piątek, 17 grudnia 2010

Polacy zawsze są ochoczy do woyny, w boiu niewypowiedzenie gorący i waleczni

W 1568 roku opat Giulio Ruggieri, nuncjusz papieża Piusa IV na dworze polskim, złożył swemu zwierzchnikowi bardzo interesującą Relacye o stanie Polski. Nuncjusz opisał kraj, ludzi, polskiego monarchę oraz siły zbrojne na jakie mógł liczyć polski władca. Wśród wielu ciekawych uwag czytamy np. w czasie woyny [są Polacy] wytrwali i mężni, urodziwego wzrostu, żyią długo i  dłużej jeszcze żyliby gdyby obżarstwo i piaństwo nietargało sił ich. Wychylać kielichy bez miary, znakiem jest dobrego wychowania, powściągać się od nich znakiem nieszczerości i grubiaństwa. Jak więc widzimy, pewne rzeczy, mimo upływu stuleci, nie ulegają zmianie…
Ja jednak wszak nie o tym chciałem pisać, miast tego skupię się na części relacji opisującej potencjał militarny kraju. Piękna to bowiem laurka a i ciekawe informacje o rumakach naszych kawalerzystów możemy tu znaleźć. Jak rasowy szpie… znaczy się dyplomata, nuncjusz zanotował wiele ciekawych szczegółów.  Monsignore Ruggi, prego…
Każdy szlachcic obowiązanym iest służyć na woynie. Woiewodowie są wodzami szlachty Woiewództwa swego. Odprawiają oni popisy, ściągać się powinni na pospolite ruszenie kiedy tylko Króla rozkaże. Ciężko iest dociec, do iakiey liczby iazda ta wynosi, powinnoby ich być 200 000, lecz że wszyscy niestaią, że szlachta pod zwierzchnictwem Biskupoów będąca nie zwykła wychodzić, liczyć można konnicy [polskiego] pospolitego ruszenia na 100 000, Litwa przystawić może 70 000, Inflanty iak nowo przybyłe nieściągaią się ieszcze.
Od liczby woyska, idąc do zalet onego, powiem, że Polacy zawsze są ochoczy do woyny wierni swym Królom, w boiu niewypowiedzenie gorący i waleczni: zaprawili się w przeszłych latach, na woynach z Niemcami, Wołochami, Moskalami, Węgrami i Turkami. Widzieliśmy że 3000 Polaków będących na żołdzie Cesarza Karola V w Austrii złamali i znieśli 13 000 Turków.
Konie Polskie, acz niezbyt rosłe, są pełne ognia, prędsze nad konie Tureckie, a nierównie piękniejsze i zwinniejsze iak konie Niemieckie. Konie Litewskie nierównie są pośledniejsze od Polskich tak dalece że 4 konie Polskie warte są 20 Litewskich. Nie są one bynaymniey ujeżdzone w konnicach, nieznaią Polacy uieżdzayców z professyi, maią ich tylko niektórzy wielcy Panowie. Króla ma trzech lub czterech Włochów do tego. Za szczególność i to uważać należy, że uieżdzają konie, umyślnie dla pijanych [sic!] uczą ie, jak drapać się na przykre skały, na schody nawet, latać w górę i na dół, i tysiąc podobnych szaleństw.
Cała ta Jazda, dzieli się na poważną i cieszką Hussarów, i na lżejszą kozakami zwanych. Żaden kray tyle iazdy wystawić nie może, nayprzód że tu pospolite ruszenie darmo staie, a gdzie indziey żołnierz płatnym być musi, powtóre, żaden kray nie ma tyle pastwik i tyle konie wychować nie może.
Ma Król Polski liczną Artyleryę z dział różnego gatunku, między temi niektóre niesłychaney wielkości: twierdze atoli w małey są liczbie. W Prusiech Malborg, dość mocny, Gdańsk i Elblong: w Polszcze Kazimierz liczy się za mocny, Lwów także dobrą iest twierdzą, w Litwie na granicach Moskiewskich są zamki drewniane opasane wałami. Tikocin utwierdzony iest także, tam się chowają pieniądze, klejnoty i inne drogie skarby. W Inflanciech więcey iest zamków mocnych. Król w tych wszystkich zamkach chowa załogi, lecz niemość liczne, by długo się oprzeć.
Powymierali wprawdzie dawni Hetmani, lecz młodzisz wielkie daie nadzieie. Polacy zwykli zimą woyny prowadzić, nayprzód że są wytrwali, powtóre że w kraiu pełnem błot i jezior, gdy te zamarzną, łatwiejsze są poruszenia i dowozy wszystkiego.
Lubo w tem kraiu, nie tylko ogromne rzeki lecz ieszcze znayduią się porta i morza, drzewa do budowy, obfitość żelaza, nigdy jednak Polacy niemyśleli, o wystawieniu siły zbroyney morskiey. 

Niewdzięczna to służba - cz. III

Jako że ostatnio sporo czytam o wojnie smoleńskiej, pora na opis garnizonu Smoleńska w czasie tej wojny.
- chorągiew husarii królewicza (potem króla) Władysława pod porucznikiem Samuelem Druckim-Sokolińskim  - 100 koni. Drucki-Sokoliński pełnił funkcję podwojewody  smoleńskiego i pod nieobecność Aleksandra Gosiewksiego dowodził obroną.
- chorągiew husarii Aleksandra Gosiewskiego – 150 koni
- chorągiew kozacka Daniela Madalińskiego – 80 koni
- chorągiew kozacka Zachariasza Zaruckiego – 73 konie
- chorągiew kozacka Krzysztofa Bonieckiego – 70 koni
- chorągiew kozacka Aleksandra Adamowicza – 58 koni
- kompania piechoty niemieckiej Abrahama Falka – 100 porcji
- kompania piechoty niemieckiej Jakuba Grota – 84 porcje
- chorągiew piechoty polskiej Aleksandra Gosiewskiego – 200 porcji
- chorągiew piechoty polskiej Marcina Karlińskiego – 120 porcji
- chorągiew piechoty polskiej Henryka Rama – 100 porcji
- chorągiew piechoty polskiej Jakuba Heykina – 100 porcji- w czerwcu 1633 roku rota ta miała zaledwie 13 zdolnych do walki żołnierzy
- chorągiew piechoty polskiej Samuela Sokolińskiego – 60 porcji
- chorągiew piechoty polskiej Piotra Poreckiego – 60 porcji – w czerwcu 1633 roku rota miała zaledwie 7 zdrowych żołnierzy
- chorągiew piechoty polskiej Maksa Nolda – 60 porcji
- 483 koni pospolitego ruszenia
- 279 kozaków służebnych
- 32 puszkarzy
- 3 strażników
W nocy z 2 na 3 marca 1633 roku do oblężonego Smoleńska przedarła się część ‘oddziału specjalnego’ dowodzonego przez rotmistrza jazdy kozackiej Jerzego Jurzyca. Jego oddział składał się z 750 żołnierzy – byli to towarzysze i pocztowi wybrani z wszystkich chorągwi husarii i kozaków wchodzących w skład zgrupowania hetmana Radziwiłła, a także roty dragonii królewskiej kapitanów Murraya (Morre’a) i Marwitza. Oprócz zasilenia garnizonu żołnierze ci mieli także dostarczyć proch i żołd dla obrońców.  Niestety w czasie dramatycznej nocnej operacji tylko część grupy dotarła do Smoleńska. Udało się to 53 husarzom, 141 kozakom i 100 dragonów.
Druga próba wprowadzenia posiłków dla garnizonu była o wiele bardziej skuteczna. 26 marca 1633 roku do Smoleńska udało się przedostać czterem chorągwiom piechoty polskiej (Dyniego, Abrahama Rudzkiego, Stanisława Wołkanowskiego i Zakrzewskiego) – razem ok. 600 żołnierzy. Mieli oni ze sobą kilkanaście tysięcy kul, 16 koni jucznych z workami z prochem oraz 2 konie juczne z ładunkiem knotów. Przemarsz piechoty osłaniała grupa chorągwi jazdy kozackiej, która jednak wróciła do obozu hetmańskiego po pomyślnym doprowadzeniu posiłków.
Już w czasie wrześniowych walk w ramach deblokady Smoleńska udało się do miasta wprowadzić silny regiment piechoty cudzoziemskiej królewicza Jana Kazimierza, dowodzony przez Henryka Denhoffa. Knechci mogli zluzować wykrwawione i zmęczone oddziały garnizonu, które były już wtedy ‘na ostatnich nogach’. 

