wtorek, 13 września 2016

Petyhorcy po raz sam już nie wiem który


Milion lat temu, w pierwszym blogowym wpisie dotyczącym petyhorców, wspomniałem o ich obecności w czasie odsieczy Smoleńska w wojnie 1632-34. Armia królewska miała mieć w składzie 780 koni petyhorców, podzielonych na chorągwie:
- Pawła Czarnieckiego – 300 koni (3 chorągwie?)
- Czyża – 120 koni
- Remigiana Jelca – 120 koni
- Jeżowskiego – 120 koni
- Podorowskiego – 120 koni
Postanowiłem więc poszperać nieco w diariuszach z tej wojny, by poszukać śladów owych petyhorców. Znając nazwiska rotmistrzów, udało się odnaleźć to i owo, chociaż jak zawsze w przypadku petyhorców są to strzępy.
Petihorcy i Kozacy [jazda kozacka] mieli prowadzić marsz armii królewskiej i jako pierwsi połączyli się 2 września 1633 roku z Litwinami pod Łubną.
Pod koniec września 1633 roku chorągwie Czarnieckiego i Jelca z inszemi rotmistrzami (…) w pięciuset koni  wyruszyli na podjazd w stronę Drohobuża. W toku starcia z oddziałem moskiewskim mieli zabić ok. 100 żołnierzy, a do niewoli wzięli 6 Tatarów jaickich.
1 października w obozie popisać się miała nowoprzybyła chorągiew petyhorska. Co ciekawe, znalazłem jedno źródło opisujące ją jako chorągiew JKM p. Łaszcza – być może to więc oddział prywatny, spoza komputu?
Petyhorcy brali też udział w walnych walkach z armią moskiewską w połowie października, wtedy to ranny miał zostać rotmistrz Czarniecki. Kilka chorągwi kozackich pietichorskich miało wtedy wraz z rajtarią Seya, kozakami Woyny i Moczarskiego nieprzyjacielowi wstręt czynić.
Wiemy że część towarzystwa spod chorągwi Czyża w październiku 1633 roku opuściła oddział, za co zresztą mieli stanąć przed sądem hetmańskim – dwukrotnie jednak się przed nim nie stawili.
Chorągiew Czyża miała na początku listopada brać udział w podjeździe dla dostania języka. Jak widać to kolejny dowód na używanie petyhorców do tego typu zadań. Jeżeli byli faktycznie wyposażeni w broń drzewcową, dawałoby im to dodatkowy atut w starciu z jazdą moskiewską – może stąd właśnie udział w czatach, jako wsparcie dla chorągwi kozackich?
Teorię tę może potwierdzić fakt, że oto 2 lutego 1634 roku znów widzimy petyhorców –możemy potwierdzić obecność chorągwi Czarnieckiego – w podjeździe, który Towarkow, i inne miasteczka i wsi wiele spaliwszy i wyścinawszy, głębiej poszedł.
Nie ma tego za dużo, ale w przypadku petyhorców każdy okruch informacji może się przydać…


poniedziałek, 12 września 2016

Bojarzy, uriadnicy i 3 kowali


Michał Szein, szykując w 1634 roku swoją armię do kapitulacji przed wojskami polsko-litewskimi, miał sporządzić dokładny raport przeznaczony dla cara. Wymienił w nim liczebność pozostałych przy życiu żołnierzy, a także ekwipunek który miano oddać zwycięzcom. Pozwolę sobie na zamieszczenie jego obszernych fragmentów, bo to bardzo zajmująca lektura. Opieram się o streszczenie zamierzone przez Ksawerego Liske w Przyczynkach do historii wojny moskiewskiej…

Lista wojsk, oprócz pułkowników, którym pozwolono odejść do Moskwy:
Z pułku Szeina dworzan i dzieci bojarskich – 1220
Z pułku Prozorowskiego dworzan i dzieci bojarskich – 392
Z pułku Izmaiłowa dworzan i dzieci bojarskich – 518
Z pułku Białosielskiego – 300
Romanowskich Tatarów – 4
Z pułki Szeina i Izmaiłowa poniżowych grodów – 166
Białozerców, mieszkańców różnych grodów – 50
Starego wyjazdu cudzoziemców Greków, Serbów i Wołochów – 274[1]
Tatarów – 69
Rajtarskiego pułku uriadników[2] – 165
Rzemieślników – 17
Rajtarów – 1150
Dragonów – 80
Z ruskich pułków uriadników Niemców – 500
Z ruskich pułków sołdatów – 2567
Dońskich atamanów, asawułów i kozaków – 176
Jaickich atamanów, asawułów i kozaków – 344
Moskiewskich strzelców z dwoma dowódcami – 194
Puszkarzy – 102
Cieśli – 29
Kowal – 1
Szein miał zapisać, że wielu z tych żołnierzy zmarło po drodze do Moskwy.

