poniedziałek, 26 marca 2012

Przerwa

Z powodów osobistych blog na czas nieokreślony uważam za zamknięty - nie będą się pojawiać żadne nowe wpisy. Będę jednak wciąż monitorował komentarze, więc jeżeli pojawią się jakieś pytania dotyczące starszych wpisów odpowiem na nie w miarę możliwości.

Pozdrawiam

Michał 'Kadrinazi' Paradowski

czwartek, 22 marca 2012

Rondasseurs i slazwaard - raz jeszcze

Wspomniałem kiedyś o wyposażeniu szkockich kompanii na służbie Zjednoczonych Prowincji, wymieniając także tarczowników i żołnierzy z dwuręcznymi mieczami: http://kadrinazi.blogspot.co.uk/2011/11/rondasseurs-i-slazwaard.html
Właśnie wpadło mi ciekawe uzupełnienie tego tematu. W sierpniu 1588 roku Stany Generalnie, po konsultacji z wyższymi oficerami armii, sporządziły listę tych broni w które mają być wyposażeni żołnierze piechoty. Oczywiście teoria sobie a praktyka sobie, zobaczmy jednak jak taki urzędowy spis wyglądał.
Kompania piechoty miała składać się ze 150 ludzi: 13 oficerów i podoficerów, 134 szeregowych i 3 służących. Podział knechtów miał być następujący:
- 18 muszkieterów
- 52 arkebuzerów
- 45 pikinierów z uzbrojeniem ochronnym
- 12 halabardników
- 3 rondasseurs (żołnierzy z mieczami i okrągłymi tarczami)
- 4 żołnierzy z dwuręcznymi mieczami
W praktyce w dużej części regimentów nie było mieczników, o wiele mniej także było halabardników. Dowódcy regimentów woleli także widzieć o wielu więcej strzelców w swoich oddziałach.

Problemy techniczne z komentarzami?

Jeżeli ktoś ma problemy z wrzucaniem komentarzy na blog proszę dać znać na mój email:
grimme[at]tlen.pl
chciałbym sprawdzić czy to odosobniony przypadek czy też blogspot sobie coś tu pogrywa ze mną...

środa, 21 marca 2012

Kirasjerzy pana Archibalda czyli gdzie są nasze guldeny?

