czwartek, 21 kwietnia 2011

Sojusznicy RON - cz. V

Bardzo interesuje mnie kwestia liczebności, organizacji i udziału w działaniach bojowych ‘Potopu’ najemnych wojsk na służbie Gdańska. Za jakiś czas postaram się przygotować o tym coś więcej, wszak sporo potyczek z Gdańszczanami znaleźć możemy u Gordona, póki co jednak ciekawe dane z końcowej fazy wojny.
Poniżej liczebność i skład regimentów biorących udział w oblężeniu Głowy Gdańskiej jesienią 1659 roku. Oddziały gdańskie odegrały główną rolę w odbiciu Głowy z rąk szwedzkich, tracąc w czasie operacji 97 zabitych i 150 rannych (wedle źródeł niemieckojęzycznych, źródła polskie podają nawet 300 straconych żołnierzy).
Dowódcą gdańskiego kontyngentu w czasie oblężenia był pułkownik Walenty von Winter, doświadczony oficer, który w czasie Wojny Trzydziestoletniej walczył w armii… szwedzkiej. Pełnił on jednocześnie funkcję komendanta sił zbrojnych Gdańska.

I.                    Regiment pułkownika Wintera – 656 żołnierzy
-          dwie kompanie Wintera
-          kompania Dirscha
-          kompania van der Linde
II.                  Regiment majora Bobarta – 608 żołnierzy
-          dwie kompanie Bobarta
-          dwie kompanie Wechelta
-          kompania  Jerzego Strakowskiego (który był też naczelnym inżynierem armii)
III.                Regiment majora Alexandra Thompsona – 500 żołnierzy
-          dwie kompanie Thompsona
-          dwie kompanie Brandesa
IV.                Regiment majora Siebersa – 501 żołnierzy
-          dwie kompanie Siebiersa
-          dwie kompanie Stelznera
V.                  Regiment  majora Schura (złożony z jednej kompanii!) – 105 żołnierzy
VI.                Regiment majora Fryderyka Gerschau – 499 żołnierzy
-          dwie kompanie Gerschau
-          dwie kompanie kapitana Johna Montgomery’ego

Bardzo ważną rolę w oblężeniu odegrała silna artyleria gdańska. W skład parku artyleryjskiego miało wejść przynajmniej 31 dział – z tego główne siły Wintera dysponowały 6 półkartaunami, 6 ćwierćkartaunami, 3 6-funtówkami i 3 4-funtówkami. Przy pozostałych regimentach znajdujemy odpowiednio 6 (regiment Siebersa), 5 (regiment Thompsona) i 2 (regiment Schurze) działa.
Oprócz dział Gdańszczanie używali także moździerzy – w relacjach znajdujemy wzmiankę o 220-funtowym, 70-funtowych, 60-funtowym i 30-funtowych. 

Wiosenne usprawnienia

Kilka drobnych dodatków do strony głównej bloga - może będą przydatne. Na dole strony link do Google Translate (that's for non-Polish Readers), a także lista 10 najczęściej czytanych wpisów na blogu. Dodałem także, jako człek próżny, licznik odwiedzin mojego internetowego kąta. Sporo tego, bardzo dziękuję wszystkim odwiedzającym!
Jak zwykle jeżeli macie jakieś komentarze, pytania, etc - piszcie na maila grimme[at]tlen.pl 


Pozdrawiam
Michał 'Kadrinazi' Paradowski

niedziela, 17 kwietnia 2011

Bitwa czy nie bitwa? - Kalazin 28/08/1609

[Copyright by Michał ‘Kadrinazi’ Paradowski, Edinburgh, 17/04/2011 – muszę niestety zacząć takie rzeczy pisać przy dłuższych tekstach, bo niektórym się wydaje, że mogą moje wpisy kopiować, podpisywać i wrzucać w sieć pod własnym nazwiskiem czy nickiem. Nic z tego panowie, jak do tej pory wszystkie takie akcje wytropiłem i teksty musiały z for/stron/blogów zniknąć. Nie mam nic przeciwko, by moje wpisy pojawiały się w innych miejscach w sieci – jeżeli tylko zostanę zapytany o zgodę i teksty będą podpisane moim nazwiskiem…]

