sobota, 5 sierpnia 2017

Janczar strażakiem


Wracam do jednego z moich ulubieńców, czyli Ogiera Ghiselina de Busnecq. Tym razem opowie nam o janczarskich strażakach – i nie tylko. Rzecz dzieje się w 1555 roku w mieście Amasya.

W noc naszego przybycia wybuchł wielki pożar, który zgasili janczarzy, robiąc to na swój sposób to jest burząc pobliskie budynki. Jak doszło do zaprószenia ognia, tego nie wiem, nie ulega jednak wątpliwości, że żołnierze mają dobre powody by oczekiwać pożarów. Jak wspomniałem, są używani to ich tłumienia, zazwyczaj poprzez burzenie sąsiednich domów, daje im to jednak okazję by plądrować dobra i mienie ruchome nie tylko tych których dotknął ogień, ale i ich sąsiadów. Okazuje się więc, że często to żołnierze są winni podpaleniom, jako że daje im to okazję do plądrowania.


Pamiętam przypadek który miał miejsce gdym odwiedzał Konstantynopol. Wybuchło wtedy tam wiele pożarów i było pewne, że nie są one przypadkowe, jednak podpalaczy nigdy nie złapano  [na gorącym uczynku]. Większość ludzi kładła owe pożary na karb perskich szpiegów; po pewnym czasie jednak, w trakcie dokładnego śledztwa, odkryto że była to sprawka marynarzy z okrętów zakotwiczonych w porcie, którzy podpalali budynki by w zamieszaniu kraść dobra z [ich] sąsiedztwa. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza