmy i działania oblężnicze, a także kapitulację miasta. W ostatnim rozdziale czytelnik może się zapoznać z informacjami w jaki sposób Zygmunt III ‘rozreklamował’ swój tryumf.

Opisana powyżej struktura pracy jest bardzo przejrzysta, co ułatwia lekturę i pozwala z dużą łatwością śledzić przebieg wydarzeń. Bardzo dokładnie opisane zostały fortyfikacje i siły obrońców Smoleńska, włącznie z  rozmieszczeniem artylerii w basztach. Także siły oblegających są opisane z dużą dbałością o szczegóły, autorka posługuje się bowiem informacjami z popisów wydanych w 1898 roku przez Wierzbowskiego. Bardzo przydatne są cztery mapy, zwłaszcza dwie ukazujące fortyfikacje Smoleńska i miejsca szturmów, czytając o kolejnych atakach możemy bowiem szybko sprawdzić mapę i sprawdzić skąd i gdzie szturmowano.  Bardzo interesujący jest ostatni rozdział, z którego możemy się dowiedzieć o wierszach, drukach ulotnych i medalach sławiących zdobycie Smoleńska.

Niestety sporo jest w tej pracy błędów, przede wszystkim dotyczących kwestii militarnych. Wydaje się, że tak autorka jak i redaktorzy pracy niezbyt ‘czuli się’ w tym temacie, stąd pewne niedociągnięcia. Pozwolę sobie wynotować kilka przykładów. Nagminne używanie określeń autorament narodowy i cudzoziemski, mimo że te weszły w życie dopiero w okresie reform Władysława IV.  Potraktowanie rot i chorągwi jako dwóch różnych typów jednostek. W opisie uzbrojenia husarii brak szabli, za to znajdziemy tu tarczę. Obok husarii mamy pancernych, co jest ewidentnym błędem; pojawią się też lekkozbrojni, mimo że w tym czasie nie była to wyodrębniona formacja; mamy za to ‘Kozaków polskich’ czyli jazdę kozacką, określenie o ‘Kozakach polskich’ może być raczej mylące dla tych spośród czytelników, którzy mają słabe pojęcie o wojskowości epoki.  Jako oddziały jazdy cudzoziemskiej w armii polskiej mamy arkebuzerów i rajtarów, jeżeli ci pierwsi mieli być arkabuzerami to przypominam – w tym okresie nie była to jazda cudzoziemska. Mamy tu obszerny akapit o dragonach, do tego w koletach które miały sięgać przed kolana – a w tym okresie dragonii w armii polskiej jeszcze nie było, a nawet gdy już się pojawiła (po 1617 roku) to takich koletów na wyposażeniu mieć nie mogła. Z kolei w przypadku armii moskiewskiej autorka wspomina o trzech do siedmiu pułkach, po czym w tekście wymienia tylko sześć. Nie bardzo też rozumiem, czemu autorka używa czasami w tekście określenia ‘wojsko ruskie’ zamiast moskiewskie czy carskie?

Bogata bibliografia składa się z wielu źródeł archiwalnych, drukowanych oraz opracowań. Jak już pisałem, szczególnie cieszy obecność źródeł i opracowań w języku rosyjskim. Tu jeden niezbyt miły zgrzyt: autorka podaje bowiem wśród źródeł drukowanych Pamiętniki obrony Smoleńska (1609-1611), wydane w Moskwie w 1912, zredagowane przez J.W.Gote. Przyznam szczerze, że sporo się naszukałem, próbując zlokalizować to źródło. Okazuje się że redaktor to Jurij Gauthier, zbiór jest 6 tomem w serii Смутное время Московского государства. 1604-1613 гг., a jego właściwy tytuł to  Памятники обороны Смоленска. (1609-1611 гг.). Forma zapisu zastosowana przez autorkę jest więc bardzo myląca i utrudnia czytelnikom znalezienie cytowanego źródła. Wśród opracowań dziwi też brak nowych opracowań dotyczących bitwy pod Kłuszynem – książki Radosława Sikory, artykułów Przemysława Gawrona i Andrzeja Grzegorza Przepiórki – co wpływa na sposób opisania tego starcia w książce, zwłaszcza co do liczebności walczących armii.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie można mieć. Z jeden strony mamy tu bowiem sporo ciekawych informacji dotyczących oblężenia, z drugiej zaś sporo błędów czy niedopatrzeń, które nieco psują przyjemność z lektury. Jeżeli jednak ktoś jest zainteresowany okresem Wielkiej Smuty czy też panowania Zygmunta III to chyba warto dodać ten tomik do swojej kolekcji.


