poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ubolewał nad niemi każdy kto ich widział



Znajomość języków obcych jest nader ważna w zawodzie dyplomaty, braki językowe mogą prowadzić do rozlicznych problemów a nawet zatargów dyplomatycznych. Przekonali się o tym posłowie polscy, których latem 1576 roku wysłał król Stefan Batory do cesarza Maksymiliana II (to pan którego widzimy u góry). Do Ratyzbony, jadąc przez Pragę (gdzie odbywały się akurat obrady sejmu czeskiego), ruszyli wojewodzic inowrocławski Jan Krotosz i Jan Dymitr Solikowski. Wieźli ze sobą listy nowego króla Polski, w których miał on apelować do sąsiada by ten zaniechał burzyć spokojne państwo. Misja zakończyła się niepowodzeniem, Maksymilian bowiem był nieprzychylny Polakom i miał już wtedy zawiązywać antypolski sojusz z Moskwą. Posłów odprawiono i tu zaczęły się kłopoty:
Nazajutrz bowiem po swym wyjeździe, we wsi nazwanej Vatter, o trzy mile od Ratyzbony, w posiadłości Książęcia Bawarskiego, gdy ze statku (żeglowali Dunajem) wysiedli na noc do gospody, tłuszcza wieśniaków pojmała ich i zawiodła do zamku Lintz, gdzie ich przez cztery miesiące więziono. A tymczasem rozniesiono pogłoskę, iż to są Turcy, którzy przysłani od Batorego zasadzali się na życie Cesarza. Ubolewał nad niemi każdy kto ich widział, gdyż nawet nie znali niemieckiego języka, aby się z kim rozmówić.
Na szczęście dla posłów, 12 października 1576 roku zmarła Maksymilian II, a jego następca, Rudolf II, było o wiele przychylniejszy Polsce. 17 dni po śmierci monarchy posłowie zostali zwolnieni i ruszyli nareszcie w drogę powrotną do kraju. Ciekawym, czy brali potem jeszcze udział w jakiś wyprawach dyplomatycznych…

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza