środa, 1 kwietnia 2015

Żołnierz w odwadze każdemu innemu równy


Dzisiaj coś z dziejów wojaczki za panowania siedmiogrodzkiego władcy na polskim tronie. 5 sierpnia 1579 roku król Stefan Batory przeprowadził w Dziśnie popis części armii maszerującej na Psków. Reinhold Heidenstein tak to opisał w swoich Pamiętnikach wojny moskiewskiej:
W Dziśnie pokazał Mielecki[1] królowi całe niemal zebrane wojsko polskie, jazdę i piechotę,  w pięknym szyku bojowym, podzielone na chorągiew i roty i defilujące z rozwiniętymi proporcami. Jeźdźcy mieli na sobie pancerz i hełm żelazny, a byli uzbrojeni oprócz kopii w szablę, koncerz i parę pistoletów przy siodle w olstrach; defilując sprawiali przeto taki sam huk jak piechota, której właściwą broń stanowi rusznica.
Kronikarz opisał tu jak widać husarię, zapominając nieco o mniej strojnej jeździe kozackiej. Wspomniana piechota to roty polskie i węgierski. Nie mogło zabraknąć i piechoty niemieckiej:
Przybyła też równocześnie pod dowództwem Krzysztofa Rozdrażewskiego i Ernesta Weihera niemiecka piechota; a choć nie uzyskali pozwolenia na jawne zaciągi, wskutek czego tylko pewną ilość dorywczo zwerbowanych ochotników, był to jednak żołnierz w odwadze każdemu innemu równy, w uzbrojeniu zaś i bitności nie wiele ustępujący.
Regiment piechoty niemieckiej dowodzony przez Rozdrażewskiego miał się składać z 5 rot i liczyć łącznie 2236 żołnierzy.
Pojawiło się także nieco spóźnionych pocztów litewskich:
Tam też nadciągnęły niektóre poczty litewskie, które się opóźniły: mianowicie 900 wyborowej jazdy Jana Chodkiewicza[2], kasztelana wileńskiego, ciężko podówczas złożonego chorobą, na którą też w kilka dni potem umarł, dalej poczty Jana Chlebowicza[3], kasztelana mińskiego i innych panów.
Wojsko miało się tak dobrze prezentować na tym popisie, że hetman wielki mógł przyznać:
A było całe to wojsko tak co do rodzaju broni i liczby jako też i bitności w ogóle tak piękne, iż Mielecki mógł  śmiało twierdzić, że już to hetmaniąc, już służąc w różnych wojskach w kraju i za granicą[4], dostrzegał prawie zawsze pewnego braku, czy to jazdy czy to piechoty, i że wojska takiego jak obecne, t. j. tak właściwie ze względów strategicznych dobranego i tak dobrze opatrzonego dotąd jeszcze nie widział.
Batory odbył także tego dnia przegląd wojsk kurlandzkich Gottharda Kettlera. Książę złożył na nim hołd lenny królowi. Niestety nie znamy liczebności pocztu kurlandzkiego – wojska te zresztą powróciły na teren księstwa, nie biorąc udziału w wyprawie na Połock.




[1] Mikołaj Mielecki, hetman wielki koronny.
[2] Miał on także wystawić poczet 45 piechurów.
[3] Współczesny zapis tego nazwiska to Hlebowicz.
[4] W 1555 roku w szeregach armii cesarskiej brał udział w zdobyciu Sieny.

poniedziałek, 30 marca 2015

Dragonia pod Chocimiem w 1621 roku - uzupełnienie


Dziś króciutko, ale za to o jednej z moich ulubionych formacji. Znalazłem bowiem kolejny zapisek na poparcie tezy o tym, że w 1621 roku w składzie armii polsko-litewsko-kozackiej broniącej Chocimia znaleźli się dragoni. Pisałem już o tym kiedyś na blogu, okazało się jednak, że przegapiłem wtedy jeden z zapisów z Dziennika wyprawy… autorstwa Jakuba Sobieskiego. Pod datą 10 sierpnia można tam bowiem znaleźć następującą informację:
Czata dla żywności na dwa albo trzy dni z Lipnickim wyszła; była jego chorągiew kozacka sto pięćdziesiąt koni, draganów pięćdziesiąt Rychterowych i kilka set pacholików z rusznicami.
Co prawda jest to już cytowane wcześniej źródło, niemniej jednak kolejna wzmianka potwierdzałaby teorię, że ‘niemiecka’ kompania Rychtera (Richtera?) składała się właśnie z dragonów.