W toku jednej z wymian emaili z Jerzym Czajewskim (serdecznie pozdrawiam!) zeszliśmy na temat mniej znanych bitew czasu Wielkiej Smuty. Zaczęliśmy od Tweru, potem jednak Jerzy podesłał mi kilka rosyjskich linków do bitwy pod Kalazinem (Kałazinem) stoczonej 28 sierpnia 1609 roku.
Z opisów tam zawartych wynikałoby, że w zażartej bitwie siły moskiewskie (wsparte posiłkami szwedzkimi), dowodzone przez Michaiła Skopina-Szujskiego, pokonały wojska Samozwańca, na czele których stał Jan Piotr Sapieha. Żołnierze Skopina mieli zadać duże straty straży przedniej Sapiehy, po czym przez kilka godzin wytrzymać ataki napastników by na koniec przejść do kontrataku i pogonić najemników aż do ich obozu. Bitwa ta miała uratować Moskwę przed armią Samozwańca. W 2009 roku, w 400 rocznicę bitwy, na polu walki postawiono pomnik. Widzimy tam orła (który jest nawiązaniem do moskiewskiego wodza Skopina-Szujskiego) depcze polskie sztandary i szyszak husarski. Takie podejście do bitwy bardzo mnie zainteresowało – mimo że są to tylko informacje znalezione w internecie – postanowiłem poszukać więc co o tym starciu napisali inni uczestnicy bitwy. Znalazłem trzy źródła polskie, w których można  się dowiedzieć o nieco innym przebiegu bitwy. Dodatkowo, Daniel Staberg (many thanks Daniel!) odnalazł bardzo ważne źródło – list szwedzkiego oficera, dowodzącego kontyngentem posiłkującym Skopina-Szujskiego. Zobaczmy więc jak wygląda bitwa w ujęciu Polaków i Szweda.

Opis Mikołaja Marchockiego w Historii moskiewskiej woyny prawdziwej jest dosyć skrótowy. Oto siły moskiewskie przeprawiły się przez Wołgę, zbudowały sobie tam gródek (zapewne chodzi o blokhauz), który został dodatkowo osłonięty kobylicami. Żołnierze Szujskiego, bezpiecznie osłonięci umocnieniami i zasłonami przeciw polskiej kawalerii Samozwańca, wychodzili tylko na harce – po trosze na spróbowanie szczęścia z nami harcem puszczali. Takie potyczki trwać miały cały dzień, po czym walczące strony rozeszły się do obozów. Następnego dnia wojska Samozwańca miały przygotowywać się do ataku na obóz Szujskiego, jednak dotarła do nich wiadomość, że król Zygmunt III wkroczył ze swoją armią do Państwa Moskiewskiego i przyszedł pod Smoleńsk. Wśród najemników Samozwańca doszło do zamieszania, wrzawa powstała w wojsku. Zwinięto więc obóz i ruszono by połączyć się z resztą wojsk cara w Tuszynie.
Widzimy więc, że według Marchockiego nie doszło do walnego starcia, a tylko całodniowych potyczek. Rosjanie zdawali sobie sprawę z przewagi jazdy polskiej stąd nader rozsądnie osłonili swoje wojska – nauka bez wątpienia wyciągnięta z lekcji spod Bołchowa i Chodynki.

Kolejny polski kondotier – Józef Budziłło – dowodził w tym okresie pułkiem jazdy, miał w nim też własną chorągiew husarii. Rotmistrz w swojej Historii Dmitra Fałszywego podaje nam które pułki Samozwańca ruszyły pod Kolazin – Sapiehy, Zborowskiego, Wielamowskiego i samego Budziłły. Rosjanie stali w Kolazinie, nad rzeką Wołgą w Mikolskiej Słobodzie. Także i Budziłło podaje, że żołnierze Szujskiego stanęli za umocnieniami, ostrogiem obwarowanych. Wojska Sapiehy próbowały ich wywabić do walki w polu, jednak Rosjanie rezolutnie z ostroga wynijść nie chcieli. Oddziały moskiewskiej jazdy stały tuż przy umocnieniach, skąd wypadały by ścierać się z jazdą polską. Główna rolę w tych potyczkach miały odegrać kawalerzyści z pułku Budziły ( jego chorągiew husarii i petyhorcy Czaplińskiego) oraz Zborowskiego ( kozackie chorągwie Tyszkiewicza i Kalinowskiego). Czasami udawało się Rosjan wyprzeć pod samą palisadę umocnień, niektórych zagoniono aż do samej rzeki – jednak Sapieha nie miał ze sobą piechoty, przez co nie był w stanie zaatakować i zdobyć umocnień moskiewskich. Według Budziłły zamierzano jednak wziąć Rosjan głodem – bo z samego głodu mrzeć by musieli, bo się w tym gródku jeszcze ninacz nie zapasili się [nie zrobili zapasów] – biorąc pod uwagę, że transport zaopatrzenia przez Wołgę, z klasztoru kalazińskiego, byłby dla Rosjan bardzo trudny. Wtedy jednak z Tuszyna doszła wiadomość o wkroczeniu Zygmunta III, który do granic moskiewskich następował i żołnierze Sapiehy zwątpiwszy o robocie swojej zaczęli się buntować, robić, pracować i słuchać nie chcieli.
Także i u Budziłły więc, jak i u Marchockiego, nie widzimy walnej i krwawej bitwy, a tylko całodniowe potyczki i wojska Szujskiego dobrze osadzone za umocnieniami. Dalszych walk nie zatrzymały ani straty ani rzekoma porażka wojska Samozwańca – a demoralizująca polskich najemników wieść o wkroczeniu Zygmunta III.

Trzecie, najobszerniej źródło ze strony kondotierów Samozwańca to Dzieje Marsa Krwawego autorstwa Jana Piotra Sapiehy (a de facto jego sekretarzy…). Znajdujmy tu informację o domniemanej liczbie wojsk Szujskiego – nie więcej dwudziestu tysięcy wojska wszystkiego.  Pojawia się też liczba szwedzkich najemników, Niemców jest niemnogo, nie masz bolszy trzech set – co jak się okaże przy źródle szwedzkim jest dokładną liczbą. Według zeznań jeńców, których wziął do niewoli 23 sierpnia podjazd rotmistrza Iwana Mikulińskiego, sam Skopin stoit w monasterze Kołacińskim, ludzi ruskich już się część przeprawiła na tę stronę Wołhy, drudzi się przeprawują spieszno. Sapieha starał się dowiedzieć jak najwięcej o przeciwniku. 24 sierpnia wysłał podjazd złożony z kilkuset koni – nie udało im się jednak pochwycić języka. Podobna czata ruszyła następnego dnia, Sapieha  wysłał także dwóch szpiegów do samego Kolazina. Z kolei 26 sierpnia rotmistrz Wilamowski poprowadził czatę złożoną z aż 1000 koni. Harcował on z siłami moskiewskimi strzelając się (…) godzinę jednak w obliczu przewagi przeciwnika, gdy wojsko nieprzyjacielskie potężnie występować poczęło w pole, jak niepyszny musiał się wycofać do sił głównych Sapiehy, nie prowadząc żadnego jeńca. Kolejna misja szpiegowska, tym razem z 27 sierpnia, także nie przyniosła żadnego skutku, stąd też 28 sierpnia Sapieha ruszał do boju nie mając (…) żadnej pewnej wiadomości, co była za potęga wojska nieprzyjacielskiego. Pozostawił dobrze ubezpieczony własny obóz, osadziwszy i opatrzywszy obóz ludźmi warownie, po czym z jazdą ruszył na Szujskiego.
Szyk maszerującego wojska był następujący: w straży przedniej Kozacy zaporoscy Kostanieckiego, za nimi pułk jazdy Aleksandra Zborowskiego, potem pułk samego Sapiehy, szyk zamykał pułk Stanisława Bąka Lanckorońskiego (zapewne część pułku hetmana Różyńskiego, gdyż dzień po bitwie mamy wzmiankę o pięciu chorągwiach Różyńskiego, a sam Bąk Lanckoroński dowodził w tymże pułku rotą husarii). Nie znajdujemy tu pułków Budziłły czy Wilamowskiego, być może weszły w skład ‘pułku walnego’ Sapiehy?
Jako pierwsi do walki weszli Kozacy, jedni w sprawie pod chorągwiami stali, drudzy, ochoci będąc, harce zwodzili. Wśród harcowników ubezpieczających formujący się szyk sił głównych był i sam Sapieha, który rozpoznał siły przeciwnika. Następnie zajął się ustawieniem szyku. Na lewym skrzydle stanął Sencki (kto zacz?), przed którego wojskami stanęło kilkaset koni Kozaków, harcujących w szyku luźnym – to oni mieli jako pierwsi wejść do walki. Prawym skrzydłem dowodził Zborowski, w pierwszej linii mając Kozaków, w drugiej petyhorców, a w trzeciej husarię. Centrum szyku zajął pułk samego Sapiehy.
Na rozkaz hetmana do ataku ruszyli Kozacy, wspierający swoich towarzyszy harcujących z siłami moskiewskimi. Atak ten miał zmusić do ucieczki harcujących żołnierzy Szujskiego, Kozacy mężnie wsparli Moskwę aż do taboru ich. Tryumfujący Kozacy dostali się jednak pod ogień piechoty przeciwnika, stojącej za kobylicami, po czym wycofali się. Jazda moskiewska z lewego skrzydła przeszła wtedy za bezpieczną osłonę, gdzie już główne siły – walny pułk – stał za rowem i kobylinami [kobylicami] w szyku. Sapieha ograniczył się w dalszych walkach tylko do starć harcowników, zdając sobie sprawę, że Rosjanie nie dadzą się sprowokować do walnego starcia.
29 sierpnia spędzono na walkach podjazdów. Dwa kolejne dni w obozie Sapiehy spędzono na kołach generalnych towarzystwo, które zakończyły się tumultem w wojsku. 2 września zwinięto obóz i opuszczono pozycje. 8 września, gdy wojska Sapiehy dostatecznie oddaliły się od Kalazina, szpiedzy donieśli, że Skopin-Szujski przeprawił przez Wołgę resztę swoich wojsk.
Jak więc widzimy, także ta wersja potwierdza wizję bitwy jako szeregu starć harcowników.

Przechodzimy teraz do szwedzkiej, chyba raczej nie znanej w Polsce, relacji [one again thanks Daniel!]. Jej autorem jest dowodzący szwedzkim kontyngentem Szujskiego Krister Some, który opisał swój udział w starciu w liście do Pedera Nilssona, datowanym na 22 sierpnia (według obowiązującego wówczas w Szwecji  kalendarza juliańskiego, czy według kalendarza gregoriańskiego to 1 września 1609 roku). Some miał pod swoją komendą niewielki oddziały: najemną fänike Hamiltona starszego, najemną szkocką fane Mårtena Fleminga i fińską fane Klasa Kristoferssona. Znamy liczebność tego kontyngentu w październiku 1609 roku  - 72 piechurów Hamiltona i 230 kawalerzystów w dwóch pozostałych oddziałach. Zapewne oddziały te nie były dużo liczniejsze pod koniec sierpnia, co nieomal zgadzałoby się z liczbą podaną u Sapiehy. Według Somego starcia trwały od świtu do zmierzchu – właśnie starcia bo nie doszło do walnej bitwy. Szwedzki oficer miał rozdzielić swoje zgrupowanie, tak że małe grupy jego żołnierzy prowadziły do boju większe oddziały Rosjan. Miało to na celu zachęcenie Rosjan to walki, gdyż idąc w ślady Szwedów atakowali śmiało, jak prawdziwi żołnierze powinni. W toku tych harców udało się zmusić żołnierzy Samozwańca do odwrotu, tak że wycofali się z długim nosem i skóra poznaczoną śladami ciosów [ów długi nos to specyficzny szwedzki idiom, w tym kontekście oddawać miał porażkę Polaków i Kozaków, jako tych którym dostało się od Szwedów]. Wojsko Sapiehy nie wycofało się jednak zbyt daleko, obozując w pobliżu wojsk Szujskiego, paląc okoliczne wsie i zboża.

