poniedziałek, 10 stycznia 2011

Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie...

Podobna zaniedbuje na blogu Kozaków, trzeba więc się nieco poprawić. Sir Thomas Roe, poseł na dworze sułtańskim (w okresie 1621-1628), opisze nam, w swym liście z 20 lipca 1624 roku, jak to mołojcy zasiali trwogę w samej stolicy osmańskiego państwa. Sir Roe, if You be so kind, please begin...

9 tego miesiąca [lipiec 1624 roku] Kozacy w 70 lub 80 łodzi (czajek) mając w każdej po 50 ludzi, wioślarzy i żołnierzy, korzystając z pory w której Kapitan Pasza wyprawił się do Krymu, o samem świcie weszli do Bosforu, gdzie rozproszywszy się złupili i spalili na 4 mile (angielskie) od miast, wszystkie niemal wsie i domy. Główniejsze miejsca są: Bajkdery i Jenichoje na Greckiem, i Stenia na Azyatyckim pobrzeżu gdzie wielkie i bogate zdobywszy łupy o 9 przed południem uspokoili się. Cała stolica i przedmieścia w takiej były trwodze, że Sułtan nawet udał się na brzegi morza, a Kajmakan [wielki wezyr] do portu. [Kajmakan] Halil Pasza sam wodzem się w tym rozruchu ogłosił; nie mając ani jednej galery gotowej do obrony, osadził i uzbroił wszystkie okrętowe łodzie, barki i inne pomniejsze statki w liczbie 4 do 500 ludźmi którzyby mogli to do wioseł to do bitwy stanąć. Jazdę i piechotę w liczbie 10 000 rozesłał dla bronienia brzegów od dalszej rubieży. Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie. Sądziliśmy że ci biedni rabusie [Kozacy] natychmiast się cofną, lecz oni widząc łodzie tureckie zbliżające się ku sobie, skupili się w środku kanału blizko zamków,  i uszykowawszy się w półkole czekali w gotowości do boju, mając bowiem nieprzyjazny wiatr, sami napadać niemogli. Halil Pasza kazał dać ognia z daleka; Kozacy nieodpowiedzieli ani jednym wystrzałem, tylko podpływali to do jednego to do drugiego, bez żadnej oznaki cofnienia się. Pasza widząc ich obroty i odwagę, bał się przypuszczać ataku na swoich słabych statkach; owszem uznał za rzecz rozsądniejszą, starać się przynajmniej wstrzymać ich od dalszych zamachów, obawiając się, iż gdyby ta flotta jego rozbitą została, co arcypodobnem było, mogliby wtedy wpaść w głąb Stambułu wszelkiej pozbawionego obrony. Tak tedy kilkadziesiąt łódek, uczyniwszy wielkie łupieże, spoczywały cały dzień, aż do zachodu słońca, śmiało stawiając się i grożąc wielkiej, lecz trwożnej stolicy świata, i całej jej potędze; nakoniec z łupami swemi przy powiewających banderach odpłynęły, bez walki, a prawie bez oporu.  
Małe to zdarzenie, i zuchwały zamiar porwania się na tak wielkie mocarstwo, dziwną odkryło prawdę, że państwo to, które uchodziło za tak groźne i potężne, w istocie jest słabem i bez obrony... Rzecz ciekawa, jak to zdarzenie uważać będą Polacy, gdyż przez to warunki pokoju zupełnie są naruszone. 

niedziela, 9 stycznia 2011

Aby było z honorem narodu naszego

Fragment z Dyaryusza wiedeńskiej okazji autorstwa Mikołaja na Diakowcach Diakowskiego (Dyakowskiego), w którym znajdujemy ciekawy opis popisu naszych husarzy przed cesarzem Leopoldem I już po odblokowaniu Wiednia. Nieco anegdotyczne, jak cały dziennik tegoż gentelmana, pamiętajmy jednak, że jako pokojowiec króla Jana III imć pan Mikołaj wziął udział w wyprawie wiedeńskiej więc to i owo widział. Poza tym zawsze przyjemnie poczytać o walorach naszej husarii, która wzbudzała podziw wśród obcokrajowców. Jakoś mnie natchnęło po lekturze nowego tekstu Radka Sikory o husarii pod Wiedniem:
Oddajmy więc głos panu Mikołajowi:
Objechawszy wszystkie nasze wojsko, stanął sobie tam na skrzydle, gdzie Król i Hetmani byli, i prosili Króla aby mógł exercitium kopji widzieć, jakich ich sposobem zażywają. Zaraz tedy obróciwszy się Krol do Hetmana mówił; aby pokazać jak kruszą kopie, ale wybrać doświadczonych gońcow, aby było z honorem narodu naszego. Tak tedy Hetman jako przezorny  i doskonały wodz, 24 od rożnych chorągwi, kompanji i officerow którzy się umieli z tem dobrze sprawiać, (dawszy im rumaki swoje, jeżeli który nie miał sprawnego swego konia), na to ordynował, i sam tenże Hetman na to instruował ich jakim sposobem, tego oręża prezentę mieli czynić; których rozdzielił na dwie partie; kazał im do siebie skoczyć złożywszy kopie i jak już mają w same piersi składać tak w tym punkcie aby do góry podnieśli;  wszystko to za instrukcją Hetmana zrobili, i udało się bardzo chwalebnie, bez żadnej próby, z czego był bardzo kontent Cesarz, ale czy im co za to dał tego nie wiem, bo jedni affirmowali że im za to kazał kilka set dukatów dać, a drudzy negowali.   

środa, 5 stycznia 2011

Regiment na sześć rot podzielony

[autorem powyższego rysunku jest Dariusz T. Wielec, któremu serdecznie dziękuję za zgodę na użycie wizerunku na moim blogu. Mam nadzieję, że na owym oficerze się nie skończy Dario…]

