poniedziałek, 24 czerwca 2019

Z Irlandii na Ukrainę, ze zmianami kosmetycznymi



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 7/7]

Tydzień szwedzki zakończymy wpisem lekkim, chociaż dotyczącym jednej z najgorszych militarnych porażek w historii Szwecji. Porażka Karola XII pod Połtawą odbiła się szerokim echem w Europie, nic więc dziwnego że starcie zostało uwiecznione na wielu obrazach i rycinach. W zbiorach Riksarkivet znalazłem takie oto przedstawienie bitwy, opisane po francusku jako zwycięska bitwa Jego Wysokości Cara nad Królem Szwecji. Starcie dynamiczne, Szwedzi po prawej uciekają, wojska rosyjskie widoczne po lewej atakują zawzięcie. Ale zaraz… coś tu wygląda niezwykle znajomo, na pewno już to widziałem. Szybki przegląd zbiorów Rijksmuseum i voila, toż to datowane na 1691 rok przedstawienie bitwy pod Boyne, autorstwa Romeyna de Hooghe – możemy je podziwiać poniżej. Nieznany autor ‘Połtawy’ nawet się nie starał zmieniać detali, dodał tylko podpis. Niestety zdigitalizowana wersja nie ma legendy, a szkoda bo ciekawym jak też wytłumaczył obecność poszczególnych oddziałów i jak je dopasował do Połtawy.



niedziela, 23 czerwca 2019

Rozłożyli się na leża zimowe


[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 6/7]

W dzisiejszym wpisie znów wylądujemy w okresie "Potopu". Już po wkroczeniu dwóch głównych armii szwedzkich do Polski (trzecia weszła na Litwę) granicę przekraczały kolejne regimenty, które nie były gotowe na początku kampanii. Część z nich zresztą uzupełniała szeregi już po wejściu do Polski, zaciągając żołnierzy lokalnie. Poniżej bardzo ciekawa lista przedstawiająca rozlokowanie tych nowych jednostek na przełomie 1655 i 1656 roku, będzie więc okazja nieco potrenować szwedzki (nie jest to jednak przesadnie trudne, jeżeli coś jest nieczytelne można pytać w komentarzach tu na blogu albo na FB, postaram się pomóc z odczytaniem tekstu). Najpierw lista kompanii, potem nazwisko pułkownika czy innego oficera (w niektórych przypadkach są to np. rotmistrzowie dowodzący kompaniami), potem łączna ilość żołnierzy i miejsce zakwaterowania.

I. Piechota

II. Rajtaria

III. Dragonia


IV. Dodatkowe jednostki, nie uwzględnione powyżej

Wśród oficerów kilka znajomych nazwisk, które można znać chociażby z bitwy pod Warką czy oblężenia Częstochowy.

sobota, 22 czerwca 2019

Dla regimentu pana Johana Banéra pragniemy zakupić...




[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 5/7]

Drobna ciekawostka z 1623 roku, dotycząca zamówienia uzbrojenia dla regimentu piechoty z prowincji Östergötland. W tym okresie był to jeszcze tzw. regiment krajowy (landsregiment) złożony z 24 kompanii (każda po 150 oficerów i żołnierzy). Lista ‘zakupów’ (wyposażenie miało zostać wyprodukowane lokalnie) wyglądała następująco:
o   1728 muszkietów
o   1728 bandolierów
o   1728 forkietów
o   1728 hełmów (dla muszkieterów)
o   1728 świńskich piór (dla muszkieterów)
o   1296 pik
o   1296 kragar (słowo oznacza prawdopodobnie obojczyk, czyli tylko część zbroi. Może jednak chodzić o komplety zbroi dla pikinierów, włącznie z hełmami, bo nie widnieją one osobno na liście)
o   3024 sztuk broni białej (dla pikinierów i muszkieterów)
o   144 partyzany
o   48 bębnów (po dwa na kompanię)
Wszystko oczywiście pasuje tu idealnie: po 72 muszkieterów i 54 pikinierów na kompanię, do tego po dwóch doboszy i sześć partyzan (dwie dla sierżantów, pozostałe cztery dla reszty oficerów w danej kompanii). Bardzo interesująca jest kwestia świńskich piór dla wszystkich muszkieterów, jak widać regulamin wciąż je jeszcze wtedy przewidywał.


piątek, 21 czerwca 2019

Z gdańskiej księgi horroru - odsłona czwarta



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 4/7]

Wracamy do gdańsko-szwedzkich historii strasznych acz prawdziwych, wszak opowiadał je jakże poważny człowiek, jakim był Jan Zierenberg. Tym razem o szwedzkich magach-elementalistach, dokładnie rzecz biorąc o specjaliście od wiatrów (i nie, nie chodzi o handlarza cebulą i fasolą…).

