wtorek, 4 grudnia 2012

Wysłane od Belzebuba w legacji sprośne nasienie!



Fragment anonimowego kazania z 1598 roku, piętnującego milicję miejską w Lublinie [cytuję za ‘Kopczykiem zacnym…’ Lwa Kaltenberga]:
Pojrzę na owe kupy, w których każdy opasany kordem, w ręku zgoła kopie, alebardy czy i berdysze dzierżący, co ano zbożnego gromadzenia ta feruje, widzę samo obrażenie oczu ludzkich i miłosierdzia Bożego, bo o obyczajności grzech byłoby mówić: gdy procesyja rusza, te heretyki bezwstydne dalej swojej broni zażywać, na wyprzódki z wiatrem szatki białogłowskie zadzierać, a wszystko to wtedy, kiedy dusze powagi pełne być winne, a nie sprośność zwrócone podwik zastrachanych kwikiem. Im to raj i bardzo rade figlom, ale gdzie dostojeństwo i godna powaga. Nie straż to żadna, nie milicyja, nie żołnierstwo, ale wysłane od Belzebuba w legacji sprośne nasienie!
Faktycznie takie zachowanie milicjantów nie mogło im przysporzyć popularności, ale żeby od razu nazywać ich nasieniem Belzebuba? Mocne…

sobota, 1 grudnia 2012

Cecylia Renata Winchester [tribute to 'Supernatural']



Pamiętniki Albrychta Stanisława Radziwiłła to istna kopalnia anegdot z czasów panowania Władysława IV. Czego tam nie ma – bratobójcy, pijacy, piesek przejechany przez karetę, nawet duch atakujący królową… Właśnie, tą ostatnią historyjkę chciałem przytoczyć. W czerwcu 1639 roku król Władysław IV i królowa Cecylia Renata  przejeżdżali przez Daugi, starostwo Radziwiłła. Para monarsza zatrzymała się na odpoczynek i wtedy zaczęły się dziwne rzeczy:
Gdy królowa z karety wysiadłszy poszła do komory, tam sama jedna zostawszy, przy otwartym oknie o ścianę się bokiem oparłszy, aż oto poczuła, że ją ktoś za rękę aż do boleści ściska, a nikogo nie widzi. Obejmuje królowę strach i pocznie wołać przenajsłodsze imiona Jezus Maria! Ustaje ściśnienie ręki, ale boleść nie zaraz ustała. Taiłać to milczeniem przed drugimi królowa, nam się jednak zwierzyła. Różne stąd konjektury i dyskursy formowaliśmy. Przychodziła też nam suspicya na metresę niegdyś królewską z niewstydu i publicznej niesławy o czarodziejstwo sławnej (którą król wydał za chorążego Nurskiego, dawszy jej starostwo mereckie), jeżeliby ona czego nie knowała przeciwko pobożnej królowej; gdyż w domu daugańskim żadnych nigdy strachów ani ja, ani kto inszy nie doznał.
Jak widać pobożna Habsburżanka poradziła sobie z magicznym (?) atakiem niczym doświadczony pogromca wiedźm,  niemniej jednak mnie najbardziej rozbawiła informacja o czarownicy-kochance króla. Ech ten Władek…

piątek, 30 listopada 2012

Szablą, koniem i rajtarem

Niezwykle miło mi poinformować, że w najnowszym numerze magazynu 'Szabla i Koń' (już 7 grudnia w Empikach) ukaże się mój artykuł 'Zbrojno i z trojgiem strzelby', w którym piszę to i owo o rajtarii w służbie Rzplitej w okresie 1600-1635. Artykuł będzie ozdobiony dużą ilością zdjęć ukazujących rekonstrukcję rajtarii z pierwszej połowy wieku - tu ogromne podziękowanie dla Jarka 'Igły' Domińskiego który użyczył wspaniałych fotek z sobą 'po rajtarsku' w roli głównej. Zapraszam do lektury!

czwartek, 29 listopada 2012

Woluntaryiskie chorągwie znosiemy



Oddziały wolontarskie działające na Litwie w czasie wojny 1654-1667 dawały się we znaki nie tylko nieprzyjaciołom, ale i lokalnej ludności, nic więc dziwnego że czasami ochotnicy owi bywali sojusznikiem nader problematycznym. Cała rzecz oparła się nawet o sejm w 1661 roku, który wydał odpowiednią konstytucję, zatytułowaną Woluntaryiskie chorągwie y nowo zaciągi W. X. L. Czytamy w niej:
Woluntaryiskie chorągwie, że miasto podpory y oppugnacyi nieprzyiaciołow W. X. Lit. ultimam Rzpltey przynoszą perniciem, penitus one znosiemy: y fidem Wielmożnych Hetmanów W. X. Lit. obstringimus, aby żadnych uniwersałów, tak na te chorągwie woluntaryiskie z Kancerayi swoiey nie wydawali, iako ludziom alienae nationis żadnych niepozwalali zaciagow i suplementow. Na co y My z Kancellaryi naszey, ludziom nieznaiomym y nie w tey oyczyznie urodzonym  żadnych listow przypowiednich wydawać nie będziemy. Inquantum by zaś ziawiły się takowe listy, lub uniwersały po tey konstytucyi, nullitati subiacere maią.
Oczywiście jednostki ochotników wciąż istniały, bardzo aktywne były zwłaszcza nad Dźwiną. Zaciągano wciąż nowe jednostki, powiększano także istniejące – jak wiele z poprzednich konstytucji i ta okazała się martwą literą prawa. Nic zresztą dziwnego, w obliczu konfederacji żołnierza zaciężnego ochotnicy stanowili całkiem pokaźną siłę, niezwykle przydatną w czasie ‘wojny szarpanej’, a przy okazji niepobierającą żołdu.

