niedziela, 18 lipca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLI

 



Dzisiejsza recenzja będzie mocno nietypowa, dotyczyć bowiem będzie aż czterech książek. Chodzi o mini-serię The armies and wars of the Sun King 1643-1715, autorstwa kanadyjskiego badacza Rene Chartranda. Tomy to (w nawiasie numer z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’):

- Tom I: Gwardia (nr. 41), ukazał się w 2019 roku

- Tom II: Piechota (nr. 50), ukazał się w 2020 roku

- Tom III: Kawaleria (nr. 58), ukazał się w 2020 roku

- Tom IV: Wojna o sukcesję hiszpańską, artyleria, inżynierowie i milicje (nr. 70), ukazał się w 2021 roku

Wydaje mi się logiczne, by zrecenzować wszystkie tomy w jednym wpisie, bo są one ze sobą połączone i w całości budują bardzo ciekawą i spójną historię wojskowości francuskiej w okresie 1643-1715. Każdy tom ma podobną strukturę. Około 1/3 zawartości danej książki to opisy wojen i kampanii za panowania Ludwika XIV opisanych chronologicznie, więc np. w drugim tomie autor kontynuuje tam gdzie zakończył w pierwszym. Potem następuje opis tytułowej formacji, zwieńczony kilkoma aneksami. Jeden lub dwa aneksy w każdym tomie to skrótowy opis armii walczącej przeciw Francji lub wojsk sojuszniczych.

Przyjrzymy się najpierw strukturze każdego tomu, by zobaczyć jakie konflikty są opisane w poszczególnej książce i ile miejsca poświęcono tytułowym zagadnieniom. 

Tom I:



-  rozdziały 1-4 omawiają młodość Ludwika XIV, objęcie przez niego tronu i pierwsze konflikty jego panowania, kończąc na wojnie dewolucyjnej (1667-1668). Kolejne trzy rozdziały zajmują się strukturą wyższego dowództwa w armii francuskiej. Znajdziemy tu informacje o tym jak wyznaczano wyższych dowódców, kwestie finansowania, a nawet strojów i jednostek przybocznych generałów. Bardzo obszerny jest tu rozdział 6, w którym autor zamieścił biogramy wszystkich ważniejszych francuskich marszałków i generałów doby Ludwika XIV. W rozdziale 8 możemy przeczytać o rozmaitych orderach, przyznawanych przez króla oficerom i żołnierzom za udział w kampaniach. W kolejnych czterech rozdziałach przechodzimy wreszcie do omawiania tytułowej gwardii:

- rozdział 9 to jednostki przyboczne króla, służące ‘w ramach pałacu’ (au dedans du Louvre) jak Garde du Corps czy Szwajcarzy

- rozdział 10 to jednostki służące ‘poza pałacem’ (au dehors du Louvre), czyli żandarmi, szwoleżerowie, muszkieterzy i konni grenadierzy gwardii

- rozdział 11 to piechota gwardii, czyli regimenty Gwardii Francuskiej i Gwardii Szwajcarskiej

- rozdział 12 to pozostałe jednostki gwardyjskie, takie jak Gwardia Szkocka i gwardie członków rodziny królewskiej.

Każda jednostka jest opisana bardzo szczegółowo, z historią jej utworzenia, kampaniami w których służyła, organizacją, umundurowaniem i wyposażeniem. Dodatkowo w dwóch aneksach znajdujemy jeszcze więcej informacji o umundurowaniu jednostek gwardii z 1692, 1698 i 1702 roku. W ostatnim aneksie mamy pokrótce opisaną armię hiszpańską, jednego z głównych przeciwników Francji w okresie omawianym w tym tomie.

Bardzo charakterystycznym i mocno rzucającym się w oczy elementem książki (jak i pozostałych tomów) jest ogromna ilość ilustracji. Mamy tu mnóstwo czarno-białych rysunków i obrazów ukazujących starcia, generałów i (przede wszystkim) żołnierzy z omawianych formacji. Do tego aż 32 plansze z kolorowymi ilustracjami. Pięć z nich (każda z trzema żołnierzami) to wizerunki narysowane specjalne do książki przez Eda Doveya, pozostałe to kolorowe ilustracje z epoki, a także XIX-wieczne ilustracje lub kopie rysunków z epoki. Wśród nich pojawiają się także i te przedstawiające sztandary różnych formacji. Jak już wspomniałem, w każdym tomie mamy podobną obfitość ikonografii, a także taką samą ilość kolorowych plansz (tak jak w pierwszym tomie, tak i w pozostałych trzech to 32 plansze, w tym 5 autorstwa Eda Doveya), stąd też dalej będę opisywał już tylko zawartość rozdziałów każdego tomu.

Tom II:



- pierwsze pięć rozdziałów to wojna francusko-niderlandzka w okresie 1672-1678, z jej rozlicznymi kampaniami. Z kolei w rozdziale 6 możemy zapoznać się z francuską polityką zagraniczną ukierunkowaną na Turcję i rolą jaką stosunki tych dwóch krajów odgrywały w czasie konfliktów Ludwika XIV

- rozdział 7 omawia zagadnienia finansowania wojny, ze szczególnym naciskiem na sposoby uzyskiwania pieniędzy przez Francją, a także kwestii żołdu dla piechoty

- obszerny rozdział 8 zajmuje się tytułową piechotą w armii Ludwika XIV. Mamy tu więc organizację i liczebność regimentów, opis poszczególnych rang, a także formacji pikinierów i muszkieterów

- rozdział 9 to najemne oddziały cudzoziemskie: szwajcarskie, niemieckie i szkockie

- w rozdziale 10 autor opisał uzbrojenie piechoty: broń ręczną, muszkiety, bagnety, a także taktykę piechoty francuskiej

- rozdział 11 to kwestie umundurowania piechoty, sztandarów a także muzyki wojskowej

- rozdział 12 to zagadnienia związane z obozami wojskowymi i zaopatrzeniem w ramach kampanii

Pierwszy aneks omawia francuską walutę i miary długości we Francji. Aneks drugi to lista 728 (sic!) regimentów piechoty istniejących w czasie panowania Ludwika XIV. Kolejny aneks omawia zagadnienia umundurowania piechoty, podając przykłady wielu regimentów. W ostatnim aneksie mamy pokrótce opisaną armię Zjednoczonych Prowincji.

Wszystko to z ogromną dawką ilustracji, zwraca uwagę bardzo dużo rysunków sztandarów z epoki.

Tom III:



- zagadnienia polityczno-wojenne zajmują tu aż osiem rozdziałów. Dowiadujemy się o odwołaniu edyktu nantejskiego, wygnaniu hugenotów, wojnie w Irlandii w latach 1689-1691. Głównym konfliktem opisanym w kilku rozdziałach jest wojna dziewięcioletnia (1688-1697) znana także jako wojna z Ligą Augsburską

- rozdział 9 to kolejne rozważania na temat finansowania wojny, tym razem ukazujące problemy z jakimi borykały się państwa biorące udział w wojnie 1688-1697

- rozdział 10 to opis żandarmerii (ciężkiej jazdy) i karabinierów w armii francuskiej. Mamy tu znów historię jednostek, ich umundurowanie, wyposażenie i kampanie w których brały one udział

- rozdziały 11-13  to kawaleria liniowa, stanowiące rdzeń francuskiej jazdy. Przeczytamy tu o instytucji generała kawalerii, znajdziemy podrozdziały o umundurowaniu, uzbrojeniu, koniach czy siodłach

- rozdział 14 to dragoni, także z opisem struktury jednostek, wyposażenia, etc.

- w rozdziale 15 zapoznamy się z początkami służby huzarów w armii francuskiej, tak jak przy poprzednich formacjach są tu informacje o organizacji, wyposażeniu i taktyce w walce

- rozdział 16 to ‘Dzikie Gęsi’, czyli irlandzkie oddziały jakobitów, służące przy armii francuskiej w latach 1691-1698, a później włączone bezpośrednio w skład wojsk Ludwika XIV

Pierwszy aneks jest podobny do drugiego z tomu drugiego, jest to bowiem ogromna lista 734 regimentów jazdy, służących w latach 1643-1715. Aneks drugi i trzeci to notatki o umundurowaniu kawalerii i dragonii w latach 1683-1714. Kolejny aneks dotyczy oddziałów irlandzkich jakobitów, z kolei aneks piąty to jednostki hugenotów w armii brytyjskiej. Aneks szósty omawia armię cesarską, a siódmy brandenbursko-pruską.

Tom IV:



 - rozdziały 1-11 to wojna o sukcesję hiszpańską (1701-1714), z jej rozlicznymi teatrami działań: Niemcy, Flandria, Włochy, Hiszpania. Część historyczno-wojenna kończy się na śmierci króla Ludwika XIV 1 września 1715 roku

- rozdział 12 to po raz kolejny rozważania ekonomiczne, skupione na Francji i Wielkiej Brytanii

- w rozdziale 13 zapoznamy się z zagadnieniem artylerii w armii francuskiej. Mamy tu więc typ dział, kwestie kanonierów, ich wyposażenia i umundurowania

- rozdział 14 to inżynierowie i fortyfikacje. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć Vaubana i jego pomysłów, autor zamieścił też bardzo przydatny słownik terminologii związanej z fortyfikacjami

- w rozdziale 15 mamy informacje o lokalnej strukturze dowodzenia w ramach francuskich prowincji, korpusie kadetów i nieco nietypowych jednostkach lekkiej piechoty

- rozdział 16 omawia  rozbudowaną strukturę lokalnej policji (constabulary) tak w prowincjach jak i w miastach, a także zajmuje się zagadnieniem dyscypliny wojskowej

- rozdział 17 to kolejna ciekawostka, czyli drobne jednostki rezerwowe, opłacana ze skarbca królewskiego lub bezpośrednio przez miasta, służące jako symbol władzy królewskiej w wielu fortach i miastach

- w rozdziale 18 mamy nieco informacji o kapelanch wojskowych i służbie medycznej

- rozdział 19 to rodziny żołnierzy towarzyszące armii

- rozdział 20 omawia kwestie zaciągu wojsk najemnych i  poboru krajowego

- w rozdziale 21 znajdujemy obszerną listę milicji lokalnych i miejskich, ich organizacji, liczebności i przywilejów. Mamy tu także informacje o formacjach obrony wybrzeża

W aneksie pierwszym autor omawia armię hiszpańską Filipa V, w drugim ODB armii francuskiej i hiszpańskiej w 1706 roku. Z kolei w trzecim mamy informacje o armii portugalskiej.

Trochę się rozpisałem, ale wydaje mi się, że warto wiedzieć co można znaleźć w poszczególnych tomach. Autor oparł swoje badania zarówno o materiały źródłowe jak i opracowania, co ciekawe w bibliografii (na końcu tomu IV) krótko skomentował każdą książkę, której użył w czasie pisania swojej pracy. Muszę przyznać, że bardzo odpowiada mi sposób narracji Chartranda, jest czytelny i autor zachowuje balans pomiędzy własnymi rozważeniami i cytatami ze źródeł. W tych czterech tomach otrzymujemy bardzo dokładną historię francuskiej wojskowości dobry Ludwika XIV, gdzie każdy może znaleźć coś ciekawego: od opisu kampanii, poprzez zagadnienia organizacji armii po kwestie mundurów czy sztandarów. Podział na cztery tematyczne tomy wydaje się logiczny i pozwala na skupienie się na wybranych formacjach, jednocześnie poświęcając sporo miejsca kolejnym konfliktom, zapewniając ciągłość narracji. Wielu czytelnikom przypadnie do gustu bardzo bogata warstwa ikonograficzna, z ogromną ilością ilustracji w każdym kolejnym tomie. Należy jednocześnie pamiętać, że znaczna część z nich powstała w XIX wieku, stąd też mogą tam występować pewne nieścisłości. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie cztery tomy stoją na bardzo wysokim poziomie merytorycznym.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to oczywiście trzeba mieć. Jeżeli ktoś jest zainteresowany armią francuską czy wojnami z okresu Ludwika XIV, to prawdopodobnie nie znajdzie w języku angielskim lepszego opracowania tematu. Każda formacja jest tu dokładnie opisana, nie brak szczegółów dotyczących organizacji czy umundurowania nawet mniej znanych oddziałów. Blisko 1000 stron bardzo przydatnej lektury.