Cóż więc ukazuje nam się z analizy tych kilku źródeł? Nie widzę tu obrazu walnej bitwy, w której którakolwiek ze stron zadałaby przeciwnikom duże straty. Szujski dał się zaatakować w momencie gdy miał rozdzielone siły, jednak zabezpieczył się umocnieniami w obliczu lepszej jakościowo jazdy polskiej i nie dał się sprowokować do wyjścia w pole. Sapieha, z powodu braku piechoty i artylerii, nie widział sensu w ataku na umocnionych przeciwników. Czy plan zagłodzenia Rosjan mógł się udać? Tego nigdy się nie dowiemy, jednak z opisu Some wynikałoby, że żołnierze Sapiehy raźno przystąpili do wcielania w życie taktyki ‘spalonej ziemi’. Bez wątpienia jednak najważniejszym czynnikiem który wpłynął na wycofanie sił Samozwańca spod Kalazina była zmiana sytuacji politycznej, spowodowana wkroczeniem Zygmunta III. Deptanie sztandarów i husarskiego szyszaka wydaje się w takiej sytuacji mocno na wyrost, chociaż rozumiem tu siłę symboliki.
Jak zwykle zapraszam do komentowania i dyskusji, zwłaszcza że bitwa słabo znana…

Mistrzowie ciętej riposty AD 1609

Akurat przedzieram się przez źródła dotyczące Wielkiej Smuty – niedługo pojawi się wpis o mało znanej bitwie z tego okresu – i znalazłem piękną anegdotę, której nie mogłem sobie darować. Kiedy w 1609 roku armia Zygmunta III obległa Smoleńsk, Polacy wysłali do miasta pismo wzywające do kapitulacji. Moskiewscy obrońcy odpowiedzieli oczywiście odmownie, gdyż gotowi są umrzeć, walcząc w obronie cara i wiary prawosławnej. Zachował jednak i przekaz mówiący o innej odpowiedzi, wskazującej na specyficzne poczucie humoru oblężonych. Mieli oni napisać:
Szujski klucze do Smoleńska do siebie wziął, nas zamknął; wyniść nie możem, [w]puścić Króla [Zygmunta III] nie mamy jako. Musiałby pierwej do Szujskiego po klucze jachać, którymiby sobie zamek otworzył.
Zaiste byli to mistrzowie ciętej riposty…

sobota, 16 kwietnia 2011

Legia cudzoziemska pułkownika McKaya

James A. Fallon w swojej doskonałej pracy Scottish mercenaries in the service of Denmark and Sweden 1626-1632 podaje ogromną ilość niezwykle ciekawych informacji dotyczących wyspiarzy służących w armiach uwikłanych w Wojnę Trzydziestoletnią. Dotarł do wielu materiałów archiwalnych, które pomogły zrekonstruować przebieg służby różnych najemnych regimentów. Fragmentem który bardzo mnie zainteresował jest opis pochodzenia narodowego żołnierzy wchodzących w skład regimentu McKaya – bodaj najsłynniejszej szkockiej (przynajmniej z nazwy) jednostki na służbie duńskiej i szwedzkiej. Rolle popisowe niektórych kompanii tego regimentu zachowały się do naszych czasów i stanowią bardzo interesującą lekturę.

Przyjrzymy się kompanii kapitana Daniela Bulliona, która dołączyła do regimentu Mckaya jesienią 1629 roku, czyli w okresie służby na żołdzie duńskim. Mimo że regiment traktowany był jako szkocki, kompania Bulliona była niesamowitą mieszanką narodowości. Oddział składał się ze 128 żołnierzy i oficerów i znamy pochodzenie 87 spośród nich. Poniżej chciałbym się przyjrzeć dokładniej owej liście, pokazuje bowiem jakim tyglem narodowościowym bywały armie walczące w Wojnie Trzydziestoletniej.
- 2 Szkotów
- 22 Duńczyków (dokładniej rzecz biorąc – duńskich poddanych, gdyż 14 z nich było z Jutlandii, 3 z Zelandii, 3 z Holsztynu i 2 ze Szlezwiku)
- 4 Norwegów
- 3 Szwedów
- 10 Francuzów
- 1 mieszkaniec Wrocławia (znaczy się Breslau)
- 1 Gdańszczanin
- 1 mieszkaniec Braniewa (Braunsberg)
- 1 Czech (z Pragi)
- 2 Bawarów (mimo że Bawaria była wtedy w stanie wojny z Danią)
- 1 z Palatynatu (dokładniej rzecz biorąc z Worms)
- 2 Hessów
- 2 Westfalczyków
- 8 z Brunszwiku i Dolnej Saksonii
- 8 z Meklemburgii (w tym 3 ze Strzałowa/Straslundu)
- 1 mieszkaniec Wołogoszczy (Wolgast)
- 8 Sasów
- 8 Brandenburczyków
- 2 mieszkańców Harzu

