poniedziałek, 12 marca 2012

Pana Jana machanie szablą

Pisałem ostatnio jak to pan Jan Poczobut Odlanicki i jego koledzy potykali się z dragonią. Przypomniało mi to, że nasz towarzysz husarski był osobą nader krewką i często opisywał swoje pojedynki z czasów służby wojskowej. Przejrzałem więc jeszcze raz jego pamiętniki, starając się wynotować przypadki z okresu do 1667 roku:
- we wrześniu 1658 roku, kiedy pan Jan służył (jako 18-latek) po kozacku w chorągwi pospolitego ruszenia, pojedynkował się w obozie armii litewskiej z niejakim Hołubockim. Gdy walczących oddzielono od siebie i pan Jan miał schować szablę do pochwy, Hołubocki znienacka ciął Poczobuta przez plecy, raniąc w łopatkę. Musiał się za to tłumaczyć przed oficerami, czego nie omieszkał z satysfakcją podkreślić pan Jan w swoich zapiskach
- także jesienią tegoż roku pan Jan stojąc na straży, powadził się z towarzyszem spod swojej chorągwi, Ussakowskim. Po zejściu z posterunku panowie szlachcice stanęli do pojedynku, o którym Poczobut napisał  lubo w młodym wieku, mocnom się oparł, dawszy mu upominek przez nos.
W 1659 roku Poczobut, zasmakowawszy wojaczki, odkupił od brata poczet husarski i stanął pod chorągwią hetmana polnego Gosiewskiego. W czasie służby miał niejedną okazję do pojedynków:
- 28 lutego 1660 pan Jan trafunkiem [przez przypadek] przez drzwi w stopę postrzelił czeladnika jednego z towarzyszy własnej chorągwi husarskiej. Pechowy pocztowy został śmiertelnie ranny i zmarł po dwóch tygodniach. Poczobut ubolewał nad przypadkową śmiercią, za co mię Boże mój miłościwy nie karz, ale bądź miłościw, bom go wcale i nie znał
- 15 sierpnia 1660 roku Poczobut, tym razem już jak najbardziej świadomie, stanął do pojedynku z towarzyszem Kazimierzem Jurewiczem. Stawką pojedynku było miejsce w rejestrze chorągwianym. Pan Jan wygrywał już pojedynek, gdy został zaatakowany przez kilku (zapewne zbytnio za nim nieprzepadających) towarzyszy z chorągwi, którzy chcieli wziąć go na szable. Poczobut został jednak ocalony przez towarzyszy z innych chorągwi, którzy interweniowali w porę i ocalili go od rozsiekania. Dzięki temu pojedynkowi zachował swoje miejsce w rejestrze
- Z kolei jesienią 1661 roku pan Jan musiał stanąć przeciw kolejnemu towarzyszowi spod swej chorągwi, Krzysztofowi  Szumskiemu. Poczobut i ten pojedynek wygrał, dałem mu raz łeb dobrze, że aż kulka wywrócił i kostki ze łba potem wybierał. Kilku towarzyszy było świadkami całego zdarzenia i złożyli zeznanie, w którym stwierdzili że Poczobut nie jest winny gdyż to Szumski dążył do starcia
- styczeń 1662 roku pan Jan zaczął od burdy pomiędzy towarzyszami i czeladzią z kilku chorągwi, wziął udział w potyczce wspierając pewnego znajomego. W tej zwadzie jak ją lapidarnie określił, zginął jeden pocztowy, a siedemnastu uczestników starcia odniosły rany. Sam Poczobut stracił w walce szablę i mało mię nie rozsiekano
- 2 sierpnia tegoż roku Poczobut miał stanąć do pojedynku ze Stanisławem Wołkiem, porucznikiem chorągwi kozackiej Stanisława Jana Lipnickiego. Zabroniono jednak odbycia tego pojedynku, doszło też do pogodzenia zwaśnionych stron. Pięć dni później, gdy pan Jan uczestniczył w mszy, czeladź z jednej z chorągwi litewskich napadła na jego husarski poczet i okrutnie pobiła ją, jak stwierdził pan Jan, bez powodu. Doszło do ogólnej zwady, w wyniku którego polała się krew po obu stronach. Poczobut kolejnego dnia wdał się w burdę z pijanymi towarzyszami, raniąc jednego, nazwiskiem Jałosz (Jałosza), szablą w rękę. Starszy brat rannego próbował potem z zasadzki ustrzelić pana Jana, kilka razy strzelając do niego przez okno.
- 13 sierpnia Poczobut wdał się w kolejną serię zwad, raniąc jednego z towarzyszy spod chorągwi Nowickiego. Kolejny towarzysz spod chorągwi rannego, Snarski, zaatakował i ciężko zranił Poczobut, tnąc go w róg głowy, żem się na nogach nie ostał. Ciężko rannego pana Jana okradziono z ubrania (sic!) i musiał poświęcić dłuższy czas na dojście do zdrowia
- rok 1662 zakończył w grudniu pojedynek z towarzyszem Michałem Rajeckim, spod chorągwi Judyckiego, gdzie pan Jan zranił przeciwnika w rękę
- w czerwcu 1663 roku Poczobut ciężko zranił w burdzie Floryana Strawińskiego z drugiej chorągwi husarskiej hetmana polnego. Zaciąłem trzy razy w obie ręce, w jedną raz, w drugą dwa razy, za com mocno potem w obozie przybeczał. Poczobutowi groziła za to starcie infamia a nawet kara na gardło, udało mu się jednak załagodzić sytuację, płacąc Strawińskiemu 500 złotych i godząc się z nim
- 3 listopada 1664 roku Poczobut został w karczmie wyzwany przez Unichimowskiego. Zelżony pan Jan bezlitośnie ukarał przeciwnika, raniąc go w głowę i rękę. Doszło do ogólnej zwady, w toku której przez przypadek (niezła musiała być zadyma) Poczobut odciął rękę swojemu koledze Samuelowi Zabuskiemu, towarzyszowi husarskiej chorągwi JKM. Sam pan Jan sztychowy raz w rękę dostał jednak udało mu się uniknąć większych ran
- 4 marca 1665 roku Poczobut wziął udział w starciu z dragonią Floka, co opisałem niedawno w osobnym wpisie
- 12 lipca tegoż roku pan Jan strzelał się (jaka miła odmiana od tego wymachiwania szablą) z towarzyszem Bohdanem Aleksandrowiczem z husarskiej chorągwi kanclerza Krzysztofa Paca.  Aleksandrowicz spudłował, a pan Jan postrzelił pod przeciwnikiem konia
- 30 grudnia 1666 roku doszło do zwady o upatrzoną panienkę jedną do wiekuistej przyjaźni. Pan Jan pokonał pana Brzuchańskiego, który wyzwał Poczobut na pojedynek. Tylko interwencja sekundantów spowodowała, że pan Jan nie zdołał w gębę wyrżnąć przeciwnika.
Jak więc widzimy pan Jan był w gorącej wodzie kąpany i chętnie sięgał po szable by rozwiązać swoje problemy. Miał przy tym dużo szczęścia i spore umiejętności szermiercze, bo najczęściej wychodził ze starć bez szwanku, za co zawsze gorliwie dziękował Najwyższemu.

