poniedziałek, 7 marca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVII

 


W tym tygodniu spróbuję nieco nadrobić zaległe recenzje na blogu. Na dobry początek zupełna nowość, przyszła pocztą dzisiaj rano. Ktoś może zapytać, i co, już przeczytana? Ano tak, praca nie jest może zbyt długa (113 stron), ale jest o tak interesującej tematyce i napisana w tak przystępny sposób, że wręcz ją ‘pochłonąłem’ (urok wolnych poniedziałków). Chodzi mianowicie o pracę rumuńskiego badacza Florina Nicolae Ardeleana, zatytułowaną On the borderlands of great empires. Transylvanian Armies 1541-1613, która właśnie się ukazała w ramach serii From Retinue to Regiment 1453-1618. Temat niezwykle ciekawy, nic więc dziwnego że od razu zabrałem się za lekturę. Jak zwykle zaczniemy od ogólnego opisu pracy, a potem nieco komentarzy ode mnie.

Praca podzielona jest na cztery rozdziały. Pierwszy z nich omawia historię Siedmiogrodu pomiędzy 1541 i 1613 rokiem. Możemy tu więc prześledzić próby utworzenia osobnego księstwa i rozliczne zawirowania polityczne pomiędzy zwolennikami niezależności a relacji z Habsburgami bądź Turcją. To nieomal kalejdoskop zmieniających się mniej lub bardziej wojowniczych władców, wśród których znajdziemy naszego dobrego znajomego Stefana Batorego. Czytelnik znajdzie tu także wiele informacji na temat organizacji administracyjnej Siedmiogrodu, sejmu i rady książęcej, a także specyficznego podziału społecznego kraju. Rozdział drugi omawia siedmiogrodzką wojskowość, z podziałem na poszczególne najważniejsze formacje. I tak mamy tutaj: szlachtę, wiejską milicję (pospolite ruszenie), Szeklerów, Sasów, gwardię książęcą, hajduków, a także pomniejsze grupy jak bojarzy czy strzelcy. Przy każdej formacji autor podaje dużo źródłowych informacji dotyczących wyposażenia, organizacji i działań bojowych w różnych konfliktach z udziałem Siedmiogrodu.W trzecim rozdziale autor opisał najważniejsze twierdze siedmiogrodzkie, ich system obronny, wyposażenie i garnizony. Znajdziemy tu zarówno fortece nadgraniczne jak i ufortyfikowane miasta. Ostatni rozdział to przegląd działań bojowych w latach 1551-1613. Mamy tu więc konflikty zewnętrzne, interwencje tureckie i habsburskie, a także kampanie Michała Walecznego. Opisane są tu też najważniejsze bitwy z udziałem wojsk siedmiogrodzkich.

W tekście znajdziemy nieco czarno-białych ilustracji z epoki: portrety władców i dowódców, przedstawienia bitew, oblężeń i fortec. Do tego dwie mapy z podziałem administracyjnym i trzy diagramy bitewne. Bardzo miłe dla oka są plansze kolorowe, autorstwa rumuńskiego rysownika Catalina Draghici. Pozwolę sobie wymienić spis wizerunków, bo na pewno może to zainteresować polskiego czytelnika. Wszystkie mają krótkie opisy na końcu książki. Łącznie z rysunkiem z okładki mamy tu 11 żołnierzy i jedno działko:

- konny gwardzista i pieszy hajduk (z okładki)

- konny szlachcic i uzbrojony wieśniak

- konny Szekler

- piechur saski z Sibiu + działko polowe

- drabant z granicy zachodniej

- niemiecki lancknecht z armii generała Castaldo

- hiszpański pieszy arkebuzer z armii generała Castaldo

- wołoski kurtan z armii Michała Walecznego

- śląski kirasjer z armii Basty

Jak widać interesująca mieszanka, bo mamy tu zarówno żołnierzy lokalnych jak i ‘gości’ z armii habsburskiej.

Szczerze mówiąc nie mam praktycznie żadnych krytycznych uwag, acz w jednym czy dwóch miejscach Stefan Batory jest opisany jako ‘king of Polish-Lithuanian Commonwealth’, co oczywiście nie jest do końca prawdą – z drugiej zaś strony w innym miejscu autor określa go właściwie jako ‘króla Polski’ więc to zapewne tylko drobne niedopatrzenie. Inna uwaga, acz ‘z zupełnie innej beczki’ , dotyczy tego, że książka jest relatywnie krótka, bo człowiek chciałby po prostu poczytać o tym więcej. Z czego jednak wiem, jest szansa na to, że autor wyda kolejną pracę (prace?) w tej serii, więc zdecydowanie trzymam za to kciuki. Książka ma naprawdę sporą bibliografię, włącznie ze źródłami archiwalnymi, w tekście widać że autor często po nie sięga, podając mnóstwo ciekawych szczegółów – czy to wyposażenia wojska czy też działań bojowych. A że ma naprawdę lekkie pióro, czyta się to bardzo przyjemnie.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć. Tematyka bardzo ciekawa, o której generalnie mało mamy przystępnych informacji w języku polskim i angielskim, stąd tez bardzo się chwali, że praca Ardeleana ukazała się w ramach From Retinue to Regiment 1453-1618. Napisana bardzo ciekawym językiem, oparta o wiele materiałów źródłowych, mimo niewielkiej objętości zawiera bardzo dużo pożytecznych informacji i przedstawia zarówno wycinek historii jak i wojskowości siedmiogrodzkiej.



poniedziałek, 31 stycznia 2022

Najmniej udany coup de grâce w historii

 


Przeszukując ostatnio Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa autorstwa Samuela Pufendorfa, natknąłem się na dosyć drastyczny, acz ciekawy opis z początku kwietnia 1657 roku. Patrol szwedzkich rajtarów, dowodzonych przez Erika Dahlberga, miał się natknąć na rannego polskiego żołnierza. Szwedzi chcieli mu zadać „cios łaski” i wtedy się zaczęło…

[Polak] leżał n a wznak, serce miał przeszyte dwoma kulami, zamknięte oczy, a krwawa piana wypływała mu z ust. Żołnierze uznali, że miłosiernym uczynkiem będzie skrócić cierpienia rannemu, skoro nie było nadziei na przeżycie. Jeden z nich zeskoczył zatem z konia, przyłożył mu pistolet do czoła i strzelił, tak że wypłynął mózg. Zraniony położył wtedy swoją prawą rękę na tej ranie, włożył palce do mózgu i krwi. Wtedy drugi żołnierz strzelił dwa razy, trafiając rannego między oczy, odłupując całkiem górną część czaszki. Jednak mimo to Polak dalej ruszał obu dłońmi w ranie. Szwed wbił mu wówczas swój rapier trzy albo cztery razy w serce. Polak zaś przy każdym pchnięciu przyciągał nogi i kładł rękę na piersi. Zadano mu jeszcze wiele ciosów od brzucha po szyję. Licznymi kulami przebito jego głowę i serce, tak że z rozłupanej czaszki płynęła krew, a mimo to poruszał dalej rękami i nogami i zaczął głucho jęczeć, tak jakby chciał coś powiedzieć. Wszyscy obecni bardzo się dziwili, że jeszcze ma świadomość, kiedy jego serce i czoło zostało tyle razy przebite. Przez pół godziny obserwowali to zdarzenie, w końcu zostawili go, a jeszcze nie wyzionął ducha.

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne



Ciekawy przykład ‘friendly fire’ który miał miejsce w czasie defilady, a nie w boju. Początek kwietnia 1657 roku, Karol X Gustaw spotyka się z Jerzym II Rakoczym. Rzecz opisał Samuel Pufendorf:

Dla uhonorowania Rakoczego ustawiono całą armię w szyku bojowym, a kiedy przybył z orszakiem tysiąca Węgrów i Kozaków, przyjęty został przez króla ze wszelkimi oznakami życzliwości. Armia powitała go dwoma salwami, uroczystymi dźwiękami trąb i bębnów, a także pozdrowieniem przez skłonienie chorągwi. Radość ta została niemało zakłócona śmiercią Adolfa, księcia Nassau, który, gdy stał przed swoim regimentem jazdy, został trafiony w głowę kulą wystrzeloną przed jednego ze swoich i zmarł. Nie wiedziano, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy działanie umyślne.

Jedyny Nassau którego udało mi się odnaleźć w tym okresie, a który faktycznie miał zginąć na początku kwietnia 1657 roku w Polsce to Philip von Nassau (syn Georga von Nassau-Beilstein-Dillenburg). Miał 27 lat, więc faktycznie mógł być dowódcą regimentu rajtarii – w spisach opublikowanych przez Mankella w marcu 1657 roku pojawia się przez chwilę regiment rajtarii ‘grafa Nassau’, którego nie ma w późniejszych spisach. Niestety nie posiadam pracy Tessina, która mogłaby rzucić na to nieco więcej światła – bo też w armii szwedzkiej służyło wtedy sporo młodych książątek, grafów i hrabiów niemieckich. 

sobota, 22 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVI



Dwa lata temu zachwalałem na blogu pierwszą część korespondencji wojskowej hetmana Janusza Radziwiłła. Ostatnio w końcu trafił do mnie, wydany w 2020 roku, drugi tom tej korespondencji, zatytułowany „Listy”, pora więc na kolejną porcję zachwytów. Tym razem grupa znakomitych historyków (Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Andrzej Adam Majewski, Dariusz Milewski i Mirosław Nagielski) przygotowała dla czytelników zestaw listów pisanych przez i do hetmana Janusza Radziwiłła. Na blisko 300 stronach znajdziemy tu aż 220 listów, z okresu 1646-1655 (1646-1654 kiedy książę Janusz był hetmanem polny, a 1654-1655 kiedy był hetmanem wielkim). Gros z nich to po raz pierwszy wydane źródła archiwalne, acz znalazły się tu i te wydane wcześniej w XIX i XX wieku, ale w tym tomie opracowano je bez wcześniejszych błędów. Otrzymujemy tu kolejny niesamowicie interesujący zbiór źródłowy, dotyczący osoby hetmana, wojskowości litewskiej, konfliktów z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Oczywiście nie jest to lektura najłatwiejsza: warto wiedzieć kto, do kogo i w jakich okolicznościach pisał; listy w języku polskim są gęsto przetykane łaciną, oprócz tego mamy tu też wiele listów pisanych w całości po łacinie (jak korespondencja z księciem Jakubem Kettlerem) a nawet kopie listów które zachowały się tylko w tłumaczeniu na język ruski (tak to nazwano we wstępie, jako że niestety bukw nie jestem w stanie łatwo odcyfrować, wierzę redaktorom na słowo). Z tego też powodu nie będzie to raczej ‘lektura do poduszki’, a przydatny materiał referencyjny i zbiór źródłowy do którego bez wątpienia będą chcieli zajrzeć miłośnicy epoki. Indeksy -  osobowy i geograficzny – także pomagają w używaniu tego tomu jako bazy źródłowej. „Listy”  to świetne uzupełnienie części pierwszej, przybliżając osobę i postawę hetmana Radziwiłła w omawianym okresie.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to, jak przy pierwszej części, trzeba mieć. Uwielbiam tak dobrze przygotowane edycje źródłowe, nawet to że często muszę głowić się nad tłumaczeniem zwrotów łacińskich jest ledwie drobną niedogodnością. Jeżeli jesteście zainteresowani armią litewską czy hetmanem Radziwiłłem, to bez wątpienia powinniście dodać ją do swojej biblioteczki. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

niedziela, 12 grudnia 2021

Nowa książka w sprzedaży


 

W sumie jakoś głupio wyszło, że wrzuciłem ogłoszenie wszędzie, tylko nie na blog... 9 grudnia weszła do sprzedaży moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721', zatytułowana 'We came, we saw, God conquered. The Polish-Lithuanian Commonwealth's military effort in the relief of Vienna, 1683'. Jest to moja próba przybliżenia czytelnikom nie mającym dostępu do prac w języku polskim zagadnień związanych z organizacją, liczebnością i działaniami bojowymi wojsk polskich i litewskich w 1683 roku. 