Szkoci i Anglicy służący w armii Zjednoczonych Prowincji w czasie Wojny Osiemdziesięcioletniej zasłynęli przede wszystkim jako solidni żołnierze piechoty. Zdarzało się jednak od czasu do czasu że próbowano zaciągać ich także jako kawalerzystów. Znalazłem ciekawą wzmiankę o takiej właśnie jednostce konnej. W grudniu 1604 roku kapitan Archibald Ariskey (Erskine) zobowiązał się wobec Stanów Generalnych na zaciągnięcie do 1 marca 1605 roku kompanii jazdy, złożonej ze 100 dobrze wyposażonych kirasjerów, posiadających dobrze wytrenowane konie. Zdawano sobie jednak sprawę, że eskapada będzie niezwykle trudna i droga (oceniano że ok. 30 000 guldenów), głównie z powodu braku odpowiednich koni w Niderlandach, ale także niedostatku odpowiednich kandydatów do służby w kawalerii spośród Szkotów. Kapitan Erskine próbował poprzednio wystawić już kompanię jazdy, jednak zawiódł na tym polu. Zamiast w sierpniu, wystawił ją dopiero w grudniu 1604 roku, do tego zaledwie 70 czy 80 ludzi, z zaledwie 1 (tak, jednym!) koniem zdatnym do służby. Na jego ustawiczne nalegania dano mu jednak szansę na powtórne wystawienia oddziału, zezwalając jednakowoż, by do 30 spośród jego kirasjerów dosiadało kuców (ponies). Urzędnicy niderlandzcy zabezpieczyli się jednak na wypadek problemów z dostępnością koni. Każdy konny żołnierz miał otrzymać 14, a każdy pieszy tylko 7 stuiverów (drobna moneta, dwadzieścia stuiverów dawało jednego guldena) żołdu dziennie. Kapitan miał jednak zastrzeżenie, oto domagał się by pozwolono mu wystawić więcej kuców (ponies)  jakie miała na stanie inna szkocka kompania jazdy, dowodzona przez kapitana Hamiltona. W urzędowymi piśmie zwrócono mu jednak uwagę, że powinien być ukontentowany z ofertą która mu zaproponowano i nie powinien stawiać żadnych warunków. Otóż wszystkie konie oddziału miały w marcu być takiego wzrostu i masy jakiej wymagał regulamin. Kapitan musiał się także zgodzić na to, że jeżeli pierwszego marca nie wystawi pełnej jednostki według ustalonego regulaminu, nie zostanie ona przyjęta na służbę.
Na początku stycznia kapitan zasypywał Stany prośbami o dodatkowe pieniądze na formowanie oddziału. Kompanię formowano w okolicach Utrechtu, stąd też Stany Generalnie wystosowały 21 stycznia 1605 roku list do władz lokalnych w Utrechcie, pytając czy wspierają one rekrutację jednostki Erskine’a. Pytano także ile ma on już koni a także jak jest wyposażona kompania. Szkot jednak nie poddawał się, 5 grudnia wypłacono mu 1200 guldenów na opłacenie żołdu i wyposażenia żołnierzy, przypominając jednak, że ma czas do 1 marca by sformować oddział.
Kompanię bez wątpienia udało mu się sformować, nie była to jednak jednostka która dobrze zapisała się w pamięci Holendrów. 21 maja 1606 roku magistrat Zwolle w liście do Rady Stanów wspominał o żołnierzach kompanii Erskine’a zakwaterowanych w ich mieście jako o biednych i chorych, na dodatek porzuconych przez swojego kapitana, który wyjechał tuż po zakwaterowaniu oddziału i przez długi czas nie powracał. Szkoccy kirasjerzy nie otrzymywali praktycznie żołdu, przez co mieszczanie musieli ich wspierać jedzeniem (tak dla żołnierzy jak i koni). Magistrat oceniał miejskie wydatki na 1000-1200 guldenów, a jako że kapitan Erskine nie powrócił do swoich żołnierzy, którzy niedługo mieli opuścić Zwolle i dołączyć do armii polowej, mieszczanie prosili o interwencję w kwestii uregulowania długi. Zasugerowali wręcz, że póki nie zobaczą swoich pieniędzy, mogą zatrzymać konie [należące do kompanii] jako zabezpieczenie.
Kolejna notka którą znalazłem w związku z ową kompanią pochodzi z grudnia 1608. Jesienią tegoż roku nasz pan kapitan Erskine zmarł (lub poległ), a jak się okazało pozostawił po sobie kolejne długi wobec mieszczan ze Zwolle. Do tego jego kompania nie była opłacana od dwóch miesięcy, zapewne więc pan Archibald chował to i owo do swojej sakiewki. Stany Generalne wysłały do Zwolle komisarza Doubblet, który przeprowadził popis i nadzorował zwinięcie kompanii. Jak się okazało aż 42 mieszczan ze Zwolle oczekiwało na swoje pieniądze, tak od zmarłego Erskine’a jak i od niektórych jego żołnierzy. Domagali się więc oni by zaległy żołd wypłacono Szkotom w obecności grupy reprezentantów miasta, tak by mogli odebrać od żołnierzy należne im sumy.
Interesujący to wątek, ukazujący że nawet w słynnych z regularnego płacenia najemnikom Zjednoczonych Prowincjach żołnierze często mieli problem z ujrzeniem swoich guldenów, co oczywiście nie wpływało najlepiej na relacje z okoliczną ludnością. 

wtorek, 20 marca 2012

Służbę naszą i usarów naszych...