niedziela, 11 marca 2012

W pogonią goniąc i gromiąc

Walki z czambułami tatarskimi zimą 1624 roku przeszły do historii potomnych przede wszystkim z powodu ciężkich warunków pogodowych w jakich przyszło się potykać z ordyńcami. Hetman Stanisław Koniecpolski na czele wojsk kwarcianych zaatakował kosz tatarski, gdzie trupem ich mnóstwo położył, w pogonią goniąc i gromiąc nieprzyjaciela, szedł mil trzy, w zimna tak ciężkie, że żołnierzom przymarzały bronie do rąk. Sam hetman miał w wyniku odmrożenia stracić palec, dochodziło nawet do przypadków gdzie niektórzy żołnierze ogłuchli z ciężkiego zimna.
W pogromach ordyńców rozbłysła także gwiazda Stefana Chmieleckiego, jednego z najsłynniejszych zagończyków armii kwarcianej (aczkolwiek w 1624 służył jeszcze w prywatnych wojskach Tomasza Zamoyskiego). Rozbił czambuł Sarmasz murzy, korzyść wszytkę i więźnie odgromił [odbił jasyr i łupy] szczęśliwie i odebrał, został jednak przy tym ciężko ranny w prawy bok strzałą, tak że przez pewien czas jego życie było w niebezpieczeństwie. Dzielnie zastąpił go jednak kolejny z wojaków Zamoyskiego, Jan Dzik, który zaskoczył kolejny czambuł we wsi Zalesie. Odpoczynek ordyńców, który nocą u ogniów z kożuchów swych owady wytrząsali, przerwało nagłe uderzenie Polaków. Ich atak trupem wiele położył, i żywcem nie mało dostawszy panu [Tomaszowi Zamoyskiemu]  odesłał. Starcia te to ciekawy przykład współpracy wojsk prywatnych z kwarcianymi, tak charakterystyczny dla pierwszej połowy XVII wieku, kiedy to walczono z zagonami tatarskimi czy buntującymi się Kozakami. 