środa, 15 grudnia 2010

Armia koronna wedle Pana Ogiera

Znów  poprosimy o głos Karola Ogiera, tym razem opisze nam on kilka formacji armii koronnej którą miał okazję obserwować w roku 1635. Forma zapisu może być czasami nieco dziwna, korzystam bowiem z tłumaczenia opublikowanego w 1822 roku przez J.U. Niemcewicza, nie mając niestety dostępu do późniejszych tłumaczeń wydanych w Polsce, które jak więc różnią się całkiem znacznie od poniższych wersji. No ale cóż – jak się nie ma co się lubi…
Zacznijmy może od opisu jazdy kozackiej:
Polacy [mają na straży] Tatarów, w łuki i kołczany pięknie ozdobnych.
(…)
Miał on koło siebie, sto tatarów, czyli kozaków konnych, noszących łuki i kołczany, puszczali się oni wzawody i to czyli końmi koło pojazdu, z rzadką zręcznością.
(…)
Lekka jazda kozakami zwana wywijała się w rozmaite strony, to lecąc w zawody, to raptem wryt stawaiąc. Są oni dziwnie zwinni, noszą pancerze i muszkiety…
Podział kawalerii Ogier opisuje następująco:
Cztery rodzaje maią Jazdy, to iest Hussarów w wysokimi kopiami noszący na zbroi skóry lamparcie, z skrzydłami u barków, dla postrachu nieprzyjaciela. Drugi rodzaj Reytarzów czyli regestrowych [tu chodzi o rajtarię, nie wiem skąd w tłumaczeniu owi rejestrowi…] ci maią miecz i rusznicę, i cali uzbrojeni [ważny szczegół w naszym nieustającym poszukiwaniu informacji o uzbrojeniu ochronnym rajtarii]. Trzeci kozacy, w siatkach żelaznych [kolczugach] maiący strzelbę, miecze, strzały i łuki. Czwarty rodzaj najlichszy Dragonów, bez zbroi, na małych koniach.
Dragonia:
Widzieliśmy trzydziestu dragonów francuzów Półkownika Duplussi, przechodzących przez wieś tę, powiadali nam, że od dwóch lat nie brali żołdu, i żyli tylko z rabunku, mieli oni szybkie konie, szablę i rusznice. Szły z niemi wozy, wiozące żony i nałożnice ich. Tomasz Duplesis dowodził w 1635 roku małym regimentem piechoty, być może kompania dragonii była częścią składową tej jednostki?
Piechota cudzoziemska:
Przez całą noc bowiem, przechodził pod oknami naszemi, pieszy pułk Leszczyńskiego Woiewody Bełskiego: gdyż Woiewodowie ci, czy w czasie woyny, czyli też pokoiu, małe woyska wodzą za sobą. Niedawną Pan ten utracił był żonę, i dwa tysiące nadwornych żołnierzy swoich własnem kosztem ubrał w żałobę. Jest to u magnatów Polskich zwyczajem. Cały więc ten pułk czarną ubrany, pięknem postempował porządkiem. Przed chorągwiami szli trębacze i eboiści prześlicznie graiacy, tak iż się zdawał, że raczey poczet weselny nie zaś żałobny postempował. Szedł pułk ten cały, szykiem klinowym, wąski na czele co daley szerzący się bardziey. Być może chodzi tu o opisany (bez nazwiska dowódcy) jako liczący 1100 żołnierzy regiment pieszy, który widnieje w spisie wojska w Prusach.
(…)
Po drodze napotkaliśmy pułk pieszy Xięcia Konstantego Wyszniowieckiego [co jest błędem, dodanym zapewne w tłumaczeniu, gdyż wojewodą ruskim był w tym czasie Stanisław Lubomirski], Wdy Ruskiego. Żołnierze ubrani byli w iednostayne mundury, z wybornymi muszkietami. W żadnem kraiu, nieznaydziesz ludzi, na samo spojrzenie, tak silnych i samą iuż twarzą miotających postrach; z resztą prawie wszyscy okropne maią szramy po licach i głowach, szramy te łatwo widzieć można, gdyż głowy ogolone noszą. Dwa tysiące żołnierzy takich Woiewoda przywiódł. Pod komendą Lubomirskiego widzimy w tej kampanii dwa regimenty piechoty, po 1000 porcji każdy.
A wreszcie husaria, której opisy są zresztą chyba najlepiej znane:
We wsi pobliskiej stała chorągiew iedna Hussarów. Jest ona złożona z samey szlachty, noszą kopie długie wydrążone, konopnym sznurkiem i kleiem powleczone, wetkniętą ona iest w małą pochew przy strzemieniu, maią u boku tarczę, w olstrach pistolety i długi miecz. Hełmy ich, puklerze, i zbroy cały, z naypięknieyszej stali. Maią oni po dwadzieścia i trzydzieści koni, z których celniejszych pięciu używają do boiu, innych dla pacholików, i do wozów, których dla wiezienia z sobą żywności, potrzebują nie mało.
(…)
Wyszły naprzeciw nam znaki Hussarskie, nad które nic piękniejszego nie widziałem w mem życiu. Chorągwie te złożone są z samey przednieyszey szlachty, na pysznych koniach, w bogatych zbrojach, skóry tygrysów, lwów i lampartów spływają im z barków, noszą kopie niezmiernie długie, u których końce zawieszone proporce igrają z wiatrem. Na barkach im sterczą wyniesione skrzydła. Wędzidła u koni srebrne, lub złote, srebrne xiężyce i kule zwieszaią się z podgardla. Po lewey stronie maią tarcze, po prawey małe młotki, czekany. W natarciu, pierwszy tylko szereg czynić może kopiami, tylne inną bronią rażą. Którzy nie mają skór lampartowych noszą kobierce, te do okazałości i do przykrycią broni służą. Nasi całą tę okazałość uważają za zawadzającą.
A i hetman Koniecpolski ładnie się zaprezentował:
Okazał się Hetman Polski, w większym (…) poczcie, i z większą pompą: stroy bowiem Polski dziwnie iest okazały: prowadzono za nim konie Arabskie i Tureckie, z najbogatszymi rzędami i kulbakami, było tych koni więcey trzydziestu, mnóstwo drogich kamieni, rozsypanych po rzędach i siedzeniach, zachwycały oczy wszystkich.