Zbierając materiały do artykułu o piechocie koronnej w wojnie 1626-1629 (wciąż w produkcji…) zacząłem się zastanawiać, jak wyglądała struktura regimentów pieszych w toku pierwszej połowy XVII wieku – dokładnie rzecz biorąc, na ile kompanii zwykle dzielone były owe regimenty. Poniżej nieco pozbieranych tu i ówdzie informacji, jak się przekonacie niezły to chaos.
Pierwszy zapisek jaki znalazłem pochodzi jeszcze z XVI wieku. Piechotę cudzoziemską, zaciągniętą na kampanię pskowską Stefana Batorego, zgrupowano w regiment dowodzony przez Jerzego Farensbacha. Knechci podzieleni byli na 5 rot (kompanii), liczących łącznie 1601 żołnierzy.
Niestety nie udało mi się odnaleźć szczegółów opisujących podział regimentów w czasie wojny chocimskiej 1621 roku, a szkoda, gdyż regimenty były to silne liczebnie i bez wątpienia ich struktura była interesująca.
Pierwszą wzmiankę XVII-wieczną znalazłem z przełomu 1626 i 1627 roku, kiedy to Gerhard i Magnust Ernest Denhoffowie zostali wysłani do Saksonii i na Śląsk w celu zaciągnięcia dwóch regimentów na wojnę pruską. Jednostki te miały liczyć 3000 żołnierzy każdy, podzielonych na 10 kompanii. Gerhard zaciągnął jednak zaledwie 1044 żołnierzy (tylu było na popisie w lipcu 1627 roku), podzielonych na 6 kompanii  (aczkolwiek obsady oficerskiej miał mieć na pełne 10 kompanii). Magnus Ernest zaciągnął jeszcze mniej bo tylko 767 żołnierzy, nie znam jednak ilości kompanii. Także na 3000 żołnierzy czyli 10 kompanii otrzymał patent szwedzki pułkownik Gustav Sparre – jego regiment miał się prawdopodobnie w jakieś części składać z już walczących w Prusach samodzielnych kompanii, jednak regimentu nigdy nie utworzono.
W kampanii 1629 roku (być może już i 1628 roku) struktura regimentów pieszych wyglądała następująco:
- regiment Gerharda Denhoffa podzielony był na 9 kompanii (znam liczebność 8 z nich, być może ostatnia kompania była dragońską?), z których najsilniejsza (kompania pułkownika) liczyła 430, a najsłabsza 269 porcji. Co ciekawe, każda z kompanii miała różną liczebność (sic!)
- regiment Gustava Sparre (dawny regiment Magnusa Ernesta Denhoffa, po śmierci Sparre przejął go Friedrich Denhoff) miał 12 kompanii, z których znam liczebność 9 (trzy pozostałe są opisane tylko nazwiskiem dowódcy – podejrzewam, że były to jednostki służące na garnizonie w Pucku). Znów każda kompania ma różną liczebność – od 350 do 134 porcji
- regiment Jakuba Butlera, dawna jednostka dragonii kwarcianej połączona z innymi oddziałami dragonii i piechoty. Regiment miał się składać z 5 kompanii, w tym jednej dragońskiej (tak czytamy w spisie komputu, inne źródła sugerują jednak przynajmniej obecność   dwóch kompanii dragonii). Liczebność kompanii pieszych od 382 do 188 porcji
- regiment Reinholda Rosena, liczący 1000 porcji – podział na kompanie niestety nieznany, chociaż patrząc na wymienione poniżej liczebności regimentów w czasie wojny smoleńskiej być może było to 6 kompanii
Dosyć dobrze poznaną mamy za to strukturę licznych regimentów zaciągniętych na wojnę smoleńską. Tutaj wyciągnięto już chyba lekcje z wojny pruskiej i starano się w miarę ujednolicić liczbę (a zapewne i liczebność) kompanii w regimencie. W kampanii służyły następujące jednostki (wymieniam tylko regimenty, bez samodzielnych kompanii):
- gwardia JKM pod Reinholdem Rosenem – 1200 porcji – 6 kompanii
- królewicza Jana Kazimierza pod Henrykiem Denhoffem – 1200 porcji – 6 kompanii
- Janusza Radziwiłła – 1000 żołnierzy – 6 porcji (musiały być więc mniejsze niż  w powyższych regimentach)
- Zygmunta Radziwiłła – 1000 porcji – 6 kompanii
- Jakuba Butlera – 1000 porcji – 6 kompanii
- Eliasza Arciszewskiego – 1000 porcji – 6 kompanii
- Gottharda Platera – 1000 porcji – 6 kompanii
- Jakuba Weyhera – 1000 porcji – 6 kompanii
- Jakuba Wallisona – 800 porcji – 6 kompanii (znów roty te musiały być mniejsze)
- Mikołaja Abrahamowicza – 600 porcji – 4 kompanie
Istniejące obok tych regimentów samodzielne kompanie liczyły odpowiednio 100 porcji (3 kompanie) i 200 porcji (3 kompanie). Kompanie w regimentach miały liczyć od 100 do 170 porcji.
Przygotowania do rozprawy ze Szwedami w 1635 roku przyniosły kolejne duże zaciągi i utworzenie nowych regimentów pieszych. Armia koronna w Prusach miała mieć aż 18 regimentów piechoty cudzoziemskich, o łącznej liczebności 10 500 porcji. Niestety nie udało mi się dotrzeć do podziału na kompanie w ramach tych regimentów, biorąc jednak pod uwagę, że sporo jednostek liczyło 600 czy 1000 porcji, wydaje mi się, że bezpiecznie można założyć podział na 4 lub 6 kompanii.
Nieco dokładniejsze informacje posiadamy co do struktury nadwornego regimentu gwardii pieszej JKM, dowodzonego od 1635 roku przez Samuela Osińskiego. W okresie 1635-1646 (do zaciągów na planowaną przez Władysława IV wojnę turecką) regiment ten miał przynajmniej 10, a co bardziej prawdopodobna 12 kompanii. Do 1643 roku były one jednak słabsze liczebnie niż kompanie opisane powyżej, liczyły bowiem ok. 60-70 porcji każda. Regiment ten był jednak, dzięki dużej liczbie oficerów i podoficerów, źródłem kadr dla utworzenia nowych jednostek, mógł też został łatwo rozwinięty do większej liczby żołnierzy. Już w 1645 roku znajdujemy wzmiankę, że gwardia piesza to 12 kompanii po 100 żołnierzy każda; z kolei w 1646 roku jednostkę miano powiększyć nawet to 2400 porcji – nie wiem jednak, czy szła za tym zwiększona liczba kompanii, czy też po prostu podwojono liczebność już istniejących.
O planach zaciągów Władysława IV pisałem gdzie indziej:
z listy patentów widać tam jednak, ze gros planowanych regimentów miały to być jednostki po 1000 lub 1200 porcji. Pytanie tylko (jako że nie znam dokładnej listy owych patentów) czy regimenty te miały, wzorem wojny smoleńskiej, liczyć po 6 silniejszych kompanii czy też może 10-12 słabszych kompanii?
Po rozwiązaniu zaciągów królewskich jedynym regimentem który pozostał w służbie byli gwardziści Osińskiego. Regiment liczył 1200 porcji, nie wiem jednak czy był podzielony na 8, 10 czy też 12 kompanii? Kiedy jednostka ta walczyła w 1649 roku pod Zborowem (już pod komendą Wolffa) podzielona była na 8 kompanii, trzeba jednak pamiętać, że regiment biorąc udział w poprzednich walkach z Kozakami (np. Piławce) poniósł duże straty, co za tym idzie mogła się zmniejszyć liczba kompanii. W 1651 roku regiment Wolffa liczył 10 kompanii, z tego 8 brało udział w działaniach polowych – ich liczebność wahała się  od 144 do 162 porcji. Co ciekawe, najmniejszą kompanią była kompania samego pułkownika, z kolei pięć kompanii ma bardzo zbliżone do siebie stany liczebne (trzy kompanie po 162 porcje, jedna licząca 161 i jedna licząca 162 porcje). Etatowa liczebność regimentu to 1600 porcji. Z kolei dwa lata później – w 1653 roku – regiment liczy sobie 1200 porcji, podzielonych (dosyć nietypowo) na 9 kompanii. Zaczynamy się jednak zapuszczać w drugą połowę XVII wieku, a o tym napiszemy może przy innej okazji…