sobota, 10 marca 2012

Pan Jan, krewcy husarze i osiemdziesiąt dragonii

[Za podsunięcie pomysłu na posta dziękuję Secesjoniście!]
Pan Jan Władysław Poczobut Odlanicki człekiem był nader krewkim, często szabelką machał przeciw swoim współtowarzyszom broni, czasami także udawało mu się z krócicy czy rusznicy do innego husarza postrzelać. Zdarzało się jednak, że wszelkie swary pomiędzy panami braćmi były zapominane i ruszano kupą na wspólnego wroga. I bynajmniej nie mam tu na myśli żołnierzy szwedzkich czy moskiewskich. W marcu 1665 roku husarska chorągiew w której służył pan Jan starła się w walnym starciu (czy raczej krwawej burdzie) z chorągwią dragonii z regimentu hetmana Paca, na czele którego regimentu stał obersztlejtnant Flok. Oficer dowodzący dragonami, porucznik Kapcer Berg, miał zapoczątkować walkę, uderzywszy Szykiera, szwagra Poczobuta Odlanickiego. Litewscy husarze jakby tylko na to czekali, żeśmy ich osiemdziesiąt zniósłszy, samego porucznika rannego razy kilka wzięli, i chorągiew z bębnami, że ich kilkunastu na wozach wywieźli. Nie obyło się i bez strat wśród krewkich skrzydlatych rycerzy – moich dwóch na wozach odwieźli: Błażewicza i Rzątkowskiego, a kilku rannych zostało, choć nie szkodliwie; między którymi jednego Piotrowskiego postrzelono  w wierzch głowy, osobliwie JMPana Szykiera, szwagra miłego naszego, sztychem w nos blisko oka uderzono, gdzie się i mnie pod pachę przez suknie dostało sztychem, ale ciału nie. Całą sprawę pozornie załagodzono, husarze oddali dragonom sztandar i bębny, wypuścili także z niewoli Berga. Wciąż jednak pomiędzy dragońskim regimentem hetmana Paca i husarską chorągwią w której służył Poczobut panował ‘zła krew’, dopiero w maju tegoż roku nasz pamiętnikarz pogodził się z dragońskim obersztlejtnantem Flokiem, co jak się wydaje ostatecznie zakończyło problem. 

piątek, 9 marca 2012

Zrobienie dziecka świętej Elżbiecie

Dorian (pozdrawiam!) podesłał mi notkę niezbyt może związaną z tematyką bloga, niemniej jednak ubawiła mnie ona na tyle, że nie mogłem sobie darować wrzucenia jej tutaj. Jakoś nie mam ostatnio czasu ani (niestety) nastroju na pisanie, więc trzeba łatać blogowe dziury czymś do śmiechu...

