środa, 5 października 2011

Iako tam to ciało obraca, czy wzięto ie, czy pochowano, czyli tesz leży ieszcze tam

Brnę właśnie przez kronikę wojny pruskiej piór Israela Hoppego (ech, czemu nie masz widoków na przetłumaczenie tego na język polski…) i znalazłem ciekawostkę z 19 stycznia 1628 roku. Polski podjazd, liczący 60 koni, starł się ze szwedzkimi pikietami nieopodal Elbląga. Jeden z polskich towarzyszy poległ w toku tej potyczki, więc niedługo potem takiego to pismo dotarło do Szwedów:
Mściwy Panie F.
Dawno  Mie temu iakosz był W. M. przyobiecał, starania przyłożywszy o nieboszczyku Panu Słuzieńskim, oznajmić Towarzyszu naszym, iako tam to ciało obraca, czy wzięto ie, czy pochowano, czyli tesz leży ieszcze tam. A tak że ze wszystkiego niemasz nic, przyszli tedy do W. M. imieniem Jego Mści Pana Rotmistrza Śliatkowskiego [Andrzeja Śladkowskiego, rotmistrza kozackiego], abysz W. M. wywiedziawszy się, oznajmił pewną rzecz. Za tym się oddawam w łaskę W. M. 1628.
W . M. Wsz. dob życzl. Przy.
M. Bobinsky
Ciekawy przykład wojennej korespondencji, nieprawdaż? Nie wiem niestety jak Szwedzi na ów list odpowiedzieli i czy ciało poległego towarzysza trafiło z powrotem do jego chorągwi.

wtorek, 4 października 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXVI

Wśród rytowników i malarzy których przedstawiam w tym cyklu nie może zabraknąć Matthäusa Meriana Starszego (1593-1650), szwajcarskiego rytownika którego prace znaleźć możemy w Theatrum Europaeum i Topographia Germaniae. W tym odcinku jazda węgierska z ok. 1616 roku. Husarze bez uzbrojenia ochronnego, w magierkach i z futrami dzikich kotów narzuconymi na strój. Przy boku szable, na kopiach dosyć złowieszczy widok – odcięte głowy Turków. Brak łuków czy pistoletów. Do tego charakterystyczne, acz nieco dziwnie przedstawione, pojedyncze skrzydła. Oficer prowadzący pochód bez skrzydła, acz z dobrze ukazaną ‘narzutką’ z orientalnego kota. W dłoni ogromna buława, bez wątpienia jako znak rangi. 


poniedziałek, 3 października 2011

Kompanij 12 po 100 ludzi, prawie sami Niemcy

W roku 1645 Polskę odwiedził z misją dyplomatyczną Axel Sparre, szambelan królowej szwedzkiej Krystyny. Jak na dobrego szpie… znaczy się dyplomatę przystało, zanotował to i owo o sytuacji panującej w tym czasie w naszym kraju. Mnie oczywiście zaciekawił najbardziej fragment o armii polskiej.
Na początek Szwed poświęcił kilka słów armii kwarcianej:
Wojsko to składają kwarciani, których jest 4000 [jak widać był bardzo dobrze poinformowany, etat kwarcianych w tym czasie to 4200 koni i porcji]. Ci stanowiska swe mają na granicach polskich od Tatarszczyzny; nazwę swoją otrzymali od czwartej części przychodów z królewszczyzn, składanych przez starostów; temi pieniędzmi płacone owe wojsko. Ci mocą konstytucji powinni mieć swoje stanowiska na granicach królestwa, lecz dla niedostatku zapłaty rozrzuceni po Podolu, Polsce aż pod Lublin, a nawet pod sam Kraków, mieszkańcom bywają uciążliwi. Wszyscy, konni i piesi, jednakową służbę odbywają, prócz 600 muszkieterów [de facto chodzi o regiment dragonii] którzy w Kudaku warowni na Ukrainie załogą stoją.
Sparre napisał także bardzo ciekawe informacje o gwardii króla Władysława IV:
Gwardya królewska, czyli żołnierz nadworny, pod dowództwem pułkownika [Samuela] Osińskiego i podpułkownika [Fromholda von Ludingshausena] Wolffa; składa się z 12 kompanij po 100 ludzi, prawie sami Niemcy [sic!]; gwardya ta, niebędąc polskiego autoramentu, rządzi się szwedzkim i niemieckim regulaminem. Część jej, tj. sześć kompanij zaciągniono wtedy, gdy Polak z Duńczykiem gotował się na Szweda, drugą zaś część zeszłego lata [w roku 1644] dla wojny z Rakoc[z]ym. Z nich w Warszawie podczas sejmu stało 10 kompanij, reszta pozostawa w Krakowie. Nadto jest 100 konnych [rajtarów-drabantów] i 150 dragonów pod dowództwem Jana Denhofa. Ten poczet dragoński jeszcze ma być powiększonym kompanią 100 ludzi.
Szambelan wspomniał także o wojskach prywatnych polskich możnowładców:
Lubomirski ma 3000, Koniecpolski trzy chorągwie dragońskie, Dominik książę na Zasławiu, Stanisław Potocki i innych wielu, mają po kilkaset, mianowicie zaś książę Jeremiasz utrzymuje przeszło 6000, jak wiadomo. (…) Brat króla, Karol Ferdynand także chował 100 dragonów, lecz nie na potrzebę publiczną, ani dla wystawności, o co on wcale niedba dla brudnego sknerstwa swego, lecz dla tego że drudzy to mają.
Bardzo ciekawa jest opinia o oddziałach cudzoziemskich i wpływie wojny 1626-1629 przeciw Szwecji (pamiętajmy jednak, ze autorem opisu jest Szwed…):
Tu nadmienić wypada, że Polacy wbrew starodawnemu zwyczajowi narodu swego podziwiają żołnierzy niemieckich, doświadczywszy ich dzielności w przeszłej wojnie szwedzkiej (wojnę tę Polacy w pismach i ustnie, poczytują za najcięższą i najdotkliwszą z pomiędzy wszystkich wojen, które dotąd stoczyli z kimkolwiek), bo Niemcy zwykli lepiej niż Polacy ładu i placu dotrzymywać.
No i na koniec nieco zachwytów ambasadora nad reformami wojskowymi za panowania Władysława IV:
Zresztą od r. 1637 król pilnie zajął się sztuką wojskową. Pobudował kilka zbrojowni, w Krakowie, Warszawie, Lwowie, Barze (miasteczku podolskim nieopodal Kudaku). Te zbrojownie zostały zaopatrzone nowemi działami bronzowemi. W Warszawie naliczyłem ich 80, ulanych z łupu pod Smoleńskiem zabranego. Także w Pucku i Malborgu niedawno założono arsenały i świeżemi działami je zaopatrzono.
Od tego czasu zaczęto także na Podolu przysposabiać lony, a z saletry, którą przedtem surową do Gdańska posyłano, wyrabiać proch na potrzebę; dawniej proch robiono w Gdańsku. Strzelbę zaś, którą ma i piechota i konnica, sprowadzają z Holandyi. Nad armatą i potrzebami wojennymi ma dozór Paweł Grodzicki, jego namiestnik podpułkownik Wacław Kirschbaum w dzień po moim z Warszawy wyjeździe miał wrócić do Malborga do swoich. Inżynierem wojskowym królewskim jest [Jan] Pleitner, zarazem kapitan gwardyi królewskiej [dowodził kompanią w regimencie pieszym gwardii].