Nieco więcej o książce na stronie wydawcy. 


poniedziałek, 15 listopada 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLIV

 


Bitwa pod Nordlingen, stoczona w 1634 roku, jest jedną z najważniejszych bitew Wojny Trzydziestoletniej, a jednocześnie największą szwedzką klęską w toku tego konfliktu. Do tej pory starcie to nie miało – o ile mi wiadomo – żadnej większej monografii iw języku angielskim. Klasyką i niedoścignionym wzorem wciąż pozostaje wydana w 2009 roku książka w języku niemieckim, Nordlingen 1634. Die Schlacht bein Nordlingen- Wendepunkt de Dreisigjahrigen Krieges, autorstwa Petera Engerissera i Pavla Hrncirika. Z dużym zainteresowaniem przyjąłem więc wieść, że w ramach serii Century of the Soldier 1618-1721 ukaże się praca hiszpańskiego badacza Alberto Raula Estebana Ribas, zatytułowana The battle of Nordlingen 1634. The bloody fight between Tercios and Brigades. Książka w końcu do mnie dotarła, przeczytana w jedno przedpołudnie, pora więc na recenzję. Jak zwykle najpierw omówię plan pracy a potem skupię się na komentowaniu treści.

Praca jest podzielona na 10 rozdziałów, dodatkowo ma także dwa aneksy. W rozdziale pierwszym autor przedstawia charakterystykę walczących armii: szwedzkiej, niemieckich sojuszników Szwecji, cesarskiej, Ligi Katolickiej i hiszpańskiej (ta ostatnie opisana jest w najobszerniejszy sposób). Rozdział drugi omawia dowódców spod Nordlingen. Kolejny rozdział to opis dotychczasowego przebiegu Wojny Trzydziestoletniej, od jej początku do samej tytułowej bitwy. Także i tutaj największy nacisk położony jest na hiszpański udział w konflikcie. Rozdział czwarty to kampania 1634 roku, prowadząca pod Nordlingen, a piąty skupia się na marszu armii hiszpańskiej i jej połączeniu z wojskami katolickimi. Rozdział szósty omawia manewry obydwu armii przed samą bitwą. Kolejny rozdział to sama bitwa, nic więc dziwnego że jest najobszerniejszy, jako że starcie opisano na ponad 50 stronach. Dwa kolejne rozdziały to opis efektów bitwy, podczas gdy w ostatnim rozdziale autor zastanawia się nad rolą bitwy i przedstawia swoje przemyślenia na temat starcia hiszpańskiej i szwedzkiej myśli wojskowej. Ocenia też walczących w bitwie dowódców i wskazuje jak ich decyzje wpłynęły na przebieg i wynik starcia.