 

 

 

 

 

sobota, 17 lipca 2021

Feldtbuch der Wundartzney

 


Od czasu do czasu wypadałoby coś wrzucić na normalny blog (a nie tylko na FB…), chociaż ostatnio i tak ograniczam się tu tylko do recenzji i odnośników do źródeł. Nie inaczej będzie i w tej notce, pod tym linkiem możecie bowiem znaleźć niezwykle ciekawe dzieło, zatytułowane Feldtbuch der Wundartzney. Po raz pierwszy opublikowany w 1517 roku, był to podręcznik chirurgii autorstwa Hansa Gersdorffa, pochodzącego z Alzacji chirurga wojskowego, który brał udział w wojnach burgundzkich. Do fachowego tesktu przygotowano też wiele drzeworytów, ukazujących rany, operacje i narzędzia. Gersdorff radził w swojej pracy jak zajmować się bitewnymi ranami jak postrzały czy utrata kończyn. Co ciekawe, na końcu książki można znaleźć medyczny słownik łacińsko-niemiecki.




wtorek, 22 czerwca 2021

Rolle księcia Michała

 



Znowu wracamy do przeglądania zasobów AGADu na szukajwarchiwach. Tym razem bardzo interesujący zbiór rolli popisowych jednostek dowodzonych przez Michała Kazimierza Radziwiłła w latach 50-tych i 60-tych:

- chorągiew husarii (służąca tylko przez jedną ćwierć na przełomie 1654 i 1655 roku)

- regiment i kompanie dragońskie, okres 1656-1658

- regiment pieszy w okresie 1656-1659

- dawny regiment hetmana Jerzego Lubomirskiego, przejęty przez Radziwiłła, okres 1663-1668  

wtorek, 15 czerwca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XL

 

Kilka lat temu recenzowałem na blogu pracę Laurence’a Springa The Bavarian Army during the Thirty Years War 1618-1648. The backbone of the Catholic League. Była to wtedy 15 książka z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’. Minęło kilka lat i jako książka numer 69 w tejże serii (jak ten czas leci) ukazało się drugie i poprawione wydanie tej pracy. Wypadałoby więc zrecenzować i nową wersję. Moją pierwszą recenzję znajdziecie tutaj, bo będę się do niej odnosił pisząc o nowym wydaniu. Tym razem więc pokrótce co i jak się zmieniło.

Tym razem mamy do czynienia z miękką okładką, typowo dla większości tomów serii. Nieco zwiększył się także format wydania, nowa wersja ma 30 stron więcej. Jako że w pierwszej recenzji opisałem konstrukcję pracy, nie będę już tego powtarzał, zaznaczę tylko zmiany widoczne w nowym wydaniu:

- nowe źródła i opracowania, dotyczące bezpośrednio armii bawarskiej, dzięki czemu mamy nieco więcej ciekawych informacji w tekście

- nowy rozdział i nowy aneks, omawiające organizację i liczebność milicji bawarskiej w omawianym okresie

- zmiana struktury niektórych rozdziałów: niektóre akapity zostały przesunięte, rozszerzone lub skrócone, inne zupełnie usunięte. Część tabelek występuje teraz w postaci opisów w tekście

- sześć kolorowych plansz (każda z jednym żołnierzem) autorstwa Siergieja Szamenkowa

- 10 kolorowych plansz ze sztandarami (zarówno zdjęcia jak i rysunki), także więcej źródłowych opisów sztandarów, a także krótki aneks dotyczących zbiorów flag w szwedzkim Muzeum Armii, autorstwa kurator muzeum, pani Karin Tetteris

- dużo więcej ilustracji z epoki, przedstawiających żołnierzy i scenki rodzajowe z wojny

Także jak widać zmian całkiem sporo i to zdecydowanie na lepsze, bo autor dodał konkretne informacje dotyczące Bawarów, czego nieco brakowało w pierwszym wydaniu. Przy okazji poprzedniej recenzji komentowałem, że struktura niektórych rozdziałów wydawała się nieco chaotyczna – także i tu zmiany na plus, bo rozdziały wyglądają na nieco bardziej ‘zorganizowane’.

Niestety w tej beczce miodu nie może zabraknąć i łyżki dziegciu. Błędy które zaznaczałem przy okazji pierwszego wydania, takie jak śmierć Bucquoya w wyniku utonięcia czy von Sporck walczący po Wojnie Trzydziestoletniej przeciw Polakom  wciąż mają się dobrze i można je znaleźć w tekście książki. Trochę to frustrujące, bo była doskonała okazja żeby je poprawić przy okazji nowego wydania.

Zwyczajowo więc oceniam według rankingu [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] na mocne (mocniejsze niż pierwszym razem) można mieć. Nowe wydanie ma więcej informacji o tytułowej problematyce, mamy też dużo wizualnych dodatków uatrakcyjniających lekturę, jest to też bardziej uporządkowana praca niż za pierwszym wydaniem.

 


poniedziałek, 31 maja 2021

Zamiast kozaka husarz

 


Czasami w przypadku popisów pospolitego ruszenia możemy znaleźć informację o tym, że dany szlachcic miał problemy z ekwipunkiem, więc stawił się bez uzbrojenia ochronnego czy nawet broni. Tym razem przykład odwrotny, czyli taki gdzie szlachcic stawił się w lepszym wyposażeniu niż wymagane. Stanisław Dąbski, oficjalista Krzysztofa II Radziwiłła, donosił mu w liście z czerwca 1606 roku, że wraz z nim do służby stawiło się łącznie 23 konie w pocztach ziemiańskich. Radziwiłł chciał by wszyscy wystawili poczet pokozacku, ale Dąbski nie mógł w krótkim czasie zdobyć odpowiedniego wyposażenia. Meldował więc, że mając gotowy rynsztunek husarski (zapewne z czasu służby na rzecz Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła), stawił się tak wyposażony poczet, bez wątpienia wzmacniając siłę zebranych ziemian.

czwartek, 13 maja 2021

Armaty, rusznice, bomby tudzież inne ogniste szataństwa

 



Akurat podczytuję sobie kronikarzy tureckich piszących o wyprawie wiedeńskiej (oczywiście we wspaniałym przekładzie i opracowaniu Zygmunta Abrahamowicza) i znalazłem przepiękny fragment którym chciałbym się podzielić. To fragment zapisków uczestnika kampanii, Hasan Esiri, który w nader interesujący sposób opisał wkład Turcji w rozwój wojskowości europejskiej.