Dzianetha po usarsku z rzędem turkusami osadzonym

Jan Zawadzki był dyplomatą w służbie Władysława IV, cieszył się dużym zaufaniem króla i był już od 1633 roku wysyłany w poselstwa do stolic europejskich. Z jednej z jego podróży do Londynu pochodzi niezwykle interesujący opis, wskazujący na specyficzny szok kulturowy jaki przeżyli Anglicy na widok polskich posłów. Rzecz dotyczy audiencji na dworze króla Karola I królowej Henrietty Marii.
We wszystkim nas chwalą, iedno że żałują ysz koszul niemamy, a głowy golemy [tu: golimy]: pytano thysz między frauczimerem czemu ci dway z stemi buławami chodzili, anglik im ieden powiedział, że tho sceptrum co przed królem noszą, pytano czemu dwie powiedział że dwoie Królestwo ma, Polskie i Szwedzkie. Rzędom tysz oprawnym barzo się dziwuią, że w Anglii takich niewidali, także thysz i koniom, iakosz Cavalcator  [koniuszy] Królewski powiedział że żadnego takiego u Króla niemasz.
Angielski monarcha musiał jednak być niezwykle zadowolony z pięknego i hojnego daru jaki przywiózł polski poseł:
Po prywatnej audientii oddał Jegomość [Zawadzki] the konie Królowi Jegomości ubrane w rzędy z pałaszami z buławami. Dzianetha po usarsku z rzędem turkusami osadzonym, lamparth na niem, na gniadego, drugi rząd po Arabsku łuk, saidak, rząd barzo piękny, w nim Turek cisawy których obu rączości i gotowości wysławić nie mogą.
Trafiło się także i coś dla królewskiej małżonki:
Szoboli dwa Soroki dla Królowey barzo czudnych, którym się barzo dziwuią i na niemałe pieniądze szaczuią.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pogrzebowy porządek chorągwi

Bardzo interesujący wyjątek z Obrządku pogrzebu króla Zygmunta I w r. 1548. pióra niejakiego Macieja Frankoniusza, a opisujący chorągwie województw koronnych, Księstwa Litewskiego oraz lenników królewskich. Urzędnicy danej ziemi stanęli zbrojno, na koniach okrytych czarnym suknem, jadąc w następującej kolejności:
Chorągiew nadworna. Na tej biały orzeł z rozpostartemi skrzydłami, a przez nie złota linia, tudzież zbrojny mąż z gołym mieczem na białym koniu (Pogoń).
Rawska. Orzeł czarny w czerwonem polu, na piersiach lit. R.
Płocka. Orzeł takiż, w takiemże polu, z literą P. na piersiach.
Bełzka. Gryf biały z koroną na głowie, w czerwonem polu.
Lubelska. Biały jeleń z koroną na szyi, w polu czerwonem.
Podolska. Słońce promieniste w białem polu.
Lwowska (Województwa ruskiego). Żółty lew wsparty na skale, na głowie korona, w polu niebieskiem.
Wieluńska. Biały baranek z chorągiewką, przed nim kielich, w czerwonem polu.
Sandecka. Tarcza przedzielona, na prawej stronie trzy pasy złote i trzy czerwone, na lewej dziewięć gwiazd w trzy rzędy w polu niebieskiem.
Przemyślska. Żółty orzeł dwugłowy w koronie, w niebieskiem polu.
Krakowska. Orzeł biały w czerwonem polu, z linią złotą przez skrzydła.
Chełmska. Biały niedźwiedź pomiędzy trzema drzewami, w polu zielonem.
Halicka. Kawka czarna w koronie, w polu białem.
Dobrzyńska. Głowa starca z brodą i rogami, na szyi korona a druga na głowie, w czerwonem polu.
Xięztwa litewskiego. Trzy żółte słupy w czerwonem polu.
Pruska stara. Żołty krzyż, na nim tarcza, a na tej czarny orzeł.
Xięztwa mazowieckiego. Biały orzeł w czerwonem polu.
Łęczycka. Pół lwa czerwonego w białem polu, i pół orła białego w polu czerwonem. Obie głowy pod jedną koroną.
Szawelska. Dwuramienny biały krzyż na niebieskiej chorągwi, na zielonej górze.
Sieradzka. Pół białego lwa w czerwonem polu, i pół czarnego orła w polu białem.
Liwska. Pół niedźwiedzia czarnego i pół czerwonego orła w żółtym polu, obie głowy w jednej koronie.
Poznańska. Biały orzeł w czerwonem polu.
Pruska. Orzeł biały w czerwonem polu, za prawem skrzydłem wyciągniona ręka, trzymając miecz goły.
Xięztwa stolpeńskiego [chodzi o Księstwo Pomorskie]. Chorągiew lenna. Gryf czerwony w polu białem.
Xięztwa wołoskiego. Chorągiew lenna. Głowa żubra, przez nozdrze przewleczony pierścień żelazny, między rogami gwiazda i pół xiężyca.
Pruska lenna. Czarny orzeł na polu białem, z literą S. na piersiach i koroną na szyi.
Xięztwa zatorskiego [od 1513 część Korony, wraz z księstwem oświęcimskim oficjalnie inkorporowane jako powiat śląski do województwa krakowskiego w roku 1564]. Orzeł biały w polu niebieskiem, na piersiach litera Z.
Xięztwa oświęcimskiego. Czarny orzeł z literą O. na piersiach.
Chorągiew krajowa Xięztwa litewskiego. Jeździec w zbroi, pod nim tarcza austriacka, i anioł w czerwonem polu z mieczem. Prócz tego niedźwiedź  czarny w polu zielonem.
Na ostatku:
Chorągiew krajowa Korony polskiej, z herbami wszystkich Xięztw i Województw. 

niedziela, 12 grudnia 2010

Murray, Mora, Moraj - niechlubny koniec kariery

Pisałem kiedyś o ciekawej postaci Jakuba Murraya:
gdzie wspomniałem, że nie znalazłem dalszych śladów jego działalności. Jak jednak sądzę, wpadłem właśnie na nowy trop – o ile ‘More’ z materiałów źródłowych to właśnie Murray. Wydaje mi się to prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że nie spotkałem się z innym oficerem o tym nazwisku w tym czasie.
O świcie 6 kwietnia 1634 roku moskiewska wycieczka zaatakowała szańce obsadzone przez regiment piechoty cudzoziemskiej Jakuba Weyhera oraz dragonią królewską Jakuba Murraya (Morego, Moore’a). Napastnicy uzyskali zupełne zaskoczenie, błyskawicznie spychając słabe straże, które nie były nawet porządnie dowodzone, gdyż pp. officyrowie śniadać sfatygowani do bud z warty rozeszli. Moskiewscy piechurzy przedostali  się do obozu polskich jednostek i wyrządzili stosunkowo poważne szkody  - acz głównie natury moralnej. Pochwycili bowiem cztery sztandary regimentu Weyhera oraz cztery chorągwie dragońskie Murraya, sztandary te u wału postawione szybko padły łupem atakujących. W ręce atakujących, po złupieniu namiotów oficerskich, wpadły także szpada Murraya oraz wierzchnia suknia albo katanka rysia należąca do Weyhera. Co ciekawe, zginąć miał tylko jeden polski żołnierz, za to kilku zostało rannych, do niewoli wpadł także kapitan, gefrajter i jeden piechur z regimentu Weyhera. Bardzo jednak prawdopodobne, że są to tylko straty regimentu piechoty, a nie uwzględniono tu strat dragonów.
Następnego dnia odbył się błyskawiczny sąd polowy. Jak się okazało, Moskale przeszli przez obóz Murraya . Oberster More nie opatrzył quatery swojej (bo miasto 30 człeka ledwie kilka było na straży), kapitan który miał dowodzić strażą obozową zszedł ze stanowiska i towarzyszył Murrayowi w posiłku. Po krótkiej naradzie oficerów armii ex communi consensu PP. oberstówi pułkowników, a za dekretem hetmańskim uznano winę i zaniedbanie Murraya, który od obersterstwa odstawiony i abdankowany czyli został usunięty z armii. Z kolei ofiarą gniewu Weyhera padli kapitan, chorąży i sierżant dowodzący strażą jego regimentu tego feralnego poranka. Cała trójka została skazana na karę śmierci, że pod ich kommendą ten żałosny casus się stał.  

sobota, 11 grudnia 2010

Białozory, krogulce, jastrzębie i dziwoki

W 1882 roku Adolf Pawiński zebrał i wydał w Warszawie dzieło Akta metryki koronnej co ważniejsze z czasów Stefana Batorego 1576-1586. Niejakim wstępem do dzieła jest rozprawa o królu Stefanie jako myśliwcu, a że temat ten wydał mi się niezwykle ciekawy, postanowiłem w oparciu o pracę Pawińskiego (poszperawszy także nieco w Internecie) napisał o tym słów kilka. Jako pierwszy temat wybierzemy sokolnictwo. Nieprzypadkowo zresztą, gdyż to właśnie za panowania Batorego Mateusz Cygański wydał w Roku Pańskim 1584 w Krakowie rozprawę Myślistwo ptasze, w którym się opisuje sposób dostawania wszelakiego ptaka.

Król Stefan Batory był nie tylko dobrym organizatorem i reformatorem armii, lubił wszak i odpocząć od wojaczki. Monarcha był bowiem zapalonym myśliwym, a szczególnie upodobał sobie polowanie z sokołami. Co prawda kiedy objął tron okazało się, że w zawierusze po wyjeździe Walezego i poszukiwaniach nowego władcy upadł sokolarnia krakowska (dziurę w skarbie trzeba było czymś łatać, nikt nie miał głowy do utrzymywania drapieżnych ptaków), jednak króla Stefan stopniowo zaczął odbudowywać kolekcję. Niejaki Chłopicki miał już w 1576 roku przysłać w darze władcy jastrzębia i kilka rarogów (bardzo popularnych w tym czasie w sokolnictwie). Niedługo potem Batory kazał sobie przysłać sokoły z rodzinnego Siedmiogrodu – niestety przy pierwszym ‘locie testowym’ ptaki udały się w kierunku nieznanym (do ciepłych krajów może?) i nikt ich więcej już nie zobaczył. Jak widać pobyt w Polsce im się nie spodobał.
Na ratunek przyszedł jednak, jako wierny lennik Korony, książę pruski Fryderyk Jerzy. Ze swojej wspaniale utrzymanej sokolarni w Królewcu przysłał bowiem kilka dobrze ułożonych sokołów. Także i polscy panowie, goszcząc władcę,  starali się zaprosić go na łowy z sokołami – 19 marca 1577 roku pod Inowrocławiem król miał korzystać z ptaków z sokolarni kasztelana międzyrzeckiego Górki. Sokoły podarowali także Batoremu książę kurlandzki i starosta wyszogrodzki Starzechowski.
Król postanowił więc odbudować sokolarnię – którą przeniesiono do Grodna – i przekształcono w swoistą ‘szkołę’, gdzie nasi sokolnicy mieli się uczyć od najlepszych. W tym celu w 1581 roku zatrudnił dwóch niemieckich (być może z Kurlandii) sokolników – Wilhelma Ludwika i Eweharda Szmaldera.  Musieli to być nie lada specjaliści, wszak każdy z nich miał otrzymać po 204 złotych za rok, nie licząc utrzymania na cztery konie. Niemieccy sokolnicy przywieźli też swoje sokoły, za które król także hojnie zapłacić – za jednego samca białozora dał 20, a za sześć samic tego samego gatunku po 30 złotych. Oprócz tych sześciu białozorów (niezwykle cenionych wśród miłośników sokolnictwa) w tymże 1581 roku wydano jeszcze dodatkowe 100 złotych na inne sokoły.
Sokolnikami władcy ‘dowodził’ Rusin  Łukasz Biedrzycki, w czasie polowań to w jego pieczy były królewskie białozory. Towarzyszyli mu z reguły niemieccy sokolnicy, a także moskiewscy krzeczotnicy – ci zajmowali się białozorami przysłanymi przez Iwana Groźnego. Jak widać grupa królewskich sokolników była iście międzynarodowa. Oprócz tej ‘uprzywilejowanej’ grupy na polowaniach królowi towarzyszyli sokolnicy niższego rzędu. W ich pieczy znajdowały się jastrzębie, krogulce, rarogi i dziwoki (tak określano młode sokoły, jeszcze nie przyuczone do polowań). Co ciekawe, kilka królewskich białozorów przyuczono, by przysiadały na karkach lub nawet głowach koni (sic!) – trening musiał oczywiście obejmować także i konie.
Niedługo słów kilka o psich towarzyszach polowań, temat także bardzo ciekawy…