Inna kompania przyłączona do regimentu w tym samym okresie – dowodzona przez majora Sinnota – także była ciekawym przykładem. W jej skład weszło:
- 3 Szkotów
- 8 Irlandczyków
- 2 Anglików
- 7 Norwegów
- 5 Holendrów
- 2 Duńczyków
- 40 żołnierzy z różnych regionów Niemiec

Kompania podpułkownika Roberta Munro (Monro) latem 1630 roku miała z kolei:
- 47 Szkotów
- 7 Niemców
- 5 Anglików
- 6 Duńczyków

Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie kompanie w regimencie McKaya były tak niejednolite. Kompania pułkownika McKaya i  podpułkownika Johna Lindsaya składały się w całości ze Szkotów. Podane wyżej przykłady pokazują jednak, jaką sztuką mogło być dowodzenie takimi mieszanymi oddziałami – samo znalezienie języka komend zrozumiałego dla wszystkich żołnierzy mogło być problemem... 

Stradyotka i karwatka suknią takiegoż rycerstwa

Łukasz Gołębiowski,  w wydanej w 1830 roku pracy zatytułowanej Ubiory w Polszcze od najdawniejszych czasów aż do chwil obecnych… nie omieszkał wspomnieć i o ubiorach żołnierskich. Może nie do końca zrobił to trafnie, ale opis ma swój urok, więc warto go przytoczyć.

Wojskowi nasi w dawnych czasach w domowem suknie i to jeszcze niefarbowanem chodzili. (…) Dowódzcom wszakże lub znakomitszym rycerzom dawali monarchowie szatę złotogłową i łańcuch złoty (…). Jazda główną siłę naszą stanowiła, stąd też młodzi szaty husarskie prawie wspaniałe ku swemu wzrostowi przywdziali. Po ussarsku dwojako się ubierano staro i nowo. Wszakże i tu ganiono przysadę; jeśli ussarzem kto będzie, mówi Górnicki aby onych przywiętszych tak kołnierzów jako ostróg (chocia tam w thym nie wiem jaki pożytek znajdują) zaniechał, bo może być kształtowny ussarz  bez nazbyt. Co w Koronie ussarski, to w Litwie petyhorski był ubiór, a lekkiej jazdy kozacki. Skórzany kolet był suknią jezdziecką, stradyotka i karwatka suknią takiegoż rycerstwa krótką, sajan żołnierską, snać piechoty odzieżą. Towarzystwo, namiestnicy nosili burki dla ochrony od zimna lub słoty; porucznicy, rotmistrzowie, wodzowie delie z zaponą wedle możności kosztowną, częstokroć tak przesunięte na bok, że pierś, bok jeden i plecy kryjąc i fałdując się wspaniale, rękę zostawiały wolną do piastowania buzdyganu albo też buławy, do władania pałaszem. Wszakże i tu posunięto 
wyszukaność aż do zbytku i Kochanowski żartobliwie powiada:

Poradźmy się rady czyjej,
Kołnierzli to u deliej?
Czy delja  u kołnierza,
Na grzbiecie cnego rycerza?

Cudzoziemskiego autoramentu wojska późno już nastały i z niemiecka były ubrane: czechczery, rajtury szarawary, kurtka, kiwior, kołpak, magierka,lub konfederatka, skromnym aż do naszych prawie czasów, były ubiorem wojskowych.  
  