wtorek, 4 stycznia 2011

Kozacy króla Jana

Jan III Sobieski w czasie swego panowania dążył do odrestaurowania zależnej od Korony Kozaczyzny, pragnąc odbudować kozackie osiedla wojskowe na Prawobrzeżnej Ukrainie. W ramach przygotowań do odsieczy Wiednia w 1683 roku utworzono 12 pułków zaporoskich, liczących ok. 3700 Kozaków. Pułkownikami dowodzącymi tymi jednostkami byli:
- Bazyli Iskrzycki
- Semen Korsuniec
- Adam Zieleniecki
- Stefan Kunicki
- Jakub Worona
- Zaleński
- Buluk - basza
- Aleksander Barabasz
- Maksymilian Bułyh
- Krzysztof Łączyński
- Kazimierz Sanecki
- Trofim Kochan
- Jan Kobylan
Głównym źródeł pieniędzy za zaciąg Kozaków było subsydium papieskie, aczkolwiek jedną trzecią wydatków wysupłał z własnej kiesy sam króla Jan III Sobieski. Niewielki oddział kozacki pod pułkownikiem Aniołem miał wziąć udział w bitwie pod Wiedniem, cztery kolejne pułki (razem nieco ponad 1000 Kozaków) dowodzone przez pułkowników Iskrzyckiego, Woronę, Korsuńca i Jana Myśliszewskiego dotarły do armii królewskiej dopiero w listopadzie 1683 roku i wzięły udział w zdobyciu Szecseny. Gros formowanych oddziałów uczestniczyła za to w kampanii na Podolu, a Stefan Kunicki na czele 10-20 000 (liczba zapewne zawyżona) ludzi wyprawił się do Mołdawii.
Od 1684 roku, znów za pieniądze papieskie, formowano wojsko JMci i Rzptej zaporoskie, podzielone w 1684 roku na siedem pułków, liczących łącznie 3000 ludzi:
- Bazylego Iskrzyckiego – 500 Kozaków
- Buluk – baszy – 500 Kozaków
- Bułaja (być może chodzi tu o Maksymiliana Bułyha) – 400 Kozaków
- Andrzeja Zielenieckiego – 400 Kozaków
- Kazimierza Staweckiego – 400 Kozaków
- Jana Dunina Rojewskiego – 400 Kozaków
- nazwisko siódmego pułkownika nie jest znane, jego pułk liczył również 400 Kozaków.
W tymże 1685 roku pułki te jednak rozpuszczono, za to nadano starszyźnie kozackiej prawo zaciągnięcia nowych oddziałów, wraz z rejonami w których oddziały te miały stacjonować. Te ‘regiony’ to okolice Korsunia, Bohusławia, Fastowa (Chwastowa) i Bracławia. Naczelną komendę nad Zaporożcami sprawował, rezydujący w Niemirowie, hetman nakaźny. Wojsko zaporoskie ostatecznie znów podzielono na siedem pułków, a łączna liczba zaciągów to:
- 7 assawułów pułkowych
- pisarz generalny
- sędzia generalny
- 6 pisarzy pułkowych
- 23 setników
- 7 chorążych pułkowych
- 23 chorążych sotniczych
- 23 assawułów sotniczych
- 291 dziesiętników
- 2611 mołojców
Widzimy więc, że w ramach 7 pułków istniało 23 sotnie – być może to pułk hetmański był silniejszy?
Pułki kozackie, często zasilane dodatkowymi zaciągami, brały udział w walkach w okolicach Kamieńca w 1684 roku, blisko 6000 Kozaków miały walczyć w wyprawie mołdawskiej rok później. Zwalczali także czambuły tatarskie, osłaniając polską granicę. W 1686 roku także ok. 6000 Kozaków miało walczyć u boku króla Jana w wyprawie do Mołdwii.
Od 1689 roku widzimy zmniejszanie się ilości wojska zaporoskiego, śmierć wiernego Koronie hetmana Mohyły także wpłynęła na postawę Kozaków. Nowy hetman nakaźny, pułkownik Hryszko, nie cieszył się bowiem takim autorytetem jak jego poprzednik. Bardzo aktywnie działał za to, rezydujący na Fastowszczyźnie, pułkownik Semen Palij (Palej), który na czele swoich mołojców i okolicznych chłopów często atakował siedziby tatarskie (np. Oczaków czy Białogród).
Kozacy wzięli także udział w wyprawie w roku 1691, kiedy to król znów z własnej kiesy opłacił ich żołd. Mołojcy wsparli piechotę koronną w zdobyciu Soroki,  osłaniali także odwrót armii Sobieskiego przed podjazdami tatarskimi. 500 Kozaków weszło także, wraz z dwoma regimentami piechoty koronnej, w skład garnizonu Soroki, gdzie z powodzeniem odpierano ataki tureckieg.
Zaporożcy walczą w 1692 roku w okolicach Kamieńca Podolskiego, a rok później zwalczają Tatarów.
Wiosną 1694 roku dochodzi do reorganizacji komputu kozackiego. Nowym hetmanem nakaźnym zostaje pułkownik Samuś, a nowa struktura wojska, liczącego 2000 Kozaków to:
- pułk pieszy Cygańczuka – 200 Kozaków
- pułk pieszy Iskry – 200 Kozaków
- pułk pieszy Jaremy – 200 Kozaków
- pułk pieszy Barabasza – 150 Kozaków
- pułk pieszy Kruka – 150 Kozaków
- pułk konny Samusia – 500 Kozaków
- pułk konny Palija – 300 Kozaków
- pułk konny Abazyna – 200 Kozaków
- pułk konny Wilgi – 100 Kozaków
Widzimy więc, że były to pułki tylko z nazwy, większość z nich odpowiadała tak naprawdę liczebności chorągwi. Kozaccy pułkownicy mogli jednak zawsze liczyć na ochotników spośród chłopów mieszkających na podległym im terenie, stąd też nieoficjalnie liczba wystawianych Kozaków mogła być większa.
Śmierć króla Jana III Sobieskiego, niechętna postawa szlachty wobec mołojców, a wreszcie podpisanie pokoju karłowickiego, doprowadziła do likwidacji, na sejmie 1699 roku, wojska zaporskiego. Kozacy nie przyjęli tej decyzji biernie, pułkownik Palij  poprowadził w 1702 roku swoich mołojców do powstańczej walki przeciw Rzeczpospolitej. Bunt stłumiła armia koronna, pułkownik został wydany w ręce Rosjan przez wiernego im hetmana Mazepę.

Bibliografia:
Janusz Wojtasik, Kozacy w siłach zbrojnych Rzeczypospolitej w wojnie z Turkami (1684-1699) [w:] Rocznik Przemyski, t. XLIII; 2007, z. 1
Jan Wimmer, Wojsko polskie w drugiej połowie XVII wieku, Warszawa 1965
Jan Wimmer, Wiedeń 1683. Dzieje kampanii i bitwy. Warszawa 1983

