piątek, 8 kwietnia 2011

Armia litewsko-polska pod Mohylewem 1654/1655 - piechota i dragonia

Nawiązując do bardzo ciekawej notki na blogu Vlada Velikanova:
chciałbym się przyjrzeć nieco kwestii liczebności sił litewskich i koronnych biorących udział w nieudanym oblężeniu (i krwawych szturmach) Mohylewa na przełomie 1654 i 1655 roku.  W oblężeniu wziąć miało udział gros armii litewskiej, wzmocnionej posiłkowym korpusem koronnym. Litwini, którzy ponieśli ciężkie straty w czasie kampanii letniej 1654 roku (Szkłów i Szepielewicze/Ciecierzyn), w sporej części składali się z oddziałów nowego zaciągu – najbardziej brakowało jakże potrzebniej w działaniach oblężniczych piechoty i dragonii, która trudno było odbudować. Stąd też i wsparcie ze strony wojsk koronnych, króla Jan Kazimierz przysłał min. regiment gwardii pieszej i dwie jednostki dragonii  (patrz poniżej). Spróbujmy się więc przyjrzeć, które jednostki możemy z całą pewnością zidentyfikować jako biorące udział w walkach.
Na pierwszy ogień weźmiemy piechotę i dragonię, kawalerii wszelakiej poświęcimy osobny wpis, tamże znajdzie się i nota bibliograficzna. Przy opisie jednostek podaję w nawiasie ich stan etatowy z początku kampanii – oczywiście nie należy się nim zbytnio sugerować, jako że rzadko który oddział przystąpił do kampanii w pełnym składzie, a straty w czasie walk były bardzo duże. Zwłaszcza oddziały litewskie, biorąc pod uwagę straty poniesione w lecie 1654 roku, mogły mieć problem z osiągnięciem stanów. Z litewskich regimentów piechoty cudzoziemskiej tylko oddział Niemirycza mógł walczyć pod Mohylewem – regiment hetmana wielkiego Janusza Radziwiłła wciąż nie został jeszcze odbudowany po Ciecierzynie  w takiej liczbie, by mógł się liczyć w walkach; utraconych w Smoleńsku regimentów Korffa i Tyzenhauza nie odbudowano. W okresie walk o Mohylew w służbie nie widzimy też jeszcze dużego (zakładano 1000 porcji) regimentu dragonii Macieja Gosiewskiego. Identyfikacja oddziałów na podstawie wzmianek o ich udziale w szturmach, nie oznacza to oczywiście, że wyczerpuje to listę walczących oddziałów. Póki co udało mi się jednak odnaleźć następujące:

I. Piechota
- koronny regiment gwardii pieszej JKM Jana II Kazimierza, dowodzony przez Fromholda von Ludinghausena Wolffa (1200 porcji w 9 kompaniach, z tego prawdopodobnie 2 kompanie pozostały w Koronie) –w toku kampanii miał stracić aż połowę stanu liczebnego (sic!), ulegając zmniejszeniu do 616 porcji
- koronny regiment ks. Bogusława Radziwiłła pod Janem Berkiem (1044 porcje)
- litewski regiment piechoty Jana Niemirycza pod Bogusławem Przypkowskim (1000 porcji)
- litewska chorągiew piechoty węgierskiej hetmana Janusza Radziwiłła pod kapitanem Samuelem Janem Juszkiewiczem (200 porcji) – kapitan został ciężko ranny podczas szturmu 23 kwietnia 1655 roku
- litewska chorągiew piechoty węgierskiej ks. Bogusława Radziwiłła pod Stanisławem Skarbkiem (100 porcji)

II. Dragonia
- litewski regiment dragonii hetmana wielkiego Janusza Radziwiłła pod Hermanem Ganzkopfem (600 porcji?) – Ganzkopf ranny w trakcie szturmu 23 kwietnia 1655 roku
- litewski regiment dragonii ks. Bogusława Radziwiłła pod Eberhardem Puttkamerem (600-700 porcji w 5 lub 6 kompaniach)
- koronny regiment dragonów gwardii JKM Jana II Kazimierza, dowodzony przez Fryderyka Molla (600 porcji, prawdopodobnie w 6 kompaniach)
- koronny regiment dragonii Ludwika Weyhera (541 porcji w 4 kompaniach) – Weyher nie uczestniczył w kampanii
- litewski regiment dragonii Jana Ernesta Korffa (750 porcji w co najmniej 4 kompaniach) – dowódca regimentu został ranny w trakcie szturmu 16 lutego 1655 roku
- litewska (prywatna) dragonia Kazimierza Leona Sapiehy – prawdopodobnie dwie kompanie (chorągwie), dowodzone przez Wilhelma Klata i Jana Krugera

czwartek, 7 kwietnia 2011

Pan Sebastian opowiada o... BPP

Opowieści Sebastiana Cefaliego zakończymy na piechocie. Znajdziemy tam wzmiankę o krótkotrwałym funkcjonowaniu urzędu generała piechoty w armii koronnej:
Dawniej piechota w Polsce składała się z Węgrów, zwanych pospolicie hajdukami, których teraz używają tylko do parady w publicznych uroczystościach i usług domowych. Kozacy nim się zbuntowali, służyli także w piechocie i dzielnie się bili mianowicie w wojnach z Turcyą. Później zaczęto zaciągać do piechoty cudzoziemców, dziś złożona po większej części z chłopów polskich zatrzymała nazwisko cudzoziemskiej. Stanowiła niedawno znaczną część wojska, dziś dla braku pieniędzy prawie rozpuszczona. Piechota była bardzo liczna i bitna, lecz w ostatnich wyprawach króla przeciw Kozakom i Moskwie prawie cała dostała się do niewoli. Urządzona jest na sposób niemiecki, chociaż żołnierze są chłopi polscy, oficerowie ze wszystkich narodów.  W wojnach kozackich a mianowicie pod Beresteczkiem było przeszło 12 000 piechoty [chyba nieco zawyżona liczba, która zawiera piechotę cudzoziemską, polską i dragonię]. Zdawało się królowi dać jej wodza obeznanego z trybem niemieckim, i wyznaczył Bogusława Radziwiłła z niemałem szemraniem szlachty, której niepodobało się widzieć zaprowadzające się zwyczaje cudzoziemskie. Po jego przejściu na stronę Szwedow dana była komenda z tytułem generała [Janowi] Zamojskiemu, który go zrazu przyjął, potem zaniechał, bądź dla wkrótce potem powstałych konfedaracyj wojskowych bądź że nie chciał narazić się żołnierzom i wodzom z zawiścią poglądającym na ten nowy stopień generalski.
  

Pan Sebastian opowiada o... rajtarii i dragonach

O rajtarii napisał Cefali zdawkowo i, niestety, zupełnie błędnie:
Prócz pułku rajtarów w. marszałka, wszystkie inne ich chorągwie rozrzucone po wojsku zaledwie złożyłyby drugi pułk.
De facto w 1665 roku nie było już w armii regimentu rajtarii Lubomirskiego. Jednostką rajtarską, acz ‘ukrytą’ pod mianem regimentu arkabuzerii była regiment podstolego sandomierskiego Marcina Ścibora Chełmskiego – w jego skład weszły kompanie z rozwiązanych regimentów rajtarskich. Od III kwartału 1665 roku w służbie był rajtarski skwadron Jana Odrowąża Pieniążka, dowodzony przez Jakuba Wolffa, jednak nie sądzę by istniał w okresie gdy Cefali pisał swoją relację.

Bardzo krótka jest też wzmianka o dragonach:
 Więcej jest dragonów, i ci prawie wszyscy są Polacy.
Fakt, że jednostek tych było sporo – 4 regimenty, 3 skwadrony i 1 chorągiew.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Pan Sebastian opowiada o... znakach lekkich

Opis kawalerii armii koronnej według Sebastiana Cefaliego to jeszcze jazda lekka, czyli wołoska i tatarska:
Wołosi jest to lekka jazda złożona z ludu wołoskiego, dawniej podległego Polsce, dziś Turcyi. Używana do podjazdów, niepokojenia nieprzyjaciela, dostania języka, lekko jest uzbrojona. Łuk, pałasz i pistolety są jej bronią, niektórzy zamiast łuku mają karabin, przedniejsi odziani siatką żelazną. Są to wielcy rabusie, ale bitni, liczba ich w całem wojsku nie dochodzi do dwudziestu chorągwi [a tu się musiało coś Cefaliemu pomylić, gdyż w 1665 roku w armii koronnej była tylko jedna chorągiew wołoska!]
Tatarzy są z osad perekopskich przeniesionych do Polski i nadanych wielkiemi przywilejami dla zachęcenia ich do służby wojskowej: bo gdy Rzplita miała ich od najdawniejszych czasów na żołdzie, tym którzy przywiązali się do Polski i żądali w niej osiąść, wyznaczono grunta, żeby ich mieć pod ręką w każdej potrzebie. Wyznają religię mahometańską, za broń mają łuk i strzały. Nie masz ich w wojsku koronnym nad 10 chorągwi [a tu liczbę wysoce zaniżył, gdyż było ich 25 – być może chorągwie tatarskie pomyliły mu się z wołoskimi?], w litewskiem daleko więcej [17, czyli tak naprawdę mniej niż w armii koronnej].     

Pan Sebastian opowiada o... jeździe kozackiej

A oto co Sebastian Cefali miał do powiedzenia o jeździe kozackiej, a i rajtarzy się załapią:
Kozacy jest to także lekko uzbrojona jazda szlachecka. Noszą kolczą zbroję, na głowie misiurkę, z której siatka żelazna spada na ramiona i podpina się pod brodą. Na popisach szlachta ma łuki, ale w bitwie używa karabina. Nieszlachta jest podobnie ubrana i uzbrojona, i cała różnica zależy na tem, że równie jak w chorągwiach husarskich jedni idą przed, drudzy za muzyką. Ta jazda pomnożyła się znacznie po buncie Kozaków, dla zstąpienia ich ubytku.  
Roty pancerne podobne do naszych kirasjerów zostały zupełnie zaniechane, a na ich miejsce wprowadzono znaczną liczbę rajtarów niemieckich, których teraz [czyli w 1665 roku] jest mało. 

Pan Sebastian opowiada o... husarii

Pośród datowanej na 1665 rok Relacyi o stanie politycznym i wojskowym Polski autorstwa Sebastiana Cefaliego, sekretarza Jerzego Lubomirskigo, znajdujemy bardzo interesujący opis polsko-litewskiej wojskowości. Jako że bardzo lubię takie spostrzeżenia pióra odwiedzających nasz kraj cudzoziemców, spojrzymy jak to Cefali opisywał wojskowość RON. W pierwszym odcinku chluba armii czyli husaria.
Wojsko kwarciane składa się z Hussarów, Kozaków, Wołochów i Tatarów. Z tych hussary zasługują na szczególniejszą uwagę tak dla niezrównanego męstwa, jako też osobistej godności. Mają coś podobnego do dawnej jazdy włoskiej [wszak autor relacji jest Włochem – K.], chociaż w karności i uzbrojeniu różnią się od niej. Oprócz szabli broń ich jest lanca zwana kopią, wewnątrz próżna, zwierzchu opleciona surowem rzemieniem i oblana smołą, którą jeździec pędząc na koniu przebić może na wylot zbroję. Dłuższa jest od spisy, pod żelazem ma proporzec kitajkowy, w środku przecięty, coraz węższy u dołu i tak długi że dotyka ucha końskiego. Chorągwie odróżniają się kolorem proporców i drzewców kopij, które wkładają się w rurkę rzemienną kilka razy złożoną, przymocowaną do kuli siodła i łączącą się ze strzemieniem. U łęku z lewej strony mają pistolet, pod lewym udem przywiązany do siodła koncerz bardzo długi, którego używają po skruszeniu kopii. Na zbroi noszą skórę tygrysią lub lamparcią spiętą pazurami na lewym ramieniu. Z tyłu mieli zwyczaj przyczepiać duże skrzydła sępie, które w pędzie czyniły wielki szelest, ale teraz mało kto ich używa. Każdy służy najmniej za trzech, to jest powinien przyprowadzić z sobą do chorągwi dwóch ludzi dorodnych, równie dobrze uzbrojonych i na dobrych koniach, którzy  dla różnicy od panów noszą skóry niedźwiedzie lub wilcze, skrzydła i oprócz innego uzbrojenia karabin. Chorągwie husarskie były prawie zarzucone w wojnach z Kozakami i Tatarami, bo na mało się przydały z nieprzyjacielem nieznającym porządnym sztuki wojowania, ale gdy się zaczęła wojna ze Szwedami i Moskwą powróciły znowu do dawnego znaczenia. Przedniejsza szlachta zaciąga się do tych chorągwi i zasłużeni oficerowie, którzy dowodzili Kozakami lub w innych dobornych pułkach, nie mają sobie za ujmę służyć jak prości żołnierze w hussarach. Chorągiew husarska kosztuje daleko więcej niż pułk jazdy zwyczajnej lub piechoty cudzoziemskiej, a w szczególności rotmistrza, który prócz dostarczenia kopij swym podkomendnym musi ich hojnie częstować i udarować. Roku 1661 było tylko w całem wojsku [koronnym] sześć chorągwi husarskich: jedna królewska z 200 ludzi, której namiestnikiem był [Stefan] Czarniecki wojewoda ruski; druga [Stanisława] Potockiego wielkiego hetmana koronnego z 200 ludzi; trzecia wielkiego marszałka koronnego [Jerzego] Lubomirskiego z 200 ludzi; czwarta [Jana] Zamojskiego ze stu ludzi; piąta i szósta brata i syna marszałka [chorągwie Aleksandra i Stanisława Lubomirskich], każda ze stu ludzi. W chorągwi złożonej z 200 ludzi nie masz więcej jak 60 szlachty, reszta przyprowadzona i uzbrojona przez nich dopełnia liczbę. Żołnierze szlachta tak hussary jak kozacy zowią się towarzysze, i zostają w takiem poszanowaniu, że sami hetmani dając im rozkazy nazywają ich panowie bracia. W marszu naprzód idą towarzysze, za nimi muzyka złożona z trąb, surm i kotłów, za nią dopiero żołnierze nieszlachta.    

sobota, 2 kwietnia 2011

Halo halo, tu nocny jastrząb...

Kwiecień na blogu rozpoczniemy wątkiem niczym z powieści o Jamesie Bondzie. W 1670 roku przybył do Polski Francuz ukrywający się pod przydomkiem Monsieur Beauval. Był to w istocie agent króla francuskiego, Jean de Courthonne, kanonik z Lisieux, opat Paulmeirs i Harchagrats. Jego misją było nawiązanie kontaktów z polską opozycją wobec króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, u której chciano uzyskać poparcie dla francuskiego kandydata na tron RON. Emisariuszowi temu w charakterze sługi towarzyszył pochodzący z Fryzji Ulryk von Werdum. Pozostawił on po sobie kapitalny opis naszego kraju – znajdujemy tam wzmianki o kuchni, ubiorze czy zwyczajach Polaków, a także wnikliwy opis zniszczeń z których powoli podnosiła się Korona po wojnach kozackich i szwedzkich. Zapewne pan Ulryk zawita wielokrotnie na strony bloga, jego pierwszy występ będzie jednak bez wątpienia typowo szpiegowski, a dotyczy okresu negocjacji Monsieura Beauval z oficerami armii koronnej, na czele z hetmanem Sobieskim. Zobaczymy jakże to szpieg zmieniał tożsamości – i to w nader przemyślny sposób, zważywszy na jego misję. Najlepiej  będzie czytać przy motywie muzycznym z przygód 007…
Cały ten początek lata siedzieliśmy incognito na zamku łowickim. Negocyacya pana mego, abbe de Paulmiers, z innymi grandami [magnatami] była już tak jakby ukończona. Prosta atoli szlachta z armii polskiej, którą nazywają imieniem towarzyszów, a którzy się ze wszystkich polskich rodów jako najodważniejsi i najdzielniejsi oddają służbie wojskowej – ta prosta szlachta trzymała jeszcze prawie bez wyjątku bardzo gorliwie z królem Michałem Wiśniowieckim. Dla tego uznano za odpowiednie, żeby pan mój przez niejaki czas był obecny w armii, aby z głównymi oficerami, samymi dobrymi przyjaciółmi Francuzów, codziennie mógł się naradzać, jakby to dalej całą armię pozyskać i na korzyść [francuskiego kandydata do tronu] księcia de Longueville przeciw królowi Michałowi skonfederować można. Ponieważ zaś taka obecność w armii pociągała za sobą niezmiernie wielkie niebezpieczeństwa i obawiać się nam było trzeba najokrutniejszego z nami postępowania, gdyby towarzysze wtedy  nas poznali, postanowiono, że pan mój ma udawać inżyniera, który świeżo z Kandyi [dzisiejszy Heraklion/Iraklion na Krecie] przyjechał i że ma wyrobić sobie pozwolenie od samego króla Michała do służenia w Polsce przeciw Turkom, którzy się wtedy już wojną grozili, tak jak to poprzednio czynił w Kandyi, gdzie przecież nigdy nie był, ale całą tę wojnę z oblężeniem i wszystkimi wypadkami znał tak dobrze, że pewnoby mądrzejszym ludziom od Polaków [sic! Jakie to obraźliwe!] potrafił wmówić, jako osobiście brał udział przy oblężeniu Kandyi.
I rzeczywiście dostał też potem patent z podpisem i pieczęcią króla Michała, w którym go rekomendowano wszystkim oficerom jako pana inżyniera królewskiego. Dotąd nazywał się monsieur Beauval albo monsieur du Buorg albo Maciej Olewic, teraz zaś nazwał się Jean Bardouis, le Chevalier de Saconnay. Po tem nazwisku i charakterze królewskiego inżyniera znano go w wkrótce w całej armii.
Ja zaś dotąd zwałem się Chrystian Freson, teraz zaś nawałem się Gracyan Ulric. Większa część Polaków, po części także nasi Francuzi nie znali mnie pod innem nazwiskiem jak Ulric.