Ktoś, kto chciał wyruszyć ze Szwecji, aby prędzej dopłynąć tam, gdzie zmierzał, kupił sobie wiatr; tam bowiem są i tacy, którzy kupczą wiatrami i burzami. Kupiec dał mu chusteczkę zawiązaną na trzy węzły. Pierwszy węzeł krył w sobie wiatr łagodny i pomyślny, drugi silniejszy, trzeci huragan; tymi się pewnikiem będzie mógł posłużyć, jeśli je wypuści. Wsiadł ów na okręt w zupełniej ciszy morskiej. Rozwiązał pierwszy węzeł chusteczki i oto powiał pomyślny, łagodny wiatr. Że mu ten był za powolny, rozwiązał drugi węzeł i natychmiast silniejszy wiatr popędził okręt tak, że w czasie niedługim spodziewał się dobić do upragnionego portu. Przecież, gdy się przez nieuwagę chusteczka, na której pozostał był jeszcze trzeci węzeł, wypadła ze sakwy tego człowieka, podniósł ją jakiś majtek, i myśląc że węzeł ten kryje pieniądze, rozwinął go. I natychmiast taki się zerwał huragan, że statek, okrutnie miotany, ciśnięty został na skały i tam się rozbił. Ocaleli jednak podróżni i majtkowie wraz z owym kupcem wiatrów i ci potem tę historię opowiadali.

Hmmm, może trzeba by przeanalizować szwedzkie bitwy morskie w XVII wieku, ciekawe przy których z nich pogoda odegrała ważną rolę.

czwartek, 20 czerwca 2019

Zaciągnijcie się panie Szkot...



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 3/7]

Dawno nie odwiedzał nas na blogu dobry znajomy Patrick Gordon, pora więc sięgnąć po jego zapisku. Trafiamy ze Szkotem do Hamburga, w 1655 roku, gdzie wtedy roiło się od szwedzkich oficerów nader zajętych zaciąganiem żołnierzy. Gordon trafił do zajazdu, gdzie przez 8 tygodni mieszkał tuż obok chorążego i kwatermistrza z niezidentyfikowanej jednostki szwedzkiej. Oficerowie ci za punkt honoru wzięli sobie przekonanie młodego Szkota by zaciągnął się na służbę Karola X Gustawa. Gordon tak oto przedstawia sposób w jaki w czasie rozmów próbowali go na to namówić (jak zwykle luźne tłumaczenie z języka angielskiego, w wykonaniu własnym):
We wszystkich rozmowach rozwodzili się nad żołnierskim żywotem, wskazując jak to bogactwa, honor i wszelkie ziemskie błogosławieństwa [praktycznie] leżą u żołnierskich stóp, tak że wystarczy ledwie się po nie schylić i podnieść; następnie zaczęli chwalić naszych ziomków [tj. Szkotów], jako że nie ma lepszego narodu [zdolnego] do wojaczki i że mimo że natura obdarzyła [Szkotów] geniuszem zdolnym zająć się jakimkolwiek [zajęciem] , to pogardzają oni wygodą i łatwością jaką przynosi jakiekolwiek inne zajęcie i z radością stają się żołnierzami, bo też bezdyskusyjnie jest to najbardziej honorowe.  
Trzeba przyznać, że mimo że panowie starali się jak mogli – a jak widać gadkę mieli niezłą – Gordon nie dał się przekonać  i zaczął unikać spotkań i rozmów z oficerami. Co prawda niedługo potem trafił faktycznie na służbę szwedzką, ale tu główną rolę odegrała osoba rekrutującego oficera, czyli szkockiego majora Gardina. Ale o tym przy innej okazji…

środa, 19 czerwca 2019

Przykładali się do tego z wielką przezornością



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 2/7]

Tym razem lądujemy w Polsce w okresie Potopu, wpis blogowy dostarczy nam dzisiaj Hugues de Terlon, ambasador Ludwika XIV przy Karolu X Gustawie. Wyruszył on do Polski w 1656 roku, podróżując przez Hamburg, Szczecin i Toruń. Jako że w lutym 1657 roku Karol X Gustaw zwiedzał sobie akurat piękne polskie krainy na czele swojej armii polowej, Francuz musiał opuścić Toruń i udać się pod Piotrków. Fragment z jego zapisków pokazuje w jaki sposób musiały się poruszać po kraju mniejsze oddziały szwedzkie:

Książę Sulzbach[1] powracający z oblężenia Piotrkowa, placówki usytuowanej w centrum Polski, gdzie rozstał się z królem Szwecji, przybył jednocześnie ze mną do Torunia. Książę ten przekazał mi eskortę, z którą sam przybył, składająca się z tylko z dwudziestu dragonów i pięćdziesięciu kawalerzystów. Jechałem z nimi sześć dni. W siódmym dniu marszu napotkałem dwustu konnych, których wysłaniem zaszczycał mnie król Szwecji celem zapewnienia mi bezpiecznego przejazdu. Po drodze jeźdźcy z mojej eskorty chwycili kilku polskich szlachciców, którzy ze strachu przed armią szwedzką schronili się jedni w swoich domach, inni w lasach. Zapłaciłem jeźdźcom za przywrócenie im wolności. Musieliśmy obozować każdej nocy, obwarowywać się i ustawiać dobre straże. Dowódcy mojej eskorty przykładali się do tego z wielką przezornością i z zachowaniem wszelkich możliwych środków ostrożności niezbędnych dla naszego bezpieczeństwa.



[1] Szwedzki generał Philip Florinus von Pfalz-Sulzbach, którego portret widzimy na początku wpisu.

wtorek, 18 czerwca 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXI



[Tydzień z Królestwem Szwecji, wpis 1/7]

Tydzień ‘szwedzki’ na blogu zaczniemy od recenzji, bo trochę je zaniedbałem. Dzisiaj pod lupę trafia pozycja numer 40 z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’, czyli Charles XI’s War. The Scanian War between Sweden and Denmark , 1675-1679, autorstwa Michaela Fredholma von Essena. Wojna Skańska to chyba najsłabiej opisany w języku angielskim konflikt z okresu ‘szwedzkiego imperium’, byłem więc bardzo zainteresowany tą pozycją. Co prawda w Szwecji i Danii wydano sporo książek na ten temat (chociaż sam autor wskazuje, że wiele aspektów wymaga dalszych badań), dostępność materiału w innych językach (zwłaszcza w takich, które sam znam…) jest na tyle znikoma, że byłem ciekaw jak autor podszedł do zagadnienia.

Jak to zawsze bywa w kąciku recenzji, spójrzmy najpierw na strukturę pracy. Po krótkim wstępie i bardzo przydatnym Dramatis Personae (ułatwiającym nawigację w tekście) autor przedstawia nam najpierw dwóch walczących monarchów – Karola XI i Chrystiana V. W drugim, dość obszernym rozdziale, możemy znaleźć informacje dotyczące struktury i wyposażenia armii szwedzkiej, duńskiej, norweskiej i (nader pokrótce) brandenbursko-pruskiej. Zapoznamy się tu z informacjami o tym w jaki sposób zaciągano oddziały w poszczególnych krajach, jakie stroje i jaką broń mieli żołnierze.

Następnie przechodzimy do samego konfliktu. Rozdział trzeci mówi o przyczynach wojny i powodach dla których poszczególne kraje włączyły się do konfliktu. Rozdziały 4-26 są poświęcone poszczególnym wydarzeniom Wojny Skańskiej: bitwom (lądowym i morskim) oraz oblężeniom. Ułożone w porządku chronologicznym, pozwalają łatwo prześledzić rozwój sytuacji. Oczywiście niektórym wydarzeniom poświęcono o wile więcej miejsca, np. bitwa pod Lund to 33 strony, a pod Landskroną 12. Z kolei szwedzkie odbicie Helsingborga zmieściło się na 2 stronach a ‘rozdział’ o norweskim ataku z 1676 roku na jednym. Rozdziały 27 i 28 to zakończenie wojny i jej wpływ na dalszą politykę w Skandynawii a także na wojskowość w regionie.
Rozbudowane są aneksy, których mamy 10: od struktury trzech głównych armii w przededniu wojny po ODB z najważniejszych bitew.

Jak to zawsze w przypadku pozycji z serii CoS, nie mogło zabraknąć kolorowych ilustracji. Ich autorem jest Siergiej Szamenkow, który narysował zarówno wizerunki żołnierzy jak i sztandary. Mam więc 15 figur żołnierzy (8 Szwedów, 6 Duńczyków i 1 Norwega) a także 11 sztandarów (5 szwedzkich, 5 duńskich i 1 norweski), włącznie z komentarzami rysownika. Oprócz tego czytelnik może znaleźć w książce wiele czarno-białych ilustracji, głównie z epoki, będących typową mieszanką portretów monarchów i dowódców, scen bitewnych (główne autorstwa Lemke i Dahlbergha) a także zdjęć uzbrojenia i wyposażenia. Mamy także 8 map, ukazujących tereny na których toczył się konflikt i (na 5 z nich) kolejne fazy bitwy pod Lund.

Książka jest napisana przystępnym językiem, jej konstrukcja pozwala łatwo śledzić kolejne wydarzenia i zmieniającą się sytuację. W tekście praktycznie brak cytatów ze źródeł z epoki, co – jak sądzę – sprawia że jest ona o wiele przystępniejsza dla wielu czytelników. Ze zrozumiałych względów dużo miejsca poświecono bitwie pod Lund, ale też biorąc pod uwagę jej znaczenie w historii Szwecji i Danii nie jest to zaskakujące. Wydaje mi się, że książka jest o tyle cenna dla polskiego czytelnika, że wypełnia lukę pomiędzy wojnami Karola X Gustawa i Karola XII, które znamy najlepiej z ‘naszego podwórka’.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to trzeba mieć. Bardzo dobrze opisana całość wojny, pozwalająca prześledzić koleje tego konfliktu – dobra lektura zarówno dla kogoś już nieco ‘siedzi’ w temacie jak i tego kto dopiero stawia pierwsze kroki w XVII-wiecznej historii. Brakowało mi takiego zbiorczego tomu, w którym znalazłbym całość Wojny Skańskiej, więc zdecydowanie jestem z tej książki zadowolony.