piątek, 16 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXIII

W zamierzchłych czasach tego bloga zamieściłem obraz Roelandta Savery, ukazujący jakoby polskich jeźdźców:
http://kadrinazi.blogspot.com/2010/07/malarze-znani-i-nieznani-cz-ii.html
Kopia tego obrazu którą wtedy zamieściłem była dosyć ciemna, znalazłem teraz kolejną, nieco jaśniejszą. Co prawda jej ogólna jakość nie jest może najlepsza, ale zamieszczam gwoli uzupełnienia, na wypadek gdyby ktoś chciał tropić szczegóły tego płótna

czwartek, 15 września 2011

Zesłał potem na nich wszystkich najrozmaitsze nieszczęścia...

Nasz dobry znajomy Silahdar Mehmed aga z Fyndykly, jak zwykle przy pomocy Zygmunta Abrahamowicza i jego wspaniałego tłumaczenia, opisze nam tym razem zdobycie  przez wojska tureckie 8 lipca 1683 roku zamku Magyarovar. W jego relacji znajdziemy też charakterystyczny przykład niefrasobliwości Turków, którzy puścili z dymem te zapasy których nie zdołali zabrać ze sobą. Jak się już niedługo miało okazać przy okazji oblężenia Wiednia, zapasów tych będzie tam oblegającym rozpaczliwie brakować…
Bejlerbej dijarbekłrski wezyr Kara Mehmed pasza, wysłany [poprzednio] na forpocztę, wespół z dodanymi mu łowcami nieprzyjaciół — mirimiranami — zdobył szturmem warowny zamek zwany Óvar, położony na brzegu Dunaju na prawo od drogi, a większy nawet i mocniejszy niż zamek Tjvar. Siedzący w nim giaurzy zostali tedy zabici albo wzięci w jasyr, zaś ich dobytek oraz zapasy prowiantu — złupione i zagrabione. Pszenicy, mąki i jęczmienia było tam tyle, że nie da się tego opowiedzieć. Z jednego spichrza, takiego jak nie przymierzając spichlerz w Belgradzie, tysiące muzułmańskich gazich nabrały sobie mąki i byłoby jej starczyło dla całego wojska, ale nie dbając o nią — zostawiono ją na miejscu. Na jasyr i rzeczy też zresztą nikt nawet nie spojrzał. A tymczasem gdyby ktokolwiek, kto by miał pieczę nad owymi bogactwami, był się dobrze zastanowił nad tym i zabrał przynajmniej resztki tego wszystkiego, byłoby się potem nie cierpiało plagi drożyzny i głodu. Ludzie, nieświadomi wartości owych wspaniałych dóbr, połowę ich spalili, a drugą połowę zdeptali nogami. Panu Stwórcy Najwyższemu, Stworzycielowi świata i Żywicielowi potomków Adama, nie spodobała się taka niewdzięczność za okazane im łaski, więc zesłał potem na nich wszystkich najrozmaitsze nieszczęścia...
Zamek ten napawa ludzi zdumieniem. Jest tam bez liku różnych budowli z marmuru, a dzięki bezprzykładnej warowności tej potężnej fortecy mnóstwo giaurów mogło tam bezpiecznie trzymać wszelki swój dobytek i żywność.
Dobrą wiadomość o tym, że ów zamek, na którego zdobycie — licząc wedle zwyczajnego biegu takich spraw — nawet dwudziestu dni bojów i walk byłoby za mało, dzięki łasce Ałłaha Najwyższego w jednej chwili został zdobyty przez muzułmanów i przypadł im w udziale, a gdy po jego czterech stronach założono miny, został zrównany z ziemią — przywiózł karakułak Mehmed aga. [Wielki serdar] rozkazał przyodziać go w chylat, a wezyrowi Mehmedowi paszy [w nagrodę] za jego wyczyn posłał kryte złotogłowiem futro z soboli. Przed namiot serdara przyniesiono też czterdzieści głów z owego zamku i przyprowadzono dziesięciu języków, których potem ścięto.
Natomiast nureddin sułtan, który w pewnym taborze w pobliżu Wiednia sprawił giaurom rzeź i zmusił ich do ucieczki, przysłał haftowany złotem sztandar, dziesięć głów i ośmiu języków. W ślad za tym również chan jegomość przysłał sześciu języków z tego samego taboru. Ludzi, którzy ich przyprowadzili, odziano w chylaty i nagrodzono podarkami, a języków zgładzono szablą.

środa, 14 września 2011

Oficerowie leibkompanii naszych cudzoziemskich

Poniżej kolejny fragment z przygotowywanego przeze mnie artykułu  o piechocie cudzoziemskiej i dragonii w armii koronnej 1626-1629 [copyright by Michał ‘Kadrinazi’ Paradowski, etc, etc]. Jest nadzieja, że do końca roku go dokończę, baza źródłowa już praktycznie zapięta na ostatni guzik. Przy okazji udało się znaleźć kilka ciekawostek, zupełnie pomijanych (świadomie?) do tej pory w polskich opracowaniach. Urywek poniżej to lista oficerów tych formacji, wraz ze znaną rangą i próbą zidentyfikowania narodowości oficerów. 


Malarze znani i nieznani - cz. XXXII

Kontynuując akcję ‘Wrzesień miesiącem ikonografii’ wracamy do Johanna Bussemachera.  Tym razem wizerunki jeźdźców węgierskich, którzy za króla Stefana nader często występowali w armii koronnej. Dwie rzeczy na które chciałbym zwrócić szczególną uwagę : kopie u jeźdźców poniżej, zbliżone do takich jakie znamy z rysunków husarii z epoki, a także skóra dzikiego kota narzucona na szyję i głowę konia u jednego z Węgrów powyżej. Generalnie rzecz biorąc konie są tu przepięknie przybrane, w oczy rzucają się też różnorodne i długie pióra przy magierkach. 

poniedziałek, 12 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXXI

Na początku cyklu ‘malarskiego’ pokazałem kilka rycin Stefano della Belli, ukazujących polskich kawalerzystów:
Jako uzupełnienie tamtego wpisu tym razem kilka szkiców z kolekcji Muzeum w Luwrze,  przedstawiających polskich szlachciców. Są to zapewne wprawki włoskiego mistrza przed wykonaniem słynnej serii akwafort z poselstwem Ossolińskiego do Rzymu. Jakość może nie najlepsza, ale zawsze da się tam to i owo wypatrzyć. 




Ten ma być ipso facto infamis

Kolejna interesująca konstytucja znaleziona w Volumina legum, tym razem jest to uchwała z sejmu warszawskiego z 6 czerwca 1654 roku. Kraj zmęczony ciągłymi walkami z Kozakami, na horyzoncie zbierają się chmury kolejnych wojen, sejm uchwala więc Zatrzymanie woyska w służbie Rzepltey:
Reassumuiąc wszystkie prawa de disciplina militari, postanawiamy, aby żaden w służbie Rzepltey zostaiący nie ważył się ani z pod chorągwi swoiey wyieżdżać ani pod inszą zaciągać się, aż cztery ćwierci zupełne pod iedną chorągwią przesłużywszy; a ktokolwiekby, albo ćwierć pod chorągwią iedną nie dosłużywszy, do inszey się przeniósł, to nie opowiedzianie y bez pozwolenia Hetmana naszego z woyska wyjechał, ten ma być ipso facto infamis, y dobra iego zasłużone, ieśliby iakie miał, iure caduco bene mertis rozdawać będziemy, tego dokładaiąc aby podług prawa ieden Rotmistrz y Polskiego y cudzoziemskiego ludu mieć nie mógł kompanii; exypuiąc od tego Wielmożnych Hetmanów naszych.
Widzimy więc, jak poważnym zjawiskiem musiało być opuszczanie chorągwi i przechodzenie z jednej do drugiej, jeżeli zdecydowano się na taką drakońską uchwałę wobec szlacheckich żołnierzy. Oczywiście inna sprawa na ile stosowano się do tego zapisu sejmowego w praktyce…

niedziela, 11 września 2011

Malarze znani i nieznani - cz. XXX

Kontynuując motyw turecki u mistrz Abrahama, nieco egzotyki. Powyżej azjatycki jeździec na wielbłądzie, któremu poniżej towarzyszą egipski mameluk oraz deli.  Zwłaszcza ten ostatni wygląda niezwykle interesująco, ciekawe jaki ptak (czyżby orzeł?) utracił skrzydła na potrzeby ozdobienia tarczy.