Podobna zaniedbuje na blogu Kozaków, trzeba więc się nieco poprawić. Sir Thomas Roe, poseł na dworze sułtańskim (w okresie 1621-1628), opisze nam, w swym liście z 20 lipca 1624 roku, jak to mołojcy zasiali trwogę w samej stolicy osmańskiego państwa. Sir Roe, if You be so kind, please begin...
9 tego miesiąca [lipiec 1624 roku] Kozacy w 70 lub 80 łodzi (czajek) mając w każdej po 50 ludzi, wioślarzy i żołnierzy, korzystając z pory w której Kapitan Pasza wyprawił się do Krymu, o samem świcie weszli do Bosforu, gdzie rozproszywszy się złupili i spalili na 4 mile (angielskie) od miast, wszystkie niemal wsie i domy. Główniejsze miejsca są: Bajkdery i Jenichoje na Greckiem, i Stenia na Azyatyckim pobrzeżu gdzie wielkie i bogate zdobywszy łupy o 9 przed południem uspokoili się. Cała stolica i przedmieścia w takiej były trwodze, że Sułtan nawet udał się na brzegi morza, a Kajmakan [wielki wezyr] do portu. [Kajmakan] Halil Pasza sam wodzem się w tym rozruchu ogłosił; nie mając ani jednej galery gotowej do obrony, osadził i uzbroił wszystkie okrętowe łodzie, barki i inne pomniejsze statki w liczbie 4 do 500 ludźmi którzyby mogli to do wioseł to do bitwy stanąć. Jazdę i piechotę w liczbie 10 000 rozesłał dla bronienia brzegów od dalszej rubieży. Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie. Sądziliśmy że ci biedni rabusie [Kozacy] natychmiast się cofną, lecz oni widząc łodzie tureckie zbliżające się ku sobie, skupili się w środku kanału blizko zamków, i uszykowawszy się w półkole czekali w gotowości do boju, mając bowiem nieprzyjazny wiatr, sami napadać niemogli. Halil Pasza kazał dać ognia z daleka; Kozacy nieodpowiedzieli ani jednym wystrzałem, tylko podpływali to do jednego to do drugiego, bez żadnej oznaki cofnienia się. Pasza widząc ich obroty i odwagę, bał się przypuszczać ataku na swoich słabych statkach; owszem uznał za rzecz rozsądniejszą, starać się przynajmniej wstrzymać ich od dalszych zamachów, obawiając się, iż gdyby ta flotta jego rozbitą została, co arcypodobnem było, mogliby wtedy wpaść w głąb Stambułu wszelkiej pozbawionego obrony. Tak tedy kilkadziesiąt łódek, uczyniwszy wielkie łupieże, spoczywały cały dzień, aż do zachodu słońca, śmiało stawiając się i grożąc wielkiej, lecz trwożnej stolicy świata, i całej jej potędze; nakoniec z łupami swemi przy powiewających banderach odpłynęły, bez walki, a prawie bez oporu.
Małe to zdarzenie, i zuchwały zamiar porwania się na tak wielkie mocarstwo, dziwną odkryło prawdę, że państwo to, które uchodziło za tak groźne i potężne, w istocie jest słabem i bez obrony... Rzecz ciekawa, jak to zdarzenie uważać będą Polacy, gdyż przez to warunki pokoju zupełnie są naruszone.