środa, 7 marca 2012

Niewdzięczna to służba - cz. IV

11 maja 1657 roku armia szwedzka podeszła pod Brześć Litewski, jedną z najważniejszych twierdz na terenie Rzeczpospolitej. Trzy dni później pod zamek dotarły sprzymierzone ze Szwedami wojska siedmiogrodzkie i kozackie. Obrońcy szybko upadli na duchu w obliczu tak licznego nieprzyjaciela i dowodzący twierdzą kasztelan Melchior Stanisław Sawicki już 16 maja poddał Brześć. Część garnizonu wcielono w skład armii szwedzkiej, reszta na honorowych warunkach odmaszerowała do armii koronnej. Spróbujmy zrekonstruować skład garnizonu, który bez walki poddał tak ważny punkt obronny. Co ciekawe, wśród obrońców możemy znaleźć zarówno oddziały litewskie jak i koronne:
- regiment dragonii Jerzego Weyhera – jednostka koronna – etatowa liczący w tym czasie 287 porcji. Oddział znika po kapitulacji z komputu, najprawdopodobniej część (całość?) wcielono do armii szwedzkiej
- kompania piechoty cudzoziemskiej Mikołaja Władysława Judyckiego pod kapitanem Portusem – jednostka litewska z dywizji hetmana Sapiehy – etatowo 174 porcje, był to świeżo zaciągnięty oddział, który znika z armii litewskiej po kapitulacji Brześcia
- kompania piechoty cudzoziemskiej kapitana Gossa - jednostka litewska z dywizji hetmana Sapiehy – etatowo 100 porcji, oddział ten w lutym 1656 roku miał zdezerterować od Szwedów i przejść do armii litewskiej, po kapitulacji Brześcia zapewne,  jak kompania Judyckiego i regiment Weyhera, wcielony do armii szwedzkiej
- chorągiew piechoty węgierskiej hetmana Sapiehy pod rotmistrzem Felicjanem Bogusławskim - jednostka litewska z dywizji hetmana Sapiehy – etatowo 150 porcji
W jednostkach regularnych daje nam to ok. 700 porcji, jednak cały garnizon miał liczyć łącznie 2000 ludzi. Pozostałe +/- 1300 to zapewne oddziały złożone z mieszczan, stających w obronie własnego miasta. Wśród oficerów negocjujących ze Szwedami spotykamy postać majora Lange, być może służył on jednak w regimencie Weyhera przez co jego nazwisko nie wskazywałoby na obecność kolejnej jednostki cudzoziemskiej w składzie garnizonu. 

poniedziałek, 5 marca 2012

Summa levitas narodu naszego

Bardzo ciekawy opis pochodzący z pamiętników Paska, dotyczących wyglądu żołnierzy z dywizji Czarnieckiego po powrocie z wyprawy duńskiej. W roku 1660 tak oto mieli wyglądać weterani pana Stefana, przynosząc nouvelle couture w szeregi armii koronnej:
Do króla żołnierze wstępowali in veste peregrina [w stroju cudzoziemskim], postroiwszy się ładnie, żupan z drelichu, kontusz także z drelichu, jupka z rajtarskiego koletu, sztywle z niemieckimi cholewami prawie do pasa, kontusz po kolana. (…) Butów też tam polskich nie było, bo wojsko komunikiem poszedłszy, każdy w tych puścił się, co je miał na nogach, a nie mogły być tak trwałe, żeby przez ten wszystek czas dosłużyły do powrotu za granicę. Ten tedy strój obrócił się w modę, że zaraz suknie, choć najpiękniejsze, kazano robić krótkie i buty, choć polskie, to z długimi cholewami, z podwiązkami, które były srebrne, złote, rubinami, dyjamentami sadzone, na jakie kogo mogło stać. I dlatego żeby widziano podwiązki, to już i suknią krótko kazano robić, a wraz się tego wszyscy chwycili, nawet i szewcy, krawcy. Bo taki zwyczaj u nas w Polszcze, że choć kto suknią na nice wywróci, to mówią, że to moda, i potem ta moda ma wielką komplacencyą u ludzi, póko nie przyjdzie do prostych ludzi. Co ja już pamiętam odmiennej coraz mody w sukniach, w czapkach, w butach, szablach, w rządzikach i w każdym aparacie wojennym i domowym, nawet w czuprynach, gestach, w stąpaniu i w witaniu, o Boże święty, nie spisałby tego na dziesięciu skórach wołowych. Co jest summa levitas [największa lekkomyślność] narodu naszego i wielka stąd pochodzi depauperatio [zubożenie].

Wizyta w Wargamerze

Podczas mojej zeszłotygodniowej wizyty w Polsce miałem okazję zajrzeć na Wilczą do sklepu Wargamera. Poznałem kilku forumowych znajomych (teraz mogę połączyć twarze z ksywami) i poobserwować bardzo interesującą bitwę sojuszu polsko-kozackiego ze Szwedami. Udało mi się chyba przekonać chłopaków, że nie jestem botem ;)
Co najważniejsze jednak, wreszcie miałem okazję poznać Konrada i Rafała, twórców 'Ogniem i Mieczem', więc korzystając z okazji miała miejsce burza mózgów dotycząca planów związanych z grą, kolejnymi podręcznikami i tym podobnymi szczegółami. Bardzo wiele ciekawych rzeczy się, jak mam nadzieję, z tego wykluje.
Uwiozłem także bardzo zgrabny komunik jazdy litewskiej, podjazd z tego będzie jak się patrzy...
Niedługo powrócę do normalnego blogowania, póki co odpoczywam po urlopie.