Bez wątpienia najlepsze i najciekawsze są fragmenty dotyczące armii hiszpańskiej. Widać, że tu autor czuje się pewnie, korzystając zarówno ze źródeł jak i opracowań dostępnych w języku hiszpańskim. O wiele gorzej jest w przypadku innych armii. Przykładowo 10 stron opisu armii szwedzkiej ma aż 29 przypisów do Ospreyów o armii szwedzkiej autorstwa Richarda Brzezinskiego, a dziewięć stron o armii cesarskiej aż 25 przypisów do fatalnych Ospreyów o armii cesarskiej autorstwa Vladimira Brnardica. Jest sporo dokładniejszych i lepiej opracowanych książek na te tematy, być może jednak w grę wchodzi bariera językowa. Autor w dużej mierze opiera się tez na hiszpańskim przekładzie pracy Williama P. Guthrie – tak w opisach armii jak i, przede wszystkim, przy opisie samego starcia. Niestety praca Guthriego to opracowanie posiadające wiele wad, głównie z powodu błędnego użycia źródeł/nie używania ważnych źródeł/opierania się o stare opracowania, stąd też należy podchodzić do niego z dużą ostrożnością. Autor czasami odnosi się do wspomnianej już pracy Engerissera i Hrncirika, dziwne jednak że bardzo rzadko robi to przy samym opisie bitwy. Znów w grę może wchodzić bariera językowa. Na szczęście w dużej części opis oparty jest o źródła i opracowania hiszpańskie i te fragmenty są zdecydowanie najciekawsze i stanowią najlepszą część pracy. Widać to chociażby przy ODB walczących armii, gdzie Hiszpanie są opisani najdokładniej – chociaż przydałoby się nieco lepsze zaznaczenia (może w formie tabel) organizacji i sił przeciwników, jako że informacje te są mocno rozsiane w tekście. Generalnie jednak książka napisana jest bardzo przejrzyście, autor umiejętnie prowadzi czytelnika przez kolejne fazy bitwy, podkreślając odwagę i upór obydwu walczących stron. W jasny sposób znajdziemy tu cele i założenia planów bitewnych, próbę ich realizacji, a także przyczyny i skutki szwedzkiej porażki/hiszpańsko-cesarskiego zwycięstwa.

Autor zwraca uwagę ze wciąż pokutujące mity na temat Tercio, jako wielkich i nieruchawych bloków piechoty. Podkreśla że w XVII wieku było to już dalekie od prawdy i że Hiszpanie potrafili działać z dużą elastycznością, reagując na zmieniające się pole walki. Sporo miejsca zajmują jego rozważania na temat elitarności armii hiszpańskiej, jej specyficznego esprit de corps, a także starcia taktyki hiszpańskiej i szwedzkiej. Tu niestety wpada we własną pułapkę, bo przyznaje, że Szwedzi i ich niemieccy sojusznicy nie walczyli w szyku tytułowej brygady (która generalnie nie była już używana po śmierci Gustawa Ii Adolfa, o czym autor zdaje się zapominać), a jako samodzielnie walczące bataliony/skwadrony. Jako takie dobór podtytułu pracy wydaje się nieco chybiony. Chodziło mu jednak zapewne o próbę walki z mitem ‘nowoczesnych’ Szwedów i ‘anachronicznych’ Hiszpanów, stąd tez można zrozumieć taki zabieg w tytule.

Jak to zwykle w przypadku tej serii wydawniczej, książka ma wiele ilustracji. Czarno-białe to mieszanka różnych obrazów i rysunków z epoki, w tym wielu ciekawych malowideł z kolekcji Prado. Wśród nich znajdziemy także zdjęcia ocalałych sztandarów i egzemplarzy broni. Niestety kilka ilustracji zostało wydrukowanych w fatalnej rozdzielczości, mocno odstającej od reszty. Bardzo przydatna jest seria współczesnych zdjęć pola bitwy, wraz z dokładnymi opisami w aneksie – ich autorem jest szwedzki badacz Daniel Staberg. Jak zwykle na wysokim poziomie są za to kolorowe plansze z wizerunkami 13 żołnierzy walczących armii, przygotował je stały rysownik serii, Siergiej Szamenkow.  Na równie wysokim poziomie są też mapy poszczególnych faz starcia, które dodatkowo mają rozbudowany opis zamieszczony w drugim aneksie książki.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to podwójny wynik: trzeba mieć albo można mieć. Czemu w ten sposób? Jeżeli macie dostęp do wspomnianej już pracy Engerissera i Hrnicirika, nie dowiecie się z książki Ribasa nic nowego, może Was też nieco poirytować zbyt dużo odniesień do Ospreya czy zdecydowania pro-hiszpańska pozycja autora, stąd też można mieć. Jeżeli nie znacie języka niemieckiego/nie macie dostępu do tej pracy, szukacie czegoś w języku angielskim (a dostanie pracy Guthriego to zdecydowanie droga impreza) czy jesteście zainteresowaniu armią hiszpańską czy generalnie Wojną Trzydziestoletnią  – wtedy to trzeba mieć.