W czasie Smuty w szeregach armii szwedzkiej walczyło sporo Polaków, Litwinów i Kozaków, biorących przede wszystkim udział w walkach w rejonie Nowogrodu w 1614 i 1615 roku. Nieoceniony Daniel Staberg (as always I owe You big time Daniel!) w czasie swoich poszukiwań natknął się na informacje o korespondencji pomiędzy polskimi i szwedzkimi oficerami, głównie listy te adresowane były do jednego z najważniejszych szwedzkich generałów, Ewerta Horna. Dzięki uprzejmości Daniela wszedłem w posiadanie sporej ilości takich listów znajdujących się w szwedzkich archiwach, jednak kilka nie było dostępnych w Sztokholmie. Tu jednak z ogromną pomocą przyszedł Sulo Lembinen  z Działu Manuskryptów i Cennych Woluminów Biblioteki Uniwersytetu w Tartu w Estonii (many, many thanks for help!). Udostępnił mi bowiem brakujące listy, dzięki którym mogłem poszerzyć kolekcję.
Co prawda wiele spośród listów z trudem daje się odcyfrować, jednak można z nich wyczytać sporo ciekawych informacji. Otóż okazuje się, że pośród różnych oddziałów jazdy polskiej i litewskiej służącej Szwedom znalazł się także pułk husarii (sic!), złożony prawdopodobnie z trzech chorągwi. Owe Rycerstwo Polskie tytułowane jest jako usary, mamy też szwedzkie określenia czyli Speerreiter [jeźdźcy z kopiami] i Panzerreiter [jazda opancerzona]. Na czele pułku stał pułkownik [Obrist] Hieronim Dembiński/Dębiński [Hieronimus Dembinski], jego dwóch rotmistrzów to Jaromir Plecki i Stanislaus Wolski. Co ciekawe, wszyscy polscy, litewscy czy kozaccy oficerowie piszący do Szwedów tytułują Gustawa II Adolfem tytułem Król Szwedzki co jak wiemy nie było normalnie w Polsce praktykowane. Nie ma to jednak jak przypodobać się pracodawcy.
Kolejnym ciekawym wątkiem jest to, że wśród husarzy służył niejaki Johannes Kunowski, czyli nie kto inny jak Jan Kunowski, autor Ekspedycyi inflantskiej 1621 roku. Jak widać Kunowski najpierw praktykował w armii szwedzkiej, po czym dochrapał się pozycji w husarii litewskiej. By sprawdzić jego listy zwróciłem się do znanego specjalisty z Uniwersytetu Białostockiego, doktora Karola Łopateckiego (serdecznie pozdrawiam i dziękuję za pomoc!), który badał oryginalne dokumenty autorstwa Kunowskiego i był w stanie potwierdzić autentyczność ‘szwedzkiej’ korespondencji naszego husarza. Udało się więc nieco wypełnić białą plamę w życiorysie ciekawej XVII-wiecznej postaci.
Co prawda nie mam (na dzień dzisiejszy?) informacji o tym jak przebiegała służba owych husarzy u Szwedów, poza nieco enigmatycznymi zapewnieniami oficerów że gotowi są walczyć z wrogami Jego Miłości Króla Szwedzkiego i na pożytek Corony Szweckiej. Na pewno służyli od drugiej połowy 1614 roku do połowy (?) 1615 roku w rejonie Nowogrodu, jednak sprawa wymaga dokładniejszego badania. Chciałem jednak zasygnalizować ten niezwykle interesujący i jakże mało znany wątek. 

