poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Broń ich, łuk z kabłąkowatego kija, sajdak strzał pełen, i szabla


Kolejny opis dotyczący Tatarów, tym razem z czasów Zygmunta III:
Tatarzy są wzrostu średniego, twarzy śniadej a szerokiej, oczu czarnych, małych i straszliwie wklęsłych. Głowę noszą ogoloną, wyjąwszy ich starszych Carzyków i Murzów, którzy zostawują mały kosmyk włosów, i takowy w około zakręcają ucha, brody nigdy nie golą. Nie jedzą wcale wieprzowiny, końskie mięso jest u nich najwyborniejszym przysmakiem. Pola swe najwięcej prosem zasiewają, i z tego placki Bair zwane pieką. Gdy brak jest żywności, koniom zacinają żyły, a krwią ich pragnienie i głód uśmierzają. Ubiór ich składa się z białych opończy. Ćwicząc się od lat młodych w jeżdżeniu na koniu, są doskonałymi w tej sztuce. Broń ich, łuk z kabłąkowatego kija, sajdak strzał pełen, i szabla. W strzelaniu z łuku są bardzo zręczni. Konie ich: chociaż małe i cienkie po tatarsku łoszakami zwane, są nadzwyczaj wytrwałe na głód i trudy, w potrzebie ubiegają do 20 mil na dzień, żywiąc się tylko liściem, chrustem i korzeniami roślin wygrzebanych z ziemi. Do bitwy w szyku zakrzywionym w półkole stawają. Piechoty nie znając zamków nie dobywali, kierując podług gwiazd swoje pochody, lud tylko i trzody ze wsiów i miasteczek bezbronnych zabierali. Niewolników wiele Turkom przedają, a kobiety zatrzymując dla siebie, starców i chorych oddawali swoim dzieciom i młodzieży, ażeby takowych morderstwem ćwiczyli się w strzelaniu z łuku. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Deszcz tego dnia siła aparencyi odjął


Cytowałem kiedyś relację Michała Obuchowicza, będącego w Moskwie świadkiem przywitania posłów cesarskich w 1661 roku:
Pozostając wciąż w moskiewskiej niewoli Obuchowicz miał okazję oglądać kolejne powitanie – tym razem posłów szwedzkich 28 lutego 1662 roku. Jak wynika z fragmentu jego zapisków, który podaję poniżej, to poselstwo przywitano z o wiele mniejszym splendorem:
Był wjazd Posłów Szwedzkich do Stolicy, którzy we dwieście koni przyjechali, strecza była nie mała, ale nie tak gromadna jak Posłom Cesarskim o których się namieniło w Maju 1661 roku pieszych regimentów, ani Rajtaryi, ani Dragonii, ani Stolników nie było, jeno niektórzy z Stolników, a sotnie Dworzan, Strapczych, Żylców i dworowych Bojarskich, Koniuchów Hospudarskich, mieszczan; było tego pod trzy tysiące, deszcz tego dnia siła aparencyi odjął. Sami posłowie już prawie wjechali zmrokiem dobrym, trudno ich widzieć było, asystencya Kawalerów Szwedzkich nie mała przed nim jechała, pod których Car wysyłał konie białe, było tych przed Posłami pod sześćdziesiąt. Posłowie saniami Carskiemi bogatą materyą obitemi, białe w nich konie, po jednemu w każdych jechali. 

sobota, 27 sierpnia 2011

Ośmielam się tedy zwrócić do Jego Ekscelencji...

Na chwilę wybierzemy się do XV wieku, dokładnie rzecz biorąc do Mediolanu w roku 1482. Wtedy to Ludovico Sforza zaciągnął na swoją służbę jako inżyniera wojskowego Leonarda da Vinci. Mistrz Leonardo w obszernym liście przedstawił mediolańskiemu księciu swoje zdolności, fragment tej ‘broszury reklamowej’ chciałbym przedstawić poniżej. Tłumaczenie (z języka angielskiego, czyli tłumaczenia z tłumaczenia…) niżej podpisanego, więc wszelakie błędy to tylko i wyłącznie mea culpa.
Przestudiowałem prace tych którzy [aktualnie] zwą się wynalazcami maszyn wojennych i stwierdzam, że ich wynalazki niczym nie różnią się od tych [maszyn] których używa się obecnie. Ośmielam się tedy zwrócić do Jego Ekscelencji [Ludovica Sforzy] i zaproponować następujące usługi:
Jestem w stanie zbudować bardzo lekkie, wytrzymałe i przenośne mosty, których użyć można w pościgu [ale i by] pokonać wroga [jeżeli nadarzy się ku temu okazja]. Potrafię także budować inne [mosty] które są o wiele solidniejsze, odporne zarówno na ogień jak i na atak, [a przy tym] łatwe do postawienia i zwinięcia. Mogę także z jednaką łatwością spalić i zniszczyć te [mosty] nieprzyjaciela.
By zając ufortyfikowaną pozycję, potrafię opróżnić fosy [z wody] i wiem jak wybudować dowolną ilość pomostów, taranów, drabin i wszelakiego podobnego ekwipunku potrzebnego w tego typu operacjach [oblężniczych].
Mogę także wybudować bez większego hałasu [tj. tak by nie słyszał go nieprzyjaciel] podziemne tunele i tajemne przejścia by dotrzeć do wybranego miejsca, nawet jeżeli trzeba by je wykopać pod fosą czy rzeką.
Jeżeli zaś działa nie mogą być użyte [przy oblężeniu] mogę wybudować katapulty i inne niezwykle skuteczne, mniej znane maszyny wojenne. Wedle życzenia i potrzeby, mogę wybudować nieskończoną ilość różnorakich maszyn, [przydatnych] tak do ataku jak i do obrony. 

