poniedziałek, 28 stycznia 2019

Z panem Wilhelmem pod Smoleńskiem

Jakoś nie mam ostatnio weny do pisania na blogu, głównie skupiam się więc na krótkich notkach i albumach z malarstwem, które dodaję na blogową stronę na FB. Zdając sobie jednak sprawę, że nie wszyscy Czytelnicy bloga tam zaglądają, będę teraz częściej zamieszczał wpisy w dawnym stylu,w których znaleźć będzie można fragmenty interesujących obrazów. Dzisiaj lądujemy pod Smoleńskiem w 1633 i 1634 roku, a prezentowane miniaturki pochodzą oczywiście spod ręki Wilhelma Hondiusa (1597-1652). Poniżej przedstawienia żołnierzy armii koronnej i litewskiej:


























piątek, 25 stycznia 2019

Z hetmanem na Tatara


Datowana na 1687 rok kopia Dodacameronu czyli wyprawy na czambuły tatarskie w 1672 roku, autorstwa Romeyna de Hooghe. Znajdziemy tu samego hetmana Jana Sobieskiego, husarię, pancernych i dragonów, walczących z Tatarami i odbijających jasyr.

Co ciekawe, w Rijksmuseum, w którego zbiorach online znalazłem ten fragment, opisany jest jako walka oddziałów Karola Lotaryńskiego i margrafa Badeńskiego z Turkami w 1687 roku. Jest to oczywiście opis błędny – Sobieski i jego husarze są zbyt charakterystyczni. Wysłałem już do muzeum email w tej sprawie, może wezmą pod uwagę i zmienią?



























wtorek, 22 stycznia 2019

Zły jarmark, kiedy tylko pięciu zabiją



[Tak, wiem, rysunek z czapy, ale potrzebowałem jakiś chłopów z XVII wieku, więc pożyczyłem tych kolegów z Projektu Chłop.]

W 1713 roku Jan Stanisław Jabłonowski, za udział w spisku detronizacyjnym Augusta II, został wysłany na trzyletnie przymusowe wakacje do saskiej twierdzy Konigstein. Miał tam dużo wolnego czasu, poświęcił się więc pisaniu diariusza. Nakreślił w nim między innymi kapitalną charakterystykę Mazurów, którzy wszak od kilku już wieków cieszyli się renomą ludu wiejskiego hożego, wesołego i bitnego[1]. Zobaczmy więc co też pan Jan tam napisał:

Mazurek kiedy się przetrze, przyznać, że dobry żołnierz i prócz tego do wszystkiego są Mazurowie sposobni. Żartują z nich insze nasze województwa i powiadają, że się ślepo rodzą; ale ja i z relacyj starych i z własnego doznałem przekonania, że gdy „Ślepy Mazur” przejrzy, głębiej patrzy pod czas niż Włoch albo Hiszpan. Powiadają i to o Mazurkach, że gdy go oddadzą do dworu, to pierwszego roku wszyscy drwią z niego, drugiego roku on drwi z drugich, a trzeciego i z samego pana. Co zaś do żołnierstwa, mają serce i ran i śmierci lekceważenie, bo się sami między sobą jak psy biją. Zły jarmark, kiedy tylko pięciu zabiją. Co zaś do ran i owych „Pęknij no mię”[2] to jest jak chleb z masłem.


[1] To akurat charakterystyka z XVI wieku.
[2] Jakaś mazurska zaczepka?