czwartek, 26 marca 2015

Krzyżem i szablą w Kozaka


Pisałem już na blogu o walecznych (przynajmniej na papierze) księżach i biskupach, pora dziś na zakonnika. Wśród wolontarzy którzy stanęli u boku armii koronnej w 1638 roku, walcząc przeciw kozackiemu powstaniu Ostranicy i Huni, znalazł się pewien jezuita. Tak oto opisał go w Dyaryuszu transakcyi wojennej… ksiądz Szymon Okólski:
Ks. Jelec jezuita koni 70 wprowadził; widząc abowiem iż się kupy swawolne mnożyły, z tej majętności którą on Panu Bogu i zakonowi swemu konsekrował, takich wybrał, którzyby to porazili.
Jest możliwe, że chodzi tu o ks. Ignacego Jelca, który jeszcze w latach 1651-1654 dowodził chorągwią wolontarską przy armii litewskiej. Ewentualnie może to być Aleksander Jelec – jeżeli to inna osoba, oznaczałoby to, że ród Jelców łączył czasem posługę religijną z wojaczką. Albert Borowiak w Powstaniu kozackim 1638 identyfikuje księdza jako Aleksandra Ignacego Jelca, co  ładnie nam pozwala połączyć sytuację z 1638 i 1651 roku. Niezależnie jednak od tego, czy chodzi o dwóch różnych Jelców czy też tego samego, sam fakt że ksiądz wystawił i poprowadził przeciw Kozakom chorągiew wolontarską jest interesujący. Zapewne była to rota kozacka, jak widzimy z opisu zaciągnięta spośród mieszkańców ziem należących do Jelców, które zostały podarowane zakonowi jezuitów. Niestety nie udało mi się odnaleźć żadnego zapisku dotyczącego udziału oddziału w walkach.

wtorek, 24 marca 2015

Z chłopa dragon


W 1635 roku Wielkie Księstwo Litewskie powołało pod broń znaczne siły zbrojne, których zamierzano użyć w Inflantach przeciwko Szwedom. Jak wiemy cała rzecz rozeszła się po kościach, chociaż Litwini – w odróżnieniu od Polaków – zdołali jednak napsuć nieco szwedzkiej krwi. Hetman Krzysztof II Radziwiłł, starając się utrzymać w karbach podległych sobie żołnierzy, wydał w sierpniu 1635 roku artykuły wojskowe, w których narzucał (przynajmniej na papierze…) bardzo ścisłą dyscyplinę. Znalazłem wśród zapisanych tam punktów jeden bardzo interesujący, a dotyczący zaciągów dragońskich. W armii litewskiej znalazło się w tym roku 6 rot dragonii, liczących razem 720 porcji,  a tam o zaciągach do nich wspomniał Radziwiłł:

Iż to więc zwykły cudzoziemskie czynić zaciągi, że poddanych szlacheckich biorą pod dragońskie chorągwie, w czym się dzieje ujma skarbu Rzeczypospolitej dlatego, iż tym chłopom nic nie płacą a ze skarbu Rzeczypospolitej spełna żołd odbierają, przeto, zabiegając temu, chcemy mieć i rozkazujemy, aby na potym tego nigdy nie było, ale każdy szlachcic, skoro pozna swego chłopa, tedy mu bez odwłoki ma być wydany z pod chorągwie, pod surowym na upartych oficjerów wojskowym karaniem.


Rzecz ciekawa i zapewne dotyczące także i licznej (2800 porcji w 13 rotach) piechoty cudzoziemskiej. Proceder zaciągów żołnierza wśród zbiegłych poddanych szlacheckich musiał być jak widać znaczny, jeżeli hetman postanowił zamieścić go w swoich artykułach. Niestety nie zachowały się do naszych czasów żadne rolle popisowe z 1635 roku (a przynajmniej ja nigdy się z takimi nie spotkałem), w których można byłoby sprawdzić jak duży był w dragonii odsetek żołnierzy o swojskich nazwiskach. W książce  opublikowałem rolle rajtarii litewskiej z tej samej kampanii, tam odsetek polskich i litewskich nazwisk był znaczny, aczkolwiek trudno porównać sytuację szlacheckiej rajtarii z plebejską dragonią. Oficerowie dragonii litewskiej wywodzili się przynajmniej w części z niemieckiej szlachty osiadłej w Inflantach i na Litwie (Mikołaj Korff, Ewer Butler, Georg Wolf, prawdopodobnie także Ewald Brynk), nic więc dziwnego że i rekruta szukali lokalnie. 

środa, 18 marca 2015

Coś z wargamingowo-napoleońskiej beczki


Od pewnego czasu z dużym zainteresowaniem obserwuję rozwój nowej polskiej gry figurkowej - "Bogowie Wojny - Napoleon". Ekipa GM Boardgames stworzyła bardzo interesujący system, a że sentyment do epoki napoleońskiej wciąż gdzieś się we mnie kołacze, postanowiłem jako "zaczerpnięcie oddechu" od OiM skrobnąć jakiś nieoficjalny materiał do BW-N. Dzisiaj chciałbym zaproponować pierwszy z nich, czyli duński korpus posiłkowy (de facto dywizję) walczący w kampanii 1813 roku w składzie XIII Korpusu Wielkiej Armii. Starałem się, by zasady były jak najbardziej zbieżne z rozpiskami "głównych" armii, które gracze będą mogli znaleźć w podręczniku głównym do gry. Zapraszam do zapoznania się z zasadami oddziałów duńskich. Oczywiście jest  to tylko wstępna wersja, w miarę wprowadzania ewentualnych zmian będę uzupełniał je w pliku. Niedługo pojawią się też ich przeciwnicy, czyli armia szwedzka z tego samego roku.

wtorek, 17 marca 2015

A cóżby to jednego chłopa ze wsi zgubić?


Na sejmie warszawskim w styczniu 1635 roku pan Mikołaj Ligęza, kasztelan sandomierski, przedstawił królowi Władysławowi IV wotum dotyczące przygotowania armii koronnej do walk przeciw Szwedom i Turkom. Znalazł się tam między innymi bardzo ciekawy fragment dotyczący przygotowania specjalnej pieszej wyprawy łanowej przeciw Turkom. Zauroczyła mnie zwłaszcza troska o los chłopów których miano zaciągnąć do tej BPP. Poczytajmy więc cóż też pan Mikołaj wymyślił w kwestii polskiej piechoty:
Ad militem comparandum[1] czemuby się nie miał i ten sposób konsyderować, aby ze wszystkich wsi świeckich i duchownych i rzeczypospolitej, cokolwiek ich jest i z nich pobory idą, coequando[2] wielką, średnią wieś, jednego pieszego na trzy miesiące, Septembr[3], Octobr[4]. Novembrem[5], na Turka tylko samego, gdy czas jego wojny, do tego antemurale wyprawować, albo też ze trzydziestu radniej łanów extraordinarie[6], poborów tylko dwa na trzy miesiące złożyć, aby z nich pieszego godnego, do poborców i skarbników gromady z rynsztunkami, z każdej wsi aequaliter[7] porachowawszy, wedle kwitów poborowych posyłali.
Bo z trzydziestu łanów, na dwa pobory sześćdziesiąt rachując, jednego pieszego na trzy miesiące godnieby się wyprawić mogło, a płaca po 5 złotych na miesiąc, i barwa, muszkiet, szabla, tem wystarczyć się mogła.
Zaczemby niemała liczba piechoty polskiej była, a dato choćby casu in eventu[8], co to niepodobna, mieli poginąć, a cóżby to jednego chłopa ze wsi zgubić? których czasem w zwadach karczemnych i powietrzem siła poginie, a nie znać tego bywa. Do tego wiele luźnych ludzi, próżnujących, na swawolą i pożogi w koronie się udających, mieliby ztąd zabawę wojenną, którą na złe rzemięsła obracają, których po wsiach, miasteczkach siła, wiele złego brojących, luźnych a mężnych, dobrego serca na złe jest.
Z miast zaś, aby tymże setnicy chorągwie, prochy, kule, kolasy, także na trzy miesiące, według kwitów poborowych, extraordinarie wyprawowali.



[1] By wystawić żołnierza.
[2] Po równo.
[3] Wrzesień.
[4] Październik.
[5] Listopad.
[6] Nadzwyczajnie.
[7] Po równo.
[8] Na wypadek. 

czwartek, 12 marca 2015

Raz chłop siekierą, raz chłopa z karabinu


Kilka wpisów temu opisałem, jak to niemieccy chłopi dali nauczkę maruderowi z armii cesarskiej. Dzisiaj sytuacja odwrotna, czyli plądrujący żołnierze z sukcesem walczą z chłopami. Rajtar w służbie Karola X Gustawa, Hieronim Chrystian Holsten , tak oto opisał pewien przypadek:
W czasie tego marszu o mało co nie utraciłem głowy, ponieważ w siedem koni odbiliśmy się nieco od armii, by zdobyć coś na śniadanie czy coś innego użytecznego, i tak przybyliśmy do wielkiej wsi. Nie zastawszy tam żadnych chłopów odwiedziliśmy domy jeden po drugim. Udałem się i ja do dużej chałupy chłopskiej, przetrząsnąłem ją dokładnie, wszedłem do ciemniej komory i rozbiłem polskim obuszkiem kilka skrzyń. Gdy jednak chciałem wyjść i zwróciłem się do drzwi komory, stał tam mój drogi kmiotek z wielką siekierą w ręku i chciał mnie wracającego jak wołu zdzielić przez łeb. Na moje szczęście, a na nieszczęście chłopa mój karabin był nabity i odbezpieczony. Odskoczyłem do tyłu i wystrzeliłem, strzał mi się udał, chłop wypuścił siekierę i nakrył się nogami. Od tego momentu nauczyłem się przezorności.

Szwedzki najemnik miał tu sporo szczęścia, wynik starcia mógł wszak być zupełnie inny i pamiętników byśmy dziś nie czytali. Ciekawa jest wzmianka o nieregulaminowym wyposażeniu, czyli polskim obuszku, przydatnym przecież nie tylko do rozbijania skrzyń.