niedziela, 17 maja 2020

Aby koń dobry ze wszystkim Rynsztunkiem



Tym razem przeszukiwania archiwalnych materiałów źródłowych przyniosły bardzo ciekawy zestaw z kancelarii Janusza Kiszki (1586-1653), z czasów kiedy piastował stanowisko wielkiego hetmana litewskiego (od 1646 roku do śmierci). Wśród dokumentów – które znajdziecie tutaj – między innymi:
- kilka listów przypowiednich podpisanych przez króla Władysława IV, pochodzących z 1646 roku. Wszystkie mają tzw. okienka na nazwiska rotmistrzów i dokładną datę zaciągu. Wszystkie dotyczącą chorągwi husarskich, a znajdziemy w nich bardzo interesująca listę wymaganego wyposażenia. Tak towarzysze jak i pocztowi mieli mieć konia dobrego z wszystkim Rynsztunkiem (…) mianowicie siodło z potrzebami, to jest Rzędem, Tokiem, Koncerzem albo Pałaszem, zbroję, Szyszak, zarękawia, kopię, ostrogi, szable, parę Pistoletów, Prochownica, Ładunki. Każdy poczet miał także mieć wóz z żywnością, a także z dodatkowym ekwipunkiem, jak Łańcuch, Siekiera, Pawężą, Rydel.
- dokumenty potwierdzające odebranie listów przypowiednich (np. na rotę piechoty) i asygnaty na żołd w 1648 i 1649 roku
- ustalenia wysokości żołdu artylerii litewskiej w 1648 roku
- rejestr niewielkiej kompanii dragońskiej ze stycznia 1653 roku, liczącej zaledwie 28 dragonów
- rejestr chorągwi husarskiej hetmana, liczącej w styczniu 1653 roku 61 koni, podzielonych na 21 pocztów.
Zachęcam do lektury, bo dokumenty bardzo interesujące i, co jak zawsze ważne, czytelne.

sobota, 16 maja 2020

Tysiąc służałego Wojska Zaporoskiego



Kolejna ciekawostka znaleziona w zdigitalizowanych zasobach Archiwum Warszawskiego Radziwiłłów. Tym razem pochodzący z lutego 1622 roku patent wydany przez Krzysztofa II Radziwiłła. Zlecał on w nim pułkownikowi Józefowi Putylwcowi zebranie pułku złożonego z 1000 służałych Kozaków Zaporoskich, którzy mieli przybyć do Inflant i walczyć tam przeciw Szwedom. Bardzo dawno temu wspominałem na blogu o pułku Samuela Koszki, który służył w Inflantach w 1601 roku. Plan z 1622 roku nie doszedł jednak do skutku, już w marcu tegoż roku hetman Radziwiłł napisał bowiem do mołojców, że ich pomoc w Inflantach nie jest potrzeba.

środa, 13 maja 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXIII



W ramach wygrzebywania i recenzowania starszych książek znów sięgamy do serii Historycznych Bitew wydawnictwa Bellona. Tym razem wydana w 2003 roku praca Pawła Skworody Warka-Gniezno 1656. Jak to zazwyczaj w przypadku recenzji blogowych przyjrzymy się najpierw konstrukcji pracy, a potem padnie kilka komentarzy dotyczących samej treści.

Po krótkim wstępie wprowadzającym w temat książki, pierwszy rozdział przedstawia wydarzenia wojny z Moskwą (czy Rosją, jak czytamy w tytule) w latach 1654-1655. W drugim i trzecim rozdziale czytamy o szwedzkich planach i przygotowaniach do inwazji na Rzeczpospolitą. W kolejnym rozdziale zapoznamy się z wydarzeniami 1655 roku, Ujście, Nowy Dwór, Wojnicz i kapitulacja Krakowa, a także poddanie przez Janusza Radziwiłła Litwy Szwedom. Następny rozdział mówi o szwedzkiej okupacji teren polskich i sposobach ich eksploatacji. Szósty rozdział to opis armii szwedzkiej doby Potopu: od organizacji po taktykę. W siódmy rozdziale w podobny sposób opisana jest armii koronna. W następnym rozdziale w końcu trafiamy do tytułowego roku 1656, zapoznając się z opisem zimowej wyprawy Czarnieckiego. W rozdziale dziewiątym mamy kontrofensywę szwedzką, z bitwą pod Gołębiem, a także dokładniejszym opisem wyprawy Karola X Gustawa i blokady wojsk szwedzkich w widłach Wisły i Sanu. Kolejny rozdział to wreszcie jedna z tytułowych bitew, czyli starcie pod Warką. Rozdział jedenasty jest najobszerniejszy, zawiera się w nim bowiem wyprawa wielkopolska wojska polskich, włącznie z tytułową bitwą pod Gnieznem, opisywaną jako bitwa pod Kłeckiem.

Praca ma także trzy aneksy. Pierwszy z nich to kilka wypisów źródłowych dotyczących opisanych w książce bitew: Pufendorfa o starciu pod Gołębiem i Kcynią, Kłeck według Theatrum Europeum, list feldmarszałka Wrangla do Czarnieckiego oraz relacja prymasa Leszczyńskiego o oblężeniu Warszawy. Drugi to spis jednostek szwedzkich i polskich. Nie jest jednak podpisany czego dokładnie dotyczy, trzeba się więc domyślić że chodzi o bitwę pod Kłeckiem. Trzeci, zdecydowanie najciekawszy, to linia czasowa wyprawy wielkopolskiej, która pozwala prześledzić przemarsze armii polskiej i szwedzkiej.

Co do ilustracji, jak to zwykle w przypadku XVII-wiecznych HBków mamy tu kilka nieśmiertelnych przerysów z pułkownika Gembarzewskiego a także kilka bardzo słabej jakości portretów. Do tego sporo map:  bitwa pod Warką, kampania wielkopolska wojsk 1656 roku, dwie fazy bitwy pod Kłeckiem (Gnieznem) a także szyk armii szwedzkiej w tej ostatniej bitwie, według ryciny Dahlbergha.

Praca jest oparta przede wszystkim o wcześniejsze opracowania, np. rozdział o armii szwedzkiej to głównie materiały z artykułu Larsa Tersmedena, wyprawa wielkopolska to w znacznej mierze artykuł Tadeusza Nowaka i praca Adama Kerstena. Oczywiście autor używa też materiałów źródłowych, są to jednak głównie dobrze znane źródła wydane drukiem, jak Kochowski, Łoś czy Jemiołowski. Ze źródeł szwedzkich mamy przede wszystkim Pufendorfa. Brak materiałów szwedzkich jest przede wszystkim widoczny przy opisach armii czy poszczególnych jednostek, przez co np. mamy raczej niedokładny opis sił szwedzkich pod Warką (opierający się tylko o pracę Tessina) czy brak pewnych oficerów dowodzących regimentami pod Kłeckiem. Niejednokrotnie padają w książce bardzo dokładnie informacje na temat liczebności szwedzkich regimentów, nie wiadomo jednak skąd autor wziął takie czy inne liczby. Brak konsekwencji w zapisie imion oficerów cudzoziemskich, jakby autor nie mógł się zdecydować czy stosować u wszystkich polską formę zapisu  – mamy więc Jana Jakuba Taube i Jarosława von Kinsky, a obok nich Hansa Engela i Jeana Ottona de Wahla.

Z opisu rozdziałów widzimy, że praca opisuje nieco szerszy wycinek walk ze Szwedami, co prowadzi do nieco dziwnych sytuacji, kiedy to bitwie pod Gołębiem autor poświęca prawie tyle samo miejsca co Warce. Dosyć dziwnym zabiegiem jest sam tytuł pracy – mamy w nim Gniezno, podczas gdy autor praktycznie przez cały czas nazywa ją bitwą pod Kłeckiem. Nie bardzo rozumiem taki brak konsekwencji. Bardzo przypomina to zabieg z innego HBka autorstwa p. Skworody, czyli Hammerstein 1627, który na dobrą sprawę powinien się nazywać Gniew 1626-Hammerstein 1627. Autor dochodzi też czasami do dziwnych wniosków, np. w bitwie pod Kłeckiem widzi szwedzkie oddziały ustawione w szachownicę, gdzie dochodzi do przemieszania oddziałów jazdy i piechoty – tyle że źródła które cytuje nic o tym nie mówią, a opieranie opisu o szkic bitwy wydaje się nieco naciągane. Z kolei wręcz kuriozalne wydaje się użycie cytatu z zapisków Ogiera z 1635 roku, na pokazanie (cytuję) ile kosztował armię szwedzką udział w wyniszczającej wojnie w Niemczech. Cytat z Ogiera, do tego pocięty, gdzie razem złożono opisy szwedzkiej piechoty krajowej i rajtarii fińskiej, dotyczy bowiem nowo zaciągniętych jednostek krajowych służących w Prusach, nie ma to więc nic wspólnego z armią walcząca od pięciu lat w Niemczech. Takich dziwnych interpretacji jest niestety w pracy więcej, ale nie będę się tu już nad nimi rozwodził – część wynika bowiem także z błędów popełnionych w opracowaniach na których opiera się autor.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to słabe można mieć. Oparta głównie o różne opracowania, o mylącym tytule, wrzuca nieco za dużo wydarzeń do jednego worka. Może jednak zainteresować kogoś, kto o Potopie nie czytał zbyt wiele czy nie radzi sobie z lekturą źródeł z epoki, przedstawia też w miarę uporządkowaną linię czasową wydarzeń od wybuchu wojny do bitwy pod Kłeckiem (czy Gnieznem).