niedziela, 2 października 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXV

Październik na blogu powitamy z Jostem Ammanem, znów przy motywach tureckich. Tym razem obiecani poprzednio jeźdźcy - w pełnej krasie, na pięknych i niezwykle przyozdobionych koniach. Sipahowie z charakterystycznymi tarczami, do tego łuki i włócznie, jeden z wojowników dzierży sztandar. 

czwartek, 29 września 2011

Rajtarzy Seya, rajtarzy Abramowicza

Wpadło mi w ręce niesamowicie ciekawe, przynajmniej z mojego punktu widzenia, znalezisko, więc śpieszę z krótką notką na ten temat. Uważni Czytelnicy tego bloga znają zapewne moją teorię, jakoby regiment rajtarii Mikołaja Abramowicza, od jesieni 1626 roku walczący w Prusach przeciw Szwedom, powstał w oparciu o litewskich regiment Seya, który miał do czynienia ze Szwedami w Inflantach od lata 1625 roku:
W najnowszym artykule profesora Mirosława Nagielskiego, Organizacja rajtarii i arkabuzerii koronnej w XVII wieku, znalazłem bardzo ciekawy ślad źródłowy na potwierdzenie mojej teorii. Co prawda prof. Nagielski, wbrew tytułowi publikacji, skupia się na drugiej połowie XVII wieku, podaje jednak ogólne informacje z popisu regimentu Seya za okres grudzień 1625 - marzec 1626 (pełne rolle popisowe znajdują się w rosyjskich archiwach, więc raczej poza moim zasięgiem). Regiment ten, jak już pisał prof. Henryk Wisner, składał się z czterech kornetów:
- ppłk. Karola Seya – 97 koni
- Evalta Slippenbacha – 101 koni
- Jana Sakiena (Sackena) – 96 koni
- Jana Seya – 95 koni.
Evalta Slippenbacha znajdujemy potem właśnie w składzie regimentu Abramowicza, gdzie dowodzi czerwoną kompanią/chorągwią.  Z kolei Jan Sacken może być (acz oczywiście nie musi) równoznaczny z zagadkowym Jasskenem, którego znajdujemy w raporcie polskiego porucznika Strusia, wziętego do niewoli szwedzkiej pod Dzierzgoniem w 1627 roku. Zniknięcie regimentu Seya i pojawienie się niedługo potem, złożonego z doświadczonych żołnierzy, regimentu Abramowicza w Prusach, zaczyna jak najbardziej do siebie pasować. 

sobota, 24 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXIV

Blog przekroczył magiczną jak dla mnie ilość 100 000 odsłon (wielkie dzięki dla wszystkich czytających i odwiedzających!), trzeba to więc jakoś specjalnie uczcić. Jako że wrzesień jest na blogu miesiącem ikonografii (a i przy okazji odpoczywam od pisania i grzebania w źródłach) z pomocą przyjdzie tu słynny szwajcarski rytownik i malarz Jost Amman (1539-1591), prezentując serię swoich popiersi orientalnych. Podziwiać tu możemy, po raz kolejny z kolekcji Herzog Anton Ulrich-Museum w Brunszwiku, ciekawe detale uzbrojenia i stroju, datowane na 1578 rok. Zwracają uwagę zwłaszcza charakterystyczne tarcze, a także zdobione turbany. Przy innej okazji pokażę jeszcze równie interesujące wizerunki konnych wojowników tureckich autorstwa Ammana.