niedziela, 16 kwietnia 2017

Sztuką robienia muszkietem i arkebuzem


Zgodnie z zapowiedzią, moich porządków w albumach z Rijksmuseum ciąg dalszy. Znów Jacob de Gheyn (i jego kopie), tym razem:
- musztra muszkieterska
- musztra arkebuzerska
Klasyka gatunku - zarówno w kwestii mundurologii jak i taktyki. Jutro kolejny album, acz już innego autora...

sobota, 15 kwietnia 2017

Sztuka robienia piką


W ramach porządków w moich kolekcjach online w Rijksmuseum (jak ja kocham te ich zbiory...) zrobiłem sobie osobny album z musztrą pikinierską według Jacoba de Gheyna. Jest tam też kilkanaście kopii jego pracy (jedną z nich widać powyżej), w końcu podręcznik ten drukowano w wielu krajach. Może się komuś przyda zgrupowane w jednym miejsce, idealne żeby spalić trochę kalorii po świątecznym obżarstwie. Album można znaleźć tutaj. Zapewne niedługo zrzucę do jednego albumu także i musztrę muszkieterską.

piątek, 14 kwietnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXX


W 1629 roku Fryderyk Henryk Orański zdołał – po trzymiesięcznym oblężeniu – zdobyć twierdzę ‘s-Hertogenbosch. Był to niesamowity wyczyn niderlandzkiej inżynierii wojskowej, zablokowano bowiem dwie rzeki (Aa i Dommel), wybudowano 40-kilometrową groblę, dzięki której stworzono polder i wypompowano z niego wodę. Dzięki temu można było na osuszonych bagnach, otaczających Bagnistego Smoka (jak nazywano twierdzę), poprowadzić linie fortyfikacji i doprowadzić oblężenie do finału. Nic dziwnego, że powstało sporo rycin i obrazów dokumentujących ten tryumf. Jedną z takich rycin, wykonaną przez naszego dobrego znanego Salomona Savery’ego (1594-1683) przedstawiam powyżej.

Na pierwszym planie widzimy tu grupę inżynierów i kopaczy – dzięki którym księciu udało się zrealizować tak trudną operację. Na drugim planie jazda, piechota i artyleria Zjednoczonych Prowincji, pośrodku zapewne sam książę ze sztabem. Dalej szczegóły samego oblężenia, a na miniaturach po prawej detale fortyfikacji oraz wybuch miny. Szczególnie urocza jest postać brodatego kopacza na pierwszym planie – wiadomo kto odwalił najgorszą robotę…

Edit (16/05/2017): udało się znaleźć jeszcze drugą (lewą) część ryciny, świetnie widać tam detale piechurów i jazdy niderlandzkiej.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXIX


Wieki temu zamieściłem w dwóch częściach obraz Paulusa von Hillegaerta, przedstawiający demobilizację oddziałów waargelders w Utrechcie w 1618 roku. Okazuje się, że wydarzenie to ukazał jeszcze jeden malarz. Joost Cornelisz Droochsloot (1586-1666) całe życie mieszkał w Utrechcie, więc zapewne miał okazję być świadkiem owego wydarzenia. W 1625 roku namalował więc demobilizację, w nieco innym stylu niż mistrz Paulus. Na pierwszym planie widzimy oficerów księcia Maurycego: dobrze widoczne są kolety noszone pod napierśnikami i naplecznikami. Grupa pieszych stojących przed konnym uchylającym kapelusza to zapewne przedstawiciele rady miejskiej, którzy mieli nadzorować zwijanie oddziałów. Samych waargelders widzimy z tyłu: cztery szeregi pikinierów i cztery szeregi muszkieterów, odpowiadające przepisowemu stosunkowi tych formacji w niderlandzkich regimentach. Mamy tu także sporo przykładów doboszy, oficerów (z partyzanami i halabardami). Po lewej widać ekwipunek zwiniętej kompanii: sztandar, bębny, pancerze i piki. Tego typu obrazy to bardzo ciekawe studium strojów i ekwipunku żołnierzy z tego okresu, tym bardziej że wyposażenie waargelders nie odbiegało raczej od tego u żołnierzy armii polowej. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Siedmiogrodzka inwazja na szwedzką ziemię


