środa, 16 czerwca 2010

Natomiast jeśli się będziecie sprzeciwiać i stawiać opór...


Kiedy wojska tureckie przybyły w 1683 roku pod Wiedeń, wielki wezyr Kara Mustafa miał wystosować list do obrońców i mieszkańców miasta, namawiając ich do złożenia broni. Odezwę ową, w przepięknym tłumaczeniu Zygmunta Abrahamowicza, pozwolę sobie zacytować in extenso, jako że to nader ciekawy przykład obietnic ale i gróźb, którymi często oblegający próbowali w takich sytuacjach skusić obrońców do kapitulacji. W tym akurat przypadku mamy jakże interesujący aspekt religijny, gdyż Kara Mustafa stara się skłonić Austriaków do przejścia na islam, dając im jednak opcję pozostania przy wierze chrześcijańskiej. Oczywiście przedstawia też mrożącą krew w żyłach alternatywę, jeżeli Wiedeńczycy zdecydują się na stawienie oporu armii tureckiej.

Kara Mustafa pasza do dowództwa i ludności Wiednia

Powód spisania trzciną listu i skreślenia pisemnej odezwy jest następujący: O wy, generale i żołnierze tudzież inni przedni mężowie i mieszkańcy zamku Wiednia! Niech wam będzie wiadomo, że dzięki łasce Boga Wszechmogącego i Wzniosłego tudzież obfitującym w błogosławieństwa cudom słońca obydwóch światów — Proroka naszego, Pana Mahometa Wybranego (któremu niech Ałłah Najwyższy błogosławi i Go w pokoju zachowa!) — na monarszy rozkaz najpotężniejszego z sułtanów epoki i najwspanialszego chakana tych czasów — najjaśniejszego, potężnego, majestatycznego i wspaniałego jegomości pana naszego, cienia Ałłaha na dwóch kontynentach, padyszacha oblicza ziemi, przybyliśmy z jego zwycięskimi wojskami takimi, że ich ziemia nie zdoła pomieścić, pod zamek Wiedeń z zamiarem zdobycia wspomnianego zamku i wyniesienia Słowa Bożego na wysokości.

Jednakże wobec tego, że w prawie pana rodu ludzkiego istnieje zasada: „Przed mieczem — propozycja islamu", proponujemy najpierw wam we własnych waszych osobach islam. Jeżeli staniecie się muzułmanami, będziecie ocaleni. Jeśli nie stając się nimi poddacie zamek bez walki, to zastosujemy się w nim do przykazania Ałłaha: maluczkim z was ani wielmożom, bogatym ani biednym wyrządzona nie będzie żadna krzywda — wszyscy będziecie żyć w bezpieczeństwie i pokoju. Każdemu z was, kto zapragnie wynieść się do innej jakiej miejscowości, nie zadając gwałtu ani nie naruszając jego mienia lub zapasów żywności przyda się zaufanego człowieka i wyśle się go razem z żoną i rodziną oraz wyprawi go do upragnionej przezeń miejscowości. Ten zaś, kto zechce pozostać, będzie wraz ze swoim majątkiem i zapasami żywności wzięty w opiekę i pozostanie w spokoju na poprzednich warunkach.

Natomiast jeśli się będziecie sprzeciwiać i stawiać opór, wówczas z łaski Ałłaha Najwyższego zamek Wiedeń zostanie przemożną potęgą padyszacha zdobyty i opanowany, a wtedy ani jednej osoby nie oszczędzi się i nie pożałuje, lecz gwoli Ałłaha Najwyższego, który stworzył ziemię i niebiosa, a żadnych wspólników nie ma — wy sami będziecie wyrżnięci, mienie wasze i zapasy żywności będą złupione, zaś wasze dzieci pójdą w jasyr.

I pokój z tym, kto idzie w ślad za Przewodnikiem.

[W obozie na polu pod Wiedniem]

wtorek, 15 czerwca 2010

Świnia, koń i kozioł...


Słów kilka o tym, jak to BPP (skrót znany miłośnikom prozy Andrzeja Sapkowskiego) radziła sobie, z braku pik (a czasami jako wsparcie dla takowych) z atakującą kawalerią przeciwnika. Będzie nawet kilka przykładów, acz ograniczę się tylko do Szwedów i Moskali. Nie mogłem niestety znaleźć żadnej odpowiedniej ilustracji z epoki, więc wyjątkowo wylądowałem w średniowieczu - alternatywą była Wojna Secesyjna, więc Azincourt wydało mi się sympatyczniejsze…

Najczęściej używane formy antykawaleryjskich przeszkód (celowo pomijam tu kwestię taboru, której zapewne przyjrzymy się innym razem) to:

'Kozły' - 'chevaux-de-frise' (konie fryzyjskie) czy też ‘hiszpańscy jeźdźcy/koni’- przeszkoda w formie drewnianych kozłów, uniemożliwiających szarże jazdy na piechotę.
'Świńskie pióra' (na Zachodzie Europy znane także czasami jako ‘szwedzkie pióra’) zaś to piki/pale z metalowym końcem, wbijane w ziemię i osłaniające muszkieterów. Czasami 'pióra' były dodawane do 'kozłów', jako ich wzmocnienie. Nazwa świńskie prawdopodobnie wywodzi się od krótkiej dzidy, używanej do polowania na dziki.

Tego typu przeszkody były używane w Niderlandach w czasie wojny Zjednoczonych Prowincji przeciw Hiszpanii, a jako że szkoła niderlandzka słynna była na całą Europę, wieści o ich zastosowaniu zaczęły docierać do przeróżnych zakątków kontynentu.

W 1601 roku, przed bitwą pod Kokenhausen w Inflantach, dowodzący armią szwedzką Carl Carlsson Gyllenhielm nakazał swojej piechocie (która nie miała pik):

By każdy żołnierz niósł ze sobą pal długi na 4-4.5 łokcia [237-267 cm] zaostrzony na końcu i opalony z obydwu stron, który będzie użyty jako ‘świńskie pióro’; w razie potrzeby wbić go w ziemię wokół piechoty, by zza niego bronić się ogniem dział i arkebuzerów.

Osłona ta działała całkiem dobrze, pierwsze ataki litewskiej jazdy zostały przy pomocy ‘piór’ odparte, dopiero dzięki wsparciu piechoty i artylerii żołnierze hetmana Radziwiłła przełamali szwedzki laager.

W 1621 roku w obliczy nowej wojny w Inflantach król Gustaw II Adolf zamówił dla swojej armii 16 000 'piór' (chodzi więc o pojedynczą sztukę) co mogłoby wystarczyć dla 28 regimentów piechoty. Nie wszystkie jednak regimenty armii szwedzkiej otrzymały swój przydział. Co ciekawe, szwedzka piechota miała otrzymać pierwsze dostawy dopiero w 1624 roku, jednak mamy przekaz z 1621 roku, mówiący o użyciu piór pod Rygą. Być może były to jednak improwizowane ‘pióra’, jak w przypadku bitwy pod Kokenhausen? Litewski husarz Jan Kunowski, biorący udział w nieudanej próbie odsieczy miasta oblężonego przez Szwedów, przekazał nam następujący opis:

Jako z dwiema spisami ma poczynać pieszy,

We zbroję przyoblókłszy nadzieją ich cieszy,

Krótszy jeden spis w ziemię wetknąwszy na przedzie,

Długi spis na trzy kroki nazad go uwiedzie,

Oparszy w ziemię trzymać każe Szwedom śmiele

A tak rzędem w regiment postanowi wiele.