poniedziałek, 19 marca 2012

Zagadkowi strzelcy księcia Krzysztofa

W lipcu zeszłego roku pan Wojciech Pikuła (serdecznie pozdrawiam!) przysłał mi pytanie w związku z dosyć zagadkową jednostką strzelców którzy mieli towarzyszyć ks. Krzysztofowi Zbaraskiemu w jego poselstwie do sułtana w 1622 roku. Przyznam że nie udało mi się wówczas zidentyfikować tego oddziału, a że trafiłem dziś, przeglądając źródła, na kolejną o nim wzmiankę, postanowiłem przyjrzeć się owej jednostce. Być może wespół w zespół uda nam się wyjaśnić kim byli owi strzelcy?
Sprawdźmy najpierw, co mówią o nich materiały źródłowe. Samuel Twardowski w Przeważnej legacyi jaśnie oświeconego… przy opisie wjazdu do Carogrodu napisał. Podaję link do wydania w CBN Polona (str. 67, końcowy akapit na stronie), może komuś uda się go lepiej odcyfrować niż mi:
Poczet strzelców na koniec Zbaraskich za niemi
Pod srebrnymi Kanaki [nie mogę tego słowa dobrze odcyfrować] y Pióry Strusiemi:
Złote po nich Delie, srebro lite broni
Srebrne im y z dorodnych brzmią pierścienie Koni.
Na marginesie mamy wzmiankę, że było owych strzelców było koni 40, dowodził nimi kapitan.
Z kolei w drugim tomie Zbioru pamiętników historycznych… Juliana Ursyna Niemcewicza znajdujemy opis wjazdu do Carogrodu według Samuela Kuszewicza, uzupełniony informacjami z Twardowskiego właśnie. Tu jednak wzmianka o strzelcach jest nieco dziwna:
Na koniec czterdziestu strzelców nadwornych Zbaraskich na koniach: u tych pióra Strusie, i srebrne kanaki, i brzęczące u rzędów srebrne pierścienie, przewodził im Strzelecki.
Wydaje się, że cały opis jest wzięty zresztą z Twardowskiego. Niemcewicz użył nawet przypisu z marginesu (Kapitan Strzelecki), które u Twardowskiego oznaczało po prostu dowódcę strzelców, po czym zrobił z niego nazwisko oficera. Przynajmniej ja interpretowałbym to jako błąd Niemcewicza, acz jestem otwarty na dyskusję.
Dochodzimy teraz do pytania zasadniczego – cóż to za oddział owi strzelcy? Konna jednostka, w nazwie strzelecka, aż nie mamy wzmianki jakiej broni używali. Inne oddziały towarzyszące Zbaraskiemu i wymienione osobno to piechota węgierska i uzbrojeni w pistolety i bandolety petyhorcy (sic!). Oddział 40 strzelców jest, z okazji uroczystego wjazdu, ubrany nader bogato, jednak mało tu wskazówek wskazujących na formację. Główne tropy na którymi się zastanawiałem to
- dragoni – strzelcy na koniach tu pasują, jednak w tym okresie nie była to zbyt popularna jednostka
- jazda kozacka z bandoletami  - tu kieruję się kluczem ubioru i słowem delie, acz nie wiem czy dobrze je odczytałem.
Przyznam jednak, że to nader luźne teorie. Zapraszam do dyskusji na ten ciekawy temat, może komuś uda się znaleźć dodatkowe źródła, być może ktoś zetknął z innym opisem tego oddziału przybocznego i będzie go w stanie zidentyfikować?

sobota, 17 marca 2012

Kurlandczycy w OiM

Potrwało to nieco ;) dłużej niż zakładałem, ale wreszcie się udało - ze strony OiM można wreszcie ściągnąć pdf z zasadami do armii kurlandzkiej z okresu 'Potopu':
http://www.ogniemimieczem.wargamer.pl/index.php?option=com_rokdownloads&view=file&Itemid=63&id=26:armia-kurlandzka 
Jako jeden ze współautorów mam nadzieje, że armia przypadnie graczom do gustu. Prace nad moją własną armijką z tego pdfa trwają, póki co załączam zdjęcia modeli które zostały przygotowane do pdf, na moje trzeba poczekać znacznie dłużej, modelarz i malarz ze mnie fatalny.