czwartek, 16 kwietnia 2015

Oficerowie rajtarii JKM


Wspominałem kiedyś o moim kolejnym projekcie książkowym dotyczącym XVII-wiecznej rajtarii w armiach polskich i litewskich. Z różnych przyczyn notatki wylądowały w szufladzie i jest mało prawdopodobne, żeby książka ujrzała kiedyś światło dzienne. Szkoda jednak, żeby materiały się marnowały, więc od czasu do czasu chciałbym opracowane fragmenty publikować w formie artykułów - tak w internecie jak i w formie drukowanej. Dzisiaj podrzucam taki rajtarski okruch, czyli wstępną próbę stworzenia przeze mnie spisu polskich i litewskich oficerów rajtarii, służących w okresie 1621-1629. Oczywiście jest to bardzo podstawowa i początkowa wersja, świadomie też pozbawiona przypisów bibliograficznych, niemniej jednak może niektórych Czytelników bloga zainteresować. Sporo jeszcze nad tym roboty, zdaję sobie sprawę, że w zestawieniu mogą się znajdować błędy - mam jednak nadzieję w ciągu kilku najbliższych miesięcy uda się dokończyć zestawienie i może je nawet gdzieś wydać drukiem.
Plik może ściągnąć z dropboxa.
Jak zwykle wszystkie komentarze mile widziane,

środa, 15 kwietnia 2015

Postawy i łokcie hajduckie


Dziś niejako kontynuacja wpisu wczorajszego, dotyczącego kwestii strojów dla piechoty (uprzedzając pytanie – nie, o podszewkach nic tam nie ma). Tym razem pozwolę sobie na cytat in extenso z pracy p. profesora Henryka Wisnera Rzeczpospolita Wazów, II. Wojsko Wielkiego Księstwa Litewskiego, dyplomacja, varia.
Z zaciągiem piechoty polskiej wiązał się zwyczaj dawania jej barwy, czyli raz na ro sukna na mundury. Dziwi, że milczano o butach[1]. W roku 1615 list przypowiedni zapowiadał danie na trzech piechurów dwu postawów sukna rocznie lub „łokciami gdańskimi” ośmiu łokci sukna karazjowego na hajduka. Rotmistrzowie otrzymywali po 8 łokci falendyszu[2], porucznicy, nie wiadomo dlaczego, aż 12 łokci, tyle że nieco tańszego[3]. Karazja to najtańsza, lekka tkanina wełniana, falendysz, sukno grube.
Oczywiście nie można z tego wyciągnąć wniosku, że opisana wczoraj ‘dostawa’ materiałów była przeznaczona dla zaledwie kilku ludzi. Wspomniane powyżej 2 postawy/3 hajduków to przydział roczny, czyli przynajmniej dwóch a może nawet trzech strojów na żołnierza. Prawdopodobne, że transport z Wilna był przeznaczony dla hetmańskiej chorągwi piechoty dowodzonej do marca 1622 roku przez Jana Dziewczopolskiego. Oddział ten służył od sierpnia 1621 roku, część żołnierzy mogła więc nie posiadać jeszcze ‘barwy’.



[1] Zapewne z tego powodu, że te żołnierz – jak w innych armiach europejskich – musiał sobie zorganizować we własnym zakresie.
[2] Każdy w cenie 3 zł.
[3] 2 zł 15 groszy/łokieć. 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Krawiec wojskowy w ciągnieniu szyć może (albo i nie...)