Opis jest jednak o tyle dziwny, że sugerowałby użycie ‘piór’ przez pikinierów – jednak jest to błędna interpretacja, gdyż to muszkieterzy otrzymywali ‘pióra’ na swoje wyposażenie. Być może Kunowskiego zmylił fakt, że widział pikinierów tuz za szeregiem ‘piór’ i stąd zasugerował się, że to oni mieli i ‘krótsze spisy’?

Wendelin Schildknecht, inżynier w polskiej służbie podczas walk w Prusach w 1626 roku, opisuje w swym podręczniku Harmonia in Fortalitiis Construendis że 'schweinsfeder' był skuteczny przy zatrzymywaniu polskiej jazdy - muszkieter wbijał go w ziemię i strzelał zza takiej osłony. Inżynier pisze jednak, że używano ich tylko przez dwa lata - sam zresztą dziwi się, że tak krótko, sugerując iż być może ‘pióra’ były niewygodne w transporcie lub zarzucono je gdyż szwedzka piechota nie zawsze walczyła z polską kawalerią.

Opisy skutecznego użycia przeszkód przeciw kawalerii znajdujemy u naszych pamiętnikarzy, którym w drugiej połowie wieku przyszło się potykać z piechotą moskiewską nad Basią w roku 1660.

Jakub Łoś w Pamiętniku towarzysza chorągwi pancernej opisuje jak moskiewskie kozły (ostrostawidła) wyglądały:

Mieli z jodłowego drzewa wyschłego drągi, jakoby dobry pawąz, na nogach zakowanych, a były te drągi na łokci sześć [ok. 360 cm ] , o każde pół łokcia [ok. 30 cm] była dziura przewierciana, przez które przewłóczone były knybliki na rzemieniach do pik na to umyślnie zrobionych nadzwyczajnie długich.
Tymi tedy drągami i spisami naokoło każda batalija piechotna opasała się szeregami zwyczajnymi, w przód pikiniera postawiwszy, dość wytrzymywali z ogniem natarcie naszych, bezpieczni od rozerwania.

Jan Chryzostom Pasek z kolei w swym pamiętniku nazywa kozły (raczej błędnie) hulaj-gorodami, ale jego opis jest także interesujący:

Tak to niosą piechota przed szykami, a kiedy do eksperymentu postawią to na ziemi, a przez to podadzą muszkiety, to nijak na te rzeczy natrzeć, nijak rozrywać nieprzyjaciela, bo by się konie przebijały.

Dla kawalerii atak na tak osłoniętych piechurów był awanturą ryzykowną i kosztowną – tak jeżeli chodzi o ludzi jak i konie. Moskiewska piechota zażarcie broniła się zza osłon, kolejne szarże polskiej kawalerii odbijały się od ‘batalii’. Jak wspomniał o tym Pasek – jak na owych zdrajców napadniemy, to jak w gębę dał. Mimo klęski carskiej kawalerii, która uciekła z pola bitwy, piechoty nie udało się złamać. Wciąż osłonięte ostrostawidłami zgrupowanie moskiewskiej piechoty wycofało się z pola bitwy, niezłamane przez kawalerzystów Czarnieckiego i Sapiehy.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Dragonia pod Chocimiem w 1621 roku?


Notka tym razem krótka, rzecz opisywana nader wątpliwa, ale kto wie? Może mam nieco racji… [podziękowanie dla Radosława Sikory za konsultację - pozdrawiam!]
Tak sobie 'tropię' tu i ówdzie dragonię koronną i litewską w pierwszej połowie wieku i zacząłem się właśnie zastanawiać, czy czasem, mimo że opracowania o tym milczą, nie było jej też i pod Chocimiem w 1621 roku. Szperając w tych źródłach do których mam dostęp znalazłem póki co informacje dwóch uczestników wydarzeń:
- Stanisław Lubomirski wspomina o wysłaniu 20 swoich 'draganów' do blokhauzu obsadzonego 28 września
- Jakub Sobieski o tej samej sytuacji pisze wręcz o 'chorągwi draganów Rychterowej' (co prowadzi nas do następnego punktu - patrz niżej)
- Rychter w rejestrach wyprawy wymieniany jest na czele małego - 150 porcji - oddziału piechoty niemieckiej. To dało mi do myślenia, gdyż wszystkie inne jednostki piechoty niemieckiej to duże regimenty. Taka mała pojedyncza kompania piechoty nie bardzo tu pasuje (chociaż dodajmy, że zdarzały się i takie samodzielne oddziały), za to jako dragońska już jak najbardziej, gdyż pierwsze oddziały dragonii jakie pojawiły się w armiach RON – litewska rota Ceridona i koronna rota Seja – to właśnie niezbyt silne kompanie liczące odpowiednio 120 i 200 porcji.
Oczywiście teza o udziale dragonów w kampanii jest oparta na wątłych przesłankach – raptem dwóch zdaniach z diariuszy (acz, co znamienne, dotyczących wydarzenia z tego samego dnia), być może jednak coś jest tu na rzeczy? Być może uda się kiedyś odkryć coś więcej na ten temat, zawsze to jednak jakiś początek i punkt odniesienia do ewentualnych badań.

niedziela, 13 czerwca 2010

Fänikor i fanor


Pisząc o wyprawie Zygmunta III wspomniałem przy okazji o szwedzkich fänikor, a nie jest to określenie z którym często spotykamy się w polskich opracowanich. Warto więc w kilku zdaniach opisać organizację krajowej piechoty i kawalerii w Królestwie Szwecji w tym okresie – wszak przetrwała aż do lat 20-tych XVII wieku, kiedy to została wyparta przez reformy Gustawa II Adolfa.

Piechota podzielona była na tzw. fänikor [liczba pojedyncza – fänika], najlepszym polskim odpowiednikiem byłoby słowo chorągiew. Były to jednostki terytorialne, każda prowincja Szwecji i Finlandii wystawiała przypisaną jej liczbę oddziałów, zależnie od możliwości mobilizacyjnych. Fänika dowodzona była przez rotmistrza, dzieliła się na mniejsze pododdziały [ekwiwalenty kompanii] dowodzone przez kapitanów. Chorągwie miały zróżnicowaną wielkość – co prawda teoretycznie powinny liczyć wraz ze sztabem 542 żołnierzy, już jednak w połowie XVI wieku większość z nich miała od 200 do 300 ludzi. Oczywiście w toku ciężkich kampanii w Inflantach czy państwie moskiewskim rzeczywisty jednostek był jeszcze niższy . Najmniejsza szwedzka fänika Jonsa Larssona walcząca w 1605 roku pod Kircholmem miała zaledwie 82 żołnierzy, największa zaś – dowodzona przez Olofa Pederssona - 371 ludzi. Kilka fänikor na potrzeby kampanii mogło być połączonych w jeden regiment, licząc 4 do 6 chorągwi.

Kawaleria z kolei dzieliła się na fanor [liczba pojedyncza – fana], które także były jednostkami terytorialnymi. Dowodzone przez rotmistrza, miały liczyć od 120 do 300 ludzi. Różnica w wielkości wynikała, tak jak w przypadku piechoty, z możliwości mobilizacyjnych danej prowincji – np. największa szwedzka fana na początku wojny w 1600 roku to chorągiew z prowincji Uppland, licząca aż 500 koni stanu teoretycznego. W toku kampanii oczywiście były niższe. Żadna z terytorialnych fanor pod Kircholmem nie miała więcej niż 200 ludzi.