czwartek, 25 sierpnia 2011

Konie sułtana Sulejmana


[Kolejne trzy dni znów będę odsypiał nocne zmiany, więc wrzucam wpisy niejako ‘na zapas’]
Francuskie poselstwo na dwór sułtana Sulejmana Wspaniałego w 1544 roku było świadkiem wielu cudów i wspaniałości w Istambule. Jednym z najciekawszych opisów jest ten tyczący się koni tureckich, jak sądzę może on zainteresować co niektórych Czytelników mojego bloga. Tłumaczę z angielskiego tłumaczenia, za doskonałą pracą Lisy Jardin Wordly Goods:
Po obydwu stronach ujrzeliśmy konie, niektóre z nich niosły jeźdźców, a wszystkie [konie] miały bardzo bogate rzędy. Nie było wśród nich takiego (a było ich tam ze 200), który nie miałby lejców i strzemion z czystego złota lub srebra. Większość miała na łbie płytkę ze złota lub srebra, w kształcie róży, ozdobioną rubinem lub turkusem. Miały uzdy na turecką modłę, ozdobione złotem i czerwonym jedwabiem, a także turkusami. Każdy z tych koni miał kantar w kształcie złotego lub srebrnego łańcucha, o wartości blisko 500 dukatów [każdy]. Miały małe tureckie siodła, [zdobione] złotem, z podogoniem [tak chyba tłumaczy się słowo ‘crupper’] zdobionym złotym brokatem lub wyhaftowanym aksamitem, z rzędami guzików wiszącymi po obu stronach, [podogonie] wykonane było ze złotej nici lub z czerwonego jedwabiu. Konie te były bardzo piękne tureckie lub berberyjskie –[tu tłumaczę dosłownie, niechże się puryści na mnie nie gniewają, w nawiasach moja próba tłumaczenia, mam nadzieję, że napiszecie jak to dokładnie winno być przetłumaczone] czarne [kare],  ciemnobrązowe [gniade?],  bay [kasztan?], szare, białe, a każdy z nich kosztował przynajmniej 200 dukatów. 

Hagbutters and speirmen


Pozostańmy jeszcze na chwilę przy szkockich najemnikach, znalazłem bowiem ciekawy fragment dotyczący wyposażenia takich żołnierzy z roku 1552. Oddział wysłany do Francji miał się składać ze strzelców (hagbutters) z arkebuzerami (hagbuts) oraz z pikinierów (speirmen). Pozwolę sobie zachować oryginalny zapis, bo też angielszczyzna tam jest niesamowita i moje próby tłumaczenia tylko by tekst zepsuły.
Strzelcy mieli być wyposażeni w arkebuz i cały strzelecki ekwipunek – all thai to be hagbutters weill furnist with pulder flask, morsing horne, and all uthair geir belangand thairto, gif it possibil.
Uzbrojenie pikinierów także opisane jest ze szczegółami, jako długa na sześć łokci (czyli nieco poand 5.5 metra, jako że zapewne użyto łokcia szkockiego) pika – speir of sex ellis lang. Nie mogło też zabraknąć uzbrojenia ochronnego i broni białej – jak, steilbonet, swerd, buklair, splentis and slevis of plait or mailye. 

środa, 24 sierpnia 2011

Dwustu chłopa, dobrych łuczników - nowe wieści

Kontynuacja wątku który rozpocząłem tutaj:
http://kadrinazi.blogspot.com/2011/07/dwustu-chopa-dobrych-ucznikow.html
Otrzymałem wreszcie dobre wieści z NAS, uda mi się uzyskać kopie owych dokumentów (a wraz z nimi jeszcze sporo innych które mnie zaciekawiły). Okazało się także, że istnieje lista popisowa owej jednostki, potwierdzająca, że to oddział łuczników przeznaczony do służby w La Rochelle. Figuruje na niej min. dwóch dudziarzy a także harfista (sic!). Lista popisowa jest w zbiorach Scottish History Society, będę się z nimi kontaktował w tej sprawie. Kwestia jest więc bardzo ciekawa i wierzę, że uda się uzyskać wszystkie materiały i opisać je na blogu.

Z wojskiem głodnem, niepieniężnem, na chudych koniach


Niedawno zamieszczałem opis armii tatarskiej w czasie kampanii żwanieckiej, pozostańmy więc na chwilę przy tym epizodzie. Tym razem opis armii polskiej we wrześniu 1653 roku, ukazujący jak fatalna była sytuacja wojsk koronnych. Autorem jest rotmistrz Gabriel Hulewicz, chorąży czernichowski, fragment pochodzi z listu do Marka Lubienieckiego, datowanego na 26 września.
(…) Król JMć z wojskiem głodnem, niepieniężnem, na chudych koniach z kusemi i nieokrytemi Chorągwiami, niekomplementowanemi kompaniami cudzoziemskiemi pod Kamieniec wtenczas ciągnął (…) Zgoła nie masz z kim prosequi wojny. Żołnierz cudzoziemskim strojem, choćby chciał co czynić, nie może, bo się nie najadł, i dawno był w izbie: włóczy się a primis diebus Maji, niby bydło po polach, a nasi Polscy szarpacze, co zdarli w Koronie, to w Lwowie przepili, przemiłowali, atłasowych żupanów nakupili, a już na grzbiecie od pancerzów podarło się; a owe długości co to jak spodnice zszargały się w te niepogody, pourzynali, i tak i kusi i odarci teraz i woleli przepić, niźli na owies dla koni chować. I upić się nie mają za co; a nie są chłopi dobrzy, jeno gdy pijani są.
Nic więc dziwnego, że kampania ta zakończyła się bez większych sukcesów, za to z dużymi stratami wojsk koronnych.