środa, 13 kwietnia 2011

Waloni, Prusacy, Inflantczycy, Pomorczycy - rajtaria RON w czasie Wielkiej Smuty

W ramach nieustających poszukiwań informacji dotyczących rajtarii walczącej w ramach armii RON tym razem słów kilka o jej udziale w walkach Wielkiej Smuty. Niewiele tego, ale jak zwykle lepsze to niż nic. Ilustracja z bogatej kolekcji Daniela Staberga (adres internetowy jego albumu możecie znaleźć na liście stron).
Wśród wojsk towarzyszących królowi Zygmuntowi III, ruszających w 1609 roku na Smoleńsk, nie znajdujemy wiele rajtarii. Jedną jednostką dowodził kawaler Nowodworski, jego oddział to konnych rajtarów 130. Wydaje się jednak, że oddział ten był de facto większy, przed królem popisało się bowiem 150 rajtarów. Bardzo ciekawa jest informacja o składzie narodowym tej chorągwi, która złożona była z Prusaków, Inflantczyków, Pomorczyków. Żołnierze kawalera są opisani jako wyposażeni w parę rusznic – rzadki to przykład wzmianki o uzbrojeniu rajtarów, jak sądzę chodzi tu jednak o parę pistoletów, a nie broń długą. Co do udziału tej chorągwi w walkach, nie udało mi się znaleźć żadnych szczegółów. Biorąc jednak pod uwagę, że kawaler Nowodworski brał udział w szturmach Smoleńska, być może towarzyszyli mu tam spieszeni rajtarzy?
Pod koniec października pod Smoleńskiem pojawiła się dwie chorągwie rajtarii – pierwsza składała się z Walonów a dowodził nią von Rosen (Rozen). Liczyła ona prawdopodobnie 100 koni. Druga to 60 Inflantczyków, pod komendą Medona (Otto Medema?).
Kolejny ślad udziału rajtarii w działaniach wojennych znalazłem dopiero w 1611 roku. Z królewskiego wojska spod Smoleńska wydzielono z początkiem października zgrupowanie kawalerii, które miało wesprzeć litewskie oddziały hetmana Chodkiewicza idące na odsiecz polskiego garnizonu Moskwy. W skład oddziału ‘smoleńskiego’ weszły dwie chorągwie rajtarskie. Było to 100 żołnierzy Rosena (jego porucznikiem był Gadon/Gaden) i nieznana liczna żołnierzy Seja (nowa rota?). Z kolei w skład inflanckiej dywizji Chodkiewicza widzimy nazwiska oficerów, które mogłyby wskazywać na to, że dowodzone przez nich oddziały były właśnie rajtarią. Chodzi tu o Platemberga (jego oddział miał 71 koni) i Mikołaja Korffa (61 koni) – pierwszy z nich dowodził rajtarią w czasie poprzednich walk w Inflantach, także kilka lat później zobaczymy go pod komendą Chodkiewicza na czele rajtarów. Z kolei członkowie rodziny Korffów bardzo często dowodzili oddziałami takiej jazdy w ramach armii litewskiej. Oddziały te wzięły udział w nieudanej próbie przebicia się do garnizonu moskiewskiego. Jak się jednak wydaje Chodkiewicz wysoce cenił sobie udział rajtarii w podległych mu wojskach, pisząc w tymże 1612 roku, w obliczu odsieczy Moskwy, że rajtarii kilka chorągwi trzeba mieć Królowi JMci, bo ci najpotrzebniejsi będą. Wynikało to zapewne z faktu, ze spieszona rajtaria, dobrze wyposażona w broń palną, mogła być dobrym uzupełnieniem dla piechoty, walcząc w trudnych warunkach miejskich.
Bardzo duży był udział rajtarii w wyprawie moskiewskiej królewicza Wladysława w okresie 1617-1618. Początkowo w skład jego oddziałów wchodziły tylko dwie roty – Teodora Denhoffa i Otto Medema – każda z nich po 200 koni. Kiedy jednak 4 października 1617 roku nadciągnął ze swoimi oddziałami hetman Chodkiewicz, maszerowało z nim aż 8 chorągwi rajtarskich. Dowodzili nimi Aderkas, Gaden (porucznik Rosena z 1611 roku), Klebek, Platemberg (wspomniany powyżej), Potemkin, Sobieszczański i Sokołowski. Roty te liczyły po 100 koni każda.  Łącznie 10 chorągwi miało liczyć 1200 koni, jednak trudy kampanii mocno przerzedziły ich szeregi. 16 sierpnia 1618 roku hetman Chodkiewicz pisał, że ma pod komendą tylko 800 rajtarów. 6 spośród owych chorągwi miało brać udział w ataku na Bramę Twerską w nocy z 10 na 11 października 1618 roku. Były to roty Aderkasa, Klebeka, Henryka von Rosen (objął dowodzenie innej roty?), Platemberga, Potemkina i Sokołowskiego. Z kolei chorągwie Gadena i Sobieszczańskiego wspierać miały atak na Bramę Arbacką.  
Jak zwykle bardzo chętnie zapoznam się z wszystkimi komentarzami, może Czytelnicy wskażą też jakieś informacje które pominąłem.