W jakiej epoce, za jakiego panującego oglądało się taką wspaniałą wyprawę i takie potężne wojsko? Gdzież jest taka władza, która podobnie jak sułtanowie osmańscy dawałaby bez przerwy żołd i wikt setkom tysięcy żołnierza? Jakaż jest władza, jakie państwo, które pozwala i jest w stanie dać, gdy wybuchnie wojna, tyle prowiantu, sprzętu i innych rzeczy, takie olbrzymie zapasy prochu i kuł, trzysta lub czterysta sztuk armat i moździerzy, tyle wielbłądów i innych zwierząt oraz podwód do przewozu bagaży, ciężarów i rzeczy żołnierzy, kilimów dla nich do podścielania pod siebie, der do owijania w nie ich rzeczy, koni do rozwożenia wody z zaopatrzonymi w kurki bukłakami, przykrytych cudnymi kobiercami, kom) pociągowych i, mówiąc pokrótce, różnego sprzętu domowego aż po świece, łyżki i latarnie w ilościach takich, w jakich nie w każdym domu spotyka się go, a czasami również okręty — i ponieść takie wydatki?

W naszych czasach do wielkich państw zalicza się Niemcy, Francję, Moskwę. Ale gdy wydarzy im się wojna, dają one jeden tylko suchy chleb i namiot jeden na dziesięciu ludzi, namioty zaś i słupki do nich niosą tam i wożą na zmianę sami ludzie nie wyłączając jazdy, a swoje rzeczy też każdy tam dźwiga na plecach lub wozi w trokach.

Któreż [zatem] państwo darzy wojsko taką życzliwością, takim szacunkiem, jak sułtanowie osmańscy?

Dawniej armat, rusznic, bomb i innego podobnego sprzętu ognistego nie było i wszystkie ówczesne wojska jechały na wojnę tak jak Tatarzy czy Uzbecy — lekko, bez żadnych bagaży, kiedy zaś oblegali jaki zamek, budowali katapulty i miotali kamienie. Gdy się pojawił islam, to ponieważ nikt nie potrafił oprzeć się jego mieczowi, plemię Franków wynalazło i wymyśliło armaty, rusznice, bomby tudzież inne ogniste szataństwa. Natomiast po zdobyciu Krety [przez wojska muzułmańskie] i po oblężeniu Wiednia wyszły u nich książki i ryciny o sposobach użycia owych ognistych rzeczy, o szkoleniu i ćwiczeniu żołnierza, o budowie zamków oraz o bastionach, palisadach i minach, a także pojawili się specjalni nauczyciele [tych umiejętności], a w każdej z nich doszli oni od dawna do wielorakich znakomitych osiągnięć.

Jakie różnice zachodziły między obiema stronami podczas oblężenia zamku Wiednia, gdy już została opanowana fosa, to wiedzą ci, którzy brali w tym udział. Słowem, na skutek wyżej przez nas wspomnianych okoliczności pod Wiedniem doszło do takiej klęski. Ale też nigdy jeszcze ziemia i nacja germańska nie dostała tak po twarzy i nie oberwała po uszach! Na obróconych w perzynę jej obszarach nie unosi się teraz dym [z kominów] ani kogut nie zapieje, a powiadają, że okolic takich jest bardzo wiele. Owe wydarzenia pod Wiedniem opisali oni w kronice. Kiedym ja, nędzny, był w niewoli, czytali ją sobie w zimowe wieczory, powiadając po przeczytaniu kilku kartek, że takiego nieszczęścia nie było jeszcze od czasów Adama, oraz błagając Boga Najwyższego, by na swe sługi chrześcijańskie nie zsyłał więcej podobnej plagi, a potem, przy słowach o innym jakim zamku czy okręgu, znowuż się tak polecali Opatrzności. To prawda, że potem sprawy przyjęły taki obrót, ale pamięć o poniżeniu, zadanym ich krajom podczas tej wyprawy, do samego Sądu Ostatecznego nie wywietrzeje z ich dusz oraz będzie dla nich przestrogą. Z tego też właśnie powodu zmieniają oni konstrukcję budowli w Wiedniu i innych swoich zamkach, a wprowadzając nowe pomysły i wynalazki umacniają partie ongiś nie dość wytrzymałe tudzież pilnie szkolą i ćwiczą żołnierza.

 

wtorek, 11 maja 2021

Połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem

 


Stefan Czarniecki był dowódcą surowym, który zwykł swoich żołnierzy trzymać ‘krótko’. Czasami jednak zdarzały mu się sytuacje, w których okazywał też nieco poczucia humoru. Niezastąpiony Jan Chryzostom Pasek przytoczył w swoich pamiętnikach taki ciekawy przypadek z 1660 roku, kiedy to dywizja Czarnieckiego walczyła z wojskami moskiewskimi. Polacy mieli się przeprawić przez Drucz, idąc z pomocą Litwinom. Nie było czasu na budowanie mostów, regimentarz miał więc zakrzyknąć:

- Pływaliśmy przez morze: i tu trzeba; Pana Boga wziąwszy na pomoc, za mną!

Po czym dał przykład żołnierzom, przepływając jako pierwszy. Kiedy jego koń, z trudem bo z trudem, wyszedł na drugi brzeg, Czarniecki zaczął zachęcać swoich żołnierzy do działania. Chorągiew w której służył Pasek, weszła do wody. Oddajmy więc głos pamiętnikarzowi i zobaczmy co się stało:

Nasz pierwszy towarzysz, Drozdowski, miał konia, co go był nieświadom, a on pływał jakoś dziwnie na bok; skoro tedy tak uczynił, zaraz go woda zniosła z konia, począł tonąć konia puściwszy. Jam go uchwycił za ramię, drugi towarzysz z drugą stronę, takeśmy go między sobą pławili. Skorośmy go wynieśli, aż mówi Wojewoda [Czarniecki]: „Macie szczęście, panie bracie: są tu wielkie ryby, połknąłby was był szczupak całkiem i z pancerzem” (na to przymawiając, że to był chłopek małego [w]zrostu).