piątek, 1 listopada 2019

Świat polskich Wazów. Przestrzeń – ludzie – sztuka



I znów: jak tu nie napisać notki na blog, jeżeli okazja taka ważna? W dniach 6 listopada 2019 – 14 stycznia 2020 w Galerii Wystaw Czasowych Zamku Królewskiego w Warszawie będzie miała miejsce niesamowita wystawa Świat polskich Wazów. Przestrzeń – ludzie – sztuka. Będzie tam można obejrzeć wiele wspaniałych artefaktów z epoki, nie tylko ze zbiorów Zamku ale i z kolekcji spoza granic naszego kraju. Malowidła, druki czy broń – rzeczy naprawdę godne obejrzenia. Perełka to oczywiście obraz ‘Bitwa pod Kircholmem’ Snayersa, toż to po prostu grzech tego nie zobaczyć. Nie ukrywam, że planuję przylecieć do Warszawy na kilka dni, żeby zajrzeć do Zamku i (oczywiście z opadem szczęki) pooglądać artefakty na tej wystawie. Opis wystawy na stronie Zamku. Powyżej widzimy zdjęcie okładki katalogu wystawy, poniżej zbioru esejów związanego z tą wystawą, muszę zrobić miejsce w bagażu powrotnym…





poniedziałek, 28 października 2019

Ceny w XVI i XVII wieku (zbiór książek)


Co prawda blog póki co wygaszony i nowych wpisów praktycznie brak, chciałem zamieścić zbiór kilku linków do przedwojennych prac o cenach w różnych miastach Rzplitej. Akurat dzisiaj siedzę nad nimi i wynotowuję różne przydatne info, może więc i ktoś inny skorzysta. Jeżeli znajdę kolejne prace tego typu to nie omieszkam uzupełnić niniejszy spis. Póki co:
- Edward Tomaszewski. Ceny w Krakowie 1601-1795
- Władysław Adamczyk, Ceny w Warszawie w XVI i XVII wieku
- Władysław Adamczyk, Ceny w Lublinie w XVI i XVII wieku
- Stanisław Hoszowski, Ceny we Lwowie w XVI XVII wieku
- Cennik artykułów spożywczych. przemysłowych i usług w Lublinie w 1640 roku
Co prawda nie są to spisu cen, ale i w instrukcjach celnych można znaleźć bardzo ciekawe informacji o wartość równych towarów:

niedziela, 15 września 2019

Nabity na pikę – sprostowanie



We wczorajszej recenzji wspomniałem, że zamierzam napisać sprostowanie do owej nieszczęsnej hipotezy o pikinierach w armii Koniecpolskiego w 1628 roku.  W poprzednich wpisach – z 2010 i 2012 roku – popełniłem jednak, jak się okazuje, błąd w interpretacji źródeł, który teraz chciałbym naprawić, jednocześnie przepraszając wszystkich zainteresowanych.
Analizując po raz kolejny list Szwabego do hetmana Koniecpolskiego, datowany w Ostrowiu, dnia 16 października 1628 roku, widzę już gdzie popełniłem błąd interpretacyjny. Muszkieterzy i spiśnicy (pikinierzy) którzy bronili Iławy przed Szwedami, nie byli bowiem żołnierzami polskimi, a ich kapitan Jakub Morszen to nie Szkot Jakub Murray. Chodzi tu bowiem o kompanię kapitana Jakoba Morssa z regimentu pułkownika Hilebrada von Krachta. Była to część posiłkowego „korpusu” brandenburskiego, który elektor wprowadził pod koniec 1626 roku do Prus. Zupełnie nie rozumiem, jak mogłem zignorować fakt, że Szwaba określa tych knechtów jako piechotę Xiążęcia Jego Mości, czyli Jerzego Wilhelma (jako księcia pruskiego). Mam wciąż jednak nadzieję, że kiedyś uda się znaleźć jakieś informacje dotyczące pikinierów w jednostkach na służbie polskiej w latach 1626-1629. Obydwa stare wpisy zostały teraz uzupełnione o link do tego sprostowania.



sobota, 14 września 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXIV



Mimo czasowego zawieszenia prac na blogu wspomniałem, że od czasu do czasu pojawi się tu jednak jakaś recenzja. Okazja jak trzeba, bo w końcu wpadła mi w ręce nowa, bo pochodząca z tego roku, praca Mariana Huflejta Bitwa pod Oliwą 1627, fakty i mity. Wojna o ujście Wisły 1626-1629 to zdecydowanie mój ulubiony konflikt XVII-wieczny, nic więc dziwnego że byłem bardzo zainteresowany zapoznaniem się z tą pracą. Oczywiście spec od marynistyki ze mnie żaden, ale po zapoznaniu się z bardzo pozytywną recenzją autorstwa niekwestionowanego autorytetu – p. Krzysztofa Gerlacha – wiedziałem że praca p. Huflejta musi trafić do mojej biblioteki.
Jak to zwykle w przypadku recenzji blogowych, pokrótce omówimy strukturę pracy a potem przejdziemy do dodatkowych komentarzy. 

Książka podzielona jest na cztery rozdziały i jeden aneks. W rozdziale pierwszym zapoznamy się z przebiegiem tytułowego starcia, gdzie narracja autora pracy przeplata się z rozlicznymi cytatami z zeznań uczestników bitwy – to przetłumaczone z języka niemieckiego fragmenty przesłuchań marynarzy floty królewskiej z Diariusza Królewskiej Komisji Okrętowej. Każda kolejna faza starcia jest obficie okraszona diagramami ukazującymi manewry i pozycje walczących okrętów. Rozdział drugi to dziesięć pytań (oczywiście z odpowiedziami) dotyczącymi różnych aspektów starcia – od broni używanej przez szwedzkiego admirała, przez bardzo ważny wątek ”polskości” floty  Zygmunta III po problemy w przyjętych w historiografii polskich nazwach okrętów czy nazwisk oficerów.W rozdziale trzecim zapoznamy się z nietypowym wątkiem, czyli aresztem pokładowym w galionie okrętowym,  a także bardzo ciekawego propagandowego wydźwięku dwóch rzeźb przedstawiających Polaków na słynnym okręcie Vasa. Czwarty, bardzo obszerny rozdział dotyczy zagadnienia bander króla Zygmunta III, mitów i błędów z tym związanych. Aneks to lista urzędników i członków załóg floty królewskiej, oparta o Diariusz.

Ogromny plus książki to użycie dużych fragmentów przetłumaczonego Diariusza. Dzięki temu czytelnik znajdzie tu wiele nowych, do tej pory nieznanych czy słabo opisanych aspektów bitwy – jak nowy poziom niekompetencji kapitana Murraya. Pozwala to na wręcz drobiazgową analizę starcia, mamy okazję prześledzić rozwój wypadku i to w perspektywie samych uczestników. W pracy tej znajdziemy wiele polemik z dotychczas przyjętymi ustaleniami dotyczącymi zarówno tytułowej bitwy jak i floty królewskiej. Osobiście bardzo zainteresował mnie fragment dotyczący narodowościowego składu floty i sposób w jaki  autor analizuje cytaty do tej pory używane w historiografii na dowód ‘polskiego’ pochodzenia wielu marynarzy. Wiele miejsca poświęcono kwestii tłumaczenia niemieckich nazw okrętów na język polski , przy okazji autor wsparł swoje rozważania sporą dawką ikonografii. Miłośnicy weksylologii będą z kolei bardzo zadowoleni z rozważań na tematy bander polskich, gdzie po raz kolejny autor polemizuje z wieloma utartymi do tej pory ustaleniami.  

Kilka drobnych uwag, które rzuciły mi się w oczy w czasie lektury, oczywiście jako szczur lądowy zwróciłem uwagę na aspekty najlepiej mi znane. Autor nazywa (zarówno w tekście jak i bibliografii) uczestnika niderlandzkiego poselstwa Abrahamem Bootem, podczas gdy wszystkie prace tego podróżnika podpisane są Booth. Brakuje mi odniesień do Diariusza albo summy spraw… gdzie znajdujemy przecież interesującą (acz nieco mylącą) notkę dotycząca bitwy pod Oliwą. Jest mi niezwykle miło, że autor powołuje się w kilku miejscach na mój blog, nie sądzę jednak by informacje dotyczące uzbrojenia rot piechoty cudzoziemskiej w Inflantach w 1601 roku można użyć jako dowód na podobne wyposażenie oddziałów  w Prusach w 1627 roku. Zaczynam tez mieć poważne wątpliwości, czy moja hipoteza dotycząca polskich muszkieterów i pikinierów broniących Iławy w 1628 roku jest właściwa -  w świetle moich najnowszych ustaleń (o których jeszcze nie wspominałem na blogu – nie omieszkam jednak zamieścić wkrótce sprostowania) garnizon należał do wojsk brandenburskich/pruskich, a kapitan Jakub Morszen to brandenburski Jacob Morss z regimentu Hilebrada von Krachta. Z tego miejsca muszę więc przeprosić zarówno p. Huflejta jak i wszystkich zainteresowanych za wprowadzenie w błąd. Cóż, rzeczą badacza jest mylić się, ale i naprawiać własne błędy. Można też dyskutować, że to ‘głównie etniczni Niemcy’ wchodzili w skład zaciężnej piechoty służącej na okrętach: rota Astona była szkocko—angielska, sam Aston był Anglikiem, Murray Szkotem, du Plessis Francuzem a Appelman Holendrem. Nie znamy niestety struktury narodowościowej ich oddziałów. Przy informacji o piechocie walczącej pod Oliwą brakuje też zaskakująco wzmianki o oddziałach Ernesta Fittinghofa i Balthasara Rotsteina – trochę dziwi to przeoczenie. Z kolei rzecz która rzuciła mi się w oczy w czasie lektury i która bardzo szybko stała się dość męcząca – każdy okręt królewski jest w tekście opisany każdorazowo pod oryginalną niemiecką nazwą, wraz z najczęściej przyjętą polską nazwą w nawiasie.  Sądzę że wystarczyło zastosować taki zapis tylko na początku, przy wymienieniu wszystkich okrętów, a potem stosować już tylko i wyłącznie nazwy niemieckie. Są to jednak naprawdę mało istotne szczegóły, które nie rzutują na odbiór książki.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]  to zdecydowanie trzeba mieć. Tryumf królewskiej floty pod Oliwą jest ukazany tu w nowym świetle, autorowi udało się zwalczyć wiele mitów związanych tak ze starciem jak i flotą Zygmunta III. Książka naprawdę przydatna i wręcz niezbędna dla zainteresowanych konfliktami polsko-szwedzkimi. Bardzo się cieszę że tak dobrze opracowana pozycja trafiła na rynek wydawniczy, mam nadzieję że zdobędzie ona uznanie w gronie zainteresowanych epoką.