czwartek, 26 stycznia 2017

Kącik polemiki - odsłona II


O tym cyklu zupełnie zapomniałem, trzeba go odkurzyć. A okazja ku temu dobra, bo akurat wpadł mi w ręce artykuł dra hab. Wojciecha Krawczuka Wojna szarpana doby „Potopu” – doświadczenia szwedzkie, opublikowany w zeszłym roku w Pracach Historycznych [PH 143, z. (2016), s. 737-742]. Tekst to niestety króciutki, co – przy ambitnie brzmiącym temacie – wskazuje tylko na bardzo wstępne zarysowanie tematu. Autor przywołuje dwa przykłady takiej szwedzkiej „małej wojny” w oparciu o pamiętnik Rutgera von Ascheberga: starcie pod Zakrzewem  i potyczkę pod Chojnicami (o której zresztą dr Krawczuk przygotowuje – z czego widzę w przypisie – nowy artykuł). Wskazuje kwestie propagandowe i różnice w źródłach dotyczące takich starć, żeby przejść do  wpływu jakie wojenne opowieści mogły mieć na Karola XI i Karola XII. Wybór von Ascheberga nie dziwi – wszak dr Krawczuk pięknie nam przetłumaczył i opracował wydany w 2014 roku Dziennik oficera jazdy szwedzkiej 1621-1681 pióra von Ascheberga właśnie[1]. Mam jednak ogromny niedosyt w kwestii tak użytych źródeł jak i pewnych wniosków, pozwolę sobie więc poświęcić temu kilka słów.

Artykuł jest bardzo krótki, przez moment wydawało mi się że to prostu zapowiedź jakieś większej całości. Przez to wiele interesujących aspektów (np. wymiar propagandowy) pojawia się w jednym-dwóch zdaniach, pozostawiając duży niedosyt u Czytelnika. Szkoda, bo temat szalenie interesujący, ale potraktowany bardzo pobieżnie.  

Główna rzecz która rzuca mi się tu w oczy to pominięcie dwóch, jakże ważnych, pamiętnikarzy związanych z armią szwedzką doby „Potopu”. Chodzi tu o Hieronima Chrystiana Holstena[2] i Patricka Gordona[3]. Obydwaj wspominają sporo o wojnie szarpanej – potyczkach podjazdów i wydzielonych grup rajtarii i dragonii. Szkot wspomina wręcz o „małej wojnie” już od początku kampanii letniej 1655 roku, co jasno wskazuje na to, że Szwedzi stosowali taką taktykę od początku wojny, zdając sobie sprawę z jej skuteczności. Trudno więc analizować szwedzką wojnę szarpaną przez pryzmat jednego zaledwie pamiętnikarza. Zwłaszcza tak mało krytycznie nastawionego wobec swoich sukcesów jak von Ascheberg.

Stwierdzenie, że akcje wojny szarpanej nie mogły, co prawda, mieć jakiegoś bardzo doniosłego strategicznego znaczenia stoi w znacznym stopniu w sprzeczności z zarówno szwedzkimi doświadczeniami z poprzednich konfliktów z Rzplitą jak i z samym przebiegiem „Potopu”. W tym pierwszym przypadku to właśnie „mała wojna” miała ogromny wpływ na rozwój sytuacji strategicznej w Inflantach w okresie 1626-1629 (gdzie praktycznie nie toczono większych starć) czy na porażkę szwedzkiej kampanii w Prusach w 1628 roku (gdzie jedynym sukcesem było zdobycie Brodnicy). Co do samego „Potopu”, to strona polska przegrywała praktycznie wszystkie walne starcia tej wojny (Warka i Prostki to chlubne wyjątki), zadając jednak Szwedom bardzo duże straty właśnie „małą wojną”.  Podkreśla zresztą to sam Autor, wspominając o niezwykłych sukcesach Stefana Czarnieckiego.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że to wspomniany artykuł to tylko krótki (zbyt krótki!) wstęp do kolejnych prac p. dra Krawczuka, który będzie się dalej zajmował szwedzkimi aspektami „Potopu”. Ja czekam niecierpliwie na kolejne publikacje.



[1] Że o wspaniałym polskim wydaniu Pufendorfa nie wspomnę – kto nie ma ten niech się wstydzi!
[2] Jego pamiętnik wydano w Polsce w 1980 roku.
[3] Tu z kolei polecam wydawaną od 2009 roku pełną angielską edycję jego pamiętnika. 

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa polemika - ba, chyba wroce do lektury tematu..

    OdpowiedzUsuń