Jak dobrze jest czytać przypisy…  We wspaniałej pracy p. profesor Urszuli Augustyniak, W służbie hetmana i Rzeczypospolitej: klientela wojskowa Krzysztofa Radziwiłła (1585-1640) nie tylko w samym tekście właściwym, ale i w przypisach znaleźć można niesamowite bogactwo ciekawych informacji. Rzeczy dla mnie o tyle interesujące, że najczęściej dotyczące udziału wojsk hetmana w kampaniach przeciw Szwedom.
Dwie znalezione perełki (a na pewno zamieszczę ich w przyszłości więcej) :
We wrześniu 1621 roku sługa hetmana, Lipnicki, posłał przez Tatarzyna Abrama Bajramowicza transport materiału na stroje dla żołnierzy hetmańskich. Miał on z Wilna tracić bezpośrednio do oddziałów oblegających Mitawę. Tatar przywiózł:
- karazji[1] czerwonej postawów[2] 3
- karazji błękitnej postawów 3
- sznurka karmazynowego łokci 300
- guzików karmazynowych tuzinów 40
- haftek tuzinów 40
Słudzy księcia mieli zadbać o krawców, którzy zajęliby się uszyciem „mundurów” dla wojska. W czasie przygotowań do odsieczy Smoleńska w 1633 roku jeden z rezydentów hetmańskich, Zbrożek, donosił że ma już krawców, którzy w ciągnieniu robić mogą. Kapitan Detlof Bolte[3] meldował hetmanowi w sierpniu 1633 roku, że o ile otrzymał sukno na stroje dla swoich żołnierzy, o tyle z powodu spiesznego marszu (4-5 mil/dzień) ciężko jest krawcom szykować ubiory po drodze.





[2] Nie wiem jednak ile łokci liczyły owe postawy, jak wiemy rozpiętość była spora, od 27 do 62 łokci.
[3] Oficer jednej z kompanii piechoty cudzoziemskiej, szkolący przy okazji wybrańców z dóbr Radziwiłła.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Trzeba było się ubrać na modłę brunświcką


Dziś znowu zaglądamy do XVI wieku, acz nawet wcześniej niż za panowania króla Batorego. W toku wojny litewsko-moskiewskiej, toczonej w latach 1558-1570, doszło 26 stycznia 1564 roku do bitwy pod Czaśnikami[1]. Hetman wielki litewski Mikołaj Radziwiłł[2] miał w niej rozbić armię moskiewską dowodzoną przez kniazia Piotra Szujskiego. Garstka wybornej jazdy litewskiej miała wieczorem zaatakować i w dwugodzinnym boju rozbić przeciwnika. Według źródeł ze strony litewskiej, Moskwicini mieli stracić 9000-10 000 zabitych, podczas gdy  zwycięzcy mieli utracić zaledwie 20-22 zabitych i około 700 rannych[3]. W ręce Litwinów miał wpaść pokaźny tabor, liczący od 3000 do 5000 wozów. Krom broni i pancerzy, oraz kirysów, oprócz futer sobolowych i innych przyborów do ochrony od zimna, pełno było kobierców, wszelkiej żywności i srebrnych naczyń. Każdy wóz miał obejmować najmniej po dziesięć zbroi lub kirysów.
Niezwykle interesującym epizodem tego starciu był udział po stronie litewskiej chorągwi złożonej z moskiewskich bojarów. Uciekając spod panowania Iwana Groźnego, oddali oni swoje usługi Zygmuntowi II Augustowi. Niestety w gorączce bitwy kilku z nich miało zginąć z rąk litewskich żołnierzy:
Padli też od miecza dla niepoznaki w nocnej ciemnocie niektórych z naszych Moskwicinów, którzy zeszłego roku[4] pod przewodem Proposina do nas byli zbiegli, gdyż moskiewskim obyczajem odziani walczyli. Miało ich być pięćdziesięciu konnych. Jeśliby to przewidzieli niebożętą, przystaliby raczej choć na przyodzianie na sposób brunświcki[5], którego najbardziej Moskwa nienawidzi, aniżeli zginąć od swoich, którzy odzieniem w obłęd wprowadzeni za nieprzyjaciół ich poczytali.
Dosyć nietypowy przypadek ‘friendly fire’, od razu przychodzi mi do głowy podobna sytuacja z cesarskimi kirasjerami i arkebuzerami pod Trzcianą w 1629 roku.



[1] Nad rzeką Ułą, stąd też druga nazwa bitwy.
[2] Znany jako Rudy.
[3] Biorąc pod uwagę, że Litwini mieli wystawić do starcia 4000 jazdy, to przynajmniej liczba rannych świadczy o zażartym i krwawym starciu.
[4] 1563.
[5] Czyli niemiecki. 

środa, 8 kwietnia 2015

Turysto, nie ścigaj włoskiego chłopa


Ciężko było uprawiać turystykę w XVII wieku – wiele niebezpieczeństw czyhało na podróżników w czasie ich wojaży, od bandytów, przez włóczące się bandy żołnierzy, po broniących swej ziemi chłopów. Stanisław Albrycht Radziwiłł w pierwszym tomie swych pamiętników wspomina o tragicznym epilogu podróży jednego z polskich magnatów do Włoch. Sprawa była o tyle głośna, że doszła nawet do uszu samego papieża. Oddajmy zatem głos panu Stanisławowi:
Ten miesiąc[1] zakończę relacyą smutną o zabiciu syna[2] Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego[3], który jednego syna przed dwoma laty w Lowanium stracił[4], a tego drugiego we Włoszech postradał z takiej okazyi. Jadąc z Rzymu do Neapolu niedaleko od miasta kajetańskiego Germoneta nazwanego, gdy chciał przez płot do winnicy się przedrzeć, a chłop tam stojący tego bronił, gniewem uniózłszy się pistoleta dobył, w chłopa strzelił, lecz kula go minęła: gdy za chłopem uciekającym sam się ugania, bo assystencya jego[5] była poprzedziła, drugi chłop z krzaku winnego ruśnicą weń strzelił, i w piersi go ugodził. Spada wojewodzic z konia, przybiegają słudzy, z ziemi go podnaszają, ale na darmo, bo wkrótce na ich rękach umarł; obraziła ta rzecz i samego papieża[6], który pisał list konsolacyjny do ojca ciesząc go[7] w tym smutnym przypadku i stracie miłego syna, i tak jeden tylko syn[8] został w domu: cała familia, syn z ojcem[9] pozostała.
Widzimy więc, że dla krewkiego polskiego magnata wyprawa krajoznawcza skończyła się tragicznie. Wystarczyło nieco więcej opanowania, żeby sprawa nie wymknęła się spod kontroli, zamiast tego pan Krzysztof zginął w sytuacji wręcz idiotycznej, ścigając po winnicy włoskiego chłopa.



[1] Lipiec 1632 roku.
[2] Krzysztof Tęczyński.
[3] Jan Magnus Tęczyński.
[4] Gabriel Tęczyński, który zmarł w 1629 lub 1630 roku.
[5] Poczet towarzyszący młodemu magnatowi.
[6] Urban VIII.
[7] Tj. pocieszając.
[8] Stanisław Tęczyński, który zmarła w 1634 roku.
[9] Radziwiłł nie wspomina jednak o córce wojewody, Izabeli. Ta została małżonką Łukasza Opalińskiego młodszego, a po śmierci Jana Magnusa Tęczyńskiego odziedziczyła rozległe włości rodu Tęczyńskich. 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. XI


Do ostatecznej rozprawy z kozackim powstaniem Nalewajki w 1596 roku stanęły zarówno siły koronne jak i litewskie. Wielkie Księstwo miało wysłać przeciw Kozakom 1595 żołnierzy pieniężnych: 750 husarii, 745 jazdy kozackiej[1] i 100 piechurów. Ten – skromny wszak  - kontyngent miał zostać wsparty przez poczty ochotnicze i pospolite ruszenie. Wolontarze to  przede wszystkim szlachta mińska i lidzka. 24 lutego 1596 roku w Mińsku popisały się następujące poczty wolontarskie:

Z województwa mińskiego
Jego Mość pan żmudzki po usarsku koni 24, po kozacku koni 50
Jego Mość pan połocki po usarsku koni 10, po kozacku koni 16
Jej Mość pani wojewodzina trocka Hlebowicza zabiera z synem swym koni 74
Jego Mość pan Andrzej Zawisza po usarsku koni 5, po kozacku koni 55
Jego Mość pan Ciszkiewicz koni 12
Jego Mość kniaź Roman Bałtazorowicz Lichowski po usarsku koni 7, po kozacku koni 7
Jego Mość  pan Hładki, pisarz ziemski miński, po usarsku koni 7
Jego Mość pan Trokinicki, chorąży wileński, po kozacku koni 6

Z powiatu lidzkiego:
Jego Mość pan starosta orszański po usarsku koni 11, po kozacku koni 48
Jego Mość pan Zawisza koni 30, powodny koń 1
Jego Mość pan Tryzna koni 20, powodny koń 1
Jego Mość pan Wojciech Skinder, pisarz ziemski lidzki, po usarsku koni 3

Dodatkowo 27 lutego w Mińsku popisały się kolejne poczty:
Pan starosta miński koni 17
Pan wojski miński koni 10
Pan podkomorzy połocki koni 10
Pan Marcin Wołodkiewicz koni 5
Pan Iwan Narkiewicz koni 2
Pan Włoczymski koni 2
Pan Wołk koni 2











[1] Znaczna część rotmistrzów tej jazdy wywodziła się spośród Tatarów litewskich, zapewne więc i część żołnierzy spod ich komendy to także Tatarzy. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Marsowe oblicze husarii


Samuel Hutor Szymanowski w swoim Marsie Sauromatskim… pozostawił nam jedne z najpiękniejszych opisów husarii. Co prawda chwali w swoim utworze wszystkie formacje polskiej armii, od jazdy kozackiej po piechotę niemiecką z jej szpisznikami, niemniej jednak to skrzydlaci jeźdźcy są opisani najdokładniej. W sumie nie ma się co dziwić, okres 1633-1638 którym zajmuje się Szymanowski był wszak zdecydowanie zwieńczeniem długiej serii sukcesów husarii.

W czasie walk z Abazy Paszą pod Kamieńcem Podolskim w 1633 roku:

A potym polski  żołnierz w polu się szykuje
I już się do potrzeby nawalnej gotuje,
Żelaznymi odziany zbrojmi, kirysami.
Sępiemi powiewając ogromnie skrzydłami.
Rozciągnione chorągwie, proporcje się wiją
I aż na trzeci szereg w tył szyszaki kryją.

Jeszcze wspanialej miało się prezentować wojsko polskie w 1634 roku, kiedy to pokaźna armia pod wodzą hetmana Koniecpolskiego zebrała się pod Kamieńcem by odeprzeć potęgę turecką dowodzoną przez samego Murada IV. Protegowany hetmana, słynny Samuel Łaszcz, miał wśród swoich żołnierzy dobrze okrytą chorągiew husarską:

Też usarską chorągiew: odziani skórami
Niedźwiedziemi, lubo to, mówią, delurami.
Przy których orle skrzydła, tak okryte zbroje
I forgi u szyszaków, rozmaite stroje.

W czasie popisu wojsko koronne miało robić niesamowite wrażenie, przodowała w tym oczywiście husaria:

Świetne nader chorągwie proporce okryły
Wojsko, stalne kirysy z daleka świeciły.
Tu ogromne tygrysy, a tu lampartami
Na koniach przyodziani towarzystwo sami,
Tu skrzydła białopióre, forgi powiewają,
A tu konie tureckie głosem poryżają,
Pieniąc canki złocone, munsztuki smakują,
W miejscu kłusząc, wspaniale coraz przepryskują.
Tu zbroje polerowne, szyszaki złocone,
A tu złotem na koniech diwdiki ciągnione,
Na tychże i bogate rzędy aspisowe,
Koncerze i pałasze świecą turkusowe.
Chorągwie się po koniu sprawnie obracają
I na miejscach wiadomych już swoich stawają.
Kilkanaście tysięcy kopijnika[1] było
W polu, jak las ogromny, aże patrzeć miło.




[1] Według źródeł od 4180-4800 husarii.