 

środa, 28 kwietnia 2021

Murzyn, Węgierczyk i Kałmuk mały

 


Wśród strat polskich w pierwszej bitwie pod Parkanami możemy znaleźć i ciekawe przypadki spośród służby Jana III. W liście pisanym już po drugiej, tym razem zwycięskiej bitwie, król wspomina o tym, że owego Murzyna Józefa Holendra Turcy już w ręku mając go ścięli. Miałem także Węgrzynka, co kilka języków umiał; i ten zginął. Z kolei Kałmuk mały, którego Turcy wzięli żywcem w pierwszej bitwie, miał sporego pecha w drugiej. Kiedy wojska sprzymierzonych wpadły do tureckiego obozu, Polacy poznali sługę króla, ale Niemiec jakiści przypadł, ciął go rapirem przez nos i przebił. Niewiemże, jeśli będzie żyw, luboć mu przecie cyrulik nie źle tuszy. Oprócz tego kolejny sługa, Golańskim, zmarł na skutek choroby, stąd też król ze skutkiem skonstatował mnie prawie wszyscy chłopcy poginęli.

wtorek, 27 kwietnia 2021

Francuski specjał nadziewany wędzonym boczkiem

 


Podczytując źródła i książki do oblężenia i odsieczy Wiednia w 1683 roku, co chwila natykam się na ciekawostki, które nie trafią do pisanej książki, ale idealnie pasują na blog. Dzisiaj taka właśnie notka, dotycząca kwestii żywności w oblężonym mieście. Kiedy zaczęło brakować świeżego mięsa, niektórzy obrotni mieszczanie zaczęli poszukiwać alternatywnych źródeł:

Ktokolwiek lubował się we francuskich specjałach, mógł kupić, za jednego guldena za sztukę, tak zwanego ‘królika dachowego’, sprzedawanego przez kobiety przesiadujące na Wysokim Rynku i na Placu Świętego Piotra. Nadziewany wędzonym boczkiem, pieczony na otwartym ogniu i pałaszowany ze smakiem z francuskim muszkatelem. Skutkiem tego ta dzika zwierzyna nie była bezpieczna ni w domostwie, ni na dachu.

Jeżeli ktoś się jeszcze nie domyślił: owymi ‘królikami dachowymi’ były koty…

piątek, 16 kwietnia 2021

Pludracy Księciunia

 


Kolejna ciekawostka ze zbiorów AGADu, znów z Archiwum Warszawskiego Radziwiłłów. Pod tym linkiem znajdziecie rolle popisowe niektórych jednostek księcia Bogusława Radziwiłła. Mamy tam:

- chorągiew rajtarii rotmistrza Otto Butlera z 1654 roku

- kompania dragonii kapitana lejtnanta Gustava de la Valle (?) w 1668 roku

- kompania dragonii pod porucznikiem Kureweilem (Kurcweilem?) w garnizonie słuckim

- ta sama kompania, tym razem dowódca zapisany już jako kapitan lejtnant, w 1668 roku

- kompania (piechoty?) kapitana Aleksandra Szylinga w 1668 roku w Słucku

- króciutka rolla artylerzystów w garnizonie słuckim

czwartek, 15 kwietnia 2021

Kożuchy, dardy i tureckie muszkiety

 


Kolejne bardzo ciekawe znalezisko ze zbiorów AGADU. Dokument z października 1656 roku, mówiący o oddziałach prywatnych Michała Kazimierza Radziwiłła. Znajdziemy tam informację o czterech jednostkach:

- chorągwi kozackiej złożonej z 30 ziemian

- chorągwi piechoty węgierskiej pod Chylińskim, złożoną z 60 hajduków.

- chorągwi piechoty niemieckiej kapitana lejtnantna Neimana (Neumana?). Liczebność nie jest podana, mamy tylko wzmiankę ‘według roll’. Za to znajdziemy tu informację o sztandarze ‘żółtym z krzyżem czerwonym’

- chorągwi piechoty niemieckiej lejtnanta Zary (?)

Obydwie jednostki niemieckie miały być złożone z nowozaciągniętych żołnierzy, stąd też towarzyszy im długa lista wydanej broni. Znajdziemy tam muszkiety ‘kupne’, muszkiety tureckie, muszkiety przerobione z ‘rur różnych skarbowych’. Nie brak tam i pik, miało ich być 120 (po 6 na 20 rot). Tak knechtom jak i hajdukom kupiono też kożuchy i buty. A jako wisienka na torcie informacja o żywności, czyli faska masła i kopa sera.



Druga karta jest nie mniej ciekawa, dotyczy bowiem różnych materiałów, które zakupiono i wysłano do Radziwiłła. Początkowo sądziłem że chodzi o materiały na mundury wojskowe, ale biorąc pod uwagę jak dużo różnych typów wymieniono na liście, nie jestem tego już tak pewien, być może chodzi po prostu o dostawę na dwór księcia. Niemniej jednak jest to bardzo ciekawy spis, a oprócz materiałów znajdziemy tam też i ‘szablę z węgierską oprawną’.



Całość dokumentumożecie znaleźć tutaj.

środa, 14 kwietnia 2021

Za charty, Tygrysa y Sępy

 


Potrzebowałem oderwać się nieco od ciągłego siedzenia w źródłach z 1683 roku (pisanie nowej książki dobrze idzie, wszyscy zdrowi), spędziłem więc wczoraj uroczy wieczór czytając rachunki dworu Jana Kazimierza z 1650 i 1651 roku. Zachęcam do lektury tego spisu, który możecie znaleźć tutaj. A w środku takie ciekawostki jak:

- spisy płacy dla całej obsługi dworu, od kapeli królewskiej, przez karłów, pasztetników po masztalerzy

- bardzo ciekawe lista woźniców, którzy byli przypisani do konkretnych koni stajni królewskiej

- nieco rachunków związanych z nadworną dragonią i piechotą węgierska: od zaciągu nowych ludzi, przez koszty zakupu ekwipunku (np. co roku 12 dard dla dziesiętników hajduckich), po płace dla chorych hajduków



- najciekawsza część to zapłaty za różne ‘inne’ usługi. Mamy tam np. spłatę długów zaciągniętych na wyprawę zborowską, wypłaty dla jubilerów i kupców za kosztowności, zapomogi dla biednych szlachciców i żołnierzy, a także urocza ‘wypłata z bankomatu’ czyli gotówka dla króla. Znajdziemy tam wzmiankę o zapłacie dla kata który wyleczył psa, dla kurlandzkich myśliwych którzy przyprowadzili do Warszawy psy będące darem od księcia kurlandzkiego, ale wzmiankę o zakupie długich koszul

- mój absolutny faworyt to pan Garliński, który co miesiąc dostawał 40 złotych ‘na Tygrysa y Sępy’ (dodatkowo w jednym miesiącu pojawia się Lampart) czyli – jak mniemam – na dostarczanie (a może i dbanie?) o futro i pióra ozdobne. Oczywiście może też chodzić o jakąś menażerię, ale w takim przypadku kwota wydaje się nieco zbyt niska, więc z braku innych źródeł pozostaję póki co przy wersji o futrze i piórach.