sobota, 9 maja 2020

Z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza



Kilka ciekawych fragmentów z relacji polskiego szpiega, który był świadkiem wymarszu sułtana Osmana II i armii tureckiej z Konstantynopola (czy jak kto woli Stambułu) 29 kwietnia 1621 roku. Całość opisu jest bardzo obszerna, wynotuję więc tylko część:

I.                     Sułtan Osman II w czerwoney ferezji atłasowey, gronostaikami podszytey, w dołamanie czerwonym atłasowym w pąsy drukowanym, na koniu żółtawey sierści, pod dwiema kitami siedział
II.                   Wojna wojną, ale trzeba było zabrać psy myśliwskie: psów brytańskich[1], ogarów swor 6, chartów smyczów 2.
III.                 Sułtanowi towarzyszył ogromny dwór, liczący 4000 ludzi.
IV.                Cztery wozy sułtańskie, po cztery konie siwych [każdy]. Jeden wóz złotogłowiem kryty, drugi zielonym suknem, dwa czerwonym suknem także.
V.                  Słonie 4 z namiotkami pięknemi, może w każdym osób 15 siedzieć.
VI.                Wielbłądy z pieniędzmi których naliczono 400.
VII.               A na koniec ciekawostka, nietypowy oddział janczarów konno pod jedną chorągwią z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza.


[1] Tu mam problem z odczytaniem źródła, może chodzi o „brytany” czyli popularne na dworze sułtańskim duże psy, jak mastiffy?

piątek, 8 maja 2020

Ludzie przeciwko niżowcom przyjęci



Interesujące zestawienie chorągwi litewskich zebranych do walk przeciw powstaniu Nalewajki w 1596 roku. Najpierw mamy tu poczty wolontarzy z województwa mińskiego i powiatu lidzkiego. Po nich oddziały ‘pieniężne’, wystawione jako część litewskiego kontyngentu. Jakiś czas temu zamieszczałem listy przypowiednie Zygmunta III na te właśnie wojska.





środa, 6 maja 2020

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXII



W kąciku recenzji pora odkurzyć nieco starszych tomów. W ciągu kilku najbliższych tygodni postaram się zamieszczać przynajmniej raz w tygodniu recenzję książek wydanych jeszcze w XX czy na początku XXI wieku, które z różnych względów chciałbym przybliżyć (lub odradzić!) na blogu. W dzisiejszej odsłonie wydana po raz pierwszy w 2001 roku praca profesora Dariusza Kupisza Smoleńsk 1632-1634. W 2017 roku ukazał się wersja poprawiona i rozszerzona, dodatkowo z inną okładką, przy recenzji posłużę się jednak wchodzącym w skład moich zbiorów egzemplarzem z pierwszego wydania.

Zaczniemy jak zwykle od opisu poszczególnych rozdziałów, by później dodać nieco komentarzy z punktu widzenia czytelnika. Po krótkim wstępie omawiającym dostępną bazę źródłową, przechodzimy do siedmiu rozdziałów. W pierwszym autor omawia teren na których przyszło toczyć „wojnę smoleńską” – zarówno warunki naturalne jak i samą twierdzę Smoleńsk, wokół której koncentrowały się walki. W rozdziale drugim zapoznajemy się z genezą konfliktu, od XV wieku aż do przedednia wybuchu nowej wojny. Kolejny rozdział to przygotowania obydwu stron. Mamy tu więc moskiewskie zaciągi na Zachodzie, budowę jednostek sołdackich i rajtarii, ale i problemy na łonie dowództwa moskiewskiego. Druga część rozdziału dotyczy wojsk litewskich przygotowujących się do obrony Smoleńska i twierdz nadgranicznych, a także przedstawienie głównych dowódców – Sapiehy, Radziwiłła i Gosiewskiego. Następny rozdział poświęcony jest samemu oblężeniu Smoleńska przez armię Szeina, ale i działaniom oddziałów litewskich Radziwiłła w okolicach twierdzy, a także walkach na pozostałych teatrach wojny. Piąty rozdział skupia się na polskim przygotowaniach do odsieczy, wyborze Władysława IV na króla, organizacji armii odsieczowej i operacji połączonych armii prowadzących do zwinięcia oblężenia Smoleńska. W rozdziale szóstym przeczytamy o zaciętych walkach o Żaworonkowe Wzgórze, a wreszcie o kapitulacji armii Szeina. Ostatni rozdział omawia nieudane oblężenie Białej i zakończone konfliktu na drodze negocjacji. Dwa aneksy poświęcone są armiom polskiej i litewskiej. Pierwszy przedstawia oddziały pod komendą Krzysztofa II Radziwiłła w obozie pod Krasnem na przełomie 1632 i 1633. W drugim zaś znajdziemy etatowe stany armii odsieczowej zorganizowanej w 1633 roku przez króla Władysława IV.

Nie ukrywam, że jest to jak dla mnie jeden z najlepszych HBków które przeczytałem. Oparty o wiele dostępnych  materiałów źródłowych, prostuje jednocześnie pełne błędy z klasycznego już przedwojennego opracowania tematu autorstwa Wacława Lipińskiego. Praca ma bardzo czytelną konstrukcję, wszystko łączy się tu w logiczną całość, nie ma przypadków gdzie autor gubiłby się w jakiś zbędnych wątkach czy rozmyślaniach (tak, nawiązuje do jednej z poprzednich recenzji na blogu…). W tekście znajdziemy wiele niezwykle interesujących cytatów z materiałów źródłowych, głównie z diariuszy, które w bardzo ciekawy sposób ukazują opisywane wydarzenia i sytuacje. Szczerze mówiąc, poza warstwą ilustracyjną (o czym poniżej), nie wydaje mi się żeby można było coś tej pracy zarzucić.

Zestaw czarno-białych ilustracji to mieszanka zdjęć baszt i bram Smoleńska, rycin z XVII wieku (np. Hondiusa) i przerysów autorstwa pułkownika Gembarzewskiego. Rysunki i ryciny są jednak w fatalnej jakość i mało co na nich widać. Wydanie pierwsze ma nader krwawą okładkę autorstwa Pawła Głodka i mnie osobiście rysunek ten bardzo odrzuca. Przyznam, że nawet nie bardzo wiem co ‘artysta miał na myśli’ na tym rysunku, kogo i w jakich okolicznościach ma to przedstawiać. Z drugiej jednak strony nigdy nie kupuje książki dla okładki, autor i tematyka pracy są dla mnie najważniejsze, także mogę na to przymknąć oko. Bardzo ważne i przydatne są cztery mapy, które możemy znaleźć na końcu książki. Pomagają przy lekturze, zwłaszcza jeżeli ktoś dopiero zaczyna się interesować epoką.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie trzeba mieć. Bardzo rzetelna i dobrze opracowana praca, napisana bardzo sprawnym piórem, świetnie się czyta. Do tego jeden z moich ulubionych konfliktów XVII-wiecznych, więc naprawdę warto przeczytać i mieć w swojej biblioteczce. 

sobota, 2 maja 2020

Lyfe company of Scotsman



Dawno już nie gościł na blogu Patrick Gordon, pora więc wrócić do jego pamiętników. Latem 1656 roku, kiedy to po krótkiej „polskiej” przerwie powrócił na szwedzką służbę, trafił pod komendę swojego rodaka, generała Roberta Douglasa. Ten namówił młodego Patricka na służbę w nowej jednostce:
Tego popołudnia generał wezwał mnie do siebie i oznajmił, że będzie oto miał kompanię przyboczną [jazdy] złożoną ze Szkotów; że oto wielu ex-oficerów, ochotników którzy przybyli z regimentem  piechoty Lorda Cranstona[1], będą służyć w tej kompanii, a [z nimi] tacy zacni mężowie jakich uda się znaleźć. Że [żołnierze kompanii] będą mieli znaczne przywileje (…), dobre i duże kwatery, że będą szkołą oficerską, a jeżeli w jakimś nagłym przypadku któryś z nich będzie wezwany do rodzinnego kraju, będzie mógł poprosić o zwolnienie ze służby. Były to bardzo dobre warunki i [generał] dotrzymał wszystkich przyrzeczeń poza ostatnim.
Gordon otrzymał specjalną misję rekrutacyjną – tak w Warszawie jak i w obozie armii szwedzkiej miał oto szukać Szkotów chętnych do wstąpienia w szeregi oddziału. Otrzymał na to zresztą specjalny budżet od generała, a brzęcząca moneta bardzo się przydała w tawernach w których przyszło mu negocjować z rekrutami. Udało mu się zebrać 24 Szkotów, którzy połączyli się potem z dowódcą jednostki, rotmistrzem Johnem Meldrumem, który miał ze sobą osiemnastu ludzi, pozostałość swojej dawnej kompanii, z których większość była Szkotami. Oddział stopniowo uległ zwiększeniu, pisałem o tym w innym wpisie.  


[1] William Cranston, dowodził szkockim regimentem piechoty, którzy przybył do Prus w maju 1656 roku.