Zawiązany w 1661 roku w wojsku litewskim Związek Braterski ogłosił swoje artykuły wojskowe, które uchwalono na kole rycerskim. To bardzo ciekawy dokument, który - przynajmniej na papierze - reguluje powinności i zachowanie oddziałów konfederacji. Widzimy tu sporą rolę jaką miała odgrywać postać marszałka związku (Kazimierza Żeromskiego), jako że koło nadało mu wiele funkcji.
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
poniedziałek, 19 czerwca 2017
czwartek, 15 czerwca 2017
Starcie tytanów pod Novarą
Miały być recenzje, nie miałem jednak czasu nad nimi
przysiąść. Miast tego udamy się na krwawe pole bitwy pod Novarą, gdzie 6
czerwca 1513 roku armia francuska została pokonana przez wojska szwajcarskie i
mediolańskie. Jednym z najważniejszych momentów starcia było zwarcie
szwajcarskich pikinierów z niemieckimi lancknechtami. Znalazłem bardzo ciekawy
opis autorstwa (późniejszego marszałka) Florange, który walczył tam w pierwszym
szeregu. Tłumaczenie własne (jak zwykle luźne) z przekładu angielskiego[1],
jako że początek XVI wieku to trochę jednak (jeszcze?) nie do końca moja
broszka, pewne rzeczy których nie jestem pewien dopisuję w przypisach.
Szwajcarzy nabrali
odwagi i zaatakowali dużymi siłami, po czym doszło do starcia wręcz z
lancknechtami, ale zapewniam was, że Szwajcarzy znaleźli tu godnego przeciwnika
i przez długi czas zdało się, że przegrają bitwę. Jednakże lancknechtów było
zbyt mało, jako wierzę iż w tym momencie stanęło ich może [do boju] 5000
zdatnych [do walki]. A pierwszy atak Szwajcarów został odparty i wierzcie mi
gdy rzeknę, żem nigdy nie widział oddziału lancknechtów i arkebuzerów
[pieszych] którzy stawali by tak walecznie. I oto Szwajcarzy zostali zmuszeni
do wydzielenia 400 halabardników, których użyto do zaatakowania arkebuzerów
[pieszych] lancknechtów, których było 800. [Strzelców] zmuszono do ucieczki, po
czym halabardnicy uderzyli na flankę lancknechtów.
I przyszło tedy to
tego, że bitwa została przegrana. Nikt nie wsparł [bowiem] lancknechtów, bo
francuska piechota niechętna była walce; jak tylko ujrzała drugi atak
Szwajcarów, zaraz w całości dała dyla. A pan Sedanu[2]
szukał swych synów, których znalazł w bardzo słabym stanie. Pan Jamais, który
był jeno lekko ranion, wsiadł na konia i próbował zbierać uciekających lancknechtów,
a Młody Podróżnik[3]
został znaleziony między martwymi, w takim stanie że był nie do rozpoznania,
odniósł bowiem 46 poważnych ran, z których najlżejsza wymagała sześciu tygodni
leczenia[4].
Jego ojciec odnalazł
go i wsadził na konia należącego do młodego lancknechta, znaleziono nieopodal,
po czym wywiózł go w eskorcie żandarmów[5]. I
próbowali dwa czy trzy razy zebrać lancknechtów, ale francuskie działa, zdobyte
teraz przez Szwajcarów, dały tak straszliwie ognia, że zniweczyły wszelkie wysiłki.
I zginęło tam wielu dobrych lancknechtów, bo z trzech czy czterech setek
stojących w pierwszym szeregu przeżyli tylko Młody Podróżnik, jego brat,
szlachcice Fontaine i Fuillalme de Lympel oraz dwóch przybocznych halabardników
Podróżnika. A wszyscy kapitanowie, poza dwoma, legli na polu bitwy.
Wiedzcie jednak, że
kwiat Szwajcarów poległ w tej bitwie, bo też zginęło więcej Szwajcarów niźli
lancknechtów.
Trochę się na końcu próbował nam Florange podbudować
psychicznie, bo też klęska armii francuskiej była straszliwa…
[1] Za
niezwykle ciekawą pracą Yuvala Noah Harari, Renaissance
Military Memoirs. War, History and Identity, 1450-1600.
[2] Powstałe
w 1424 roku księstewko (później protestanckie) ze stolicą w Sedanie. Jego
władca tytułował się jako seigneur de
Sedan.
[3] Le Jeune Adventureux, czyli sam autor
relacji – Robert de la Marck, pan Florange, drugi syn pana Sedanu.
[4] Ale
wydobrzał – zuch chłopak!
[5] Ciężkiej
jazdy.
Etykiety:
lancknechci,
Novara 1513,
pika,
szwajcarscy pikinierzy,
wojny włoskie
niedziela, 11 czerwca 2017
Lud radosne wydawał okrzyki
Niedziela, wypadałoby więc nawet na blogu jakoś uroczyście i z przytupem. Udajemy się więc do Wilna w kwietniu 1745 roku, gdzie będziemy świadkami wjazdu hetmana Michała Kazimierza Radziwiłła (zwanego Rybeńko) do miasta. Będzie się działo: nie zabraknie husarii, petyhorców a nawet i przybocznych janczarów. Będą też przepięknie ustrojone konie, a od złota i szlachetny kamieni aż zabłyśnie. Jednym słowem - na bogato!
piątek, 9 czerwca 2017
Malarze znani i nieznani - cz. LXXVIII
W kolejnym odcinku naszego tygodnia hiszpańskiego, mistrz
Carducho ukaże nam bitwę pod Fleurus, stoczoną 29 sierpnia 1622 roku. To
przepiękna scena bitewna, sam się dziwię że dopiero teraz zamieszczam ją na
blogu.
Po lewej stronie widzimy atakujące oddziały protestanckie,
dowodzone przez słynnych kondotierów: Ernsta von Mansfelda i „Szalonego”
Chrystiana Brunszwickiego. Ten drugi, atakując na czele swojej jazdy, miał
zostać ciężko ranny w rękę, którą trzeba było amputować.
Po prawej stronie opór stawia armia hiszpańska, zwłaszcza
osławione tercios. Oficer z regimentem w dłoni, którego widzimy na pierwszym
planie to dowodzący Hiszpanami Gonzalo Fernardez de Cordoba, generał armii w
Palatynacie.
Po krwawym i zaciętym boju Hiszpanie pozostali na polu
bitwy, ogłaszając się zwycięzcami (stąd też nazwa obrazu: Zwycięstwo pod Fleurus). Następnego dnia pościg ze strony hiszpańskiej
jazdy doparł wycofujących się wojaków Mansfelda i Chrystiana, zadając im
ciężkie straty. Zdziesiątkowane i zdemoralizowane resztki armii protestanckiej –
praktycznie sama jazda – dołączyły do Holendrów, którzy zresztą niedługi potem,
bo już po trzech miesiącach, pozbyli się Mansfelda i Chrystiana ze swojej
służby. Strategicznie jednak patrząc, pojawienie się nowych oddziałów
protestanckich zmusiło Hiszpanów, dowodzonych przez Spinolę, do zwinięcia
oblężenia Bergen-op-Zoom.
Obraz to kolejne doskonałe studium strojów i wyposażenia z
epoki. Widzimy to zwłaszcza na przykładzie dwóch oddziałów piechoty, walczących
już niemal w zwarciu. Możemy także zauważyć ataki protestanckiej jazdy,
załamujące się na zwartych szykach tercios. Nic więc dziwnego, że Carducho
podkreślił tak ważną rolę piechoty w tej bitwie, nawet na pierwszym planie
widzimy brutalną walkę wręcz pomiędzy dwoma piechurami.
wtorek, 6 czerwca 2017
Malarze znani i nieznani - cz. LXXVII
Kontynuujemy malarski tydzień hiszpański – znów Vicente
Carducho, opiewający kolejny tryumf Armii Alzacji diuka Ferii. Tym razem to
skuteczna odsiecz Konstancji, gdzie udało się odeprzeć Szwedów Horna. Diuk tym
razem w o wiele bardziej bojowej pozie, doskonale widać detale zbroi – miejmy tylko
nadzieję, że nie było mu zbyt zimno w nogi. Zwraca uwagę zamiłowanie mistrza
Vicente do malowania kopii, nawet paź diuka trzyma w ręku jedną.
Kolejne przydatne studium strojów i wyposażenia z epoki: od
oficerów, przez jazdę, po szeregowców z BPP. Na dalszych planach widzimy
waleczne tercios, idące do boju w zwartych szykach. Moją szczególną uwagę
zwróciła kolumna zaopatrzeniowa: widzimy tam wozy zaprzężone w woły, a także
osły z przytroczonymi do boków kuframi.
Kolejny tryumf diuka – także z 1633 roku – już jutro.
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Malarze znani i nieznani - cz. LXXVI
W tym tygodniu skupimy się na wpisach „malarskich”, znów związanych
z malowidłami przedstawiającymi tryumfy armii hiszpańskiej. Ech ta kolekcja z
Prado…
Obraz namalowany przez Vicente Carducho (1576-1638) znany
jest jako Szturm na Rheinfelden albo
też pod jakże uroczym długiem tytułem Odsiecz
dla trzech miast nad Renem, poprowadzona przez diuka Ferię. Rzecz dotyczy
istotnie zdobycia, w 1633 roku, szwajcarskiego miasta Rheinfelden. Liczącą 20 000
żołnierzy armią hiszpańską (tzw. Armią Alzacji) dowodził Gomez Suarez de
Figueroa y Cordoba, trzeci diuk Ferii – od swoich przewag na polu bitwy znany
zresztą jako Wielki Diuki Ferii.
Widzimy go po prawej stronie (w zbroi i kapeluszu),
wydającego rozkazy oficerom. Tuż obok widzimy paziów generała, trzymających
jego konia; także oddział przybocznych kirasjerów. Na dalszym planie widzimy
hiszpańskich lansjerów ścierających się z jazdą protestancką. Piechota tercios szturmuje zarówno przez wyłom w
murze jak i używając drabin. Zwraca uwagę hiszpański chorąży, który dostał się
na jedną z wież i stamtąd zachęca towarzyszy do walki. Jak zwykle mamy tu do
czynienia z przepięknym studium strojów i uzbrojenia, chociaż nieco podejrzana
jest tak duża ilość lansjerów.
Jutro zajmiemy się kolejnym obrazem Carducho ukazującym
tryumf Armii Alzacji…
piątek, 2 czerwca 2017
Po szwedzku na modłę włoską...
Dziś ciekawostka ze świata szermierki z końca XVII wieku. W
1693 roku w Sztokholmie został opublikowany pierwszy szwedzki traktat
szermierczy pod przydługim tytułem Palaestra
Svecana: eller den Adeliga Fachtare-Konsten. Jego autorem był dworski
fechmistrz Dietrich von Porat, a ryciny (w liczbie 24) wykonał Erik Reitz. Von
Porat miał pożyczyć to i owo od włoskich mistrzów, mając nadzieję że przyjmie
się to na zimnej Północy. Kto chętny do ćwiczeń, proponuje zapoznać się z
wersją dostępną online.
Etykiety:
Dietrich von Porat,
Erik Reitz,
Palaestra Svecana
Subskrybuj:
Posty (Atom)