Zachęcam do samodzielnej lektury, bo to bardzo interesujący materiał źródłowy, a do tego bardzo czytelny.



poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Wielką w nich szkodę uczynili

 


Czasami wojsko koronne biło Tatarów, czasami zaś bywało przez nich bite. Poniżej epizod z marca 1674 roku, kiedy dotkliwą porażkę poniosła niewielka grupa jazdy polskiej. Wymienione w tekście chorągwie to:

- pancerna Andrzeja Franciszka Gembickiego, starosty nowodworskiego

- pancerna Mikołaja Daniłowicza, starosty czerwonogrodzkiego

- pancerna Jana Gałęzowskiego, starosty wąwolnickiego




sobota, 10 kwietnia 2021

Armia Etiopów



Bardzo ciekawy wyjątek z zapisków Duponta, opisujących przebieg wyprawy Sobieskiego do Mołdawii latem 1686 roku. Armia zmierzająca w stronę Budziaku musiała maszerować w skwarze przez ‘wielkie, rozległe pustkowia’, na których wycofujący się Tatarzy podpalali trawy. Wpłynęło to w nader specyficzny sposób na wygląd żołnierzy:

Kopyta koni wzbijały chmury popiołu, które tworzyły w powietrzu czarne tumany, tak gęste, że nie widać było nieba. Popiół pokrywał nasze twarze, stale spływające potem. Wojsko wyglądało, jakby pochodziło z Afryki. Król był równie czarny jak najzwyklejsi żołnierze i często żartował na ten temat z hetmanami i towarzyszącymi mu wielmożami, mówiąc że wszyscy zamieniliśmy się w Etiopów. 

sobota, 3 kwietnia 2021

Tragiczna historia nader pechowego Pana Jana

 



Dzisiaj historia najbardziej pechowego urzędnika koronnego i oficera z końca panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Chodzi o Jana Żelęckiego, łowczego koronnego i starostę bydgoskiego. W kampanii 1673 roku walczył na czele regimentu dragonii. Już w przededniu bitwy wszystkie znaki na ziemi i powietrzu (a nawet w wodzie…) wskazywały na to, że coś mu się może przydarzyć. Przeprawiając się przez Dniestr, gdy z promu wysiadł, albo raczey wychodził, wpadł w wodę na brzegu tak, że aż y głowę umoczył. Kilka dni później nasz pan łowczy miał wypadek… na polowaniu, począł biegać na koniu, który pod nim padł. Pan Jan otarł sobie brew, oko, y nos z prawey strony. Szybko jednak pozbierał się i walczył pod Chocimiem, gdzie jego regiment stał w odwodzie. Tu jednak dotarł do kresu swej drogi, co gorsza bardzo możliwe poniósł śmierć że z rąk polskich lub litewskich żołnierzy. Oddając głos księdzu Adamowi Przyborowskiemu, spowiednikowi Jana Sobieskiego:

Zginał y Pan Łowczy Koronny, ale tam, gdzie iuż żadnego nie było nieprzyjaciela; bo w reservie będąc Regimentom inszym, prowadził swoy Regiment pieszą, y przyszedszy do wałów zmordowany siadł, koni w obozie zostawiwszy; a wtym pacholik konia zdobycznego prowadził, za którego dawszy dwadzieścia sześć czerwonych złotych [łowczy] wsiadł nań, y nie wiedzieć iako tam zaraz zginął; suspitia, że dla konia y pieniędzy od swoich.

Nader specyficzny i tragiczny przypadek ‘friendly fire’, jeżeli faktycznie zginął z ręki sojuszników. 

środa, 24 marca 2021

Ze strażnikiem wielkim koronnym do Stambułu

 


[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 7/7]

Pora zakończyć blogowy cykl jakimś obszerniejszym do czytania. Oto Diariusz legationis JWHMości Pana Strażnika Wielkiego odprawionej roku 1732, który opracował Michał Rzepka. Znajdziecie tam bardzo ciekawą relację poselstwa Józefa Sierakowskiego, strażnika wielkiego koronnego, do Turcji, odbytej w latach 1732-1734. Oprócz samego diariusza będzie tam mnóstwo informacji o wcześniejszych poselstwach, drodze po której podróżowano do Turcji, zwyczajach które obowiązywały poselstwa, etc. Bardzo ciekawa lektura, polecam.

wtorek, 23 marca 2021

Z podkanclerzym koronnym do Wiednia

 



[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 6/7]

Tym razem przenosimy się do 1669 roku, kiedy to wraz z Posłem Wielkim Extraordynaryjnym, biskupem chełmskim i podkanclerzym koronnym w jednej osobie, Andrzejem Olszowskim, wjedziemy do Wiednia. W asyście posła nie zabraknie rajtarii, hajduków i konnej młodzi.

 


niedziela, 21 marca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXIX

 



[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 5/7]

Było o posłach i poselstwach, teraz nieco szerzej o dyplomacji, do tego jeszcze coś do kącika recenzji. Profesora Dariusza Kołodziejczaka nie trzeba chyba przedstawiać nikomu kto interesuje się relacjami Rzplitej z Turcją i Chanatem, jest znanym i cenionym specjalistą, publikującym tak w języku polskim jak i angielskim. Właśnie w tym drugim języku została, w 2011 roku, wydana praca o której dzisiaj chciałem napisać kilka słów. Chodzi o The Crimean Khanate and Poland-Lithuania. International diplomacy on the European periphery (15th-18th century): a study of peace treaties followed by annotated documents. Książka ta ukazała się nakładem wydawnictwa Brill – można ją znaleźć i nabyć (w wersji drukowanej jak i e-booku) tutaj. Jest to 47 tom w serii The Ottoman Empire and its heritage. Jak zwykle w przypadku recenzji blogowych najpierw nieco o konstrukcji pracy, a potem przejdziemy do zachwytów…

Praca składa się z trzech głównych części. Pierwsza z nich to, podzielone na trzy rozdziały, obszerne wprowadzenie historyczne. W rozdziale pierwszym autor omawia kształtowanie się Europy Wschodniej w latach 1240-1523, na tle zmian geopolitycznych w regionie. W rozdziale drugim omawia relacje Rzplitej i Chanatu w latach 1523-1671, podczas gdy rozdział trzeci omawia politykę i relacje obydwu krajów w cieniu Stambułu i Moskwy, czyli w okresie 1671-1783.

