niedziela, 11 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXIX

Mam nadzieję, że de Bruyn Wam się jeszcze nie znudził, bo oto dwa kolejne wpisy z jego pracami – baaaardzo mi się podobają i nie mogę się powstrzymać. Zgodnie z obietnicą, tym razem Turcy. Powyżej sułtan Murad III, poniżej janczar-aga i jeden z oficerów janczarskich. Przepięknie ukazany przepych strojów, a także ozdób końskich. 


sobota, 10 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXVIII

Oj czuję że skupimy się póki co na ikonografii, bo też wspaniałe znaleziska internetowe Daniela (thanks!) aż się o to proszą. Żeby jednak prawom autorskim stało się zadość, wypada nadmienić, że dzieła pochodzą z kolekcji Herzog August Bibliothek. 
Artur w jednym z komentarzy wspomniał postać Abrahama de Bruyn. Ten flamandzki artysta, żyjący w latach 1538 (lub 1540) – 1587, słynął z produkcji  rycin, wśród nich wielu ukazujących wojskowych z drugiej połowy XVI wieku. U góry widzimy, datowany na 1575-1577, wizerunek polskiego jeźdźca, u dołu z kolei litewskiego jeźdźca. Mi osobiście ilustracje te szalenie się podobają, dajcie znać czy interesowałoby Was wrzucenie na blog wizerunków innych nacji – np. Turków.

czwartek, 8 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXVII

Kolejne niezwykle ciekawe znalezisko, na które moją uwagę zwrócił Daniel Staberg (thanks Daniel!). To dzieło niemieckiego grawera Johanna Wilhelma Baurea (1607-1642), pochodzące z roku 1632. Nazwane z włoska Battaglia Polacha contra Turchi przedstawia polskich piechurów (sic!), walczących z jazdą turecką.  Bauer wyprodukował mnóstwo takich obrazków, ukazujących bardzo dynamiczne starcia różnych nacji (Węgrów, Hiszpanów czy Turków). Tureccy jeźdźcy nie mają tu uzbrojenia ochronnego, poza tarczą u wojownika po prawej stronie. Jeden z nich ma łuk, drugi walczy szablą. Polscy hajducy (?) posługują się w walce szablą i muszkietem (rusznicą?). Nie sądzę, by Bauer miał okazję podziwiać kiedykolwiek żołnierzy z obu tych krajów, jednak ciekawostką jest, w jaki sposób przedstawił potyczkę i jej uczestników. 

środa, 7 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXVI

Powyżej możemy podziwiać dzieło kolońskiego miedziorytnika Johanna Bussemachera , ukazujące jadących konno polskich szlachciców (datowanych na 1575-1600). Uwagę zwracają przede wszystkim skóry tygrysów (czy też innych dzikich kotów) i pióra przy magierkach. Obydwaj mają nadziaki, do tego u szlachcica na pierwszym planie widzimy szablę o szerokim ostrzu. Ciekawe są także zdobienia rzędów końskich. Nie wiem niestety czy mistrz z Kolonii wykonał inne wizerunki Polaków?

poniedziałek, 5 września 2011

Z ferezyą sobolami podszytą


Jan Sobiepan Zamoyski to postać niezwykle barwna, bez wątpienia dobrze się kojarząca każdemu kto czytał Potop. Co ciekawe, a o czym nie każdy pamięta, był on także pierwszym małżonkiem Marii Kazimiery d’Arquien, późniejszej żony Jana Sobieskiego. Poniżej ciekawy fragment z opisu zaślubin Zamoyskiego – rzecz miała miejsce w Warszawie, w marcu 1658 roku. Mimo toczącej się wojny ze Szwecją, wojewoda sandomierski nie skąpił wszelakich wydatków na wspaniałą ceremonię. Oto w jakiej eskorcie ‘pomaszerował’ do ołtarza, gdzie świadkami ślubu była nawet para królewska:
Szło najprzód sto hajduków w barwie Zamojskiego, na której wyszyte były płomieniste serca, cyfry i napisy złote, ładownice ich i pasy, podobnież ozdobione były: mieli na głowach kołpaki bobrowe z dwoma piórami białemi, stalowe ich topory, były pozłacane. Za niemi więcej stu służących postępowało parami.
Ujrzano potem czterdziestu dworzan Zamojskiego, na dzielnych koniach, z czaprakami szkarłatnemi, wyszywanemi złotem, w floresy i cyfry, za niemi 24 Masztalerzy prowadzących tyleż koni powodnych. Na końcu jechało 18 paziów, ubranych w atłasy, poprzedzało ich sześciu trębaczy. Pokazało się na koniec dwóch set przyjaciół i przedniejszych dworzan, jadących parami. Zamojski jechał osobno, miał on na sobie żupan z materyi perskiej, z ferezyą sobolami podszytą. Kołpak i szabla lśniły się drogiemi kamieniami. Siedział na pysznym koniu, którego rząd i czaprak, również diamentami i perłami okryte były.  

piątek, 2 września 2011

Triumphzug Kaiser Maximilians! - uzupełnienie (i gdzież są pieniądze mistrza Albrechta?)

Ponad rok temu podrzuciłem na blog link do wspaniałego Tryumfu Cesarza Maksymiliana:
Jak się jednak okazuje, sama procesja była tylko jedną z dwóch części większej całości. Drugim elementem (patrz słabej jakości ilustracja powyżej) był łuk tryumfalny, który złożony był z 174 drewnianych ‘klocków’, także zdobionych ilustracjami. Można więc było sobie złożyć cały komplet, takie XVI-wieczne Lego, łuk + procesja tryumfalna. Wykonano 700 kopii łuku (nie wiem niestety ile procesji, logiczne byłoby jednak przyjąć że tyleż samo). Co ciekawe, z mistrzów którzy zajmowali się produkcją dzieła, tylko jeden – Hieronymus Andreae – otrzymał zapłatę. Albrecht Durer poświęcił trzy lata na pracę nad projektem lecz mimo próśb kierowanych do oficjeli cesarskich nie dostał ani grosza. Cóż, dla niektórych tryumf, dla innych klęska…

czwartek, 1 września 2011

500 wpisów - małe podsumowanie


Udało się dojechać do 500 postów, więc z tego powodu czas na małe podsumowanie. Blog istnieje od 17 marca 2010 roku, więc nieomal 1.5 roku – czyli w sumie tempo pojawiania się nowych postów jest całkiem niezłe. Ponad 92 000 odsłon strony, ponad 850 komentarzy (ok, tu trochę naciągam, bo blisko połowa z nich to moja odpowiedź na komentarze Czytelników…) i 60 stałych Obserwatorów świadczy chyba o tym, że blog chyba całkiem się podoba. W toku istnienia mojego internetowego kąta odwiedzili mnie tu Czytelnicy z sześciu kontynentów (niestety pingwiny i foki antarktyczne  nie wydają się zainteresowane rajtarią czy dragonią). Dzięki prowadzeniu bloga udało mi się także nawiązać kilka niesamowicie ciekawych ‘historycznych’ znajomości, raz jeszcze okazało się że Internet bardzo skutecznie niweluje granice państw i odległości między nimi. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że moje internetowe bazgranie wciąż będzie się spotykało z Waszym zainteresowaniem i wspólnie uda się dojechać do kolejnych pięciu setek wpisów.

Serdecznie pozdrawiam!
Michał ‘Kadrinazi’ Paradowski