Z niemieckich 4 pułków było w styczniu podług raportu ich pułkowników 2140 ludzi, z tych chorych zostało pod Smoleńskiem 364, inni przeszli do króla[3].

W obozie pozostawiono także chorych i rannych, którzy nie byli w stanie samodzielnie iść, a nie można ich było – z braku wozów – zabrać ze sobą.
Dworzan i dzieci bojarskich – 35
Białozerców – 20
Starego wyjazdu cudzoziemców – 12
Ruskich pułków pieszych – 1221
Rajtarskiego pułku rajtarów – 63
Rajtarskiego pułku dragonów – 15
Niemieckich pułków – 355
Ruskich i niemieckich uriadników – 34
Dońskich kozaków – 3
Jaickich kozaków – 36
Moskiewskich strzelców – 87
Puszkarzy – 28
Cieśli – 3
Kowali – 2
Ludzi bojarskich – 90

Wśród posiadanego ekwipunku – nie będę wymieniał dział, bo o nich już pisałem – możemy znaleźć:
4188 muszkietów
2944 pałaszy
3381 hełmów żelaznych
517 pancerzy z połami
1054 pancerzy bez poł.





[1] Prawdopodobnie lekka jazda.
[2] Zapewne chodzi o oficerów i  podoficerów.
[3] Władysława IV. 

wtorek, 30 sierpnia 2016

Wydra, dragon i gniew króla


Zapewne każdy zna historię Robaka, słynnej wydry pana Paska, którą ten – chcąc nie chcąc – podarował Janowi III Sobieskiemu. Król uwielbiał swojego pupila, zwierzak jednak marnie skończył. Pewnie dnia Robak wyrwał się spod obroży i biegając na wolności spotkał dragona. Ten, nie wiedząc czy to chowane czy dzikie, uderzył berdyszem, zabił.  Szybko zresztą znalazł też kupca na wydrze futro, sprzedał je bowiem przechodzącemu Żydowi podróżnemu, pińczowskiemu.  Obu jednak złapano i przyprowadzono przed oblicze króla. Oddajmy głos Paskowi i zobaczmy jak cała sprawa się skończyła:
Spojrzy król na skórkę , zatka oczy jedną ręką, drugą ręką się porwie za czuprynę, pocznie wołać: „Zabij, kto cnotliwy! Zabij, kto w Boga wierzy!” Wrzucono obydwu do wieży; conclusum[1] żeby dragona rozstrzelać; dysponować[2] mu się kazano. Przyszliż jednak do króla księża  spowiednicy, biskupi; perswadowali, prosili, że nie zasłużył na śmierć, ignorancją zgrzeszył. Ledwoć effecerunt[3]że nie kazano rozstrzelać, ale na praszczęta[4] przez [Franciszka] Gałeckiego regiment. Stanął tedy regiment dwiema szeregami według zwyczaju; dekret taki, żeby piętnaście razy biegał, odpoczywając nihilominus[5] na skrzydłach. Przebieżał dwa razy – ludzi w regimencie półtora tysiąca, każdy po razie zatnie – trzeci raz padł w pół szeregu; nad prawo sieczono i leżącego. Takci wzięto go w prześcieradło, aleć zaś powiedano, że się nie mógł wysmarować.
Straszliwa kara, jak widać gniew królewski trudno było uśmierzyć. Chyba lepiej byłoby dla dragona, gdyby go rozstrzelał oddział kamratów…



[1] Uchwalono.
[2] Przygotowywać się.
[3] Uzyskali.
[4] Kara polegająca na przebiegnięciu przez szpaler żołnierzy uderzających skazanego kijami.
[5] Jednakże.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Krwawa rozprawa pod Kuszlikami - cz. II


Coraz ciekawiej w temacie bitwy pod Kuszlikami – wykopałem kilka źródeł i opracowań (dziękuję za pomoc wszystkim zainteresowanym). Dziś wypisek z diariusza Jana Antoniego Chrapowickiego, który otrzymywał informacje z frontu w listach od starosty żmudzkiego, Jerzego Karola Hlebowicza. W notce z dnia 14 listopada 1661 czytamy:
List od jm. Pana starosty żmudzkiego oddał dragon późno, w którym oznajmuje, że Chowańskiego zniesiono, iż tylko w półtoru tysięcy ludzi uszedł i pana Wiażewicza zabito.
Wspomniany tam Wiażewicz – Jerzy Piotr – był porucznikiem „białej” chorągwi kozackiej Hlebowicza i synowcem samego Chrapowickiego.
Kolejny dragon z listem od Hlebowicza przybył cztery dni później. Tym razem wiadomości były dokładniejsze:
Pisze i przysyła z obozu wiadomości, że Chowańskiego cale zniesiono, Naszczokina zabito[1], synów Chowańskiego [:] starszego wzięto, młodszego zabito[2]w drugiej to potrzebie, gdzie mu i obóz, i armatę zabrano. Był w tej potrzebie i jm. Pan wojewoda ruski[3]. To też oznajmują, że pana Wiażewicza w łeb postrzelono, że zaraz umarł.
W kolejnych odsłonach: nieco o liczebności wojsk litewsko-polskich i moskiewskich. Szczegóły wkrótce.



[1] Co jest informacją błędną.
[2] To także okazało się błędną wiadomością i Chrapowicki przekreślił to potem w swoim diariuszu.
[3] Stefan Czarniecki. 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Krwawa rozprawa pod Kuszlikami - cz. I


Bitwa pod Kuszlikami to bardzo ciekawe, acz chyba mniej znane starcie z okresu wojny polsko-moskiewskiej 1654-1667. 4 listopada 1661 roku połączone siły polsko-litewskie[1] dowodzone przez samego Jana II Kazimierza pokonały armię moskiewską Iwana Chowańskiego. Chyba warto by od czasu od czasu coś o tym napisać.
Ciekawe informacje można znaleźć w pamiętnikach Patricka Gordona. Co prawda nie brał udziału w tym starciu, ale miał relacje naocznych świadków – swoich kolegów z cudzoziemskiej kadry w armii Chowańskiego.  Gordon bardzo ogólnie wspomina o wczesnych potyczkach z września i października, kiedy to Chowański walczył z Litwinami: gdzie to Rosjanie, będąc stroną silniejszą, zdobyli przewagę. W początkowej fazie kampanii korpus moskiewski,  dowodzony przez Chowańskiego i Ordina-Naszczokina (bardzo zręcznego polityka, cieszącego się wielką łaską Cara), miał liczyć 12 000 ludzi. Trudy walk, problemy z zaopatrzeniem i brak rozstrzygnięcia w walce z Litwinami doprowadził jednak szybko do erozji morale wojsk moskiewskich. W obliczu nadciągających wojsk polskich, które miały się połączyć z Litwinami, wśród żołnierzy moskiewskich zaczęła się nasilać dezercja. W tym czasie Moswicini zaczęli dezerterować po 100 i 50 [naraz], także zostało ich ledwie 6000[2]. Generał-porucznik Thomas Daylell[3], który służył w tej armii, widząc ją tak zmniejszoną i obawiając się nadciągających [polskich] sił, doradzał Chowańskiemu by ten wycofał się w rejon Połocka, jak to już zrobił jego kolega [Ordin-Naszczokin] ale [Chowański] tego nie zrobił. Generał Daylell stwierdził więc, że nie chce być świadkiem ruiny całej armii i wyjechał do Połocka[4], pozostawiając swój regiment [piechoty] pod dowództwem podpułkownika.
Niestety brak opisu bitwy, za to Gordon wspomniał co nieco o moskiewskich starciach. Po krótkim starciu, Moskwicini zostało zmuszeni do odwrotu, pułkownik [Robert] Douglas[5] zabity, pułkownicy [Andrew] Forret[6] i [Cornelius von] Bockhoven[7] wraz z wieloma innymi wzięci do niewoli. Jakieś 1500 żołnierzy moskiewskich zginęło a setki wpadły do niewoli. Pora roku nie pozwoliła jednak Polakom na pościg ani na wykorzystanie tego zwycięstwa.
Na szczęście mamy jeszcze inne źródła dotyczącego bitwy pod Kuszlikami, więc coś o tym w przyszłości jeszcze napiszę.



[1] Regimentarzem koronnym był tam Stefan Czarniecki, regimentarzem litewskim Kazimierz Żeromski.
[2] Co ciekawe, według źródeł moskiewskich jest to prawda: z 12 000 piechurów Chowańskiego miało zdezerterować ponad 6500.
[3] Kolejny szkocki oficer, na służbie cara od 1656 roku.
[4] Spryciarz…
[5] Taaa, kolejny Szkot.
[6] Szkot lub Anglik.
[7] Holender. 

czwartek, 18 sierpnia 2016

Ślązacy przychodzą nocą, kolbami rusznic łomocą...


Dziś ciekawy przypadek z lutego 1610[1] roku, dotyczący wsi Golejówek w Wielkopolsce. Dziedzic, Andrzej Choiński (Chojeński), złożył skargę na szlachcica ze Śląska, Ulryka Gocza. Krewki Ślązak miał, wbrew prawom polskim i cesarskich, przekroczyć na czele 500 ludzi najemnego żołnierza granicę i w nocy z 7 na 8 lutego uderzyć znienacka na zameczek Choińskiego.  Atak był szybki i niezwykle skuteczny: bramy wysadził, trzech dworzan Choińskiego z rusznic zabił, spichrze, składy i skrzynki poodbijał, złote i srebrne klejnoty i gotowe pieniądze pozabierał, izby mieszkalne, spiżarnie, stajnie wypróżnił, skład broni, to jest armaty, rusznice i wszelaki zapas wojenny zabrał. Dodatkową ofiarą padła pani Zofia z Kościeleckich, matka polskiego szlachcica. Napastnicy gwałtem z jej komnaty wyrwali, zbili i poranili.
Niestety, brak informacji o tym, czy skarga przyniosła jakiś skutek oraz czy pan Choiński próbował odpłacić Goczowi pięknym za nadobne. Swoją drogą wypada się zastanowić, co spowodowało wybuch takiego konfliktu między obydwoma szlachcicami.



[1] Wydaje mi się jednak że może to być literówka – skarga została złożona w 1620 roku, trudno więc oczekiwać, że szlachcic czekał 10 lat z takim zgłoszeniem…

niedziela, 14 sierpnia 2016

Z gdańskiej księgi horroru - odsłona druga


Kilka miesięcy temu zamieściłem mroczną historię magii i morderstw, przytoczoną przez Ogiera w jego zapiskach z podróży do Polski. Wypadałoby odkopać wątek, dziś wiedźma rodem ze Szwecji:
Pewien gdański ławnik – nazwiska jego nie pomnę – miał pomocnika. Temu zdarzyło się, gdy był w Sztokholmie, iż się w nim zakochała pewna niewiasta tak, że puścić od siebie go nie chciała i wszelkimi obietnicami i pokusami go nakłaniała, by pozostał w Szwecji. Wreszcie gdy go coraz częściej jego pryncypał do powrotu wzywał i gdy już i sam powziął zamiar wracania, zażądała od niego owa rozpustna i nieopanowana niewiasta kosmyka włosów na pociechę w jego nieobecności i jako zakład miłości. Tamten znając namiętność swej bogdanki i znając sposoby czarownic w tym kraju i lękając się czegoś złego, wydarł kudeł z kożucha niedźwiedziego, który wdziewał w podróży na suknię i włosy te niezbyt różne od własnych, przemięszawszy je z nitkami jedwabiu, ofiarowuje niewieście z oznakami okrutnej miłości i tak kochankę (choć wzdrygnąć się tu może Dydona) wywodzi w pole. Wsiadł na okręt i już był wiele mil od wybrzeża szwedzkiego, kiedy o pełnym dniu położył się podścieliwszy sobie kożuch. Jednakże, gdy już zasypiał, uczuł, że mu ktoś wyskubuje spod głowy kudły jego kożucha. Rozbudził się, nic nie widząc. Kładzie się znowu i czuje, że go znowu ktoś spod niego wyciąga. Wpadł w złość myśląc, że ktoś z jego towarzyszy tak się z nim drażni, ale nikogo koło siebie nie widzi, natomiast widzi i teraz, czuwając że jego skórę coś ciągnie i wlecze, a gdy on ją chce przytrzymać, ciągnie ją coś tym mocniej. Krzyczy więc i przywołuje na ten dziw podróżnych i marynarzy, którzy patrząc własnymi oczami (rzecz zdumiewająca!) widzą, jak niedźwiedzia skóra wyrywa się i jedzie przez powietrze, niby druga Kallisto którą Jowisz po raz wtóry na północ porywa.

Oj, nie chciała się rozstawać z kochankiem owa Szwedka, nie chciała…