Wyprawa Zygmunta III do Szwecji w 1598 roku zakończyła się porażką i de facto przekreśliła sprawy jego korony szwedzkiej.  Mało kto jednak pamięta, że już po wycofaniu się króla do Polski, wciąż bronił się jego garnizon Kalmaru, który kapitulował dopiero w maju 1599 roku. Tam pierwsze skrzypce odgrywał Władysław (Laszlo) Bekiesz, który 15 grudnia 1598 roku przedarł się z oddziałami węgierskimi do twierdzy i zasilił niemieckich najemników tworzących garnizon. W liście pisanym do Jana Kwaśniewskiego, a datowanym na 2 stycznia 1599 roku, tak oto siedmiogrodzki szlachcic opisuje walki ze Szwedami wiernymi księciu Karolowi[1].
Najpierw doszło do starcia flot:
Miałem wiatr po sobie przez całą tę noc, chcąc jednak ich tam więcej strwożyć, równo ze świtaniem (…) ruszyłem się ku nim prosto w bębny, w trąby uderzywszy, chorągwie rozpuściwszy. Którzy mnie pierwej postrzegłszy nieco się przybliżyli na strzelanie z działa, a wskoro hajduki obaczyli i iżem też prosto ku nim płynął, zaraz na dwoje się rozdzieliwszy, gdzie który mógł, po morzu się rozpierzchnęli.
Przybycie odsieczy podniosło morale kalmarskiego garnizonu, gdzie ok. 100 Niemców broniło się już tylko w samym zamku. Lądujące oddziały Bekiesza napotkały opór oblegających:
Lichom jedno na brzeg wysiadł, zaraz aż w bramę miejską rajtarowie wpadli. Harc z nimi prawie dobry mieliśmy, ale bez szkód naszych.
Hajducy połączyli się następnie z piechotą niemiecką z Kalmaru, tam kwatery na wale i po basztach im dawszy, abym tym okolicznych poddanych i mieszczanom wiele serce za naszym przyjazdem przydać mógł.
Już trzy dni po wylądowaniu, energiczny Bekiesz poprowadził kontrataki z miasta, lud Karolusów z gęstemi wycieczkami wypędziłem i wszystko spalić rozkazałem. Tak też płoty, drzewa powyrąbywaszy, zarazem tak Niemców jak o i Węgrów do poprawieniu wału miejskiego obróciłem, którą robotę za dwa dni skończyli.
Siły oblegających zasilił sam książę Karol, nadciągając z rajtarami  i z piechotą, zajmując pozycje w folwarku królewskim nieopodal miasta. Jak to pisał siedmiogrodzki oficer: ale i stamtąd gęstymi harcami i kulami ognistymi wypędziłem ich, że teraz w pół mili obóz swój mają.
Przez cztery tygodnie takich potyczek Biekiesz miał ponieść bardzo małe straty. Bóg Wszechmogący nas bronił, że nie utraciłem, jedno Niemca jednego, którego nie wiem pewnie Szwedowi li w łeb cięli (którzy mało ręcznej broni mają) czyli hajducy, bo już prawie się zmierzchło, gdy harc ustał, a drugiego Wołoszyna nieszkodliwie w nogę postrzelono.
Nic więc dziwnego, że na początku stycznie pan Władysław był pełen optymizmu, to wojsko które jest, nic nam inszego uczynić nie może, jedno żywności broni, ale i żywności mamy po dostatku, tak że chociażby nam nic nie przybyło, do dalszego obmyślenia o nas Króla JM trwać możemy. Niestety Siedmiogrodzianin nie wiedział, że on i jego waleczni żołnierze stoją już na z góry straconych pozycjach…



[1] Oblężeniem Kalmaru dowodził Karl Carlsson Gyllenhielm, syn Karola z nieprawego łoża. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Każe je na pal wbijać


Kilka razy wspominałem o „małej wojnie” toczonej wokół Kamieńca po jego zdobyciu przez Turków. Z jednej strony polskie chorągwie blokujące (z lepszym lub gorszym skutkiem) Kamieniec, z drugiej zaś strony oddziały nowego ejaletu kamienieckiego – na czele z Lipkami i Czeremisami – atakowały konwoje z zaopatrzeniem, próbowały „urwać języka” i generalnie niepokoiły przeciwnika. Z czasem walki stawały się coraz to okrutniejsze, obydwie strony nie przebierały w środkach. Nader okrutny proceder obrońców opisał jeden z Polaków:
Halil Basza[1]daje po czerwonemu złotym za głowę polską, z kąd Czeremisowie wypadają, a napadłszy gdzie ludzi ścinają i na szabli głowę polską przyniósłszy, czerwony złoty odbierają, a Basza każe je na pal wbijać po rynku i ulicach. Dziwy robią ci złodzieje Lipkowie.
Można się tylko domyśleć, co stałoby się z owymi Czeremisami, gdyby wojskom polskim udało się zdobyć Kamieniec. Tak się jednak nie stało i miasto wróciło do Polski dopiero w 1699 roku, na mocy pokoju w Karłowicach.



[1] Dowódca tureckiego garnizonu. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Cała naprzód ku nowej przygodzie!


Wiosna idzie, nawet w Szkocji świeci słońce i od dwóch dni nie padało mi za oknem. Niestety utknąłem z choróbskiem w domu, więc mogę sobie co najwyżej podróżować z palcem po mapie. Niezawodny Rafał Szwelicki (serdecznie pozdrawiam!) podrzucił mi właśnie coś bardzo ciekawego w takim temacie. To baza danych zatytułowana American Journeys, zawierająca liczne zapiski z wypraw odkrywczych i zasiedlania Ameryki Północnej w okresie pomiędzy XI i XIX wiekiem. Od sagi Eryka Thorvaldssona, przez zapiski Kolumba, Cartiera, Drake’a aż po pana o świetnie brzmiącym nazwisku Jedediah Strong Smith. Lektura niezwykle interesująca, bazę danych można znaleźć na stronie Wisconsin Historical Society.