Gruby i niezwyczajny Rusin albo Mazur



6 marca 1673 roku Jan Sobieski, hetman wielki koronny i marszałek koronny, przedstawił projekt armii którą miałaby wystawić Korona przeciw Turcji. Zakładał zaciągnięcie aż 60 000 regularnego żołnierza, a jako że przeciwnikiem mieli być Turcy, proponował by połowa armii składała się z jazdy. Wśród 30 000 kawalerzystów husarzów przynajmniej 6000, a imby mogło być najwięcej, tym by lepiej było. Kolejne 3000 (podzielone na 30 chorągwi) miała stanowić lekka jazda. Reszta, czyli 21 000, to jazda pancerna, wszystkie jednak Pancerne [chorągwie] mają być z dzidami; dlaczego koniecznie im potrzeba podwyższyć cokolwiek żołdu. Niestety hetman był przeciwny wystawieniu mojej ulubionej formacji – na Rajtarów nie pozwalamy. Druga połowa proponowanej armii to piechota – 6000 dragonii i 24 000 piechurów (niemieckiej). Do tego Sobieski chciał wystawić 80 dział, a także odpowiedni korpus inżynieryjny potrzebny gdy Kamieniec odbierać potrzeba.
Hetman proponował uzupełnienie już istniejących chorągwi i regimentów, co w prosty sposób powiększyłoby liczebność armii. Zwłaszcza w przypadku pozostających na stanie regimentów, które miały niskie stany liczebne (były de facto jednostkami kadrowymi) tylko po półtrzecia albo po trzysta, procedura taka miała być w miarę prosta. Regimenty miały być nie tylko duplikowane, ale tryplikowane. W ten sposób stare wojsko miałoby osiągnąć stan 30 000 ludzi.
Ważną rolę w formowaniu armii miały odegrać zaciągi wojewódzkie. Tutaj znajdujemy niezwykle ciekawą sugestię hetmana: to bym jednak rozumiał, aby te Województwa, które są oddalone od Śląskich, Pomorskich i Pruskich granic, nie zaciągały piechot; bo gdzieżby to podobna w tak krótkim czasie z grubego i niezwyczajnego Rusina albo Mazura uczynić Niemca, a daleko bardziej dobrego i ćwiczonego żołnierza; gdyż te wszystkie piechoty życzę, aby manierą Niemiecką, nie Węgierską, był zaciągnione. 
Co ciekawe sejm przyjął projekt Sobieskiego i chociaż w części udało się go zrealizować. Armia komputowa została powiększona (tak przez zwiększanie istniejących jednostek jak i tworzenie nowych) z nieco ponad 16 000 starego wojska do 33 337 koni i porcji. Nie udało się jednak wystawić proponowanych przez hetmana 30 000 w wyprawach dymowych. Prof. Jan Wimmer ocenia że udało się wystawić ok. 10 000 ludzi w wyprawach dymowych. Jazda wystawiona była na sposób kozacki, acz z dzidami, piechota dymowa moderowana była na sposób niemiecki i części z niej użyto do zwiększenia (suplementowania) regimentów regularnych. Do tego możemy doliczyć ok. 1000 piechoty wybranieckiej, przeznaczonej do służby inżynieryjnej. 

wtorek, 27 listopada 2012

Pan Jan, niedźwiedzica (z dziatkami) i pijana czeladź



Niebezpiecznie bywało w Rzplitej, oj niebezpiecznie – nawet w czasie pokoju… Czasami obuszki szły w ruch, czasem pistolety i rusznice, a i zwierz dziki mógł na człeka z kniei wypaść. Bardzo ciekawą historię opisał mój ulubiony pamiętnikarz Jan Władysław Poczobut Odlanicki. W czerwcu 1683 roku wracał on sobie do domu z kościoła gdy nagle zastąpiła mi niedźwiedzica z wielkim impetem drogę, mając przy sobie piastuna, a ja syna mego Adama i siostrzana, Pana Wiktora Szykiera, z którą musiałem się aperito spotkać, mając młode dziatki w assystencyi sobie, bo czeladź pijana wszystka pozostała w zadzie. Jakoż gdym ją okurzył, niemal w bok włożywszy, strąciłem ją z impetu do mnie przypadającej, że i piastuna przed sobą mającego musiała odbiedz, na któregom gdym goniąc koniem nastąpił na łapę, wszak i ryk wielki uczynił, a wtem koń mój uląkszy się, w bok sunął, żem musiał spaść z konia. W tym czeladź nadbiegła, już nic nie radzili i piastunowi, bo się w gęstwinę wbił; i takeśmy bez obłowu dobrze zdrowi tę gonitwę skończyli.
Ciekawy dzionek, ciekawe kto bardziej się przestraszył w tym spotkaniu?