Część druga to podzielone na sześć rozdziałów studium dyplomacji i jej narzędzi w relacjach Rzplitej i Chanatu. Autor omawia tu między innymi język w jakim prowadzona  była  korespondencja (np. bardzo ciekawe opis kancelarii chańskiej pod tym właśnie kątem), sposób formułowania zapisu dokumentów, procedury zawierania pokojów i traktatów, najczęstsze motywy pojawiające się w wymianie dyplomatycznej między tymi krajami. Znajdziemy tu też dokładny opis skąd pochodzą zachowane do naszych czasów dokumenty, które pojawiają się w trzeciej części pracy. Nie braknie też tu i analizy inwokacji od których zaczynały się listy, pieczęci na dokumentach czy też monogramów władców – tak ze strony tatarskiej jak i polskiej i litewskiej.

Jak niejaki wstęp do części trzeciej – czyli materiałów źródłowych – znajdziemy listę władców Chanatu, królów Polski i wielkich książąt litewskich w latach 1386-1795. Następnie wspaniały zbiór źródłowy, czyli aż 71 dokumentów z epoki – listów i dokumentów dotyczących traktatów, umów i tym podobnych, w okresie 1461-1742. Mamy je zawsze przedstawione w zapisie oryginalnym, ewentualnie zachowanym tłumaczeniu na język odbiorcy. Oprócz tego wszystkie materiały źródłowe w językach innych niż łacina są dodatkowo przetłumaczone na język angielski. Wszystkie dokumenty opatrzone są informacją bibliograficzną, mówiącą o wszystkich zachowanych kopiach; autor opracował je bardzo dokładnie, stąd też nie brak tu przypisów wyjaśniających różne aspekty przedstawione w dokumentach.

Do tego na końcu pracy mamy jeszcze zbiór fotografii oryginalnych dokumentów, wybraną bibliografię, a także dwie mapy. Mamy tu do czynienia z ogromnym tomem (ponad 1000 stron), wspaniale opracowanym i będącym niesamowitą skarbnicą informacji na tytułowy temat. Nie jest to oczywiście praca ‘do poduszki’, zdecydowanie jest to tom do którego można wielokrotnie wracać, znajdować w nich nowe interesujące materiały czy zapisy źródłowe. Dla kogoś kto interesuje się dyplomacją i polityką międzynarodową w regionie w omawianym okresie to wręcz Święty Graal. Czy ma jakiś mankament? Niestety, biorąc pod uwagę wielkość tomu i wydawcę, cena tej pracy jest dla wielu zainteresowanych mocno zaporowa, niemniej jednak jeżeli ktoś ‘siedzi’ w temacie, to warto sobie nieco na nią zaoszczędzić i dodać do kolekcji.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to oczywiście trzeba mieć. Książka jest naprawdę niezwykle ciekawa, temat wspaniale opracowany przez wybitnego specjalistę, który bardzo dogłębnie zbadał tematykę.

 

 


piątek, 19 marca 2021

Z podarkami dla sułtana

 


[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 4/7]

Ciekawostka z 1640 roku, z poselstwa Wojciecha Miaskowskiego do Turcji. W czasie audiencji u sułtana Ibrahima I Polacy złożyli mu takie oto dary:

- soroków soboli 4

- miednica z nalewką

- flasz 2 złocistych smelcowanych

- łabęć srebrna smelcowana albo jeleń srebrny

- zegar piesek

- zegar wysoki

- wietrzny młyn srebrny

- rusznica ptasza cudna

- prochownica do niej srebrna, złocista z smelcem

- brytanów 2

- wyżłów 2 tarantis

czwartek, 18 marca 2021

Z podskarbim nadwornym koronnym do Rzymu

 


[Blogowy tydzień z poselstwami - wpis 3/7]

Jeżeli chodzi o opisy poselstw, to nie może zabraknąć wręcz legendarnej wyprawy Jerzego Ossolińskiego do Rzymu, z ambasadą do papieża Urbana VIII. Opis niestety miejscami niezbyt czytelny, ale warto go znać.







poniedziałek, 15 marca 2021

Z wojewodą łęczyckim do Stambułu

 




[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 2/7]

Tym razem służba dyplomatyczna prowadzi nas do Stambułu (czy, jak kto woli, Konstantynopolu), gdzie zawitamy w 1700 roku z „posłem wielkim” Rafałem Leszczyńskim. Okazja niebyle jaka, wszak chodzi o ratyfikację traktatu pokojowego z Karłowic, kończącego rozpoczętą w 1683 roku wojnę z Turcją. Nic dziwnego, że wojewoda łęczycki zabrał ze sobą nader godną eskortę:

Tak tedy w imię Boże, po rannym barzo nabożeństwie, ruszyłem się z wielkim porządkiem. Szła najpierwej chorągiew wołoska 80 koni, okryta, z dzidami i w pancerzach, za nimi powodne, towarzyskie i przyjacielskie konie, w tym dobosz z srebrnemi kotłami i sześcią trębaczami, za któremi koniuszy w pancerzu, który dziesięć rumaków powodnych dobrze strojnych, a masztalerze w karmazynowej barwie prowadzili. Potym dwanaście pokojowych w cynamonowej barwie, i za temi starszy pokojowy prowadził drugich pokojowych dwunastu w aksamitnych, sobolami opuszonych, popielicami srokato podszytych, z szablami złocistemi i sobolowemi czapkami przybranych. Za nimi towarzystwa ośmnaście w pancerzach strojno ubranych. Potym dwanaście kompanii usarskich w obojczykach, naręczakach, w lampartach porządnie. Potym przyjaciele: ichmość panowie kasztelanowie czernichowski, srzemski, sątecki, sądecki, spicymrski i małogoski, Jegomość Pan Ernest Kahal doktor, Jegomość Pan Conte Mariani podstoli owrucki, ichmościowie oo. jezuici, Jegomość Pan kasztelan srzemski, Jegomość Pan kasztelan żydaczewski. A Jegomość Pan sekretarz z lewej strony jadąc cursu equi trochę mię poprzedzał. Przede mną samym piąciu biegunów koło konia z obudwóch stron sto trzydziestu kuruców. Jam na wilczatym koniu, na którym kita i sam pod kitą jachałem. Za mną draganiej konnej sześćdziesiąt, oprócz oficerów, fajfrów, z któremi trębacze na krzywych trąbach równo marsz grali. Potym kareta moja i kolasa, za któremi przyjacielskie karety, a potym ośm karawanów karmazynowych moich i insze wozy, jako to kuchnia, piwnica karawany i skarbniki przyjacielskie etc

niedziela, 14 marca 2021

Z wojewodą poznańskim do Moskwy



 [Blogowy tydzień z poselstwami - wpis 1/7]

Nowy cykl zaczynamy od wyprawy polsko-litewskiego poselstwa Krzysztofa Grzymułtowskiego do Moskwy w lutym 1686 roku. 6 maja tegoż roku tegoż roku wojewoda poznański miał podpisać w carskiej stolicy traktat pokojowy z Moskwą, znany od jego nazwiska jako traktat Grzymułtowskiego. Zobaczmy więc jak ta ambasada, w skład której wchodził też chociażby kanclerz wielki litewski Marcjan Aleksander Ogiński, wkraczała do Moskwy:



I jeszcze drobna notka z wyprawy na audiencję u cara:



wtorek, 9 marca 2021

Nie ma nic szpetniejszego i pokracznego niż Tatarzyn



Bardzo ciekawy opis Tatarów którzy przeszli na stronę turecką w czasie buntu Lipków i pozostawali w tej służbie, głównie w Kamieńcu,  jeszcze po 1683 roku. Autorem jest Dupont, który tak oto ich scharakteryzował:

Z wiernych poddanych przedzierzgnęli się w bardzo niebezpiecznych wrogów. Czynili tym więcej szkód na pograniczu, że nie można ich było odróżnić od Polaków. Zachowali co prawda ojczysty język tatarski, ale znają też świetnie polski. By rabować z lepszym skutkiem, zachowali strój specyficzny dla krainy, z której wyszli.Nie ma nic szpetniejszego i pokracznego niż Tatarzyn. Zamiast oczu mają tylko wąskie szparki pod bardzo gęstymi brwiami. Nosy mają płaskie, skórę bardzo smagłą. Ale, rzecz zdumiewająca, czy to pod wpływem klimatu, czy potraw, ci, o których mówię, nie zachowali nic z tej brzydoty. Nie mają zupełnie cech swojego narodu, tak że trudno ich rozpoznać. To samo dotyczy ich koni, rzędów i oręża, którym się posługują równie sprawnie jak Polacy. To jedyni Tatarzy na świecie, którzy posługują się bronią palną. Będący tacy, jak ich opisałem, z łatwością wkradali się do miasteczek, klasztorów, dworów szlacheckich, a wszędzie wzniecali chaos i porywali jeńców. Dlatego nie mogli liczyć na pardon.


poniedziałek, 1 marca 2021

Chorągiew trupem padłszy obronił

 



[Zdjęcie przedstawia chorągiew milicji lwowskiej, zdobytą przez Szwedów w 1704 roku. Potrzebne było mi coś w lwowskim klimacie…]

Kilkakrotnie pisałem na blogu o przypadkach zażartych walk o sztandary/chorągwie i poświęceniu chorążych ryzykujących zdrowie i życie w obronie flagi. Dzisiaj kolejny przykład do kolekcji, tym razem z bitwy pod Zborowem w 1649 roku. Bohaterem jest Stanisław Kowalski, stolnik lwowski, walczący w ramach pospolitego ruszenia swojej ziemi. Oto jak Kochowski miał opisać ostatni bój walecznego chorążego:

Gdy mu prawą rękę ucięto, lewą ręką utrzymał chorągiew, a gdy mu i tę nieprzyjaciel uciął, pod się chorągiew wrzucił, wielu ranami zadanymi poległ, chorągiew trupem padłszy przed nieprzyjacielem obronił.

 

niedziela, 28 lutego 2021

Zplundrowali wszytkie to kraie tam

 


Dziś drobna notka źródłowa o bolesnych echach porażki Stefana Potockiego (to ten srogi pan powyżej) pod Sasowym Rogiem w 1612 i efekcie jaki utrata części wojska kwarcianego, którego poszło z magnatem do Wołoch, miało na obronę granic przez napadami Tatarów. Jeszcze w 1618 roku tak wspominano to co się stało po porażce wojsk polskich:

Po onei nam barzo nieszczesney pana Stephana Potoekiego w Woloszech porazcze, w tydzien zaraz Tatarowie na Podole wpadli, zplundrowali wszytkie to kraie tam, popalili, liudzie w niewola pobrali, stada y towary wygnali nemine sese opponente[1], chociai byl quareiany zolnierz y patrzyl na tho, y owszem otarl sie on nieprziiaciei.

Taka socordiam[2] naszych Wolochowie widzqcz, naiezdzali y oni tez sobie przylegle kraie, brali takze ludzie, lupili domy szlacheckie, pasieki wybijali,  stada, towary wygnali z ziemie. Czo trwalo całą zimę, a potym iuz y malemi zbyt wpadali kupami, a przedsię nie oponowal się im zaden...



[1]              Bez oporu.

[2]              Niedbalstwo.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Gdy chorągiew pancerną po rodzicu swoim…

 



W dzisiejszym wpisie nieco inny typ listu przypowiedniego, opisuje on bowiem przejęcie przez syna chorągwi w której rotmistrzem był jego zmarły właśnie ojciec. Chodzi o zmarłego w marcu 1673 roku Jana Klemensa Branickiego (1624-1673), po którym chorągiew pancerną przejął Stefan Mikołaj Branicki (1640-1709). Oddział ten służył w armii koronnej do 1683 roku, kiedy to chorągiew została pohusarzona, spóźniła się co prawda pod Wiedeń, wzięła jednak udział w kampanii na Słowacji i w późniejszych kampaniach Sobieskiego.

 


niedziela, 21 lutego 2021

Nie po wsiach jednak chodząc, ale po Beskidzie, lasach i szlakach

 



Bardzo ciekawy przyczynek źródłowy do historii harników, zwanych też smolakami, czyli specjalnej piechoty powoływanej do zwalczania górskich zbójników. To uchwała sądu kapturowego ziemi sanockiej z 14 listopada 1675 roku, według której miano zaciągnąć dwie niewielkie oddziały (po 20 ludzi każdy) jako zasłona od zbójców. Co ciekawe, smolacy mieli służyć dwa miesiące wiosną i trzy miesiące jesienią. Każdy oddział miał też wyznaczony rejon którym się miał ‘opiekować’.