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Lord Rochester i husaria

Uwielbiam zapiski obcokrajowców ukazujące armie RON w XVII wieku, zwłaszcza ich zachwyty nad husarią są bardzo ciekawe. Głos zabierze tym razem Laurence Hyde, Lord Rochester, który w roku 1676 posłował do naszego kraju i pozostawił bardzo interesujący opis husarii. Tłumaczenie z angielskiego jest mojego autorstwa, więc z góry przepraszam jeżeli jakieś zdanie będzie dziwnie brzmiało, wszak nie jestem zawodowym tłumaczem.
(…) cała reszta armii to piechota, i to niezbyt dobra, ale ten oddział [chorągiew husarii] to najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałem; było ich około 80 koni [w tym znaczeniu – 80 husarzy], na pięknych koniach, większość z nich [koni, a nie husarzy] bogato ozdobionych; z reguły noszą [husarze, a nie konie…] naplecznik i napierśnik i hełm: ale ci mieli tylko hełmy, to jest szyszaki, a na ciele coś jakby siatkę ze stali, która chroni ich od strzał [znaczy się kolczuga Wasza Lordowska Mość…]. Każdy z nich dzierży długą włócznię [w oryginale – spear] a na jej końcu długą biało-czerwoną flagę z jaskółczym ogonem, a kiedy pędzą do szarży z  pochylonymi włóczniami nic nie może im się oprzeć. Nigdy nie widziałem piękniejszego widoku. (…) Ten oddział [chorągiew husarii] to był najpiękniejszy widok jaki ujrzałem od kiedy przybyłem do Polski. 

sobota, 1 stycznia 2011

Chorągiew ta jest zielona tercynelowa

Interesujący opis chorągwi tureckiej, zdobytej przez wojska polsko-litewskie pod Chocimiem w 1673 roku. Miał ją zabrać, jako prezent dla papieża, udający się w tymże roku z misją dyplomatyczną do Rzymu Radziejowski. W zapisku z epoki czytamy:
Chorągiew ta jest zielona tercynelowa, w szerz na sążni dwa, a w dłuż na trzy, na której kolumna złotem haftowana, a nad nią napis po turecku: ‘Daje moc najwyższy u Boga prorok nasz Mahomet, ścinać Giaurow i zabijać’. Miesiąc [księżyc] potym i słońce, i inne złotem haftowane sztuki na tejże są.
Przyznam szczerze, że nie bardzo kojarzę czym jest owa tercynela, jednak z pomocą przychodzi tu Zygmunt Gloger i jego Encyklopedia staropolska. Tercynella — materja, od której cło postanowione r. 1643 (Vol. leg. IV, f. 81) od „kitajek, felp, tercynel”. Sukienki z niej ze srebrnym pasamonem i kabatem, także kasjatki znajdujemy pod r. 1653.

Panna cudownej piękności i dwóch pułkowników

Rok 2011 rozpoczniemy historią niczym z romantycznej powieści  - będzie tam miłość, nienawiść, porwanie, zdrada a i śmierć na ostatek. Rzecz dzieje się latem 1673 roku na Ukrainie, przypisy w nawiasach kwadratowych jak zwykle ode mnie.
Dostawszy tak rok [Piotr] Doroszenko [popierany przez Turków hetman kozacki]  pannę cudownej piękności, posłał onę w podarunku Cesarzowi [sułtanowi] tureckiemu. Wyśpiegowawszy to Hanenko [Michał Chanenko/Haneńko, propolski hetman prawobrzeżnej Ukrainy], przejął onę w drodze i oddał w depozyt Komendantowi w Białejcerkwi. P. Piwo [pułkownik Piwo-Zapolski] bywając tam często widział tę pannę i nieraz prosił Komendanta aby mu tę pannę wydał; lecz Komendant wymawiał się Hanenkiem, od którego onę miał w depozycie, a że bez jego zezwolenia nie mógł onę wydał. P. Piwo zmyślił rękę Hanenkową i posławszy z tym zmyślonym listem do Białejcerkwi, Komendant wydał pannę i przywiedzono onę do Dymira, gdzie Piwo miał rezydencję. Rad był temu Piwo i długo jej zażywał według upodobania swego, aż tandem z nią się ożenił. Ta injuria utkwiła głęboko w umyśle Hanenka, ale nie śmiał się pomścić, bo się obawiał Króla i Hetmana w. k. obrazić, i fortunie swojej i domu swego szkodzić. Teraz odjechawszy z Warszawy, nie tak wynagrodzony jako on o swoich zasługach rozumiał, spraktykowany od kogoś, ulegając perswazjom, wprzód nim się na drugą stronę przekinie, mścić się swojej krzywdy na P. Piwie rezolwował. Pojechawszy tedy do Dymira i P. Piwa zaprosiwszy do siebie do namiotu przed fortecą rozłożonego na bankiet, zabił go przy tem posiedzeniu, a potem przeprawił się na Zadnieprze do Moskwy. 
Niestety dalsze losy owej panny, która skonfliktowała obydwu pułkowników,  nie są znane...