Specyficzną formacją była Adelsfana czyli pospolite ruszenie szlachty, wystawiane z ziem szwedzkich i fińskich. Zależnie od ilości wystawionych żołnierzy (z reguły szlachta opłacała zaciężnych, którzy stawali za nią w szeregach jednostki) i okresu mamy do czynienia z dwoma lub więcej fanor [znane jako Adelsfanor], jednak chorągwie te rzadko widzimy na polu bitwy. O wiele intensywniej działały tzw. Landsatare - fanor złożone ze szlachty estońskiej (a od 1600 roku i inflanckiej) – od sierpnia 1600 roku z każdych 15 dymów szlacheckich w Estonii właściciele musieli wystawić jednego konnego żołnierza. Estońskie i inflanckie fanor brały aktywny udział w wojnie 1600-1611, z tym że były to z reguły jednostki słabe liczebnie. Trzy inflanckie fanor walczące pod Kircholmem liczyły odpowiednio 60, 74 i 85 konnych.

piątek, 11 czerwca 2010

Mołojcy w Inflantach


Co prawda w tematy kozackie z reguły się nie zapuszczam, jednak tym razem zrobię wyjątek, gdyż rzecz dotyczy walk ze Szwedami, a na tym gruncie czuję się pewniej… Kiedy w 1601 roku hetman wielki koronny Jan Zamoyski przygotowywał silną armię koronną do wyprawy do Inflant, w skład jego wojsk mieli wejść i Zaporożcy. Zachował się popis pułku kozackiego w tej kampanii, który podaję poniżej. Stan etatowy z jesieni 1601 roku, kiedy Kozacy wkroczyli do Inflant:
Hetman Samuel Koszka, dowódca pułku kozackiego. Ranny w szturmie na zamek w Poltsamaa w nocy z 28 lutego na 1 marca 1602 roku, co ciekawe – miał zostać przypadkowo (?) postrzelony w plecy przez jednego z własnych żołnierzy. Na stanowisku hetmana zastąpił go doświadczony ataman Hawryło Krutnewycz
4 atamanów - znamy nazwiska wspomnianego powyżej Krutnewycza i Oryszewicza
8 esaułów
20 setników
Oboźny
Pisarz
4 chorążych
12 muzykantów
157 dziesiętników
1799 mołojców
12 puszkarzy
20 woźniców
Dokonania Kozaków w toku kampanii nie były zbyt imponujące. W nocnym ataku na Poltsamaa nie udało im się zdobyć zamku, stracili przy tym kilkunastu zabitych i ponad dwudziestu rannych, na czele z hetmanem. Następnie założyli obóz nieopodal Dorpatu (Tartu), gdzie spędzili prawie miesiąc. 27 marca, gdy zwijali obozowisko, ich tabor został zaatakowany przez szwedzką wycieczkę z Dorpatu – Kozakom udało się jednak odeprzeć napastników i rozproszyć ich ‘po chaszczu i błocie’, biorąc 3 jeńców. Następnie osłaniali linie komunikacyjne głównej armii Zamoyskiego, prowadzącej działania oblężnicze przeciw szwedzkim twierdzom. Jesienią 1602 roku, wracając z Inflant na Ukrainę, dopuszczali się do licznych grabieży i gwałtów w okolicach Połocka i Witebska, hetman Zamoyjski wysłał do nich posła z napomnieniem.

czwartek, 10 czerwca 2010

Kto tedy chciał do bramy z petardą...


W artykule Andrzeja A. Majewskiego, Liczebność polowej armii polsko-litewsko-kozackiej podczas wyprawy moskiewskiej królewicza Władysława w latach 1617-1618 [zamieszczonym w Studiach i Materiałach do Historii Wojskowości, t. XLV ] znajdujemy opis i liczebność grup uderzeniowych wojsk Władysława biorących udział w nocnym szturmie na Moskwę (10/11 października 1618 roku). Rzecz jest bardzo interesująca, gdyż we wnikliwy sposób oddaje skład atakujących oddziałów, możemy dzięki niej także prześledzić zaplanowaną taktykę szturmu. W niniejszym wpisie, w oparciu o pracę p. Majewskiego, spróbuję się nieco przyjrzeć szturmującym wojskom, gdyż rzadko mamy do czynienia z tak dokładnym opisem.

Atakujących podzielono na dwie kolumny, jedna miała zaatakować Bramę Arbacką, druga zaś Bramę Twerską.

Atak na Bramę Arbacką (Karwacką)

Jako pierwsi do ataku ruszyło ok. 400 węgierskich hajduków – była to nadworna rota samego królewicza Władysława pod dowództwem rotmistrza Bartłomieja Nowodworskiego, kawalera maltańskiego (jednak nie prowadził on hajduków – patrz niżej). Uzbrojenie w siekiery mieli wyrąbać ostrokół, który blokował dojście do samej bramy. Osłonę ogniem miało im dać ok. 200 muszkieterów z niemieckich rot pieszych Jacoba (Jakuba) Butlera i Begla

Za nimi posuwała się specyficzna ‘grupa szturmowa’ - 20 muszkieterów z petardami którymi miano wysadzić bramę i 20 muszkieterów z madrylem (słup z liną i bloczkiem, za pomocą którego podsuwano petardę pod bramę). Z nimi maszerował sam rotmistrz Nowodworski (który miał odpalić petardy) z wybraną grupą 50 spieszonych towarzyszy husarskich z chorągwi Jana Karola Chodkiewicza, Jakuba Sobieskiego i Mikołaja Kossakowskiego. Nowodworskiemu miało towarzyszyć kilku dworzan królewicza – w tym Jakub Sobieski i Jerzy Ossoliński

Oddział ten ubezpieczany był przez kolejną grupę ‘wsparcia ogniowego’ - rotę niemieckiej piechoty Piotra Learmonta (Lermunta) i spieszonych dragonów Seja – razem ok. 200 ludzi

Atak zamykały dwie roty rajtarskie – liczące 150 koni każda chorągwie Gaden i Sobieszczańskiego – a także silny (ponad 1000 ludzi) pułk lisowczyków Stanisława Czaplińskiego. W przypadku zdobycia bramy dwie pierwsze grupy miały obsadzić wyłom i zaatakować mury, podczas gdy muszkieterzy Learmonta, dragoni Seja i jazda mieli wedrzeć się do miasta.

Atak na Bramę Twerską

I ta kolumna prowadzona była przez żołnierzy z siekierami - 120 węgierskich hajduków Feliksa Niewiaromskiego i dwie roty polskiej piechoty czyli chorągiew Lwa Sapiehy (50 ‘drabów’) i Przyłuskiego (180 ‘drabów’). Wsparcie ogniowe zapewniali niemieccy muszkieterowie Wilhelma Appelmanna – 180 żołnierzy.

20 muszkieterów niosło petardy, kolejna 20 niosła madryl. Grupa z peterdami była wsparta przez ok. 80 spieszonych husarzy – Paweł Leśniowolski, starosta zatorski, miał tu pod komendą towarzyszy ze swojej chorągwi i rot z pułku Marcina Kazanowskiego.

Ogniem miało ich wesprzeć ok. 100 Szkotów Fullera i ok. 130 Niemców Brenna.

Za nimi Piotr Konaszewicz Sahajdaczny miał prowadzić aż 10 000 spieszonych Kozaków (być może jest to liczba zawyżona?).

Atak zamykało 600 rajtarów, podzielonych na 6 100-konnych rot – Aderkasa, Klebeka, Henryka von Rosena, Potemkina, Platemberga i Sokołowskiego. Rajtarzy wraz z Kozakami mieli, po zdobyciu bramy i murów przez piechotę, wedrzeć się do miasta.

Jak więc widzimy, atak zaplanowany był według najlepszych doświadczeń hiszpańskich czy niderlandzkich. Atak prowadziły silne grupy szturmowe, które miały wspierać się ogniem muszkietów i rusznic, otwierając drogę do wysadzenia petardami bram. Po wykonaniu wyłomu pozostała piechota i jazda - lekka w postaci lisowczyków i dobrze uzbrojona w broń palną czyli rajtarzy – miała utorować sobie drogę po ulicach miasta (identyczny manewr zastosowały wojska cesarskie przy zdobyciu protestanckiego Magdeburga w 1631 roku).

Niestety atak nie zakończył się sukcesem. Za pomocą petardy udało się wysadzić wejście do ostróżka moskiewskiego blokującego Bramę Arbacką (Karwacką) – atakujący wdarli się tam i wycięli moskiewskich obrońców. Nie udało się jednak za pomocą drugiej petardy wysadzić samej bramy, rotmistrz Nowodworski został ciężko ranny w prawe ramię. Przez całą noc toczono walkę ogniową z Moskalami broniącymi mury – bez większego skutku. Nie udało się także wysadzić Bramy Twerskiej. Gdy polscy piechurzy próbowali po drabinach dostać się na mury, okazało się, że tutaj zawiodło planowanie, gdyż drabiny były zbyt krótkie. Atakujący Polacy mieli stracić w nieudanym szturmie (według własnej relacji) ok. 50 zabitych i ponad 100 rannych (według źródeł moskiewskich Polacy mieli mieć aż 2000 zabitych!)

środa, 9 czerwca 2010

Muszkietnicy i hajduki - wyprawa Zygmunta III w 1598 roku


Zdań kilka dotyczących wojsk Zygmunta III w jego wyprawie do Szwecji w 1598 roku . Król z własnej szkatuły, a także przy pomocy zaciągniętych pożyczek, zdołał zgromadzić ok. 4000 żołnierzy. Byli to przede wszystkim węgierscy, niemieccy i polscy zaciężnicy (a także przynajmniej 100 Szkotów) , do których po przybyciu do Szwecji dołączyły szwedzkie oddziały wierne Zygmuntowi III (ok. 4000 ludzi). Niestety z wojskami królewskimi nie połączyły się wojska z Finlandii (dawny korpus Klasa Fleminga), których bez wątpienia zabrakło w ostatecznym starciu z ks. Karolem.
Pod Stegeborgiem 8 września 1598 roku król miał mieć do dyspozycji nieco ponad 5000 żołnierzy (aczkolwiek jedno ze źródeł podaje, z dużą przesadą, 10 000) – 3000 piechoty zaciężnej i 400-500 szwedzkiej, 200 zaciężnej i 1500 szwedzkiej jazdy.
Kalmar obsadzono garnizonem złożonym z 300 piechurów niemieckich i 100 piechurów szwedzkich, pod komendą Holausa (być może chodzi o zwolennika Zygmunta III, Olafa Larssona)
W przegranej bitwie pod Linköping (Stångebro) stoczonej 25 września 1598 roku armia miała liczyć ok. 8000 żołnierzy i 6 dział, znane oddziały szwedzkie to:
- szwedzka Adelsfanan (chorągiew kawalerii szlacheckiej) - ok. 300 ludzi
- ryttare z prowincji Småland – ok. 300 ludzi
- ryttare z prowincji Östergötland – ok. 300 ludzi
- 5 fänikor (chorągwie liczące od 200 do 500 ludzi) piechoty z prowincji Småland
- piechota z prowincji Västergötland i Östergötland (ilość fänikor nieznana)
Zidentyfikowane nazwiska oficerów towarzyszących Zygmuntowi III:
Oficerowie polscy – Jerzy Farensbach, Samuel Łaski
Węgierska piechota nadworna i zaciężna – ok. 1200 żołnierzy. Znani oficerowie to Kasper Bekiesz, jego syn Wacław, Caspar Horwatt,
Niemiecka piechota zaciężna – Peter (Piotr) Gottberg, Hildebrand Creutz (ranny pod Linköping), Foyt (? zginął pod Linköping)
Zaciężna jazda królewska – Jan Weyher (ranny pod Linköping)
Piechota szwedzka – Gustav hrabia Brahe, Gustav Baner, Stan Baner